Harley-Davidson Ultra Limited Low - choć to drogi cruiser, ale oznacza brak kłopotów

Ultra-Limited Low, nowość w ofercie Harley-Davidsona  na 2015 rok,  pojawiła się w redakcyjnym dziale testów, w okresie czerwcowych upałów.  Zaraz po pierwszej jeździe obiecaliśmy pełny test redakcyjny, dziś spełniamy obietnicę. Ten ciężki turystyk, dość mocno zmodernizowany w Projekcie Rushmore, powoduje wzrost ciśnienia tętniczego u każdego testera. Pod względem ergonomii zachwyca komfortem, obniżonym środkiem ciężkości i wygodnym siedziskiem. Księgowi zadbali o wyposażenie, cenę,  a prestiż pozostał bez zmian. Model Ultra Limited Low 1600 ccm (103 cubic inch) użyczył Autoryzowany Dealer Harley-Davidsona – LIBERATOR, Warszawa.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Już pierwszy kontakt z warszawskim dealerem Harley-Davidsona łamie konwenanse. Oryginalni sprzedawcy, życzliwi doradcy, ruch jak pod kopułą Hali Mirowskiej. Przed salonem najnowsze modele amerykańskiej legendy: Seventy Two, Fat Bob, Heritagy Softail Classic, V-Rod Muscle czy nasz bohater Ultra-Limited Low.

W ciągu dnia (w salonie) wszystko zmienia się dynamicznie np. akcje marketingowe, kolejne testy dziennikarskie, niespokojny klient oczekuje na jazdę  próbną, kolejni właściciele tych maszyn czekają na przegląd.  Nad wszystkim czuwa pan Piotr Sugier, który jest naszym guru od elitarnego Harley-Davidsona. Pomimo napiętego planu dnia obszernie instruuje o możliwościach tej maszyny, poprawkach jakie wprowadzili inżynierowie, a nawet  o wodotryskach (system audio firmowany przez Harman Kardon, wygodnym jak niebo podnóżku czy wzmocnionym systemie hamulców Reflex ABS).

 – W tym modelu producent zmienił co najmniej kilka detali  np. obniżono zawieszenie, zmieniono uchwyt kierownicy, siedzisko osadzono pod niskiego i lekkiego bikera,  przeprojektowano  stopkę boczną, a nawet zmniejszono średnicę podgrzewanych manetek – mówi Piotr Sugier, Harley-Davidson Polska

Bractwa motocyklowe  użytkujące te kultowe motocykle,  podpowiedziały konstruktorom, co warto poprawić i uzupełnić. Wiadomo nie od dziś, że prestiż HD i nowinki techniczne idą wraz z nurtem motoryzacyjnego szaleństwa. Jednym z takich przykładów jest elektryczny HD LiveWire. Zanim trafi do polskich salonów zajmiemy się naszym testowym egzemplarzem.

Pierwszy kontakt – ugłaskany mastodont
Masa motocykla, nisko osadzony środek ciężkości, wygodne siedzisko i boski komfort jazdy, to tylko wstęp do tego co nas czeka przed wyprawą z salonu Liberatora na główne ulice stolicy. Wyposażeni w  firmową nawigację GPS, markowy radioodtwarzacz z głosem uczącej się polskiego lektorki,  mocne światła drogowe, masywną owiewka i dopieszczeni skwarem prosto z błękitnego nieba - ruszamy!  Aż trudno wybrać, co jest lepsze w tym momencie – nadmorska plaża  w Karwi czy smaganie wiatrem na Trasie Łazienkowskiej.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Pierwsze uruchomienie widlastego silnika wcale nie jest takie proste, ale po krótkim instruktażu pana Piotra niemal wszystko już jest jasne. Nie wiemy jedynie jakie zawirowanie w zbiorniku wytworzy amerykański cruiser.
Widlasty motor odzywa się charakterystycznym bulgotem, a po przekroczeniu 1650 obr./min porywa do tanga. I jak w hicie Budki Suflera „Do tanga trzeba dwojga” ruszamy tym ważącym 398 kg krążownikiem we wspomniany rejs po Warszawie. Nie siedzimy jednak obok siebie, obojętni jak turyści, gdyż rytm wystukuje podwójnie chłodzony silnik o pojemności 1690 ccm.

