Aż trudno uwierzyć – Niemcy wcale nie chcą aut elektrycznych!

Auta elektryczne miały być wabikiem na rozruszanie pompowanej sztucznie elektromobilności. W Polsce ​mieliśmy mieć nawet milion samochodów elektrycznych do roku 2025. Niemcy z kolei, mają znacznie bogatsze doświadczenia motoryzacyjne, obiecane  dopłaty do takich aut, ale... no właśnie – wcale ich nie chcą!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W Niemczech przeprowadzono ankietę na statystycznej grupie 5000 kierowców. Okazało się, że tylko 1/3 z nich myślała  o takim zakupie. Zwolennicy, a przy okazji  czytelnicy "Die Welt" wspominali o ochronie środowiska, dotacjach rządowych czy niższych kosztach eksploatacji.

Tymczasem realia są nieco inne niż pompowane baloniki  o elektromobilności:

  • nadal mały zasilę,
  • tzw. ślad węglowy,
  • nadal nierozwiązane problemy z utylizacją akumulatorów,
  • rabunkowa gospodarka pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do produkcji baterii czy magnesów neodymowych,
  • a także wysokie koszty leasingu lub zakupu. 

Niedawno okazało się nawet, że zagorzała ekolożka  Greta Thunberg podpadła indyjskiemu ministerstwu (więcej: przeczytaj w wolnej chwili)

W Polsce już dawno pula dopłat do samochodów elektrycznych została wyczerpana, a trendy motoryzacyjne znów lewitują w innym obszarze. To ogniwa paliwowe i wodór. Doskonale wie o tym Toyota, Hyundai czy BMW.

Wracając do Niemców, którzy znacznie więcej zarabiają od nas, oni też potrafią liczyć i cieszyć się motoryzacją opartą na sprawdzonych rozwiązaniach (czytaj: klasycznych). Wszak nadal są możliwości rozwojowe silników iskrowych i Diesla. To unijni urzędnicy narzucili normy emisji spalin trudne do spełnienia nawet przez największych producentów: Toyota, Volkswagen, Nissan-Renault- Mitsubishi czy Hyundai i jego córka KIA.

Ankietowani wskazują ponadto - jeden na ośmiu respondentów – iż silnik elektryczny zapoczątkuje erę przyszłości, zaś o wodorze myśli jeden na pięciu.

Pandemia mocno przewartościowała transport miejski, coraz więcej kierowców indywidualnych jeździ do pracy własnym samochodem, wcześniej to transport publiczny był uprzywilejowany. Coraz mocniej widać zainteresowanie klientów samochodami używanymi, zwłaszcza kilkuletnimi z udokumentowanym przebiegiem. W Polsce także ten trend się utrzymuje, a sprawdzone diesle, z dobrych rąk wcale nie idą do muzeów.

Wspomnieliśmy, iż Niemcy potrafią liczyć, okazuje się  - co piąty ankietowany uważa, iż ceny paliw są zbyt drogie. Przy stale rosnących cenach prądu, zwłaszcza  tych na stacjach średniej i dużej mocy, ładowanie jest nieopłacalne. Taniej pokonać przysłowiowe 100 km samochodem benzynowym, nie mówiąc  już o oszczędnym turbodieslu – którego wielu dziennikarzy i unijnych urzędników - jak wspomnieliśmy - już odsyłało do muzeum.  

 

- przeczytaj także:

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.