Tegoroczne wakacje dla redakcji były dobrym czasem na poznanie ciekawych miejsc na mapie Polski. Na trasie w kierunku ukochanych Karkonoszy nie mogło zabraknąć kolejnych zagadkowych miejsc związanych z Piastami Śląskimi. Tak trafiliśmy do Lubiąża - cysterskiego zespołu klasztornego, jednego z największych zabytków tej klasy w Europie.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Trafić tu nie jest trudno, zaledwie 40 km od Wrocławia, 21,5 km od Wołowa (droga 338), 8 km od Proszowic. Gdy już dotrzecie na przedzamcze i mały parking (jest jeszcze autobusowy), trzeba wygospodarować trochę czasu na zwiedzanie. To (prawdopodobnie) największe opactwo cysterskie na świecie, dziś nazywane arcydziełem śląskiego baroku. Jeśli traficie przed godz. 9.00 warto poczekać na większą grupę zwiedzających i przewodnika, wstęp 15 zł, nie wszędzie wolno fotografować.
Kompleks dwa i pół razy większy od Wawelu
Opactwo, które obecnie jest w trakcie gruntownego remontu, to kompleks o powierzchni dwa i pół razy większej od słynnego Wawelu. Fasady dachów udało się gruntownie wyremontować, choć powierzchnia była ogromna - 2,5 ha. Ponadto zamontowano wzmocnienia (kotwy), przeprowadzono prace stolarskie i szklarskie. Na więcej brak funduszy, przynajmniej na razie...
Zanim wejdziecie do nadal odrestaurowywanego klasztoru, warto zwrócić uwagę na pozostałe budowle opactwa. Niestety, widać na nich ząb czasu i wiele, wiele pracy przed nowymi właścicielami.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ brama główna i... krowy pędzone na przyklasztorne pastwisko
Wymieńmy zatem te najważniejsze:
- bazylika Wniebowzięcia NMP z lat 1307-40 (zbudowana na pozostałościach romańskiego kościoła pw. Wniebowzięcia NMP z XII w.),
- klasztor, ciągle odbudowywany,
- pałac opatów (XVII/XVIII w.),
- pomocniczy kościół pw. św. Jakuba,
- ciekawe, choć bardzo zniszczone monumentalne pomniki,
- zabudowania gospodarcze.
W krypcie głównej, pod gotycką bazyliką, znajdują się nagrobki Piastów Śląskich (m.in. Bolesława Wysokiego, podobno miał 174 cm) oraz zabalsamowane ciała opatów cysterskich i zakonników. Niestety, nieudostępnione jeszcze do zwiedzania. Tuż po wojnie były sprofanowane i mocno pozbawione śladów identyfikacji. Malowidła i najcenniejsze obrazy rozszabrowano, te które udało się ukryć wiszą w innych kościołach warszawskich (i pewnie Dolnego Śląska).
Trochę historii
W kronikach cysterskich klasztor benedyktynów lokowano w 1150 r., wtedy powstał też kościół pw. św. Jakuba. W 1163 roku książę Bolesław Wysoki sprowadził cystersów z Turyngii. Klasztor rósł w siłę, a dzięki nadaniom książęcym opactwo pomnażało majątek ziemski Dolnego Śląska.
W czasie wojen husyckich (1428-1432) klasztor oraz kościół wielokrotnie splądrowano i spalono. Rekonstrukcji dokonano w XV w., ale jak to zwykle bywa nawet u zakonników, doszło do konfliktu. Polskich i niemieckich braci wygnano, a klasztorne włości przejęły władze świeckie, wijąc tu przystań i obozowisko w okresie polowań. Dopiero w 1492 roku mnisi powrócili i rozpoczęli prace rekonstrukcyjne (trwały do 1510 roku).