Każde mocniejsze odkręcenie manetki gazu odzywa się rasowym pomrukiem, rozpoznawalnym już z daleka. Widać i słychać – nie jest źle – nawet  przelatujące śmieszki Doliną Wisły nie zmieniły toru lotu. Widać,  one też lubią Harleya!

Stworzony do połykania  dużych przestrzeni
Raczej trudno o stwierdzenie, że podróż na dystansie 700 km  daje pełny obraz o tym cruiserze. To tak, jak na pierwszej randce. Jeśli iskrzy, chcesz więcej!  Teraz zaiskrzyło, ale ramy testu są nieubłagane, przychodzi czas na nerwowe odstanie w korku, a po kilku dniach ponowny powrót do stolicy. Niestety, z żalem...

Można składać peany na temat komfortu, prowadzenia, dynamiki i potyczek z wiatrem. Im dłużej poznajesz Harleya tym bardziej chciałbyś go mieć, choć o jeden dzień dłużej niż wielokrotnie zapowiadany koniec świata! Czasami wydaje się nawet, że to o czym myślisz staje się prawdą. Ale ta prawda kosztuje 125. 820 zł.

Jazda w mieście – to nie jest mistrz kreślenia cyrkli
Czy spotkaliście kiedyś Harley-Davidsona w jakiejkolwiek, motocyklowej szkole jazdy? Oczywiście to pytanie retoryczne. Nie jest on ulubieńcem właścicieli szkół jazdy, mistrzem kreślenia cyrkli i zniewalającej zwrotności. Czasami bywa szorstki, wręcz kapryśny, ale zawsze luksusowy i mocno prestiżowy. Szybko jednak  uczy się upodobań swojego właściciela. Pewnie dlatego jest marzeniem wielu dojrzałych, spełnionych kierowców. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Trzeba jednak pamiętać, że utrzymanie takiego giganta między nogami, to nie jest bułka z masłem. Dlatego balansu, niskiego środka ciężkości, jazdy po winklach, a nawet zatrzymywania pod światłami trzeba się nauczyć...  jak życia.  Jeśli tego nie opanujesz masz problem, wystarczy bowiem jedno zachwianie równowagi a masa niemal 400 kg zrobi resztę. Mając siłę Dominatora możesz próbować sam postawić tego mastodonta "do pionu".

Już samo prowadzenie tego potwora - jak powiedzieliśmy - o słusznej masie własnej  i adekwatnej cenie podnosi ciśnienie tętnicze. Za każdym razem podnosi się  także wzrok ciekawskich, pragnących dowiedzieć się więcej o amerykańskiej legendzie,   z kanapą jak w salonie Blake Carringtona. Serialowy bohater „Dynastii” żył z godnością i w łasce bożej, aczkolwiek nie miał świadomości, że takie cruisery produkują zapaleńcy z Milwaukee.

Wspomnieliśmy wcześniej o nóżce bocznej, która wyłącza zapłon w pozycji gotowej do parkowania. Już jej samo rozłożenie przy parkowaniu (na lewą stronę) to ceremoniał sam w sobie. Nieco trudniej jest z przekrokiem  prawej nogi,  zwłaszcza dla czterdziestolatka po przejściach. Cóż, to właśnie  seniorzy dosiadają te ciężkie motocykle ociekające chromem, błyszczące metalicznym lakierem i odzywające się charakterystycznym bulgotem V-Twina.  Ale nie wszyscy mają sprawność wojownika z GROMU.

Silnik – potężny V-Twin chłodzony lepiej niż elektrownia jądrowa
Widlasta jednostka zachwyca momentem obrotowym i to od samego dołu. Elastyczność, łatwość zapinania biegów (z charakterystycznym łoskotem; również strzelanie pietą), wkręcanie na obroty to takie małe epitafium znane choćby z kultowej kapeli King Crimson. Nie wiemy tylko, czy z  wrażenia "(...) już pękł mur z którego przemawiał prorok, a droga łamie się i pęka". Słowa, choć ambitne, nie potrafią oddać przyjemności obcowania z Ultra Low. Jednak gdyby prorok kiedyś zapragnął motocykla, to pewnie wybrałby amerykańską legendę szos.

Powiedzieliśmy wcześniej, że widlasty motor otrzymał podwójne chłodzenie, które jest wspomagane elektryczną pompą cieczy chłodzącej. Wspomagane elektryczne wentylatory (zamocowane dość oryginalnie na gmolach) nie robią hałasu, ale rzetelnie wykonują swoją pracę. Choć, jak wspomnieliśmy, żar lał się z nieba, jednostka napędowa "oddychała", jak kenijski maratończyk.

