Ten dzień przejdzie do historii polskiego sportu olimpijskiego. Kamil Stoch zdobył swój drugi złoty medal na dużej skoczni w Soczi. Oddał dwa perfekcyjne skoki – i tak jak przepowiadał mu Wojciech Fortuna, przeszedł do panteonu sław Igrzysk Olimpijskich. Drugą, wielką niespodziankę sprawił nam panczenista Zbigniew Bródka, który na dystansie 1500 m pokonał o… 3 tys. sekundy faworyzowanego Holendra. GRATULUJEMY.
fot. AFP
Zacznijmy od Kamila, żadnemu polskiemu sportowcowi nie udało śię zdobyć dwóch złotych medali olimpijskich. Styl, determinacja, opanowanie i wykonanie założeń taktycznych przyniosły efekt. Stoch, w pierwszej serii skoczył 139 m, pobił rekord skoczni. Przyznajmy, że fantastycznie spisał się niemal 42-letni Noriaki Kasai, który skoczył tę sama odległość, ale z niższymi ocenami sędziów. W drugiej serii Stoch zaliczył 132,5 m, Kasai poszybował metr dalej. Mimo to Kamil dostał ponownie wyższe oceny od sędziów.
Odnotujmy jednak - najdalej w drugiej serii skoczył Niemiec Marinus Kraus 140 m (z 24. pozycji wskoczył na 6.) i jest nowym rekordzistą skoczni na Krasnej Polanie. Był jeszcze skok na odległość 144,5 m, ale Dimitrij Wasiliew nie ustał tej rekordowego lotu.
Tym samym Kamil Stoch przejdzie do historii, a jego trener Łukasz Kruczek zamknął usta niedowiarkom, malkontentom i pesymistom nagminnie karcących jego metody treningowe.
Warto jeszcze wspomnieć, że sponsor Kamila – po zdobycie pierwszego złota – zafundował niezwykły prezent. Do Soczi przyjechała jego żona Ewa, która na żywo oglądała olimpijski skok po zloty medal.
Wyniki na dużej skoczni:
- Kamil Stoch, Polska 278,7 pkt.
- Noriaki Kasai, Japonia 277,4 pkt.
- Peter Prevc, Słowenia 274,8 pkt.
Oto co powiedział o Kamilu słynny trener Adama Małysza:
- Kamil był po raz kolejny bardzo mocny mentalnie, a jego technika w tej chwili jest najlepszą z możliwych w skokach narciarskich. Jego telemarki są po prostu wspaniałe. Wszyscy mówili o Wolfgangu Loitzlu jako wzorze takiego lądowania, ale dla mnie, w tej chwili, Kamil jest najlepszy - powiedział Hannu Lepistoe /źródło: Eurosport/
fot. ad.nl
Zbigniew Bródka – był czarnym koniem wyścigu na 1500 m. Panczenista z Domaniewic jest strażakiem, a o potrzebne fundusze na start olimpijski starał się praktycznie sam. Przypomnijmy, że b. ministra Mucha zaliczyła ten sport do kategorii nieperspektywicznych i niedochodowych.
Strażak z Łowicza, tylko dzięki przychylności kolegów i komendanta bryg. Jacka Szeligowskiego (komendant PSP w Łowiczu) dokonał rzeczy niemożliwej – pogodził wyczynowy sport z pracą. Co więcej, zapowiedział że wróci z Soczi z tarczą. Chylimy czoła, to przykład bez precedensu, upór i wiara we własne umiejętności, do tego zero medialnego szumu. I tak już od ponad 20 lat.
Przypomnijmy, że na sukces Justyny Kowalczyk pracuje cały sztab ludzi, serwismeni (od stylu klasycznego i dowolnego), fizykoterapeuci, do tego kilkaset kompletów nart, sponsorzy i media czekające na to powie mistrzyni wstając rano z hotelowego łóżka. O jej guru i twórcy sukcesów, trenerze Aleksandrze Wierietelnym mówi się niewiele. Podpowiadamy, ten trener był także twórcą sukcesów Tomasza Sikory i drużyny polskich biathlonistów, później został osobistym trenerem Justyny.

Wróćmy jednak do naszego złotego strażaka. Bródka wygrał z faworyzowanym Holendrem o 3 milisekundy. Koen Verweij płakał jak dziecko, nie mógł zrozumieć, że strażak z Domaniewic wydarł mu złoto.
- To pierwszy taki przypadek na tych igrzyskach, że złoto w rywalizacji mężczyzn w panczenach wygrał zawodnik spoza Holandii - pisze serwis ad.nl
Holendrzy, a w zasadzie media, huczą: "Bródka zepsuł holenderską imprezę".
Taki jest sport, nieprzewidywalny, do tego mierzony najprecyzyjniejszymi urządzeniami. Trzy milisekundy to… długość zaledwie kilku centymetrów (dokładnie 42 mm). Dlatego już dziś podnosi się problem wręczani dwóch złotych medali np. w zjeździ, bobslejach czy jeździe szybkiej na lodzie.
GRATULUJEMY naszym medalistom!
- przeczytaj koniecznie:
redakcja autoflesz.com
Źródło: TVP1