Tym razem w Tucholi i okolicach redakcja miała możliwość zobaczyć, wziąć udział w podniosłej uroczystości. Dzień Flagi to święto wprowadzone na mocy ustawy z 20 lutego 2004. Obchodzi się je bardzo uroczyście – pomiędzy świętami państwowymi: 1 maja (zwanym Świętem Pracy) i 3 maja (Świętem Narodowym 3 Maja). Patronat honorowy nad tym wydarzeniem w Tucholi objął senator RP Andrzej Kobiak.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dzień Flagi na tucholskim rynku
Rzeczywiście Święto Flagi, przynajmniej w Tucholi miało bardzo podniosły wymiar. Tu głównymi aktorami tego ważnego widowiska są: dzieci z miejscowych szkół, ognisk muzycznych, a nawet przedszkoli, w tym Zespół Pieśni i Tańca „Młodzi Borowiacy". Oprócz patriotycznych pieśni, mszy św. w pobliskim kościele pw. Bożego Ciała były krótkie przemówienia i... główna uroczystość na Rynku Głównym.
Flaga miała niebywałą długość 53 m, a trzymali ją wszyscy, którzy byli obecni na rynku. Choć dzień był dość chłodny (ale słoneczny) przybyło sporo mieszkańców, rodziców ze swoimi pociechami, zaproszonych gości. Gromkimi brawami przywitano: senatora Andrzeja Kobiaka, nauczycieli, harcerzy (w tym Hufiec ZHP Tuchola), starostę tucholskiego, stowarzyszenie Via Natura, księży, a także zaproszonych gości. Młodzież poubierana w narodowe barwy rozdawała flagi ("na patyczku") oraz łakocie. A jeśli Dzień Flagi to na rynku nie mogło zabraknąć Straży Pożarnej i strażaków z rozwiniętym "orlim gniazdem" i flagą.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Symbole narodowe do poprawki?
PiS, w tym prezydent Duda i prezes Kaczyński chcą aby symbole narodu i niepodległego państwa zmieniły wygląd. Głównie chodzi o inne odcienie bieli i czerwieni, zmienić się ma także wzór Orła Białego (korona). Przeprowadzenie zmian – dla znawców jak prof. Zenon Piech, członek polskiego Towarzystwa heraldycznego – to już nie kosmetyka. Władza uzasadnia konieczność zmian dostosowaniem do współczesnych trendów graficznych. O co tu chodzi? Głównie o nasycenie kolorów na fladze, biel (ma podobno aż ponad 256 odcieni) ma być śnieżnobiała, a czerwień w odcieniu karmazynu lub cynobru.
Nowelizacja ustawy o godle, barwach i hymnie RP ma być gotowa na setną rocznicę odzyskania niepodległości w 2018 r. Pracuje nad nią resort kultury w porozumieniu z Komisją Heraldyczną działającą przy MSWiA. Po co fladze nowe barwy? Dziś nie są one precyzyjnie określone. Obowiązują bowiem "liczbowe współrzędne bieli i czerwieni w tzw. przestrzeni barw CIELUV. Problem w tym, że po ich odwzorowaniu np. na materiale, zamiast bieli otrzymujemy jasnoszary kolor, a czerwień ma odcień buraczkowy" - czytamy w "Rzeczpospolitej". Dlatego twórcy nowych przepisów chcą precyzyjnego określenia odcieni czerwieni i bieli. /Źródło: wiadomości.gazeta.pl/
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jeśli chodzi o Orła Białego, to do korony ma zostać dodany krzyż. Projekt już budzi kontrowersje. Przypomnijmy, że już 1927 r. herb Orła Białego został zaprojektowany przez prof. Zygmunta Kamińskiego.
- Po 1989 r. został poprawiony przez Andrzeja Heidricha - precyzuje prof. Zenon Piech, kierownik Zakładu Nauk Pomocniczych Historii UJ, współautor m.in. herbu województwa małopolskiego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Heraldycznego
Gmina Tuchola
Miasto położone w samym centrum Borów Tucholskich. Dodajmy, bardzo czyste, tętniące życiem i wieloma ciekawymi imprezami. To tu mieści się jeden z najbardziej cenionych fanklubów starej motoryzacji (głównie oldskulowe motocykle, ale także samochody) - Tucholskie Stowarzyszenie Pojazdów Zabytkowych "Dragon".
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Według części historyków gród lokowano już w 1287 roku z nadania księcia gdańskiego Sambora, inni z kolei wskazują Mściwoja II. Choć zdania są podzielone, pewnym faktem historycznym jest to, że to ten drugi zaprosił do Tucholi arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnkę na okoliczność konsekracji tutejszego kościoła.
Znany i potwierdzony przywilej lokacyjny dla Tucholi wystawiono jednak w Malborku (w 1346 r.). Wielki mistrz Heinrich Dusemer von Arfberg nadał miastu przywilej prawa chełmińskiego. Gród składał się z dwóch zasadniczych części, tj. miejskiej i zamkowej. Miasteczko miało zabudowę drewnianą, ale nad całością górowała gotycka fara pw. św. Bartłomieja oraz ratusz. Kompleks zamkowy, dziś w stanie ruiny, wybudowano z cegły i kamienia.
