Zakończenie sezonu letniego, już w barwach jesieni odbyło się tym razem w pałacu Ostromecko. Klasyki motoryzacji, w tym motocykle, polskie ikony przemysłu motoryzacyjnego (pf 126p, pf 125p, Polonezy), jak również krążowniki amerykańskie przycumowały na dziedzińcu pałacu Schönbornów. Dodajmy z przytupem i znośna emisją charakterystycznego zapachu spalin. Dziś zapowiedziany fotoreportaż z tego ostatniego zlotu w tym roku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
„Klasyczne Pożegnanie Lata 2021” w Bydgoszczy nie było nagłośnione w mediach, ale i tak właściciele zabytkowych aut wiedzieli o tym minizlocie z internetu. Nikt nie narzekał, że odcięto dzieło życia Marka Zuckerberga (niedawna awaria FB), bo do Ostromecka przyjechało naprawdę sporo zabytkowych samochodów.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ rondo Twardzickiego- Korfantego (Przylesie)
Kawalkada wyruszyła z parkingu hipermarkety Leroy Merlin przy ul. Toruńskiej, aby wybrać azymut na Myślęcinek i Fordon. Trasa przejazdy była tak zaplanowana, aby ominąć roboty budowlana na ul. Fordońskiej i przebiegała: Zamczyskiem, Pod Skarpą, Korfantego, Twardzickiego, Pelplińską, Orląt Lwowskich, Ostromecką, Andersa i Kasztelańską. Newralgicznym punktem przejazdu był most inż. Rudolfa Modrzejewskiego (d. most Fordoński) i wjazd na teren pałacu. Jak się później okazało zabytkowe samochody i ich właściciele dojeżdżali do pałacu także z innych stron, bo widzieliśmy rejestracje z Poznania, Krakowa, Inowrocławia, Potulic Wałcza, Chełmna, Torunia, a nawet z Wrocławia.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Pogoda dopisała, a trawa na pałacowym dywanie doznała motoryzacyjnego szoku. Dyrekcja pałacu zabroniła bowiem parkowania na trawniku. Ale wszystko wróciło do normy po interwencji ochrony i kierownika zlotu. Nie wiemy tylko, co szeptały między sobą wystraszone krety, które tu zadomowiły się wcześniej niż zabytkowe auta.
Dość liczną grupą były Maluchy z PRL-u z „Klubu Miłośników Fiata 126p”. Uwierzcie na słowo lub zdjęciom, większość wyglądała jakby wyjechała prosto z bielskiej fabryki. Był też wyjątkowy okaz – perełka – w białym kolorze z niebieską kreską nadwozia, oryginalnymi felgami i oponami z Dębicy. Jego właścicielka twierdziła, że ma pierwszy, oryginalny lakier - pf 126 p - rzecz jasna! Zajrzeliśmy do komory silnika – wszystko oryginalne a silnik miał niewiele kilometrów na liczniku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ Pani Maja i jej skarby, Citroen 2CV i jej York
Kolejna niespodzianka, to także Fiat, ale wersja POP 2000. Czy wiedzieliście, że taka w ogóle była produkowana? No właśnie. Okazuje się, iż pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia ruszyła produkcja tego modeli w prywatnym warsztacie w Odolanowie k. Ostrowa Wielkopolskiego. Spiralę tych modyfikacji nakręciła niemiecka firma, która nawet zapłaciła za dodatkowe koszty związane z homologacją na rynku niemieckim. Bazą do tych przeróbek był pf 126p 650E lub 126p BIS. Model ten pokazano po raz pierwszy na MTP w 1990 roku. Produkcję zakończono rok później z powodu rygorystycznych wymagań technicznych na rynku niemieckim. Powstało jednak 500 szt. tego modelu. Jeden z ostatnich egzemplarzy z roku 1990, z przebiegiem 53 tys. km przyjechał do Ostromecka.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ maluch POP 2000
Z perełek zlotu musimy wymienić przepięknie odrestaurowane modele Citroena 2CV (1949-1990), które przyjechały z Potulic. Kilka lat temu ogólnopolski zlot Citroenów gościł w Toruniu, to była gratka dla motomaniaka. Jak powiedziała właścicielka tych białych kruków motoryzacji, Pani Maja, były rozebrane do ostatniej śrubki w warsztacie męża. W sobotę nęciły fotoreporterów gracją i niezbędną elegancją. Naszym zdaniem to wyjątkowe modele, gdyż podobnie jak kiedyś Volkswagen Garbus, były alternatywą, tanią alternatywą dla miłośników dawnej motoryzacji.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ Citroen 2CV, jeden z najpiękniejszych klasyków
Przypomnijmy tylko, że w filmach z nieodżałowanym Louisem de Funès wielokrotnie ten model pokazywał swoje nadzwyczajne zdolności, potrafił nawet jechać na dwóch kołach ... z odciętym tyłem(?). Podobno te modele są niezawodne i występowały nawet w wersjach dostawczych (furgonetka) 2CV AU (lata produkcji 1951-1997, później zastąpił je model Acadiane.
