Lubiąż: majestatyczny kompleks dawnego opactwa cysterskiego - przeszłość i teraźniejszość

Majestatyczny kompleks dawnego opactwa cysterskiego opactwa w Lubiążu widoczny jest już z daleka. Wjeżdżających do miejscowości witają nas mury obronne, w których umieszczono ozdobną budowlę bramną z furtą prowadzącą na teren dawnej posiadłości cysterskiej. Położony w powiecie wołowskim Lubiąż obecnie jest wsią, ale w latach 1249-1844 posiadał prawa miejskie.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sala Książęca, okrzyknięta najwspanialszą salą balowa w Polsce i jedną z najwspanialszych w Europie ma wymiary dwóch pięter: 28–28,5 m długości, 14,5–15 m szerokości oraz 13,4–14 m wysokości. Chcąc  wykonać kadr w całości, wraz z obrazem słynnego śląskiego  malarza epoki baroku  Christiana Philippa Bentuma (powierzchnia 300-380 m2) musieliśmy wykorzystać obiektyw  Samyang 8 mm typu  "fish eye".  To  gigantyczne malowidło olejne, przedstawiające apoteozę wiary i chwałę Habsburgów, było w swoim czasie uznawane za jeden z największych obrazów tego typu na świecie. Prace nad obrazem głównym i tzw. międzyokienne autorstwa Christiana Bentuma trwały co najmniej 4 lata...

Ta właśnie budowla  prowadzi na teren dawnej posiadłości cysterskiej. Kto ją przekroczy, automatycznie przenosi się w inny wymiar, bo tutaj, jak przystało na obiekt wzniesiony przez mnichów, których żywot ziemski jest tylko krótką podróżą do wieczności, nagle czas przestaje mieć większe znaczenie. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Przed bramą jest kolejny mały parking z widokiem na klasztor i fosę (niestety wyschnięta).  Wchodząc furtą klasztorną, po prawej tronie jest dawna stodoła -  po modernizacji, służy dzielnie za  karczmę, samochody jednak należy zostawić na kilku przyklasztornych parkingach; co ważne nie pobiera się opłat. 

Przy owej brukowanej drodze, (której rola, jako podstawowej trasy ewakuacyjnej) do dziś jest ważna) znajduje się, wabiąca zgłodniałych turystów "Karczma cysterska", w której serwują takie specjały jak: "Półmisek opata" czy "Micha mnicha". Jednak  przybywający najpierw spieszą w kierunku klasztoru aby zdążyć doń na pełną godzinę, jako że wtedy odbywają się zorganizowane pod opieką przewodnika wejścia.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Owo zawieszenie w czasie nie było jedyną niespodzianką, jaka spotkała nas podczas wizyty w dawnym opactwie. Nowością była również możliwość zwiedzenia sali bibliotecznej (od niedawna, w weekendy  udostępnianej turystom), a zaskoczeniem choćby przygotowania do "Slot Art Festivalu"  mającego się odbyć w dniach: 08-12.07.2026. Co więcej,  aura postanowiła dodać swoje "trzy grosze" w postaci przelotnych, ale dość rzęsistych fal deszczu, a krótki pobyt w Lubiążu dostarczył sporo różnorakich wrażeń.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Wróćmy jednak do dawnego kompleksu opactwa, który systematycznie, choć nadal bez znaczących dotacji, zaczyna przypominać dawny obiekt. Wiele jeszcze jest do zrobienia, to oczywiste, ale widząc napływających do Lubiąża gości, zwiedzających, turystów,  wykładowców, studentów,  to  mamy nadzieję, że obiekt – wyjątkowo atrakcyjny – dostanie kolejne życie.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Kto przekroczy tę bramę - opisaną dość krótko na wstępie - automatycznie przenosi się w inny wymiar, bo tutaj - jak zaznaczyliśmy - nagle czas przestaje mieć większe znaczenie... Za bramą biegnie wąska, brukowana uliczka, która prowadzi przybysza przed fasadę zespołu klasztornego. Owa droga śmiało może służyć za plan filmowy historycznego eposu, nietrudno sobie wyobrazić ją  gęsto obstawioną kramami przekupek, które dawniej głośno zachęcały przybyłych do klasztoru gości i pielgrzymów do nabywania wystawianych towarów.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Wędrując nią, zauważamy różnego typu budynki murowane, które w przeszłości pełniły różne funkcje (kancelarii, szpitala, siedzib oficjalistów i rzemieślników różnych specjalności) a także budowle gospodarcze (piekarnia, browar, wozownia, stajnia, stodoła).  Wskazują one na to, iż cysterskie opactwo było w zasadzie samowystarczalne, większość potrzebnych do życia produktów i przedmiotów powstawała (wykonywana rękoma poddanych chłopów i konwersów, najniższej kasty braci zakonnych)  na miejscu, jedynie towary luksusowe były sprowadzane (niewykluczone, że także pobliską Odrą czy krainą Łęgów Odrzańskich).  Dewizą zakonu i zakonników było  powiedzenie: ora et labora, czyli "módl się i pracuj".

