Bieszczady: Ustrzyki Dolne – to musisz zobaczyć, ciekawostki

Bieszczady są atrakcyjne o każdej porze roku, ale szczególnie zimą pokazują surowy klimat i twarde warunki życia. Dla turystów zaś, to raj na ziemi, nie trzeba jeździć  za granicę, aby poczuć się spełnionym. Nasz pobyt, tym razem latem, okraszamy ciekawostkami, rozmowami z ludźmi przyjeżdżającymi tu na chwilę, a pozostającymi do końca życia. Bieszczady są takim magnesem, który z pewnością przyciąga bratnie dusze. Jeszcze w 1951 roku  państwo dawało za darmo opustoszałe (lub spalone domy) i ziemię do uprawy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / kościół pw. św. Józefa Robotnika, konsekrowany w 1991 roku, ul. Gombrowicza 10

Dla miłośników włoskich, słowackich czy austriackich kurortów Bieszczady oferują nadal surowy klimat, święty spokój i wiele atrakcji. Ale po kolei...

Kilka ciekawostek o Ustrzykach Dolnych
Zacznijmy od tego, że to właśnie tu kręcono wiele scen kultowego filmu „Wilcze echa”. Panny, dziś seniorki,  z westchnieniem wspominają przystojnego estońskiego aktora Bruno O’YA. O samym filmie, jak również historii Ustrzyk opowiadała  nam kierowniczka Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. prof. Eugeniusza Wanieka.

Dzięki królowi Zygmuntowi Staremu osada lokowana była już 1509 roku. Swoją nazwę zawdzięcza położeniu – ustrik bowiem z j.włoskiego oznacza zbieg potoków  i rzek (zlewnia  Strwiąża, dopływ Dniestru, Wiaru, a także Sanu. Ciekawostką jest to, iż południowo-wschodnia część byłego kniaziostwa, a obecnie miasta (stolicy Bieszczadów) należy do zlewiska... Morza Czarnego.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / fot. 1 Ustrzyki Dolne,  Rynek Główny, for. 2 najpiękniejsza fontanna w mieście, Miejska Biblioteka Główna, kościół pw. św. Józefa Robotnika

Za czasów wymienionego kniaziostwa ludność osadnicza przybywała tu z Węgier, Rusi Halickiej, a także Włoch. W 1727 roku Ustrzyki Dolne uzyskały prawa miejskie. Następował szybki rozwój miasta, głównie dzięki licznym szlakom handlowym i wymianie towarów. Po I rozbiorze Polski Ustrzyki Dolne znalazły  się pod zaborem austriackim, aż do 1867 roku. Choć nie było niepodległości, miasto rozwijało także linie kolejowe np. z Budapesztu do Przemyśla i Lwowa. Mocny impuls gospodarczy przypada na XIX wiek, uruchomiono wtedy wydobycie ropy naftowej, ponoć bardzo bogatej w elementy wykorzystywane w kosmetologii, a nie tylko w motoryzacji (powstają pierwsze rafinerie).

Miasto staje się mieszanką wielokulturową, ale harmonię przerywa wybuch I wojny światowej. Rozpoczyna się okres wyniszczających bitew i potyczek np. już w 1916 roku dochodzi do pierwszych walk z Ukraińcami. Każda ze stron chciała utworzyć przyczółek przyszłego państwa na swoich zasadach. Polacy często zwyciężali, ale powstała rysa ciągnęła się przez wiele lat.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ fot.1 neogotycki kościół pw. NMP, fot.2 główna ulica 29 Listopada, fot.3 Zespół Szkół Licealnych, fot. jedna z najciekawszych kamienic tuż przy rynku

Kolejny okres rozwoju przerywa z kolei II wojna światowa. Ustrzyki Dolne, osadzone w realiach paktu Ribbentrop-Mołotow znalazły się na dwa lata w radzieckiej strefie wpływów. Dopiero napaść Niemców na ZSRR w 1941 roku wypiera okupanta, miasto znalazło się pod butem niemieckim. Podstawowym zadaniem Wermachtu i sił SS na tych ziemiach była masowa eksterminacja Żydów, wywożono ich do obozów zagłady w Zasławiu, Bełżcu i Sobiborze. Pozostała ludność np. Ormianie, Grecy, a nawet  Polacy opuszczali miasto. Dziś pozostało jedynie następne pokolenie osadników.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ kościół pw. bł. Marii Teresy Ledóchowskiej z 1831 r. Do niedawna była to cerkiew parafii greckokatolickiej w Ustrzykach Dolnych. Po II wojnie światowej Strwiążyk wrócił do Polski a kościółek  zamieniono na magazyn nawozów sztucznych. W 2005 r. kościół został odkupiony od Skarbu Państwa i stał się własnością parafii rzymskokatolickiej pw. św. Józefa Robotnika w Ustrzykach. W 2001 roku wieś Strwiążyk przyłączono bez zgody mieszkańców do gminy Ustrzyki Dolne. Na przykościelnym  cmentarzu pochowano ostatniego właściciela wsi inż. Filipa Hirscha...

