Elektryczne tsunami zwalnia. I to wyraźnie. Producenci, zwłaszcza Volkswagen i Audi, zaciągając hamulec ręczny. Wygląda na to, że znów dopiszą straty w dziele elektromobilności. Toyota stawia na hybrydy, zwłaszcza plug-in, Hyundai, BMW i Renault ostrożnie, ale z wyczuciem promują elektryki.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wielokrotnie pisaliśmy o elektrykach, ale zawsze w oparciu o fakty, dowody, nowe rozwiązania. Ważna też była i jest intuicja, jak u słynnego por. Columbo. Niestety, wielu dziennikarzy upatrywało w elektrykach świętego Graala motoryzacji. Wynik znamy, zalegające place przyfabryczne, przerwy w produkcji, odwrót klientów od elektryków w Stanach Zjednoczonych, krajach skandynawskich czy Chinach. Auta te żyły tylko dzięki dopłatom, modzie, udowodnieniu sąsiadce, iż stać mnie na auto elektryczne za niemal 200 tys. zł.
Prawda też jest taka, że uwolnienie cen energii elektrycznej w II połowie bieżącego roku, postawi właścicieli aut elektrycznym przed syndromem nieopłacalności. Wspominaliśmy też niedawno o Maździe, która spokojnie, z dużym wyczuciem rynku idzie pod prąd i proponuje genialnego sedana CX-60, 6- cylindrowego diesla 3,3- litra, którym mogliśmy już jeździć (test wkrótce).
Toyota z kolei... mocno stawia na wodór (nowa generacja Mirai, Toyota Crown) i oczywiście hybrydy, w tym plug-in (PHEV).
Przypomnijmy, iż już w 2035 roku ma wejść w życie zakaz rejestracji samochodów spalinowych. Ale już najwięksi producenci oprotestowali ten pomysł. Powiedzmy to wyraźnie - auta elektryczne nie są panaceum na dalszy milowy krok motoryzacji.
Auta elektryczne miały szybko tanieć, tymczasem była to tylko mrzonka specjalistów od reklamy. Wkrótce też okazało się, że nawet Niemcy nie chcą dopłacać do tego biznesu, co otwartym tekstem przekazał wicekanclerz Robert Habeck. Co zrobi Volkswagen, tak mocno zapatrzony w elektromobilność - nie wiemy. Wiemy natomiast, że zarówno diesle, jak i silniki iskrowe mają jeszcze szansę, dopóki kartele olejowo-naftowe trzymać będą ręce na kurku z ropą naftową.

Powiedzmy też szczerze, przełomu w zasięgu aut elektrycznych nie ma, infrastruktura stacji ładowania też nie rzuca na kolana, a akumulatory litowo-jonowe potrzebują pierwiastka ziem rzadkich (litu), który jest coraz droższy. Co więcej, w Boliwii, Chile czy Argentynie do produkcji „białego złota” wykorzystuje się dzieci! O tym nie chce wiedzieć nawet Elon Musk, który sprowadzał białe złoto z różnych kopalń. Dla niego ważny jest tani surowiec i ulgi, dlatego ostatnio zrezygnował z dużej fabryki akumulatorów do aut elektrycznych w Grūnheide pod Berlinem i przeniósł swój biznes do Nevady w USA. Tam ma lepsze warunki produkcji, po prostu... taniej.
Problemy z elektrykami odczuwają także Niemcy. Niemiecki Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) szacuje, że sprzedaż samochodów elektrycznych w bieżącym spadnie aż o 14 proc. Grupa Volkswagena ma się czym martwić. Przypomnijmy tylko, że słynna afera wszech czasów Volkswagena, przynajmniej w Ameryce, nadal nie jest do końca dopięta. Tymczasem elektryki nie sprzedają się, jak paczki w tłusty czwartek.

Podsumowanie: nie lubimy tego wypominać, ale już znacznie wcześniej mówiliśmy i pisaliśmy, że era aut elektrycznych, to chwilowy boom na rynku motoryzacyjnym. Konkludując, tezę tę wypowiedzieliśmy też podczas wywiadu na Targach Poznańskich, przedkładając zarówno wodór, jak i napędy hybrydowe na kolejny okres przejściowy.
Co więcej, autobusy elektryczne, po nieudanych próbach w Trójmieście, a także w Bydgoszczy pokazują, że elektromobilność, szczególnie zimą... to porażka! W mieście, na krótkich trasach, auta czysto elektryczne, mają rację bytu, do tego jeśli są ładowane z ogniw fotowoltaicznych. Gdyby jeszcze były tańsze, a cena dodatkowego kompletu baterii nie była tak droga, to warto się bliżej zainteresować tym rozwiązaniem. Najgorsze jednak jest to, unijni decydenci nie pozostawiają wyboru kierowcom, podobnie zrobiono z benzyna E10, z której zrezygnowali np. Szwedzi. Oficjalnie Orlen zachwala to paliwo, ale użytkownicy już mówią, że tankowanie E10 to kolejna porażka, silniki pracujące na tym paliwie są mocna paliwożerne, zużywają nawet 30 proc. więcej paliwa niż poprzednio na benzynie E5.
Nie wszystko, co jest niby ekologiczne, jest światełkiem w tunelu na rynku motoryzacyjnym. A jednostka Rudolfa Diesla wcale nie odejdzie do muzeum, jak chcieliby dziennikarze i unijni decydenci.
- przeczytaj także:
Mazda CX-60 - testujemy jeden z najczystszych silników Diesla na świecie
redakcja autoflesz.com