Choć jednoosobowy wyrok TSUE w sprawie zamknięcia kopalni Turów ma klauzulę natychmiastowej wymagalności, to jednak jest furtka z której z pewnością skorzysta Polska, w tym premier Morawiecki. Będzie to trudne, ale zważywszy na skalę problemu, może nastąpić zmiana decyzji. Przypomnijmy tylko, że opozycja z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim na czele, wbiła drzazgę pod paznokieć, mówiąc „trzeba egzekwować wyrok Trybunału”. Widocznie wiceprzewodniczący PO nie oglądał wielce pouczającego filmu "Wszystkie pieniądze świata" w reżyserii Ridleya Scotta.
fot.Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Wygląd na to, że im gorsze napływaj wieści z Unii Europejskiej, tym lepiej dla całej opozycji. Już nie liczy się polska racja stanu, tylko odsunięcie PiS-u od władzy. Można wiele zarzucić dobrej „dobrej zmianie”, bo nikt nie jest idealny jak Matka Teresa, ale opozycja nakręca się jak piąta kolumna.
Ale wróćmy do kopalni węgla brunatnego i art. 163 regulaminu TSUE. Mówi on, że "na wniosek strony postanowienie może zostać w każdej chwili zmienione lub uchylone ze względu na zmianę okoliczności”. Taka ewentualność właśnie zachodzi!
fot.Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Co to znaczy? To sprawa otwartych negocjacji, które wreszcie toczą się w tym sporze. Polska powinna pójść na ugodę, otwarcie porozumieć się z sąsiadem lub dostarczyć nowe dowody w sprawie.
Problem jest jednak inny, chodzi o to czy rząd Republiki Czeskiej chce ugody i czy pragnie poważnych rozmów na argumenty, a nie na hipotezy. Jak dotąd nikt dokładnie nie powiedział, dlaczego wysychają wody gruntowe po czeskiej stronie. Wiemy przecież, że zarówno w Czechach, jak i w Niemczech podobne kopalnie działają, ale tam nikt nie podnosił problemu wód gruntowych. Przypomnijmy też, iż kopalnia wykonała bardzo drogie inwestycje, w tym ekran przeciwfiltracyjny, o którym pisaliśmy w poprzednim materiale.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
W ramach Grupy Wyszehradzkiej, takie rozmowy powinny się odbyć jeszcze przed szczytem Unii Europejskiej. Jeśli dojdzie do porozumienia z Czechami, to najlepszym rozwiązaniem byłoby wycofanie skargi z TSUE przez stronę czeską. Jeśli nie, to sprawa jest na tyle poważna, iż może dojść do rozwodu z Grupą, jak w słynnym małżeństwie Billa Gatesa z Melindą.
Przypomnijmy, że dopiero teraz ujawniono fakty dotyczące wcześniejszych rozmów z przedstawicielami czeskiego rządu.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
"PGE Polska Grupa Energetyczna opublikowała protokół z października 2019 r., kończący konsultacje transgraniczne z Republiką Czeską ws. przedłużenia koncesji dla Kopalni Turów do 2044 r. Strona czeska zgodziła się na polskie propozycje i podpisała w październiku 2019 roku protokół uzgodnień dotyczący konkretnych działań minimalizujących oddziaływanie kopalni na tereny przygraniczne. Wszystkie zobowiązania zawarte w protokole spełniliśmy. Kończymy również budowę prewencyjnego ekranu chroniącego wody gruntowe na granicy kopalni" - oświadczył Wojciech Dąbrowski, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Zdaniem prezesa Dąbrowskiego protokół zamykał temat konsultacji transgranicznych. Mimo to rząd Republiki Czeskiej wybrał wariant sądowy, a nie partnerski. Po raz kolejny okazuje się, że w kłopotach trzeba liczyć na siebie, a nie koalicjantów.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Wszystko wskazuje na to, że rząd nie podporządkuje się TSUE i nie wstrzyma wydobycia w kopalni Turów.
"Decyzje TSUE nie mogą naruszać bezpieczeństwa energetycznego krajów członkowskich" – oświadczył premier Mateusz Morawiecki odnosząc się do decyzji ws. Turowa. Dodał, że rząd nie podejmie działań, które mogłyby godzić w nasze bezpieczeństwo energetyczne.
Informujemy, że unikalne, opublikowane zdjęcia, wykonaliśmy ładnych kilka lat temu. Ze względu na tajemnice służbowe jakie wtedy obowiązywały nie mogliśmy ich wcześniej opublikować.
- przeczytaj koniecznie:
redakcja autoflesz.com