Luksusowe, mocno sportowe auta nakręcają spiralę sprzedaży. Już 5 marca poznamy kolejnego gracza w tym segmencie czyli Lamborghini Huracan. Premiera odbędzie się na Salonie w Genewie.
fot. Carscoops
Ten model jest przełomem firmy z Santa Agata, podobnie jak protoplasta Gallardo. Zamówienia spływają z różnych zakątków świata. Do tej pory sprzedawano rocznie ok. 250 egzemplarzy, nowy model Gallardo wywrócił tę kalkulację do góry nogami. Dział sprzedaży otrzymuje teraz ok. 2000 zamówień rocznie. Przedpremierowe wersje Huracana sprzedano na pniu (pierwsze 700 szt.).
Nadwozie wykonano z lekkich materiałów (kompozyty i włókna węglowe), masa pojazdu to jedynie 1422 kg i znakomity rozkład masy (49:51 proc). Pod maską motor 5.2 V10 610KM (przy 8250 obr./min) i 560 Nm momentu obrotowego (przy 6500 obr./min). Przy takiej elektrowni atomowej pod maską zwiększa się poziom hemoglobiny, a zły cholesterol znika szybciej niż Bentleye z niemieckiego salonu.
Oczywiście konstruktorzy wyposażyli Huracana w napęd na wszystkie koła i skrzynię biegów z podwójnym sprzęgłem LDF (Lamborghini Doppia Frizione). Lamborghini Huracan katapultuje do pierwszej setki w ciągu 3,2 s, a 200 km/h pojawia się już po 9,9 s (max prędkość to 325 km/h). Producent podaje, że średnie zużycie paliwa wynosi tylko 12,5 l/100km, ale jego właściciel nie przejmuje się zbytnio tym zapisem. Wiadomo przecież, że takich zabawek nie kupuje się pod kątem zwiększonego zużycia paliwa.
fot. Carscoops
To tak jakby zapytać, Jej Królewską Mość, ile pali jej Rolls-Royce? Pali tyle ile musi, tu nie ma żadnych ograniczeń. Cenę i wyposażenie poznamy już 5 marca, podczas dni prasowych na Salonie w Genewie.
Źródło: Bloomberg, Carscoops