Gen. Świerczewski niepoprawny politycznie
Wojsko Polskie,  całkiem liczne,  na tych terenach musiało walczyć jeszcze z bandami UPA. Wtedy, takim znanym (komunistycznym) dowódcą był gen. Świerczewski, dziś jego ostatni pomnik spadł z cokołu w Jabłonkach k. Baligrodu. Oficjalnie za jego śmierć odpowiadają sotnie UPA, nieoficjalnie "przebierańcy"...

Kolejna ciekawostka, w latach 1944-1952 miasto wraz z okolicznymi wioskami należało do ZSRR. Na mocy kolejnej regulacji granic i podpisaniu umowy Ustrzyki i całe Bieszczady wróciły do Polski. Nie za darmo, my musieliśmy oddać bogate w węgiel kamienny i ropę naftową tereny na Sokalszczyźnie. W ramach tzw. akcji przesiedleńczej osiedlili się tu repatrianci zza Buga. Dodajmy tylko, że gen. Świerczewski inspekcjonował bieszczadzkie jednostki przed zapowiadaną akcją"Wisła".

Po 1970 roku, nadal „dzikie” Bieszczady zaczęły się zmieniać, a tutejsi gospodarze nastawili się na turystykę i agroturystykę (obecnie). Tu wreszcie powstała największa w Polsce hydroelektrownia nad Zalewem Solińskim, z tego akwenu dostarczana jest woda pitna dla Ustrzyk Dolnych. Część przymusowo wysiedlonych gospodarzy znad Soliny mogła wybrać sobie wieś do zamieszkania. Niektórzy upatrzyli sobie Ustrzyki, Sanok a nawet wspomniany wcześniej Strwiąż.

Jak powiedziała nam pani kierownik biblioteki, ten budynek po remoncie kapitalnym, wcześniej był pożydowską synagogą. Trudno znaleźć coś więcej na ten temat, ale pani kierownik wierzymy na słowo, gdyż pięknie opowiada o mieście i jego historii  w oparciu o dokumenty źródłowe.   Zresztą to miejsce wybrała nieprzypadkowo, przyjechała tu z całą rodzina aż z Gdyni. Warto choćby dla takich chwil porozmawiać z ludźmi, stwierdzić iż darzą nas życzliwością,  odkrywają dla nas Ustrzyki na nowo.

Podobnie mogło być z dziedzicami ostatniej właścicielki Ustrzyk Otylii Nanowskiej. Niestety, jej dwóch spalono - mówiąc dość oględnie, a włości bezprawnie odebrano. W podobnym stylu naziście rozprawili się z ks. Daisy na Zamku Książ.  Obecnie pobudowano tu hotel "Laworta".

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Muzeum Przyrodnicze w Ustrzykach

Co warto zwiedzić?
Przede wszystkim kościoły i cerkwie: Sanktuarium MB Bieszczadzkiej z 1740 roku, neogotycki kościół pw. NMP (1909-1911), kościół parafialny pw. św. Józefa Robotnika i jego przepiękną filię pw. bł. Teresy Ledóchowskiej (byliśmy na uroczystej mszy dziękczynnej) w dzielnicy Strwiążyk (dawny kościołek greckokatolicki z 1831 r.),  cerkiew greckokatolicką pw. Zaśnięcia  MB (1874 r.), cmentarz żydowski (400 wyglądających na zapominane nagrobki „macewy”, Szlak Chasydzki, uwaga na niedźwiedzie),  Izba Regionalna (koniecznie, tam też byliśmy, pozdrawiamy p. Angelinę), Muzeum Przyrodnicze z Ośrodkiem Naukowo-Dydaktycznym Bieszczadzkiego Parku Narodowego (koniecznie, zobaczycie żubra, żbika, niedźwiedzia, orła bielika, czarnego bociana i wiele innych nieznanych zwierząt i ptaków), Muzeum Młynarstwa (jedyne w Polsce prywatne muzeum, warto skusić się na pyszne specjały kuchni regionalnej), Zespół Basenów „Delfin” z kompleksem boisk sportowych  (takiego kompleksu nie ma nawet  Bydgoszcz, koniecznie musisz tam być w upalne dni) i wiele innych osobliwości -  w tym pomniki. Trzeba bowiem wiedzieć, że w obronie Ustrzyk  Dolnych walczył sam por. Stanisław Maczek, później generał, który w komunistycznej Polsce nie zaznał honoru ani należnej sławy. Zresztą „Angole” także zapomnieli o wielkim Polaku.  Żył skromnie i zmarł skromnie (1892-1994), ale pamięć o wielkim bohaterze pozostanie na wieki.