Klasztor ponownie ucierpiał w okresie wojny trzydziestoletniej, wówczas to doszczętnie ograbiono bibliotekę i klasztorne archiwa. Chwile świetności klasztor przeżywał podczas zarządzenia obiektem przez opata Arnolda Freiberga. Od 1649 roku rozpoczęto odbudowę zespołu klasztornego w stylu barokowym. Opat sprowadził specjalnie do Lubiąża malarza Michała Willmanna (zwanego śląskim Rembrandtem). Znany artysta mieszkał tu do śmierci, malując liczne obrazy i freski (między innymi "Apoteoza Bohatera Cnót"). Przypomnijmy, że w podobny sposób spędzał życie słynny Antoni Gaudi, architekt katedry Sagrada Familia w Barcelonie. Niestety, zmarł tragicznie pod kołami konnego tramwaju.
fot. Marek i Ewa Wojciechowscy \ Sala Książęca
Kolejni zarządcy Lubiąża m.in. opat Johann Reich i jego następcy prowadzili dalsze prace budowlane. W latach 1681-1699 wybudowano główny pałac (300 sal z bogatym wystrojem wnętrz), powstał nawet browar cysterski. Okres ten mocno odcisnął piętno na barokowym wystroju kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Głównym animatorem tego pomysłu był Mathias Stein (ceniony malarz), który doprowadził kościół do świetności. Dziś straszą tu gołe ściany, a "nocujące" gołębie czują przeciąg historii...
Jak to zwykle bywa w historii okres świetności kiedyś się kończy. Dla kompleksu Lubiąż to I poł. XVIII w. Lata władania Śląskiem cesarzy austriackich wyhamowują Prusacy. W 1810, król Prus, Fryderyk Wilhelm III wydał edykt likwidujący klasztory, w pierwszej kolejności na Śląsku. Bezpośrednią przyczyną wydania edyktu była pilna konieczność zapłacenia kontrybucji wojennej nałożonej na Prusy przez Napoleona.
W ten prosty i nieodwołalny sposób Fryderyk unicestwił zakon cystersów, przywłaszczając sobie jego dobra. W pewnym okresie dziejów urządzono tu nawet szpital dla psychicznie chorych arystokratów niemieckich, co spowodowało (praktycznie) nieodwracalne zniszczenia.
Kanclerz III Rzeczy był w Lubiążu
Kolejny epizod dopisał sam Adolf Hitler, który według kronik cysterskich wizytował to miejsce już w 1936 roku. Podobnie, jak w obiektach RIESE (okolice Wałbrzycha, Walimia i Osówki) Niemcy przygotowywali się na ewentualny montaż (i produkcję) części do rakiet V1/V2. Choć to tylko hipoteza, ostatnie badania i zeznania najstarszych mieszkańców wskazują, że całkiem prawdopodobna. Ostatnie badania dowodzą, że w podziemiach działała też fabryka znanej firmy Telefunken z Berlina (elementy i podzespoły do stacji radiolokacyjnych).
Żołnierze Armii Czerwonej dokonali dzieła zniszczenia
Dewastacji klasztoru dokończyli Rosjanie. Byli tu już zimą 1945 roku, jeszcze w kwietniu 1945 roku usilnie szukali skarbów i pozostałości (ewentualnych planów) po produkcji niemieckich rakiet. W ten szabrowniczy sposób totalnie zniszczyli wyposażenie klasztoru, sarkofagi Piastów, mumie sprofanowali i zbezcześcili, uniemożliwiając ich identyfikację. Jedynie, co potwierdzają twarde dokumenty, zmumifikowana trumna Willmanna nie została zbezczeszczona.
Pod koniec II wojny światowej czerwonoarmiście zorganizowali tu obóz filtracyjny dla rosyjskich jeńców wojennych, których Stalin nazywał zdrajcami ojczyzny. Według dyktatora były tylko dwa wyjścia dla takich jeńców - śmierć, albo tylko śmierć!