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Jeśli chodzi o modlitwę, to ta była domeną braci "chórowych", jeśli chodzi pracę (fizyczną) to wykonywali ją wspomniani konwersi. Zaznaczyć należy, że cystersi byli zakonem szalenie pracowitym. Związani głównie z ziemią, swe uprawy prowadzili na wysokim poziomie kultury rolnej, zakładali sady, warzywniaki, stawy rybne, pasieki, ogrody zielne. Nic dziwnego, że należeli do najbogatszych zakonów ówczesnej Europy, a ich opactwa, do najokazalszych.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Cystersi byli zakonem szalenie pracowitym, a zakonnicy obdarzeni byli wieloma umiejętnościami, aczkolwiek związanymi głównie z ziemią. Nie jest też tajemnicą, że mieli swoje winnice do  produkcji wina (umówmy się... mszalnego). Ich  wino mogła konkurować z najlepszymi trunkami na Dolnym Śląsku. Na myśl przychodzi nam znany i bardzo ceniony  likier Echt Stonsdorfer Bitter, ale trudno  dziś o porównanie, bo ten wyprodukowany w Staniszowie k. Jeleniej Góry ujrzał światło dzienne dopiero w 1810 roku. Nic dziwnego, że cystersi należeli do najbogatszych zakonów, a ich opactwa należały do najokazalszych.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Nieco historii
Do Lubiąża cystersi przybyli w połowie XII wieku z Turyngii, sprowadzeni przez piastowskiego księcia Bolesława I Wysokiego, który zakon hojnie uposażył, co więcej, w ten sposób chciał nie tylko wzmocnić prestiż swego rodu ale także rozwinąć tereny słabe gospodarczo.  Dzięki fundacjom książęcym i wypracowanym środkom własnym już w początku XIII stulecia,  w Lubiążu stanął pierwszy kościół, który z czasem stał się nekropolią grobową książąt śląskich i opatów lubiąskich. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Reflektarz  opata

Kolejny kościół klasztorny powstał w początkach XIV wieku,  a przy nim wzniesiono nowe zabudowania klasztorne. Koniec średniowiecza, a zwłaszcza wojny husyckie przyniosły lubiąskim cystersom różnorakie klęski i rozłamy, które przyczyniły się nie tylko do upadku świetności opactwa, ale nawet i do konieczności czasowego opuszczenia go przez zakonników.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Reflektarz  opata, na suficie obraz Willmanna

 Cystersi powrócili doń w końcówce XV wieku i od razu zaczęli prace remontowe a także gruntowną przebudowę swego opactwa, które  otoczyli murami obronnymi ( do dziś przed zabudowaniami jest zarośnięta fosa), a obiekt ma własne ujęcie wody).*

*/ Opactwo posiada zaskakującą,  wielowiekową historię inżynierii wodnej. Już w 1508 roku opat Andreas Hoffman zlecił budowę pierwszego ujęcia wody i rurociągu (o długości ponad 1,5 km), który dostarczał wodę prosto z Lasku św. Jadwigi do klasztornych zabudowań. Wykorzystywano wtedy wydrążone pnie dębowe...

