Podwyżki na stacjach paliw wywołane są wzrost cen hurtowych - poinformował w środę portal e-petrol.pl. Ale to tylko półprawda.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
"Kierowcy w Polsce krótko cieszyli się obniżkami na stacjach paliw. Koniec marca przynosi kolejne podwyżki - najbardziej dotkliwe dla tankujących olej napędowy, którego średnia ogólnopolska cena poszybowała do najwyższego w historii notowań e-petrol.pl poziomu" - zwrócił uwagę portal e-petrol.pl.
Analitycy portalu wyjaśnili, że wzrost cen paliw w hurcie, jaki obserwowaliśmy w ostatnim czasie spowodował, iż w ciągu ostatniego tygodnia litr ON podrożał aż o 37 groszy i kosztuje 7,66 zł. Nieco wyższa jest też (o 8 groszy) cena Pb 95, która kosztuje na stacji 6,67 zł. Rekordowo drogi w dalszym ciągu pozostaje również autogaz, którego średnia cena nadal wynosi 3,79 zł/litr. Aktualna cena ropy Brend kosztuje 112,48 dol./baryłkę (staniała o 6,67 proc.). Skąd zatem taki skok ceny na polskich stacjach?
Przypomnijmy 23 marca cena bryłki ropy Brend kosztował na giełdzie w Londynie 121.60 dol. Co ciekawe ropa Ural, pompowana nadal rurociągiem - nomen omen - „Przyjaźń” to 92,67 dol./ bar. Zatem znów monopoliści drążą kieszenie kierowców. Przypomnijmy, że prezydent Putin nakazał wykonywać rozliczenia za rosyjską ropę w... rublach. To się nie spodobało, ani Niemcom, ani innym krajom UE.
redakcja autoflesz.com