Międzynarodowy obóz młodych kōhai z Kujawsko Pomorskiego Klubu Sztuk Walki w Bydgoszczy

Każdego roku,  w lipcu młode smoki z Kujawsko Pomorskiego Klubu Sztuk Walki w Bydgoszczy, wyruszają na tygodniową wyprawę do ośrodka wypoczynkowego w Pieckach (niedaleko Mrągowa),  w poszukiwaniu hartu ducha, aby nabrać sił i tężyzny fizycznej, naładować akumulatory oraz udoskonalać umiejętności młodego wojownika. Przy okazji poznają kolejne wtajemniczenia zapisane w Kodeksie Bushido.

 fot. Rafał Nowakowski, Stany Zjednoczone

W tym roku swoją przygodę młodzi wojownicy rozpoczęli 16 lipca, w samym centrum Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Obozowisko rozwinięto na bazie OW i  domków kempingowych, nad samym jeziorem Wągiel. Zamiast typowego dojo - trawiasta, polana wybrana osobiście przez mistrza Rafała Nowakowskiego, 5 Dan ze Stanów Zjednoczonych.

Pomimo podróży  w towarzystwie międzynarodowym: Czechy, Armenia, Stany Zjednoczone, grandmaster Zbigniew Jeż, 10 Dan, Mistrz Szkoły nie odpuścił zaplanowanego treningu. I tak przez siedem dni, aż do zaplanowanego wyjazdu, z małą modyfikacją – trzy treningi dziennie i ognisko po zasłużonej kolacji. Opiekunem bydgoskiej grupy młodych kōhai z Kujawsko Pomorskiego Klubu Sztuk Walki przy Gimnazjum nr 23 im. Szarych Szeregów był senpai Bolesław Kozłowski i jego żona Teresa, która jednocześnie sprawowała opiekę medyczną.

fot. autoflesz.com

Babcia Teresa, jak ją tu wszyscy nazywali -  oczywiście za jej zgodą – to kreatywna seniorka, która nie lubi odpoczywać biernie. Tu, w warunkach obozowych zawsze coś się dzieje. I rzeczywiście, działo się sporo. Przede wszystkim... kleszcze, komary, obtarcia, a nawet zwichnięcia. Nad wszystkim panowała, za co na koniec obozu, w imieniu  wszystkich uczestników podziękował senpai Mateusz Antoniewicz, 8 kyu.

Z kolei senpai Bolesław, to niezwykły senior. Już po raz drugi sprawuje opiekę nad bydgoską grupą, co więcej, jak dobry prezes banku wypłacał każdego dnia kieszonkowe młodym kōhai. Obóz, to nie tylko sztuka przetrwania, ale także nauka oszczędzania i przezwyciężani swoich słabości. Wiadomo przecież – nie od dziś – że młode smoki folgują sobie, kupują niezbyt zdrowe jedzenie (ang. junk food). Chipsy, wata cukrowa, frytki, do tego brak ruchu, gry komputerowe  – to niestety przypadłości, z którymi chce walczyć minister edukacji w szkołach. Jak na  razie, ta gra jest do jednej bramki, a wychowanie fizyczne – nadal niedoceniane. Szkoda!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Wróćmy jednak na jeziora - jak w hicie śp. Krzysztofa Klenczona (pochowanego w niedalekim Szczytnie) -  do naszych smoków, którzy już o 7.00 musieli zaliczać zaprawę poranną. Kiedyś, to element obowiązkowy w polskiej armii, dziś z żalem do tego wracamy, ale  trudno nawet rozwijać ten wątek...

Co ciekawe instruktorzy: mistrz Włodzimierz Gołębiowski 7 Dan, Andrzej Kaczmarczyk, 5 Dan, Grzegorz Sosiński, 5 Dan, Maciej Wróbel, 1 Dan tak zaplanowali poranny rozruch, aby smoki przećwiczyły wszystkie partie mięśniowe. Było zatem wspinanie po drabince, podciąganie na drążku, slalom i oczywiście bieg. Najdłuższa trasa to 12 km – dla najstarszych – to kaszka z mlekiem. Jednak świetnie dawali sobie radę z tym dystansem najmłodsze smoki, jak Kacper Chabowski, najlepszy bramkarz wśród piłkarzy i najlepszy piłkarz wśród bramkarzy. Hitem dnia był jednak tor przeszkód zorganizowany przez Czechów. Sensei Bohuslav Křivka, 2 Dan  wraz ze swoimi uczennicami wykorzystał w tym celu cały teren ośrodka i naturalne przeszkody wodne. Wszystko na czas, w pełnym biegu i pod kontrolą instruktorów. Na koniec  wszyscy przyznali, że to było to, czego im brakuje na co dzień. Mając takie warunki jak tu w Pieckach, trudno nie wykorzystać tego co daje przyroda.