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / reflektarz

Niestety, wszystkie te wysiłki wkrótce zostały zniweczone przez szalejącą reformację i wojnę trzydziestoletnią; wynik był oczywisty,  w pierwszej połowie XVII wieku, nastąpił kolejny upadek znaczenia lubiąskiego opactwa. Biczem na reformację okazała się kontrreformacja, a bolączkom ekonomicznym opactwa zaradził opat Arnold Freiberg, przeprowadzając w Lubiążu gruntowną reformę ekonomiczną. Dzięki niej kondycja finansowa lubiąskich cystersów poprawiła się tak bardzo, że mogli przystąpić do odbudowy zniszczonej substancji i uczynili to w iście wielkopańskim stylu. Zasługą Arnolda Freiberga było również sprowadzenie do Lubiąża artysty w całym regionie już opromienionego sławą "śląskiego Appellesa", czyli Michała Willmanna.* Malarz  pozostał w opactwie aż do śmierci (1706), wykonując na zamówienie kolejnych opatów zarówno obrazy olejne jak i freski. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / reflektarz

Tymi wszystkimi faktami, "sypie jak z rękawa" Karol, nasz przewodnik po klasztorze, który przekonuje,  że II połowa XVII wieku,  to okres odrodzenia lubiąskich cystersów. Za sprawą wspomnianego opata Arnolda Freiberga, możliwa była odbudowa opactwa,  widać to choćby po przekroczeniu słynnej  „Sali Książęcej” (niem. Fürstensaal). 

*/ Michael Willmann nazywany był śląskim Rembrandtem, Apellesem, a nawet  Rubensem. To jeden z najwybitniejszych, a nawet najwybitniejszy malarz epoki baroku na Śląsku.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sala Książęca

 Artysta wykonywał  na zamówienie opatów zarówno obrazy olejne jak i freski. Pracy mu nie zabrakło,  a że i był za nią sowicie wynagradzany,  współpraca z mnichami przebiegała bezkonfliktowo. Pod wpływem cystersów zmienił wyznanie i przeszedł na katolicyzm,  dzięki czemu, po śmierci dostąpił zaszczytu pochówku w lubiąskiej krypcie opatów, w której jego szczątki (według przewodnika wraz z synem) spoczywają do dziś.

Niestety, krypta nie jest udostępniona do powszechnego zwiedzania. Wstęp do niej mają jedynie naukowcy badający cysterskie podziemia. Jedynym wyjątkiem od tej reguły stanowi "Noc Muzeów", kiedy to także turyści (pod ścisłą opieką przewodnika) mogą odwiedzić podziemia kościoła NMP oraz strychy opactwa.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sala Książęca, najładniejsza sala balowa w Polsce...

- Trzeba uszanować ciszę, szacunek dla,  zmumifikowanych w sposób naturalny ciał  – powiedział pan Karol, przewodnik 

*/ W krypcie pochowano blisko 100 dostojników, są tam ciała zmumifikowanych  mnichów oraz szesnastu przedstawicieli dynastii Piastów Śląskich. To jedno z największych mauzoleów książęcych w Polsce. Wbrew surowej regule zakonu cystersów, w krypcie pochowano jedną osobę spoza wspólnoty zakonnej, to wspomniany już Michael Willmann.

 Musimy dodać, że w 1945 roku Armia Czerwona, a dokładniej jej żołnierze szukając kosztowności (skarby, tajemne skrypty, kosztowności, a nawet insygnia władzy), zbezcześcili spoczywające tu zwłoki. Otwierając  trumny i sarkofagi, sprofanowali i porozrzucali szczątki na gołej  ziemi.  Dopiero w latach 90. XX wieku udało się naukowcom zidentyfikować szczątki Michaela Willmanna. Podobnie było podczas „wyzwalania” przez Armię Czerwoną Krasiczyna i pochowanych tam szczątków dawnych właścicieli rodu Sapiehów.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Kościół Najświętszej Maryi Panny

Następcy opata Freiberga prowadzili dalsze prace nad rozbudową i upiększaniem opactwa, za ich sprawą powstał monumentalny pałac opacki (300 sal) o bogatym barokowym wystroju. Od połowy XVII  wieku trwały też prace mające na celu nadania barokowego looku gotyckiej, klasztornej świątyni pw. Wniebowzięcia NMP. W końcówce stulecia pracami nad barokizacją kościoła kierował austriacki rzeźbiarz i architekt Matthias Steinl. Za jego sprawą powstały m.in.  wspaniałe (i bezpowrotnie, jako całość, utracone) stalle anielskie, ołtarz główny i ołtarze boczne. W początkach XVIII wieku powstała okazała barokowa fasada zachodnia z efektownymi, bliźniaczymi wieżami, przebudowano ambit bazyliki i dobudowano dwie barokowe kaplice, które swoimi freskami ozdobił Michael Willmann.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / kościół NMP

