Resort infrastruktury, policjanci, prawnicy, a także kierowcy sprzeczają się o to, który kierowca ma pierwszeństwo podczas jazdy na suwak. Swoje trzy grosze dodała także "Rzeczpospolita". Znajomość nowych przepisów wygląda znacznie gorzej, niż chciał tego ustawodawca. Jeszcze gorzej, gdy dojdzie do stłuczki!
fot. redakcja autoflesz.com
Urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury popełniłi kardynalny błąd na oficjalnej wizualizacji podczas tego manewru i nie zamierzają tego knota poprawiać. Przy "suwaku" nie ma mowy o włączaniu się do ruchu przez żaden z pojazdów – to po pierwsze.
Dziennikarze gazety zauważają, że przepisy dotyczące jazdy na suwak obowiązujące zaledwie od 6 grudnia już wywołują wątpliwości. Rzeczywiście to jest fakt.
- Miały rozładować korki, ale mogą je zwiększyć. Szczególnie tam, gdzie z dwóch lub trzech pasów robi się jeden - podkreśla dziennik
- Kierowca, który jest na zanikającym pasie, ma pierwszeństwo przed tym, który znajduje się na tzw. pasie głównym - tak twierdzi Ministerstwo Infrastruktury – informuje "Rzeczpospolita"
Dobrze, a co zrobić z kierowcą, który blokuje np. prawy pas, choć do zjazdu ma jeszcze kilkadziesiąt metrów. To nagminne przewinienie, bo panu nie chce się czekać w korku, woli liczyć na fuksa - a może się uda wskoczyć - choć pasy są oddzielone linią pojedynczą ciągłą.
Paradoks, czy zwykły bubel prawny?
Ta sama gazeta przytacza opinię prawników: "Jazda na suwak nie daje pierwszeństwa kierowcy, który zmienia pas".
Po drugie. Zupełnie inne zdanie ma policja. "Jazda na suwak wymaga spełnienia pewnych warunków"
Jakich warunków?
- na drodze musi być korek lub spowolnienie ruchu
- wszystkie pasy muszą być zapełnione
- kierowca zjeżdżający na pas główny musi podjechać do samego końca pasa, który się kończy - tak to interpretuje Radosław Kobryś, Komenda Główna Policji
Ale... nie ma obowiązku wpuszczania kierowcy zjeżdżającego z zanikającego pasa ruchu wtedy, gdy ruch odbywa się płynnie (nie ma spowolnienia ani korka). Nie ma też obowiązku wpuszczania kierowcy z zanikającego pasa, gdy ten chce wykonać zamiar skrętu w jego "połowie". Najważniejszy jest jednak zdrowy rozsądek, elementarna uprzejmość i zdolność przewidywania. Nie wszyscy bowiem wiedzą, co tak naprawdę oznacza jazda "na suwak".
infografika ministerstwo infrastruktury
Raj dla cwaniaków
Rzeczywiście. Już obserwujemy celowe wykorzystywanie tego zapisu „kończącego się pasa”, aby w świetle prawa wcisnąć się przed prawidłowo jadącego (lub oczekującego) kierowcę pasem głównym. Najgorsze jest to, że cwaniacy wykorzystują do tego celu buspasy i ładują się na przysłowiowy zderzak kierowcy jadącego zgodnie z... No właśnie, czy zgodnie i z dużą dozą empatii? Z moralnego punktu widzenia tak. Bo któż chciałby przerysować sobie nowiutki lakier auta kupionego dopiero co z wyprzedaży.
Inni mówią wprost, to cwaniactwo i wymuszanie pierwszeństwa. Ale tak było niemal od zawsze, a ci co niby mieli rację odwiedzają zakłady blacharskie i czekają na orzecznictwo po przysłowiowej stłuczce od ubezpieczyciela.
Policja jednak uspokaja. "Kierujący zmieniający pas ruchu w sytuacji jazdy na suwak nie zostaje zwolniony z obowiązku zachowania szczególnej ostrożności" - przypomina kom. Kobryś
Przypomnijmy, za niestosowanie jazdy na suwak grozi od 20 zł do 500 zł mandatu. Rozbieżność kwot wynika z faktu, że nie wpisano tego wykroczenia do taryfikatora.
Przy okazji przypomniał nam się kolejny prawniczy casus z Bydgoszczy, kontrolerzy MZK wystawili ostatnio mandaty kredytowe uczniom korzystającym z komunikacji miejskiej, bo choć mieli bilet miesięczny, to po okazaniu legitymacji szkolnej sankcjonującej jazdę z biletem ulgowym nie mieli wpisanego... adresu zamieszkania. Kontrolerzy "Renomy" nie wiedzieli, że minister Dariusz Piontkowski podpisał już w sierpniu br. nowe rozporządzenie w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków szkolnych. Mówiąc krótko – bez wpisywania adresu zamieszkania na legitymacjach szkolnych (szkoły podstawowe i ponadpodstawowe).
Cóż tego wynika, obie strony kierowcy i stróże prawa muszą przebrnąć te meandry suwakowych zacięć. W modowym realu też zdarzają się zacięcia (spodnie, sukienki, kurtki). czy takie egzemplarze wyrzucamy. Nie! Czasem wystarczy naprawić i po bólu. Najważniejsze, aby mieć w tej sprawie choć odrobinę empatii.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Rzeczpospolita