Po śniadaniu i obiedzie odbywały się dwa specjalistyczne treningi z instruktorami i Mistrzem Szkoły. Dla odważnych shuriken, łuk, wiatrówka, długi kij i walka z... komarami.

- Pogoda w tym roku była idealna, nie było palącego słońca, anie rzęsistego deszczu, a wszystkie zaplanowane techniki i sparingi przeprowadziliśmy na trawiastej polanie – powiedział grandmaster Zbigniew Jeż, 10 Dan

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Nie trzeba przypominać, że po takim treningu obiad i kolacja smakowały podwójnie. W ośrodku na pełnych obrotach pracowała stołówka, a forma stołu szwedzkiego przyjęła się doskonale. Dzieci, z apetytem pałaszowały pyszności przegotowane przez panie kucharki, a na deser dzieci wyczekiwały szczególnie.

Wieczorem  wspomniane ognisko, pieczenie kiełbasek, śpiewanie obozowych i przebojowych piosenek, integracja z rówieśnikami. Młode smoki popisywały się swoimi talentami  wokalnymi i tanecznym. W grupie bydgoskiej, wyjątkowo uzdolnionym muzycznie szeryfem był Mateusz Antoniewicz, żywe srebro - pseudonim „sprężynka” lub jak kto woli najlepszy karateka wśród pływaków i najlepszy pływak wśród karateków. Dodajmy – także najlepszy smok sekcji KPKSW (w roku 2016) przy Gimnazjum nr 23 w Bydgoszczy.

fot. Teresa Kozłowska, Bydgoszcz

Było wiele dla ciała, teraz coś dla ducha. Dlatego mistrz zorganizował wycieczkę do Gierłoża na „Wilczy szaniec”. Wysadzone w powietrze budynki kwatery Hitlera jeszcze dziś robią wrażenie. To dobra, bardzo dobra ścieżka historii dla najmłodszych.

Pod koniec obozu odbył się także egzamin na stopnie mistrzowskie i uczniowskie. Z przyjemnością informujemy, że zaliczyli je między innymi: mistrz Rafał Nowakowski, 5 Dan, Jarosław Świercz 3 kyu, Bożena Giza 2 kyu, Kinga Kępa 4 kyu. Grandmaster Jeż przyznał także Puchar Mistrza Szkoły, który otrzymał jednogłośnie sensei Jarosław Świercz.

Młode smoki otrzymały także dyplomy za tor przeszkód, a z grupy bydgoskiej w szczególności: Mateusz Antoniewicz, 8 kyu, Eryk Gotowski 8 kyu, Filip Chabowski 8 kyu, Mikołaj Kowalik, 9 kyu, Kacper Chabowski 10 kyu, Kacper Karczewski 10 kyu. Warto dodać, że zarówno Kacper Chabowski,  jak i Kacper Karczewski byli najlepsi w konkurencji Kenjutsu Junior. Z kolei Filip Chabowski wygrał bezapelacyjnie konkurs przejścia  „na czas” po linie.

fot. Bohuslav Křivka / obozowe życzenia od uczennic z Krnov, Republika Czeska

Mistrz Szkoły pochwalił grupę bydgoską, która nie sprawiała jakichkolwiek kłopotów wychowawczych. Już teraz dziękujemy najmłodszym kōhai za grad nagród, w tym medali i dyplomów. Warto tylko dodać, że wszystkie smoczyska, które tak brawurowo zawalczyły o punkty i nagrody, są wychowankami sekcji sztuk walki przy Młodzieżowym Domu Kultury nr 2 im. Dra Jordana w Bydgoszcz, a wspominany Kacper Karczewski jest jednym z najmłodszych wojowników tej grupy, która zaliczyła swój pierwszy egzamin na 10 kyu.