Kres  świetności klasztoru przyniosło przejęcie władzy nad Śląskiem przez niechętnych katolikom Prusaków. Król pruski w 1810 roku przeprowadził kasatę zakonu i sekularyzację jego dóbr. Ślady katolicyzmu miały obrócić się w... pył marny. W budynkach poklasztornych urządzono szpital psychiatryczny, a bogate zbiory sztuki i woluminy z klasztornej biblioteki uległy rozproszeniu.

Najprawdopodobniej wspomniane stalle wywieźli naziści w głąb III Rzeszy, ale druga hipoteza mówi, iż bezpowrotnie zniszczyli je Sowieci, paląc w ogniskach. Dodajmy, że stacjonowali tu do 1948 roku, co oznaczało, iż mieli sporo czasu na rabunek i poszukiwania w kazamatach Lubiąża. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / kościół NMP 

II wojna światowa - prawdziwy armagedon
Prawdziwy armagedon przyniosła jednak opactwu II wojna światowa. Najpierw Niemcy urządzili w nim obozy przejściowe: najpierw dla folksdojczów - przesiedleńców, a następnie dla internowanych Luksemburczyków, jednak zniszczenia przez nich poczynione były niczym w obliczu tego, czego w 1945 roku dopuścili się żołnierze niezwyciężonej Armii Czerwonej. Poziom dewastacji, bezczeszczenia zwłok pochowanych w kryptach kościelnych, grabieży był niewyobrażalny!  Po splądrowaniu świątyni i zabudowań klasztornych, Sowieci urządzili w nich szpital psychiatryczny dla swoich żołnierzy. Później zamieniono Lubiąż w gigantyczny magazyn zbiorów muzealnych i książek. Kiepsko zabezpieczone budynki niszczały, a szabrownicy dokończyli dzieło zniszczenia. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Nadal jest sporo pracy przy restaurowaniu zabytku (korytarze, cele cystersów, dziedziniec klasztorny, ale "Fundacja Lubiąż" ma nadzieję, że kiedyś opactwo rozbłyśnie, jak Gwiazda Polarna...

 W końcówce lat 80.  XX wieku opactwo w Lubiążu objęła "Fundacja Lubiąż". Obecnie obiekt znajduje się pod opieką władz państwowych i samorządowych, które sukcesywnie przeprowadzają prace zabezpieczające i konserwatorskie. Do tej pory udało się odrestaurować i przygotować do zwiedzania: Salę Książęcą, refektarz (jadalnię) opata, refektarz letni, bibliotekę opata oraz częściowo były kościół Wniebowzięcia NMP wraz z kaplicami. Tu znajdziemy odrestaurowane płaskorzeźby wszystkich opatów, wyremontowaną kaplicę pachnącą jeszcze wapnem i kredą. Tak, w wielkim skrócie przedstawia się historia opactwa, opactwa które ma szansę na powrót do swojej świetności...

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Na co zwrócić uwagę – naprawdę warto
Większości tych opisów nie znajdziecie w przewodnikach czy opracowaniach „Fundacji Lubiąż”,  warto to z uwagą przeczytać, dzięki dociekliwej analizie naszej ekspertki – historyka sztuki.

Na teren klasztorny prowadzi okazały budynek bramny, któremu dzisiejszy kształt nadano w 1710 roku. Nad jego centralną częścią umieszczono fronton akcentowany sterczynami w formie wazonów. W jego dwóch,  arkadowo zamkniętych niszach umieszczono posągi świętych: Benedykta i Bernarda. Przyziemie centralnej części budynku zajmuje szeroka i wysoka, arkadowo zamknięta brama przejezdna, obok której umieszczono furtkę dla pieszych.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Gdy byliśmy tu po raz pierwszy, miejscowi gospodarze przeprowadzali tędy... krowy na pastwisko.