Od 1330 r. Tuchola była siedzibą komtura, a jego władza sięgała dość daleko: Brusy, Swornegacie, Leśno, Wiele, Piechowice k. Kościerzyny oraz Łąg czy Wdzydze Tucholskie. A stąd już tylko rzut beretem do Koronowa i na pola Grunwaldu. Wielka bitwa pod Grunwaldem zaciągnęła niedobitki krzyżackie aż na tutejszy zamek, jednak siły komtura były niewystarczające. Pobił ich rycerz Janusz Brzozogłowy. Krzyżacy jednak nie poddali się, choć przegrali z kretesem największą bitwę ówczesnej Europy na polach Grunwaldu. Tu, sprowadzili pomoc aż z Brandenburgii, ale walka o tucholski zamek miała różne koleje losu. W efekcie zamku nie zdobyto, ale koncentracja wojsk krzyżacko-brandenburskich została rozbita w pył, a dokładniej na... okolicznych bagnach.
Na mocy drugiego pokoju toruńskiego w 1466 r. Tuchola weszła w skład polskich Prus Królewskich, co więcej, stała się nawet siedzibą powiatu. Na przestrzeni XV/XVI wieku nastąpił szybki rozwój miasta, jak grzyby po deszczu stawiano domy, składy kupieckie, pobudowano nawet murowany kościół. Niestety „Potop szwedzki” rozpoczął degrengoladę miasteczka. Zamek podpalono, a prochownia eksplodowała jak chińskie race w Nowy Rok. Miasto nawiedziła niezidentyfikowana zaraza (prawdopodobnie cholery). Do połowy XVIII w. miasto nie powstało z kolan.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
W 1772 r. wraz z I rozbiorem Polski Tuchola została włączona do Królestwa Pruskiego. Zlikwidowano powiat tucholski i włączono struktury (mieszkało wtedy tu ok. 500 ludzi różnych zawodów) znacznie większych Chojnic. Ale to nie koniec złych wiadomości, w 1781 r. Jan Filip Voigt, pospolity złodziejaszek, rozkazał podpalić zabudowania przykościelne w celu zatarcia śladów na okoliczność grabieży zgromadzonych tam kosztowności. Gotycka fara pw. św. Bartłomieja, ratusz i większa część zabudowy miasta spłonęły. Mieszkańcy jednak nie poddali się i przystąpili do odbudowy miasteczka. W 1804 r. Tuchola liczyła już niemal 1300 osób, dość prężnie rozwinęło się tkactwo, kowalstwo i kupiectwo. Powstają coraz liczniejsze warsztaty, a nawet pierwsze manufaktury budowlane.
W czasie wojen napoleońskich (w latach 1806/1807) miasto dało schronienie wojskom francuskim, polskim, pruskim i rosyjskim. I jak to zwykle bywa nastąpiła dość szybka „wymiana krwi”. Miasto rosło, a liczba ludności szybko podwajała się (2582 os. było w 1865 r.). Ponownie reaktywowano powiat tucholski.
Ciekawostką jest fakt, iż w 1914 r. w Tucholi założono niemiecki obóz jeniecki, osadzonymi byli Rosjanie, Rumunii, a także jeńcy francuscy, włoscy, a nawet angielscy. Jak to zwykle bywa, jedni zamykali obozy (Niemcy), jak np. Bergen-Belsen czy Buchenwald, a inni dyktatorzy - jak Stalin - rozkazują reaktywować je. Trudno się zatem dziwić, że obóz ten był na ewidencji Polaków, jako obóz dla internowanych w Polsce żołnierzy ukraińskich oraz radzieckich jeńców z wojny polsko-radzieckiej. Ostatecznie, w 1922 r. obóz został zlikwidowany, bez jakichkolwiek śladów rozpoznawalności. Nie mniej opowiadają o tym już kolejne pokolenia rodowitych mieszkańców.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / kościoły w Tucholi- od lewej: Bożego Ciała, św. Jakuba Apostoła+ wnętrze poewangelickiej świątyni
29 stycznia 1920 r. do miasta wkroczyło Wojsko Polskie, przywrócono polską administrację na mocy ustaleń traktatu wersalskiego, rozpoczyna się kolejny okres szybkiego rozwoju, dzięki kupieckim zdolnością Żydów i Polaków ze smykałką do budownictwa i mechaniki. Przed wybuchem II wojny światowej Tucholę zamieszkiwało 5813 mieszkańców. Podczas kampanii wojennej miasto nie ucierpiało i nie poniosło większych strat materialnych. Jednak pod koniec 1939 roku (w Rudzkim Moście) członkowie Selbstschutzu rozstrzelali aż 325 Polaków – głównie przedstawicieli lokalnej inteligencji, ziemiaństwa i działaczy niepodległościowych.
