Książ, należy do największych, ale też najbardziej tajemniczych, zamków w Polsce. Nadal nieodkryte tajemnice tego miejsca, przyciągają zwiedzających i miłośników fantastyki każdego roku. Byliśmy tam całkiem niedawno, ale to co chcemy przekazać nie dotyczy podręcznikowej historii czy księżnej Daisy. Zresztą przekonajcie się sami…
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Pod koniec sierpnia odbył się we Wrocławiu POLKON 2012 zorganizowany przez Dolnośląski Klub Fantastyki „Vratislavia Fantastica”. Jednym z prelegentów tego wydarzenia był Mirosław Antoni Figiel b. pełnomocnik wojewody dolnośląskiego ds. dóbr kultury i poszukiwania zaginionych dzieł sztuki. Powiemy szczerze, to osobowość, jakiej od dawna szukaliśmy w kontekście historii III Rzeszy, kompleksu RIESE (niem. „Olbrzym”), tajemnic Gór Sowich, wreszcie Bursztynowej Komnaty.
Obiecaliśmy też, już po pierwszej wizycie na zamku, powrócić do tematu wspominanych tajemnic. Rąbka tajemnicy uchylili już: przywołany do tablicy Mirosław Figiel, przewodnicy Książa, a także przewodnicy podziemnego miasteczka gm. Głuszyca (szczególnie w podziemnym miasteczku Osówka). Praktycznie wszystkie przekazy są zgodne z wypowiedzią dr Jacka Wilczura, b. śledczy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Ten emerytowany historyk, prawnik i politolog przez ponad 20 lat szukał śladu Bursztynowej Komnaty, okrzykniętej jako 8 cud świata.
Zacznijmy od Bursztynowej Komnaty
Teorii i hipotez jest niemal tyle, ilu rozmówców - jednak elektryzuje, jak prąd pod napięciem 230 woltów, nie tylko badaczy. Zapoznaliśmy się z kilkoma pracami, wysłuchaliśmy wykładów panelowych prowadzonych przez b. doradcę wojewody, przeczytaliśmy kilka publikacji i możemy przedstawić najbardziej wiarygodne hipotezy.

fot. Krzysztof Golec \ wejście do podziemia trwa chwilę, nadal wiele kazamatów jest niedostępnych dla zwiedzających
Jak sam autor mówi, tajemnice Bursztynowej Komnaty „wykradziono mu spod stóp”. Jednak uprzedzamy, pan Figiel nie chciał do końca odkryć kart. Dlaczego, tajemnice często bywają strzeżone do końca. Wynika z tego, że tak naprawdę, pewnym kręgom nie jest na rękę odkrywanie wszystkiego, aż do samego jądra. Zresztą sam autor doświadczył już na sobie kilku niedwuznacznych propozycji, z tych „nie do odrzucenia”.
Powiemy zatem tyle, ile można w tej chwili. Niezwykle trudno jest wywieźć, ukryć, a tym bardziej zatuszować wszelkie ślady po Bursztynowej Komnacie. Według kilku badaczy były, tak naprawdę, dwie komnaty*/. Do dziś podziemia ruin zamku w Królewcu (dziś Kaliningrad) nie ma nawet śladu po... zardzewiałej kłódce z jakiejkolwiek skrzyni. Wątek o ewentualnym spaleniu po nalotach aliantów, też został obalony.
*/ Rekonstrukcja tej drugiej trwała niemal 24 lata, a jej koszt wyceniono na 11,5 mln dolarów. Finansował ją głównie rząd Niemiec. Oficjalne otwarcie komnaty dla turystów nastąpiło 3 czerwca 2003 r. Na jej otwarciu pojawili się Władimir Putin, Georg Bush, Gerhard Schröder i Jacques Chirac. Ten medialny fakt odbył się w 300-lecie Sankt Petersburga. Mirosław Figiel uważa, że to była jednak ta oryginalna wersja; ucięto tym samym dalsze spekulacje na jej temat.

fot. AFP \ Bursztynowa Komnata
Przypomnijmy, w 1941 roku BK została zrabowana przez Niemców. Latem następnego roku, w 26 skrzyniach, została przewieziona z Carskiego Sioła k. Petersburga do Królewca. Gdy Armia Czerwona zdobyła Królewiec, w kwietniu 1945 roku, jakikolwiek ślad po skrzyniach zaginął. Bursztynowa Komnata składała się z co najmniej 6 ton bursztynu, były też drogocenne kamienie szlachetne, złoto, a także diamenty.
Tu znów mocno przeplata się polski akcent. BK została przewieziona z Carskiego Sioła do Królewca na rozkaz Ericha Kocha, gauleitera Prus Wschodnich, który po wojnie został przekazany Polsce i osadzony w Barczewie. Wyrok, kara śmierci, nigdy nie została wykonana. Czy b.gauleiter przekazał tajemnice ukrycia Bursztynowej Komnaty - nie wiemy. Inni badacze (w tym wspomniany dr Wilczur) twierdzą, że ślad może prowadzić do Pasłęka, gdzie Koch miał swoje posiadłości. Do dziś nie wykluczono także hipotezy, jakoby BK miała być przewieziona statkiem Wilhelm Gusttlof. Niestety, statek został pod koniec wojny zatopiony kilkoma torpedami z rosyjskiego okrętu podwodnego i spoczywa na dnie Bałtyku.
Zamek Książ – Sala Konrada
W tym roku byliśmy po raz drugi na zamku. Odwiedziliśmy między innymi Salę Konrada, mieliśmy jedyną okazję oglądać podziemia zamkowe. Według przewodniczki, Sala Konrada wymiarami pomieszczenia odpowiada rozmiarom Bursztynowej Komnaty. Wzmocnienia stropów, a także zewnętrzne przeróbki wykonane po 1943 roku przez Organizację Todta – już po skonfiskowaniu majątku i wykwaterowaniu ks. Daisy w 1941 roku – świadczą o adaptacji tego pomieszczenia na cele inne niż pałacowa sala balowa.
Teraz przypomnijmy mocno nagłaśniany fakt, o adaptacji Książa na kwaterę Hitlera. Wspominany na początku Mirosław Figiel podaje ciekawą hipotezę, iż Bursztynowa Komnata w tym właśnie miejscu mogła być „parasolem ochronnym” dla samego zamku, kwatery przywódcy III Rzeszy i niemieckich notabli, a także Oberkommando der Wermacht. Potwierdzeniem słuszności tego wywodu ma być fakt, że alianci nigdy nie zbombardowali Zamku Książ.