Rozkaz o ewakuacji Rosjan dotarł tu dopiero w 1948 roku, wycofując się, szabrowano co tylko można było zabrać na ZiS-y 5B. Nie przeszkadzało to zarządcom, aby przez kilka lat jeszcze urządzić tu szpital psychiatryczny dla czerwonoarmistów.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przez wiele lat obiekt nie maił gospodarza. Dopiero w 1950 roku pomieszczeniach klasztorne zaadaptowano na dolnośląskie zbiory muzealne, książki i pozostałe dzieła sztuki. Czy było złoto i kosztowności? Przebąkiwano też co nieco na temat ukrycia „Bursztynowej Komnaty”, a nawet tzw. złota Wrocławia – nie ma na to twardych dowodów. Ale kiedyś wrócimy do tej hipotezy…
Lubiąż dziś
Powiemy przekornie. Budowla nadszarpnięta zębem czasu wstaje z kolan. Już wkrótce może być najciekawszą budowlą architektoniczną w Polsce. Od 1989 prowadzone są prace renowacyjne, głównie dzięki staraniom wrocławskiej Fundacji Lubiąż. Przypomnijmy w tym miejscu, iż podobnie, choć staraniami li tylko burmistrza Ząbkowic Śląskich i datków zwiedzających odrestaurowywany jest pałac Marianny Orańskiej, która nie chciała budować zamku/pałacu w kompleksie cysterskim. Właśnie tu, w Ząbkowicach cystersi założyli filię Lubiąża...
Pomysł przedni, wykonanie idzie z duchem czasu, ale trzeba wielu starań i jeszcze więcej pieniędzy, aby przywrócić do świetności to miejsce. Ono już żyje, czuć powiem historii, a pełzające w chaszczach żmije zygzakowate (naprawdę spotkaliśmy kilka) pilnują tajemnic przed niepokornymi eksploratorami.
Co można zwiedzać?
Od 1996 r. można podziwiać monumentalną Salę Książęcą (pow. ponad 400 m2, wys. 13,4 m). Znajdziecie tu rzeźby wrocławskiego mistrza Józefa Mangoldta oraz malowidła ścienne Christiana Bentuma i Feliksa Schefflera. Sala ta uważana jest za jeden z najwybitniejszych zabytków śląskiego baroku. Odbywają się w niej wybrane koncerty corocznego Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans.
Staraniem Fundacji (przewodniczący rady prof. dr hab. Mieczysław Zlot) ukończono renowację refektarza opata oraz refektarz letni, na ukończeniu jest biblioteka opata. Od roku 1998 Fundacja Lubiąż wraz z Agencją Artystyczną „Jedynka” z Wrocławia organizuje w drugi weekend maja cykliczne imprezy pod nazwą "Korso Pałacowe", w czasie których można zwiedzać zamknięte na co dzień sale, podziemia klasztorne, strychy oraz inne obiekty znajdujące się w renowacji. Od 2001 roku na terenie opactwa odbywa się też „Slot art festiwal”. Z kolej 30 sierpnia br. przyjadą tu miłośnicy historii i potęgi oręża polskiego na inscenizację bitwy „Oblężenie klasztoru – wojenne tajemnice Lubiąża” .
Znani celebryci w klasztornych murach
Tego nie wiecie, ale w 1997 roku zespół klasztorny odwiedził Michael Jackson. Czy chciał tu zainwestować? Tego się już nie dowiemy. Z kolei Sylwia Grzeszczak wymyśliła sobie wnętrza klasztorne, jako kadr do teledysku „Małe rzeczy”. Świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie!
Zamiast podsumowania
W okresie PRL-u prowadzono tu szeroko zakrojone akcje o kryptonimie „Skarb” w poszukiwaniu tzw. złota Wrocławia (depozyty banków Festung Breslau), precjozów i malowideł rzekomo zrabowanych przez nazistów. W prace te mocno był zaangażowany b. minister Czesław Kiszczak. Opinia publiczna, czytelnicy, odkrywcy - do dziś nie dowiedzieli się co znaleziono. Oficjalnie... nic! Jeśli znaleziono, a starzy mieszkańcy potwierdzali te hipotezę - to co zrobiono z tymi skarbami, złotymi monetami, precjozami, z pewnością zrabowanymi z "Twierdzy Wrocław".
Jedno jest pewne, Opactwo Lubiąż kryje do dziś wiele tajemnic, z zapisków b. konserwatora zabytków dra Günthera Grundmanna - więcej niż można przypuszczać. Niestety, Grundmann już nic nie powie, a ponowne prace eksploracyjne nie wchodzą w rachubę.
Wrócimy tu jeszcze!
Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com
{nice1}