Jeśli chodzi o zużycie paliwa, to średnio wyszło 5,6 l/100 km, co przy tej masie motocykla należy uznać za wynik godny kolejnego powtórzenia.  Żałujemy jedynie, że producent nie zadbał o wskazania komputera (chwilowe i średnie zużycie paliwa).

- W Stanach Zjednoczonych, gdzie galon benzyny kosztuje niecałe 3 dolary, wskazania komputera są niepotrzebne – przekonuje Piotr Sugier, Harley-Davidson, Polska

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Dodajmy, że jednostka V-Twin, z systemem rozrządu ohv i dwoma zaworami na cylinder zasilana jest wtryskiem paliwa, a zapłon cyfrowy ESPFI (Electronic Sequential Port Fuel Injection) nigdy nie odmówił współpracy.

HD Ultra Limited Low otrzymał także wzmocnione hamulce. U protoplasty w słynnej Electrze, bywało różnie, często emocjonująco. Tu heble  Reflex ABS (z pływającymi zaciskami) wykonują kawał porządnej roboty. Do pomocy wprzęgnięto bardzo dobre opony Dunlop.

Za co kochamy takie maszyny?
Na ten temat można mówić wiele, aczkolwiek nie trzeba się wysilać, aby powiedzieć co najmniej kilka słów dobrego. W kraju, nawet dziś toczą się dyskusje o wyższością Pendolino nad bydgoskim  DARTEM czy śmigłowca Caracal nad sprawdzonym w  boju modelem Sikorsky. Harley-Davidson unika takich porównań. Bo niby do czego porównać Rolls-Royce'a z Milwaukee?  Jak dotąd nie istnieje taka maszyna zdolna choćby uszczypnąć nieco prestiżu z Harley-Davidsona.  

O komforcie już mówiliśmy, o piekielnym momencie obrotowym także. Warto dodać jeszcze  kilka plusów. Przede wszystkim możliwość zapakowania dwóch kasków motocyklowych, a także kombinezony. Wspomnieliśmy o poprawkach naniesionych w Programie Rushmore, widać to dokładnie w gigantycznych sakwach i głównym kufrze Tour Pak (z gniazdem 12 V np. do turystycznej lodówki). Ponadto zamki kufrów można zamykać jedna ręką, do tego  w rękawiczce. Niestety, choć cena jest znana, konstruktorzy nie wpadli na pomysł zastosowania centralnego zamka. Również podgrzewane manetki powinny znaleźć się w podstawowej wersji. Z kolei przednia szyba z owiewką Wind Splitter, bardzo pożądaną, ma w dolnej części deflektor wyrównujący ciśnienie powietrza podczas dużych prędkości. Trudno nam się do tego odnieść, bo czy 150-170 km/h to już duża prędkość dla Ultra Limited Low. Jelit tak, to nie zauważyliśmy wielkiej różnicy dotyczącej turbulencji powietrza z aktywnym deflektorem.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Testowy egzemplarz wyposażono także w ciekawy system audio Boom Box 6.5 GT z nawigacją i radioodtwarzaczem firmowanym przez Harman Kardon. Całością można sterować na dotykowym ekranie TFT, dodajmy także w rękawiczkach. Spryciarze bezproblemowo opanowali też możliwość przełączania niezbędnych funkcji ciekłokrystalicznego ekrany kciukiem (nawet w rękawiczce). Nowicjusze muszą trochę potrenować.

Nadal można jeszcze coś poprawić
Zarówno w dziale samochodów, tych z najwyższej półki i motocykli,  zawsze można coś poprawić. Tak jest  w przypadku Ultra Limited Low. Amerykańska legenda nie jest bez wad, aczkolwiek nie są to detale dużego kalibru, jak w Magnum. Producent na przykład nie podaje mocy tego giganta,  czy zużycia paliwa, a rezerwa powinna być także wyświetlana komunikatem na ekranie TFT. Na wolnych obrotach drgania jednostki V-Twina przenoszą się na kierownicę, ale to już znak firmowy widlastej dwójki z Milwaukee. Kiedyś tak pracowało kultowa MZ-250 i nikt tego nie kwestionował. Nie ma też biegu wstecznego, ale czy powinien być...