fot. Krzysztof Golec, skrzydło zachodnie z Basztą Białą i Jerzego
Teoria spiskowa – podziemne bunkry dla Hitlera
Zamek Książ był łatwym obiektem do ataku z powietrza, przynajmniej w teorii. Organizacja Todta wiedziała o tym doskonale, dlatego w litej skale, w podziemiach zamku drążono tunele i kazamaty. Według innego badacza amatora z Wałbrzycha, Tadeusza Słowikowskiego, tunele ciągną się pod całym kompleksem RIESE. Zamek miał być tylko jego ogniwem. Inni badacze posuwają się dalej i twierdzą, że zamek mógł być olbrzymim dworcem kolejowym z podziemnym miastem, gdzie mijały się pociągi. Jeden taki pociąg ”Złoty pociąg” jest ukryty w zamurowanych podziemiach kolejowej bocznicy(?) Mirosław Antoni Figiel tylko się uśmiecha, nie może mówić o wszystkim z detalami. Wyczuwamy, że to może być tylko jakaś przenośnia np. tajemny tunel pomiędzy Czechami a Polską. Brzmi sensacyjne, ale takie są własnie Góry Sowie i Sudety.

fot. Krzysztof Golec \ podziemne miasto kompleks Osówka k. Głuszycy
Wspomnieliśmy w poprzednich relacjach z tego tajemniczego miejsca, że więźniowie z Gross Rosen zmuszani do katorżniczej pracy w podziemiach, przygotowywali schrony dla samego Adolfa Hitlera i jego świty. Nie wspomnieliśmy, że także Oberkommando der Wermacht miało tu znakomity punkt dowodzenia w ramach teatru działań wojennych, a tajemnicze laboratoria z niemieckimi fizykami mogły pracować nad bombą atomową.
Dziś udostępnione do zwiedzania (tylko za dodatkową opłatą) podziemia i specjalnie zaprojektowane windy dla Hitlera prowadziły do podziemnych kazamatów. Na głębokości 55 m pod zamkiem ciągną się (na długości ok. 950 m, są też inne zlokalizowane georadarem) podziemne, granitowe korytarze. Jedynie znikoma ich cześć jest udostępniona do zwiedzania, reszta zajmowana jest przez Polską Akademię Nauk, kolejne nadal czekają na odkrycie. Warto też wiedzieć, że Niemcy planowali uruchomianie w podziemiach, bardzo nowoczesnej centrali telefonicznej, z działem nasłuchu radiowego. Dziś przypominają o tym puste kanały po przewodach telekomunikacyjnych. Ciekawostką jest też fakt, iż zaraz po wojnie i opuszczeniu Rosjan Książa, polskie władze zainstalowały tu zagłuszarkę Radia Wolna Europa.
W podziemiach Zamku Książ znajdowały się też archiwa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. Badacze twierdzą, że oprócz tajnych depesz wojennych, a także kryptogramów dot. zagadki Enigmy, mogą leżeć tu dokumenty niemieckich notabli z tajnymi kontami w szwajcarskich bankach, a także... dane agentów. Ten wątek potwierdza Bogusław Wołoszański, który kręcił tu z ekipą filmową serial „Tajemnice twierdzy szyfrów”.
Kolejne nieprawdopodobne hipotezy dot. obiektów RIESE
Pisaliśmy o podziemnym miasteczku w gm. Głuszyca i kompleksie Osówka. Do dziś wielu badaczy zastanawia się nad przeznaczeniem tych sztolni, hal i kazamatów. Hipotezy są różne, tylko jedną z nich mogła być podziemna fabryka bomby atomowej. Dziś nie ma jakiegokolwiek dokumentu, mapy, szkicu tego regionu. Jednak badacze przywołują kilka faktów. Jednym z nich było pozostawienie przy życiu niejakiego inż. Dalmusa, Polaka zajmującego się sprawami technicznymi podziemnych labiryntów. Powiedzieliśmy wcześniej, że Niemcy nie zostawiali świadków, zatem inżynier mógł być dezinformatorem, a nawet kapusiem i kolaborantem. Całkiem możliwe, że nie był też… inżynierem.

Z badań innych naukowców wynika, że Niemcy mogli prowadzić tu badania nad akceleratorem plazmowym. Chociaż fizycy wykluczają taką opcję, bowiem pierwsze wzmianki o takim urządzeniu pochodzą z lat 50-tych ubiegłego stulecia. Wykluczyć jednak tego nie można.
Do tematu powrócimy, bo wciąga bez reszty. Góry Sowie są z całą pewnością najbardziej zagadkowym miejscem na mapie Polski.
redakcja autoflesz.com, obsługa własna![]()
