Nawet instruktorzy nauki jazdy mający swoje szkoły i flotę pojazdów – ze względów oszczędnościowych zakładają tylko dwie opony zimowe, pozostawiając dwie letnie (choć nie wszyscy). Według nich wszystko jest w porządku, bo kodeks drogowy nie zabrania założenia opon - na jednej osi - pochodzących od tego samego producenta. Dobrze, ale problem pojawia się w chwili, gdy trzeba zdecydować – na przednią czy tylną oś założyć ten oszczędnościowy „wynalazek”. Odpowiadamy!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ważne - minimalna głębokość bieżnika
Pamiętajmy jednak, że minimalna wysokość bieżnika opon zimowych powinna wynosić nie mniej niż 1,6 mm (Rozporządzenie Ministra Infrastruktury Dz. U. z dnia 26 lutego 2003 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia). Jednak mistrzowie kierownicy nigdy by nie założyli takiej opony do swojego auta. Przyjmuje się, że taka minimalna, bezpieczna wysokość bieżnika to 4 mm (w autobusach nie może być mniej niż 3 mm).
Skoro już wiemy, co nieco, o wysokości bieżnika, to odpowiedzmy na pytanie co z tymi nieszczęsnymi zimówkami? Otóż nic się nie zmieniło w podejściu do bezpieczeństwa, choć polski ustawodawca nie podjął tematu o nakazowym przymusie ich stosowania w Polsce. Zmieniły się za to warunki klimatyczne w naszym kraju i liczba najlepszych modeli opon zimowych (Nokian WR D4, Continental ContiWinterContact TS850, YOKOHAMA W.drive V905, Goodyear UltraGrip 9 czy Michelin Alpin 5).
Napęd na przednią oś, opony zimowe "na przód"
Tak myśli większość kierowców. Zaletą tego rozwiązania jest dobra przyczepność podczas ruszania, także na zmrożonym śniegu. Wprawdzie kursant nie ma o tym pojęcia, ale nieznacznie skraca się droga hamowania (przy założeniu, iż opony tylnej osi nie są łyse) a odporność na aquaplaning – przy spokojnej jeździe – jest zadowalająca.
Niestety, zasad fizyki nie oszukamy. Co to znaczy? Otóż znacznie maleje skuteczność hamowania podczas jazdy po łuku i stosunkowo zwiększa się nadsterowność auta. Opanowanie zaś bocznego uślizgu jest... nie do opanowania przez nowicjuszy.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Napęd na przednią oś, opony zimowe "na tył"
Tylna oś samochodu lepiej stabilizuje na łuku, ale podjazd pod wzniesienie jest nieco trudniejszy. Pewną poprawę przynoszą układy do ruszania "pod górę". Wydłuża się też droga hamowania na śniegu i brei śniegowo-lodowej.
Napęd na tylną oś – opony zimowe "na przód"
To najgorszy wybór, zwłaszcza iż samochody tylnonapędowe są zwykle nadsterowne. Notuje się tu wzmożony aquaplaning, problemy z ruszaniem na śniegu to norma, a układy trakcji „szaleją”, jak w piosence Maanamu „Szał niebieskich ciał”. Mówiąc prościej pokładowe układy trakcji wykrywają tzw. czarny lód i w praktyce uniemożliwiają jazdę – tak jak w Lexusie RC F.
Napęd na tylną oś, opony zimowe "na tył"
Kolejny błąd. Dość bezpieczne wykonywanie manewrów na śniegu i mokrej nawierzchni, jedynie droga hamowania może się wydłużyć. Trzeba się jednak liczyć z niebezpiecznym prowadzeniem podczas większych prędkości.
Najlepsze rozwiązanie to...
Montaż czterech opon zimowych na drugim komplecie felg. Dziś nie ma już ograniczenia, co do stosowania (preferowania) felg stalowych, gdyż tzw. alusy są już odporne na utlenianie po zetknięciu z solą i śniegową mazią.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wulkanizatorzy jednak zalecają wyważanie takich opon przed każdym montażem (przed zimą), a tzw. rotowanie ogumienia powinno się odbyć po stwierdzeniu, iż "kapcie" osi napędzającej zużywają się szybciej.
Nowe opony zimowe mają bieżnik nieco większy niż 8,1 mm, a tzw. nalewki jeszcze głębszy. Nikogo zatem nie powinno dziwić, iż po niemal całym sezonie, opony na tej osi zużyją się do 7,6- czy 7,3 mm. Dlatego warto zajrzeć do charakterystyki danej opony i zapoznać się z parametrem ścieralności. Wspominane przez nas Nokiany WR-D4, znakomite fińskie opony zimowe, po sezonie miały zdarty bieżnik do 7,2-7,3 mm.
Na oponach zimowych nie warto oszczędzać, dziś już można kupić dobry kpl. klasy popularnej np. Kormoran Snowpro B2 205/55R16 w cenie 1990-2012 zł/szt. i przejeździć na nich co najmniej 3 sezony. Do driftu i sportowych wrażeń nie nadają się, ale pan w kapeluszu spokojnie przejedzie śnieżne perturbacje w mieście. W górach - niestety - często przydają się łańcuchy!
Odradzamy kupowania opon używanych, mogą być trudne do wyważenia, nierówno starte, z tzw. pułapkami eksploatacyjnymi. Jeśli chodzi o opony regenerowane, to zdania użytkowników są podzielone, jedni je chwałą za bardzo dobra cenę, głęboki bieżnik – inni twierdzą, że to porażka handlowa.

Opony wielosezonowe
Coraz więcej producentów chwali się oponami wielosezonowymi. Ale nasz mistrz oponiarski Mariusz Budnik mówił zawsze – coś , co jest do wszystkiego – jest do niczego.*/ Fakt odpada problem cyklicznej przekładki, przechowywania, podmiany śrub do "alusów". W zamian gwarantują względnie dobry komfort jazdy zimą, ale jeszcze nie zastępują opon zimowych (z logo śnieżynki i szczytu górskiego).
Przypominamy też, że symbol M+S (ang. mud+snow) nie oznacza, iż są to opony zimowe (tylko błotno-śniegowe). O tym decyduje nie tylko skład mieszanki gumowej, ale także bieżnik z tzw. lamelkami.
*/ śp. Mariusz Budnik - nasz wieloletni ekspert oponiarski. Odszedł do domu Ojca całkiem niedawno. Rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia.
redakcja autoflesz.com![]()