Pierwszym punktem zwiedzania klasztoru jest pałac opacki. Jego przyziemie zaadaptowano na wystawy poświęcone zakonowi cysterskiemu i jego działalności na ziemiach polskich oraz na potrzeby muzealne. Wśród - nadal - dość siermiężnie wyposażonych sali wyróżnia się refektarz letni, którego sufit zdobi monumentalny fresk pędzla Willmanna przedstawiający "Apoteozę Bohatera Cnót".

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Analizując, nawet pobieżnie dzieło, nietrudno zauważyć, że artysta próbuje w nim  (dość nieudolnie) pogodzić wątki ideologii mitologicznej z katolickimi, bo to, co katolicyzm uznaje za przywary, w starożytności wcale za takie nie uchodziło;  ale mniejsza o ideologię... Fresk, zajmujący centralną część sufitu ogromnej sali jest apoteozą życia w cnocie, które jest jedyną drogą do osiągnięcia wiecznej chwały (zbawienia).

Malowidło charakteryzuje się dynamiczną kompozycją, dobrym modelunkiem za pomocą światłocienia ciał bohaterów i dość zgaszoną kolorystyką. Przedstawieniu głównemu towarzyszą, umieszczone w fasecie mniejsze scenki i emblematy.

Podłogę tej sali pokrywa rutynowo położona w II połowie XX wieku, parkietowa klepka, bez fantazji i mistrzostwa jak np. w zamku w Łańcucie (intarsja)  czy w kaplicy Pałacu Branickich w Białymstoku. 

Przejdźmy teraz do arcydzieła baroku słynnej "Sali Książęcej" z obrazem olejnym  Christiana Philipa Bentuma "Zwycięstwo wiary katolickiej nad herezjami i niewiernymi" i rzeźbami dłuta Frantza Mangoldta.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ słynny plafon olejny na płótnie autorstwa Philipa Christiana Bentuma. Dzieło to o powierzchni 336 m² (wymiary 24 × 14 m) przedstawia alegorię gloryfikującą wiarę katolicką oraz dynastię Habsburgów i Piastów. Posadzkę układali polscy mistrzowie w 1990 roku...  

 Sala Książęca – kunszt dawnych rzemieślników, malarzy i rzeźbiarzy
Wystrój malarski letniego refektarza jest zaledwie etiudą przygotowującą zwiedzających na olśnienie, które na nich czeka po przekroczeniu progu „Sali Książęcej". To główna, reprezentacyjna sala pałacu i jej wystrój w pełni odpowiada funkcji, jaką miała pełnić. Nawet dziś, nie wiadomo na czym najpierw należałoby skupić wzrok,  bo jej  połączona programem ikonograficznym  dekoracja malarska i rzeźbiarska, jest przebogata (mówiąc najprościej).

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Program ikonograficzny tej sali opracował osobiście opat Konstanty Beyer, który  choć główny nacisk położył na wychwalanie walorów katolicyzmu, nie uchronił się też od "wazeliny" gloryfikując cesarzy z rodziny Habsburgów. Podobno, na jej widok, król pruski Fryderyk II zapytał z przekąsem: Czy apostołowie też mieli podobne sale?