Model 2CV pokazano po raz pierwszy na salonie w Paryżu w październiku 1948, od razu nazwano go „najbrzydszym samochodem świata”. W ostatnim okresie produkcji silnik generował moc „aż” 18 KM.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Motocykle
Nie było ich wiele, ale przyjechały te, co przypominały ikony polskiej motoryzacji (WSK 125 ccm, WSK 175 ccm), radzieckie IŻ-e, Urale a także niemieckie MZ 150. Ale największe wrażenie zrobił na fanach Iż, wymuskany, lśniący pięknymi chromami, jakby wyjechał wczoraj z fabryki w Iżewsku.
Modele te były produkowane w latach 1933-2008. Po wojnie motocykle produkowały Iżewskie Zakłady Maszynowe. Niewielu wie, że w latach 80. i 90. ubiegłego wieku maszyna ta – mocno zmodyfikowana – jako Planeta4/5 oraz Jupiter 4/5 po raz kolejny została zmodernizowana na bazie japońskiego motocykla Yamaha.
Ciekawostką zlotu był także Terrot Dijon model E, wprawdzie do odbudowy, ale zapalił od jednego „kopniaka”. Terrot, to francuska marka motocykli działająca w Dijion w latach 1902-1961. Na początku był rowery i rowery z silnikiem. Później Charles Terrot i Wilhelm Stücklen założyli warsztat mechaniczny w Cannstatt w Niemczech (1862), a w 1887 r. Charles Terrot otworzył oddział w Dijon.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Pierwszy motocykl opuścił manufakturę w 1902, ale posiadał szwajcarski silnik Zedel o mocy... 2 KM. Od 1915 roku Terrot dostarczał motocykle jednocylindrowe dla armii francuskiej o poj. 500 ccm. Dopiero po I wojnie światowej firma rozpoczęła produkcję motocykli dwusuwowych z silnikami własnej produkcji, najpierw model L 175 ccm, a nieco później model E 267 ccm. Od 1923 roku Terrot rozpoczął produkcję motocykli czterosuwowych z silnikami JAP i Backbourne.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej Terrot produkował motocykle z bocznym wózkiem – modele GT poj. 350-750 ccm oraz DT 500-70 ccm. W 1958 roku firma została przejęta przez Peugeot, trzy lata później już nie istniała.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jakie inne ciekawe klasyki były w Ostromecku?
Powiemy przewrotnie... wszystkie były ciekawe, co odnotowaliśmy w kadrach Nikona: Trabant 601, Mazda Luce, VW Golf Country, Lada, Chevrolet pick-up, Saab Cabrio, VW Garbus, Chevrolet Corvette, VW Karmann Ghia, Triumph, Cadillac El Camino, Jaguar X18, Mercedesy (różne), ślubny Lincoln, Opel GT Coupe, Volvo Amazon, Volvo 242 czy Ford Mustang GT500 Eleanor.
Ten ostatni miał moc ok. 300 KM, ale z podtlenkiem azotu 500 KM. Jego właściciel z dumą stwierdził, że podtlenku azotu używał zaledwie kilka razy. Niewielu bowiem ścigaczy chciało sprawdzić moc tego Mustanga. Na potrzeby filmu "60 sekund" z 2000 roku opracowano limitowaną wersję GT500 Eleanor, a bazą do stworzenia „Eleonory” był Shelby GT500 z 1967 roku. Ford dopracowany w szczegółach, ze skórzaną tapicerką i odpowiednim zbiornikiem paliwa. Silnik V8 o pojemności 7015 ccm potrafi wyciągnąć nawet 38 l/100 km.
Triumph Spitfire – dwumiejscowy sportowe auto z nadwoziem. Roadster produkowany był przez brytyjskie zakłady Triumph Motor Company w latach 1962-1980. Pierwsza prezentacja zaskoczyła fanów już podczas London Motor Show 1962.
Pierwsza generacja otrzymała silnik rzędowy 1,1– litra (R4 1.1 OHV ) z modelu Herald. Wśród fanów roadster nosił nazwę Triumph Spitfire Mark I lub Spitfire 4. Silnik epatował mocą 64 KM a maksymalny moment siły wynosił 97 Nm; pozwalało to na rozpędzenie tego zgrabnego modelu do 148 km/h. Dodajmy, model ten był gwiazdą w kultowym filmie "Nie lubię poniedziałku" z Bogdanem Łazuką w roli głównej.
Volkswagen Karmann Ghia –samochód sportowy produkowany w latach 1955–1974 przez znaną pracownię dizajnerską Karmann w oparciu o podzespoły Volkswagena. Typ 14 bazował na podwoziu VW Typ 1 (VW Garbus), a produkowany w latach 1962 - 1969 typ 34 – na podwoziu VW Typ 3. VW Karmann Ghia miał silnik chłodzony powietrzem.
Firma Karman wyprodukowano ok. 360 tys. egzemplarzy coupé oraz ponad 80 tys. kabrioletów. Idea powstania tego sportowego pochodziła od Wilhelma Karmanna i zawierała przesłanie, co użycia wielu elementów pochodzących z Garbusa.
To już koniec przygody z klasykami, kolejne spotkanie już za rok. Teraz klasyki będą zimować w ciepłych garażach swoich właścicieli...
redakcja autoflesz.com