Jeździmy rożnymi samochodami, z różnymi kierowcami, w różnych warunkach atmosferycznych. Wiele razy braliśmy udział w jazdach ekonomicznych np. Toyoty, Hondy, Fiata czy Mercedes-Benz. Nasz najlepszy wynik to 3,4 l/100 km za kierownicą Toyoty Prius czy 3,9 l/100 km Hondą CR-Z. Ostatnio jednak mieliśmy możliwość podpatrywania, jak to robią inni, szczególnie kobiety. Żalą się później swoim mechanikom, że ich VW Lupo czy Peugeot 206 pali 9 l/100 km w mieście. Dlaczego? Nie uwierzycie.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Instruktorzy szkół jazdy uczą różnych kursantów. Niektórzy przyswajają wiedzę szybko i z zapałem dążą do końcowego egzaminu. Inni też zdają (choć w nowym roku będzie znacznie trudniej), ale później wracają do starych nawyków. Nie uwierzycie dlaczego. Dzisiaj sporo przykładów, jak nie należy traktować silnika, skrzyni biegów i całej reszty.
Pamiętaj - tak nie wolno jeździć:
- rozgrzewanie silnika na postoju, bo są zaparowane szyby - słyszymy (nagminny wstręt do skrobania przymarzniętych szyb rano, cóż kobietom wybaczamy). Czy nie lepiej założyć pokrowiec na szybę przednią lub zastosować odmrażacz w aerozolu. Ostatecznie można zatrudnić... męża;
- jazda maksymalnie na 3 biegu w mieście. Silnik kręci się na wysokich obrotach i najzwyczajniej, zgodnie z prawami fizyki, odwdzięcza się maksymalnym spalaniem Pb95. Dlatego warto spojrzeć na obrotomierz. W niektórych rozwiązaniach (Toyota, Honda, Nissan, Mitsubishi, a także Volkswagen) kompaktowe samochody posiadają prosty wyświetlacz zmiany biegu. To się opłaca;
- stanie pod światłami na wciśniętym sprzęgle i załączonym pierwszym biegu! Nie, to nie wymyślone, tylko podpatrzone. Tłumaczenie - bo tak już jeżdżę, choć wielu już zwracało mi na ten element uwagę. Mówiąc wprost, nie sądziliśmy, że tak można masochistycznie torturować sprzęgło, skrzynię biegów i… samą siebie. A co się stanie, gdy zapomnę, o tym totalnym zaprzeczeniu podstawowych zasad nauki jazdy np. w momencie szukania torebki na tylnym siedzeniu, bo akurat dzwoni kosmetyczka, przypominając o zaplanowanym spotkaniu. W tym wypadku nasza wyobraźnia już nie chce tak daleko sięgać;
- gwałtowne przyspieszanie spod świateł, przeguby aż trzeszczą, panią wciska w fotel, pasażerowi z wrażenia prostują się loki na głowie;
- brak płynności podczas przełączanie wspominanych trzech biegów, nagminne szarpanie i siłowe manipulowanie lewarkiem zmiany biegów;
- wentylator i przełącznik temperatury niemal zawsze ustawiony na najwyższych obrotach, bo szyby są zaparowane rano. Problem w tym, że pani nie przełączyła przełącznika nawiewu na pozycję "nawiew na szybę przednią/tylną" tylko ma poz. "nawiew na nogi";
- przełącznik klimatyzacji AC włączony na okrągło. Sprężarka pracuje dziarsko, choć bezproduktywnie. W warunkach miejskich powoduje to zwiększenie zużycia paliwa nawet o 20-25 proc.;
- brak płynnego przyspieszania podczas redukcji biegów, pedał gazu praktycznie przyklejony do prawej stopy na maksimum (do przysłowiowej dechy);
- jazda od świateł do świateł na najwyższych możliwych obrotach, z gwałtownym hamowaniem. A wystarczy rozpędzić autko i płynnie dojechać na najwyższym możliwym biegu (praktycznie odcięcie paliwa, co pokazuje komputer) do sygnalizatora. Na biegu jałowym też nie zalecamy, bo komputer od razy przelicza i pokazuje całkiem sporą wartość "l/km". Przy odcięciu, praktycznie Zp spada do przysłowiowego „zera”. Nie wierzycie – sprawdźcie sami;
- brak systematycznej kontroli ciśnienia w ogumienie (ok. 1 proc. zwiększone Zp przy ciśnieniu zaniżonym o 0,2 bara);
- nawet zimą, jadąc do piekarni za następnym skrzyżowaniem (ok. 400 m) przemyśl zasadność użycia autka. Silnik jest niedogrzany, akumulator szybko traci pojemność (bo alternator nie zdąży go podładować, nawiewy dmuchawy pracują na maksimum swoich możliwości). Czy nie lepiej wziąć psa na spacer.
- parkowanie auta zawsze odbywa się na tzw. skręcie (koła wykręcone na maxa). Podczas uruchamiania silnika, akumulator musi dostarczyć dodatkowy prąd do silniczka elektrycznego wspomagania. W przypadku kół ustawnych "na wprost" silnik wspomagania nie pobiera prądu. To takie proste, że aż genialne, a jednak nie dociera do świadomości niektórych kierowców;
- odśnieżanie przedniej szyby wykonuje się najprostszą metoda - załączeniem wycieraczek. Jeśli są przymarznięte, silnik napędu również pobiera większy prąd. To horror dla baterii, znaczne skrócenie żywotności piór wycieraczek, przesłanka do szybkiego spalenia się silnika napędu;
- jazda zimą na letnich oponach, w dodatku różnych producentów (!), o rożnym stanie zużycia. Truizmem staje się już przekonywanie kierowców o wymianie opon letnich na zimowe. Fakt, w Polsce nie ma takiego obowiązku, ale już górale z Zakopanego potwierdzili tę teorię. Czasem zabraknie przysłowiowych 15 centymetrów, a odszkodowanie boli;
- po śnieżnej nocy pełnej wrażeń, spieszymy się rano, aby uruchomić auto. Zapominamy, o zgarnięciu zmiotką grubej warstwy świeżego puchu z dachu i szyb. To ewidentne niedbalstwo, co więcej, skutkuje nawet mandatem karnym. O drastycznym zwiększeniu współczynnika oporu powietrza Cx tylko wspominamy;
- itd., itd., etc.
Tak jeździć nie wolno, kobiety (ale także niektórzy mężczyźni) wiedzą o tym, ale za nic mają rady doświadczonych instruktorów. W warunkach zimowych prowadzi to do zerwania trakcji, wydłużenia drogi hamowania, w efekcie znacznie rośnie zużyciem paliwa.
Autor: Krzysztof Golec, AutoFlesz 2011-12-10 09:17