Poprzez drzwi osadzone w portalu podtrzymywanym przez Indianina i Murzyna (obecnie poprawna nazwą jest Afroamerykanin), przechodzimy do jednej z najpiękniejszych w Polsce sal reprezentacyjnych. Nad ogromnym wnętrzem rozpościera się plafon "Zwycięstwo wiary katolickiej nad herezjami i niewiernymi" autorstwa Ch. F. Bentuma. Malowidło przedstawia dość skomplikowaną sekwencję scen stanowiących gloryfikację fundatora klasztoru Bolesława I Wysokiego, Habsburgów i wiary katolickiej (apoteoza uwolnienia Śląska od pogaństwa),  a wszystko to ubrane jest w kostium antyczny.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Pomiędzy oknami pierwszej i drugiej kondygnacji umieszczono kolejne obrazy. Malarstwu towarzyszą grupy rzeźbiarskie dłuta Frantza Mangoldta przedstawiające posągi cesarzy z dynastii habsburskiej, symboliczne personifikacje czterech znanych wówczas kontynentów, figury alegoryczne cnót kardynalnych, postaci mitologiczne (Atlas dźwigający balkon muzyczny czy Temida) oraz pomniejsze ozdobniki w postaci amorków, girland, kratek itp.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Rozbuchany, kontrreformacyjny barok w czystej postaci, nieco tylko przyprawiony szczyptą subtelniejszego stylu  rokoko! Wszystko to, swoją dynamiką, rozedrganiem, patosem i bogactwem detali wręcz atakuje patrzącego. Dobrze, że przewodnik cierpliwie objaśnia sens  kolejnych przedstawień wprowadzając tym samym porządek w chaos myśli i doznań.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Kościół klasztorny pw. NMP
W zupełnie inny nastrój wprowadza kolejny zwiedzany obiekt, czyli dawny kościół klasztorny. W surowym dziś wnętrzu bazyliki odartej niemal całkowicie z pierwotnego, bogatego barokowego wyposażenia, odnajdujemy zaledwie okruchy dawnej świetności w postaci ocalałych z sowieckiego pogromu resztek  posągów, balustrad prezbiterium, kawałków kapiteli, fragmentów  polichromii w kaplicy książęcej, czy szkieletu ambony.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 
Paradoksalnie, ten brak ołtarzy, stalli, obrazów Willmanna (zastąpiły je kolorowe reprodukcje), sztukaterii, złoceń pozwala na skupienie się na wspaniałej architekturze świątyni i prześledzeniu zmian, które weń zachodziły na przestrzeni wieków. Można zauważyć ostrołukowy, gotycki jeszcze ceglany portal, częściowo przysłonięty przez nałożony nań... barokowy. Nie posiadając sztukateryjnej konkurencji, szlachetnie prezentują się gotyckie maswerki w wąskich, wysokich oknach kaplicy książęcej.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

O ile "Sala Książęca" to miejsce zachwytu, o tyle bazylika, to miejsce zadumy, także nad vanitas, vanitatis marnościami tego świata i nietrwałością splendorów.

Tu (w kościele NMP)  już od środy będzie miało miejsce kolejne wydarzenie „Slot Art Festiwal”. Warto dodać, że słynne dzieła Willmanna powrócą do Lubiąża, dziś  wiszą na ścianach kościoła NMP – na razie to reprodukcje.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Na przestrzeni lat kościół był uznawany za najpiękniejszy na Dolnym i Górnym Śląsku, zaś po tsunami Sowietów został okradziony z godności, sprofanowany, przeorany w poszukiwaniu kosztowności. Za to przestrzeń i to co zostało pozwala wyobrazić sobie wspaniałość tego miejsca.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

 Mimo to, dziś odzyskuje, choć bardzo powoli, dawny blask. Dziś można tu zobaczyć, podziwiać takie elementy jak:

  • Płyty nagrobne przed dawnym ołtarzem, czekające na odrestaurowanie, jak również inne cenne detale;
  • Potężną drewnianą ramę od obrazu, zdobiącą dawniej jedno z dzieł  Willmanna... cudem ocalona;
  • Bogato zdobioną, metalową krata oddzielająca niegdyś część klauzurową kościoła od tej ogólnodostępnej;
  • Sarkofagi  i zmumifikowane ciała pochowanych tu Piastów, opatów i wspomnianego już genialnego malarza;
  • Gotyckie, żebrowe sklepienia;
  • Płaskorzeźby  na ścianach.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Biblioteka opata
Przedostatnim, udostępnionym do zwiedzania pomieszczeniem, jest sala dawnej biblioteki, do której prowadzi ozdobny portal. Dwupoziomowe (z galeryjką) pomieszczenie ozdobione  jest polichromią Christiana Bentuma. Jej  renowacja trwała trzydzieści lat i dopiero niedawno została niemal w całości ukończona. Jednak nadal, na ścianach i sklepieniach  pozostały białe miejsca, których uzupełnienie wymaga kolejnych badań nad ikonografią i dalszych (żmudnych) prac.  Większość z tych renowacji (prac malarskich) wykonywali studenci ASP – w ramach praktyk.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Polichromia  oparła się zdobywcom-wandalom spod znaku czerwonej gwiazdy. Niestety, rozproszony po świecie dawny księgozbiór zakonny, najprawdopodobniej nigdy nie wróci do tej sali, która mimo odnowionego wystroju malarskiego, bez półek, szaf, pulpitów i woluminów, sprawia wrażenie niekompletnej i martwej...