Wojsko to stały regiment w tej części Polski
Najbardziej znane są chyba jednostki lotnicze, które na pobliskim szybowisku szkoliły asów dywizjonu 303, wałczącego w „Bitwie o Anglię”. Dziś lotnisko straciło na znaczeniu, gdyż warunki lotne "zakłócają" liczne  lasy specjalnie nasadzone zaraz po wojnie. Szybowisko w Ustjanowej (zaraz za Ustrzykami) było największym lotniskiem szybowcowym w międzywojennej Polsce. Gdy wkroczyli tu Niemcy przejęli nie tylko szybowce (ponad 744 szybowce)  i infrastrukturę, ale także bogaty materiał szkoleniowo-pilotażowy. Ze względu na kiepski dojazd zrezygnowali z prób nad „cudowną bronią”. Po wojnie szybowisko zlikwidowano.

Trudno doszukać się w archiwach twardych informacji nt. stacjonujących tu wojsk, pewne natomiast jest iż w powojennej Polsce wiele krwi utoczyło istniejące tu UB. Mieszkańcy do dziś opowiadają, że w okresie PRL-u, w  tutejszej szkole  uczył nauczyciel – były "ubek".

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Muzeum Przyrodnicze w Ustrzykach

Bieszczady, zaraz po wojnie, to ciągłe potyczki z bandami UPA. Już w Polsce Ludowej stacjonował  tu 4 Bieszczadzki Pułk Zmotoryzowany (sztab Kwaszenino, głównie do ochrony i zaopatrzenia ośrodka w Arłamowie), jak również wojsko bez broni w Jaworze czy (nie) wojsko w Wołosatym.

Dekomunizacja po polsku
Teraz ciekawostka, chyba najważniejsza. Pod koniec kwietnia 2018 roku z polskich dróg zaczęły znikać tablice upamiętniające żołnierzy, którzy w latach 50. oraz 60. ubiegłego stulecia budowali bieszczadzkie drogi. Wszystko w myśl ustawy dekomunizacyjnej, którą w ubiegłym roku uchwalił Sejm.

- To nie pamięć narodowa, tylko fałszowanie historii – mówi jedna z mieszkanek Polany

Bieszczadzkie obwodnice lub inaczej bieszczadzkie pętle, to w większości drogi wybudowane w latach 1955 - 1979. Dzięki pracy wielu ludzi, w tym wojska (dla poprawności LWP),  wybudowano tutaj wiele dróg ułatwiających dostęp do wielu miejscowości. Do głównych należą dwie obwodnice mające początek i koniec w Lesku, są to: „Duża obwodnica bieszczadzka” zwana też „wielką pętlą”, która ma długość 144 km i powstała w latach 1955 - 1962. Przebiega z Leska, przez Baligród, Cisną, Przysłup, Wetlinę, Ustrzyki Górne, Smolnik, Lutowiska, Ustrzyki Dolne i kończy w Lesku oraz „Małą obwodnica bieszczadzka”, zwana również „małą pętlą”, która ma długość 99 km i powstała w latach 1962 - 1969,  częściowo pokrywa się z wielką pętlą bieszczadzką. Przebiega z Leska, przez Hoczew, Średnią Wieś, Polańczyk, Wołkowyję, Rajskie, Czarną, Ustrzyki Dolne, Olszanicę i kończy w Lesku.

Są to przepiękne trasy widokowe, obfitują w wiele zabytków i atrakcji turystycznych. Również dla poprawności historycznej przypominamy, że w budowie dróg uczestniczyła Śląska Jednostka Wojsk Inżynieryjnych  4 Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To właśnie tę jednostkę upamiętniały usuwane obecnie tablice.

- Byłam świadkiem tego jak budowali drogę z Czarnej do Polany. Dla mnie to co się dzieje, to jest skandal – mówi ostro Krystyna Lupa-Zatwarnicka, mieszkanka Polany

- To nie jest pamięć narodowa, tylko fałszowanie historii.  Widziałam, jak pracownicy Zarządu Dróg Wojewódzkich usuwali polańską tablicę i mówili, że to nakazem z IPN, w ramach dekomunizacji – dodaje pani Krystyna / źródło: Gazeta Bieszczadzka, maj 2018 r./

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.