Jeszcze raz wszystkim GRATULUJEMY. To wielka przyjemność pisać o Waszych osiągnięciach. Z tego co nam wiadomo, to także wzorowi uczniowie, którzy jeszcze nie raz godnie zaprezentują  nasze miasto,  styl chan shaolin si, dju su, kung-fu czy Kodeks Wojownika Bushido.

Dziękujemy także Mistrzom i Instruktorom, którzy od wielu już lat prowadza takie właśnie wartościowe obozy pod kierunkiem grandmastera Zbigniewa Jeża, 10 Dan. Możemy też śmiało powiedzieć, mamy wspaniałą młodzież, której jedynie - co nieco  - trzeba pomóc. Międzynarodowe obozy to tylko przystanek słynnej "Drogi smoka", jaką przeszedł nieodżałowany Bruce Lee. Można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością - c'est la vie (takie jest życie)...

fot. Alicja Gotowska / Piecki, jezioro Wągiel i przyroda o szóstej nad ranem...

Okiem rodzica
Niektórzy rodzice przyjechali na obóz razem z dziećmi. Mistrz Szkoły nie robi z tego problemu, podobnie jak rodzice nie robili problemu z surowej dyscypliny... lub jak kto woli drylu wojskowego. Tu musiało grać, jak w zegarku, szwajcarskim zegarku! Również rygorystycznie przestrzegano zasad ścielenia łóżek, tu najdrobniejsza fucha nie umknęła mistrzowi Włodzimierzowi Gołębiowskiemu, 7 Dan. W domku musiało być czysto i cicho po godz. 22.00. I tak było! Czasem tylko miejscowe mewy tulące się (na pomoście) do snu próbowały zakłócić ciszę nocną, ale jak dowiedziały się, że mistrz Włodzimierz pieszczotliwie nazwany  "katem obozowym"... czuwa - dały spokój! Za rok pewnie kleszcze i komary dadzą spokój...

Piecki k.Mrągowa - oaza ciszy i spokoju
Ostrów Pieckowski (druga strona jeziora),  to ośrodek wczasowy umiejscowiony w malowniczej scenerii mazurskich jezior: Wągiel i Wągiel Mały oraz ogromnej połaci lasów Mazurskiego Parku Krajobrazowego.
Wstając wczesnym rankiem można zaobserwować niezwykłe zjawiska przyrodnicze niedostępne w późniejszych godzinach. Błoga cisza, która otacza obozowisko, przeplatana odgłosami  ptaków przesiadujących w koronach drzew i rżeniem koni (Stadnina Gałkowo) zaniepokojonych porannymi odwiedzinami obcej osoby. Cudowny moment, gdy poranna mgła spowija las, jezioro i chwila, w której mgła opada a tafla wody robi się nieskazitelnie gładka.

Warto wstać wcześniej aby podpatrywać przyrodę i niewielkie stado mew przesiadujących na balustradzie pomostu, wykonujących ewolucje w przestrzeni powietrznej,  jak słynny śmigłowiec Black Hawk szykujący się do odpalenia rakiety. Mewy to figlarne liderki mazurskich jezior, które  zaprzyjaźniły się z człowiekiem, ale w trakcie polowania na ryby przeistaczają się w podstępnego rozbójnika. Z kolei kaczki odpoczywające na starej kłodzie czmychają do wody, gdy zbliżymy się za bardzo z Nikonem w ręku.
Obserwacja przyrody to nieziemskie oddziaływanie na zmysły, ale nasi wojownicy jeszcze śpią... Na obozie nie mają czasu na bliższe spotkania z przyrodą. Gdy opada poranna mgła,  a większość obozowiczów z innych grup pozostaje jeszcze w objęciach Morfeusza,  młode i nieco starsze smoki obozu międzynarodowego - ramię w ramię - dzielnie ustawiają się na zbiórce przed poranną zaprawą.  I tak przez siedem obozowych dni!

- przeczytaj koniecznie:

 

Alicja Gotowska, Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com

{nice1}


Publish modules to the "offcanvas" position.