Nie wszystko w tej komnacie jest oryginalne, brakuje choćby ozdobnych tralek na półpiętrze, które są widoczne na dawnych zdjęciach, podłoga  zaś jest tymczasowa, z tarcicy sosnowej. 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Biblioteka, niedawno udostępniona do zwiedzania*,   jest ostatnim punktem naszej wycieczki z przewodnikiem. Można jeszcze powłóczyć się po terenie, odgadywać przeznaczenie poszczególnych budynków, szukać śladów dawnej świetności klasztornych ogrodów takich jak choćby kasztanowa aleja czy rozłożysty platan, odnajdywać fragmenty małej architektury ogrodowej, można zadumać się nad nietrwałością dzieł ludzkich rąk, niepewnością losu, trawić wrażenia, ekscytować się rekordami  "naj", bitymi przez ten kompleks (największe na świecie opactwo cysterskie, drugi na świecie pod względem wielkości obiekt sakralny, najdłuższa w Europie fasada barokowa, itp.)...

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Jedno jest pewne, wobec Lubiąża nikt nie pozostaje obojętnym... Tylko słynny i bogaty śp. Michael Jackson nie miał szczęścia do tego miejsca.

*/ Po blisko 30 latach renowacji biblioteka została otwarta. Prace konserwatorów pozwoliły uratować wielkoformatowe malowidła wykonane w latach 1735–1738 przez wybitnego śląskiego artystę, Philipa Christiana Bentuma. Dzieła powstały w rzadkiej technice tłustej tempery nanoszonej na gipsowe podłoże, co stanowiło ogromne wyzwanie podczas restauracji wnętrz. Warto dodać, ze wszystkie okna wymieniono na nowe, w ramie drewnianej.

Reflektarz letni
Ostatnia sala udostępniona do zwiedzania. Skrzypiące drzwi, oryginalny napis Summit Fiat Silentium (Niech się stanie absolutna cisza), data 1706 i kolejna wycieczka czekająca na wejście. Wchodzimy do refektarza letniego, miejsca, gdzie cystersi spożywali posiłki. Czy faktycznie w nieskazitelnej ciszy, tego nie wiemy. Co jedli? Najczęściej to, co sami wyhodowali w swoim ogródku.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Wzrok gości (zwiedzających) jednak spoczywa  na polichromiach, dziś po renowacji i pracach zabezpieczających. W 1733 roku powstała polichromia letniego refektarza autorstwa Feliksa Antoniego Schefflera. Przypomnijmy, to był ceniony śląski malarz, twórca wystroju kościoła bożogrobców w Nysie i kolegium jezuickiego we Wrocławiu.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Ściany kapitularza zdobiły niezachowane do dziś obrazy olejne Jana Jerzego Danhorna, wiedeńskiego artysty zatrudnionego przez opata. Podłoga zaś została ułożona „w karo” przez polskich mistrzów rzemiosła, nie można jej niczego zarzucić. Niestety, po deszczu, a taki padał przed zwiedzaniem,  nie wolno wchodzić na tę posadzkę, jest ślisko.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Bardzo często promienie słońca wpadające do środka powodują niechciane refleksy na wybranych kadrach; staraliśmy się tego unikać. Warto jednak pamiętać, aby do Lubiąża zabrać podstawowy  arsenał wyposażenia fotografa (teleobiektyw, obiektyw typu fish eye i podstawowe szkło szerokokątne.

Żałujemy, że nie zachowało się wiele oryginalnych woluminów, obrazów czy detali wyposażenie dwóch kościołów (NMP  i św. Jakuba). Ten ostatni nadal jest nieudostępniony do zwiedzania i czeka na lepsze czasy. Choć w Lubiążu od dawna nie ma już mnichów w białych habitach, dzieło ich myśli i rąk pozostało. Wprawdzie powoli,  bardzo powoli, ale wraca do dawnej świetności...

przeczytaj także:

Opactwo Lubiąż - jeden z najpiękniejszych obiektów barokowych w Europie

redakcja autoflesz.com
Małgorzata Maciejewska, historyk sztuki

 

Publish modules to the "offcanvas" position.