Harley-Davidson Ultra limited Low 2015 - charakterystyczne cechy:

  • chłodzony powietrzem silnik  Twin Cam 103 cubic inch (1690 ccm),  zintegrowana chłodnica oleju;
  • 6-biegowa skrzynia biegów Cruise Drive (bez biegu wstecznego);
  • hydrauliczne sprzęgło Assist & Slip;
  • elektroniczny tempomat;
  • pas napędowy zamiast łańcucha;
  • obniżone przednie i tylne zawieszenie;
  • pomosty (podnóżki dla kierowcy);
  • Wind Splitter - owiewka z deflektorem;
  • wzmocnione hamulce Reflex ABS;
  • Daymaker LED-owe  reflektory i światła przeciwmgielne;
  • Boom Box 6.5 GT system multimedialny z ekranem dotykowym, GPS i Bluetooth (wzmacniacz 100 watów/kanał);
  • formowane wtryskowo sakwy z zatrzaskami + box bagażowy Tour Pak;
  • tylne światła LED; 
  • koła z odlewanego aluminium;
  • chromowany,  podwójny układ wydechowy z 2-1-2 z tłumikami stożkowymi; 
  • podgrzewane manetki (opcja).
Wybrane dane techniczne Harley Davidson
Ultra Limited Low
silnik

widlasty, rozstaw 45 st. chłodzony powietrzem,
ohv, 2 zawory/cyl.

pojemność skokowa [ccm] 1690 / 103 [cu in]
stopień sprężania 10,0:1
moc maksymalna [KM] przy [obr./min] 86,9 / 5000
maksymalny moment obrotowy [Nm] przy [obr./min] 138/3750
prędkość maksymalna  [km/h] 191 test
wtrysk paliwa ESPFI, elektroniczny, sekwencyjny
przyspieszenie od 0-100 km/h  [s] 4,9 test
długość/wysokość/szerokość [mm] 2600/1326/965
wysokość siodła [mm] 685
rozstaw osi/prześwit [mm] 1625/ 135
przeniesienie napędy pas zębaty
ilość biegów 6
hamulce 32 mm, 4-tłoczkowe
rozmiar opon przód/tył BW 130/80 65H Dunlop
BW 180/65 B16 B1H Dunlop
średnie zużycie paliwa [l/100 km] 5,6 test
pojemność zb. paliwa  [l] 22,7 / 24 test (łącznie z rezerwą)
gwarancja 2 lata
cena [tys. zł] 125.820
gwarancja 2 lata

 

Podsumowanie: Harley-Davidson Ultra Limited Low to nośnik stylu wyznaczonego przez twórców z Milwaukee. Niepowtarzalny, horrendalnie drogi, a przy tym komfortowy i szalenie prestiżowy. Praktycznie od momentu powstania manufaktury (1901 r.) Harley-Davidson podąża zupełnie inną drogą niż większość producentów – za to kochają go rzesze fanów.

Z całą pewnością ULL nadaje się do turystyki kwalifikowanej, nie straszny mu jest deszcz i porywisty wiatr. W mieście jest nieco onieśmielony, jak tygrys w cyrku. Do tego komfortowe zawieszenie z odrobiną sprężystości, bardzo wygodna kierownica,  pozycja kierowcy, a także tempomat dla leniwych. Jadąc nawet 400 km bez odpoczynku zapominasz o bólach kręgosłupa i niezapłaconych rachunkach za telefon. Z kolei elastyczność silnika  podrażnia ego innych ścigantów.   Wszystko zatem wskazuje na to, że  Harley-Davidson Ultra Limited Low w takim wykonaniu, z wyjątkowym komfortem, do tego  opromieniony legendą - to brak kłopotów na lata. Pan Piotr zapytany, co zabrałby na lot w jedną stronę w kierunku Marsa  odpowiedział:  "HD Ultra Limited Low".

- przeczytaj: Harley-Davidson Ultra Limited Low - pierwsze wrażenie z jazdy

 

redakcja autoflesz.com

 

Od redakcji: dziękujemy Panu Piotrowi Sugierowi oraz ASD LIBERATOR, za przygotowanie HD Ultra Limited Low do testu i przeprowadzenie przez meandry legendy amerykańskich szos.

 

Wykorzystywanie materiału i zdjęć, bez zgody autora i redakcji autoflesz.com - zabronione, chronione prawem autorskim 
podstawa: ustawa o prawie autorskim  i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 63

{nice1}


Publish modules to the "offcanvas" position.