Rajd Dakar 2017 dojechał do mety. Jak napisaliśmy niedawno, totalne ulewy pokrzyżowały organizatorom przeprowadzenie rajdu tak, jak to zapowiadano na początku. Faworyci al-Attiyah i C. Sainz nie zawiedli, ale ich maszyny nie dały rady. A Polacy? Cóż, nie zawsze się wygrywa...
fot. Peugeot
Przekonał się o tym Rafał Sonic, który już na początku rajdu miał wypadek i stracił wiele cennych godzin. Nie mniej Sergiej Karyakin, zwycięzca konkurencji quadów był faktycznie najlepszy. Doskonale nawigował, a jego maszyna nie ulegała awarii. Sonic gonił stawkę, ale straty były zbyt duże. Debiutant Kamil Wiśniewski zajął 10 miejsce.
Wśród samochodów bezapelacyjnie pierwsze miejsce dla Stefana Peterhnsela (Peugeot). Sebastian Loeb był drugi i przegrał zaledwie o 5 min 13 sekund. Trzecie miejsce dla kolejnego asa Peugeota Cyryla Despress (33 min 38 s straty do zwycięzcy).
Trzecie miejsc wśród samochodów ciężkich zajął Dariusz Rodewald (Iveco), mechanik holenderskiego kierowcy Gerarda de Rooya. Wśród motocyklistów wygrał Sam Sunderland, W. Brytania (KTM 450). Siodme miejsce Jakuba Przygońskiego (Mini), sponsorowanego przez PKN Orlen to bardzo dobra pozycja, nie tak dawno Adam Małysz marzył o takim miejscu. Wyszło, jak zwykle...
– Jesteśmy na mecie! Strasznie się cieszymy. Naszym celem na Dakar była pierwsza dziesiątka, więc siódme miejsce to ekstra wynik! Mieliśmy dobre tempo i zebraliśmy pozytywne recenzje od pozostałych zawodników. Cała czołówka Dakaru to kierowcy znacznie ode mnie starsi, niektórzy nawet dwukrotnie. Byłem w stanie stawić czoła ich ogromnemu doświadczeniu i ścigać się z nimi jak równy z równym, z czego bardzo się cieszę – powiedział Kuba Przygoński
Źródło: Eurosport, dakar.pl![]()