Parlament Europejski przyjął nowe przepisy dotyczące samochodów elektrycznych w całej Unii. Chodzi tu o zwiększenie liczby stacji ładowania. Teraz mają być rozmieszczone co 60 kilometrów na głównych trasach (w każdym kierunku jazdy, jak stacje największych operatorów paliw).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Według specjalistów UE rozmieszenie stacji ładowania i tankowania paliw alternatywnych, co 60 km (poza energią elektryczną zaliczane do nich są także wodór i amoniak) dla samochodów osobowych, ciężarowych i autobusów, ma zmniejszyć emisję CO2 w sektorze transportu. Jak wykazuje Europejska Agencja Środowiska ok. 0,25 całkowitej emisji CO2 w UE w pochodzi z sektora transportu. Kolejną korzyścią z tak gęstego rozmieszczenia stacji ma być bezstresowa jazda, a nie szukanie dostępnej stacji ładowania. Planując urlop elektrykiem, szczególnie w "dzikie" rejony, jak np. Bieszczady, to horror na polskiej mapie elektromobilności.
Według ACEA i niemieckich dziennikarzy motoryzacyjnych liczba samochodów elektrycznych w UE rośnie (dziś mamy ich ok. 2,2 mln). Najwięcej jest ich w Niemczech, we Francji, Holandii i krajach skandynawskich. Dziś ładowanie elektryków do 80 proc. pojemności to przynajmniej 30 min., jak w przypadku Toyoty bz4X. Ale nikt chyba nie pomyślał, co się stanie, gdy kilku lub kilkunastu właścicieli pojazdów będzie chciało naładować baterie na tym samym punkcie... jednocześnie. To niestety słabe ogniwo i już nie takie tanie jak obiecywano.

Do 2026 r. stacje ładowania osobowych samochodów elektrycznych - o mocy co najmniej 400 kW - mają być rozmieszczone, co najmniej, co 60 km. Stacje ładowania samochodów ciężarowych i autobusów mają znajdować się co 120 km, w zależności od drogi ich moc ma wynosić od 1400 kW do 2800 kW.
- przeczytaj także:
- Toyota bZ4X: nowa linia elektryków „beyond Zero”
- Dacia Spring Electric - najtańszy elektryczny kompakt na rynku
redakcja autoflesz.com
Źródło: Bloomberg, interia.pl