Zabytki - cóż nie ma tu typowych zamków obronnych, czy unikalnych w skali kraju budowli, jak i kościołów. Nie mniej warto zobaczyć, co jest do zobaczenia: budynek Technikum Leśnego z 1875 roku (wcześniej był tu sąd powiatowy), fragmenty (ruiny) murów miejskich z XIV i XV w., średniowieczny układ przestrzenny ulic, Muzeum Borów Tucholskich, a nawet sklep mięsny z rodowitym Żydem za ladą. Z kolei miejscowości, wsie Borów Tucholskich (Piła-Młyn, Zamrzenica, Gostycyn, Piła, czy urokliwa Dolina Brdy) mają - co nieco - do zaoferowania. Co, o tym za chwilę...
Kościoły:
- Parafia Bożego Ciała – rzymskokatolicka parafia znajdująca się w Tucholi. Parafia należy do diecezji pelplińskiej i dekanatu Tuchola. Kościół pochodzi z roku 1935-1939, został wybudowany przez dr. Konstantego Krefta.
- Parafia Świętego Jakuba Apostoła – rzymskokatolicka parafia należy do diecezji pelplińskiej i dekanatu Tuchola. Budynek obecnego kościoła został pobudowany z inicjatywy tucholskiej Gminy Ewangelickiej w latach 1837-38, zaś wieżę do budynku właściwego dobudowano w roku 1895. Świątynia służyła Ewangelikom do roku 1945. Po wojnie została zajęta jako tzw. mienie opuszczone przez Skarb Państwa wraz z usytuowaną naprzeciw świątyni "pastorówką".
- Parafia Świętego Bartłomieja Apostoła – rzymskokatolicka parafia znajdująca się w Tucholi. Parafia należy do diecezji pelplińskiej i dekanatu Tuchola.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / jezioro Średniak, czysto woda niemal jak "Żywiec Zdrój"
Bory Tucholskie to nie tylko lasy i woda
Piła – myślałby niemal każdy, że to wioska, gdzie diabeł mówi dobranoc. Nic z tych rzeczy! Odbijając z głównej drogi Bydgoszcz-Tuchola, wkraczamy na zakola Borów Tucholskich. Najpierw przejeżdżamy przez Gostycyn, później Piłę (ale nie tę znana jako duży i ważny węzeł kolejowy), gdzie mamy aż dwa - czyste jak woda źródlana jeziora – po prawej stronie jezioro Średniak, po drugiej jezioro Szpitalne. Wjazd do lasu jest zabroniony, ale samochody można zaparkować w naprędce uformowanym parkingu (lub miejscu postojowym, jak kto woli). Dla wędkarzy, żeglarzy a nawet surferów, to wymarzony akwen. Do kompletu kilka prywatnych zabudowań, ekologiczna ubojnia drobiu i święty spokój.
Piła-Młyn (niem. Pillarmüchle) - jadąc dalej (ok. 3-4 km) docieramy do kolejnej typowej wioski Piła-Młyn (należącej już do gminy Cekcyn). Tu warto się zatrzymać z kilku powodów. To już Dolina Brdy, nie uwierzycie – czystej i rwącej – lasy, ośrodki wypoczynkowe i prywatne domki bydgoskich krezusów. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy powiemy o kopalniach odkrywkowych węgla brunatnego, ścieżkach przyrodniczych czy totalnie... zadbanej infrastrukturze. A skansen kopalni Grube „Montania” (wystarczy pójść 300 m w las) trzeba zobaczyć. Kopalnia czynna była do końca 1945 roku, dziś pozostały tylko niektóre urządzenia, pokopalniane kratery (tzw. wilcze doły), my doceniliśmy także chęci miejscowego przewodnika do opowiadania o tamtym okresie. W lesie pomysłowo wykonano ścieżki ekologiczno-przyrodnicze (dodajmy - niezniszczone!).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Piła-Młyn, ruiny po młynie, wspomniana w fotoreportażu figurka Matki Boskiej, struga Szumionki wpadająca do meandrów Brdy
Dla młodych i ciekawych przyrodniczego świata
Dla przykładu, czy wiecie jakie leśne zwierzęta tych lasów potrafią usłyszeć (zlokalizować) pisk myszy z odległości 100 m? No właśnie, ale takim wyjątkowym słuchem obdarzony jest lis. A czy wiecie, jakie najczystsze zwierzątko żyje w tych lasach i bagnach? Podpowiemy, to borsuk, moglibyśmy powiedzieć, że buduje sobie łazienkę, nieczystości zakopuje w tzw. latrynie znanej choćby z przygód dzielnego wojaka Szwejka....
Kopalnie i węgiel
Wracając jeszcze do kopalni, sprowadzono tu sztygarów, wykuto sztolnię opadową oraz wybudowano niezbędną infrastrukturę (maszynownia, kuźnia, tartak, a także budynki administracyjne i mieszkalne. W pobliskim Gostycynie (5 km) działała nawet kolejka wąskotorowa. W 1917 roku kopalnię kupił Wilhelm Krüger Westpreussische Bergbaugesellschaft GmbH. Intensywne prace wydobywcze firma prowadziła do 1921 roku.
Z kopalni-skansenu mamy jeszcze ok. 1,1 km do ważnego mostu (Piła-Młyn). Tu natrafiamy na meandry Brdy, most o nośności do 10 ton i prywatne zabudowania, jak w amerykańskim filmie dla bogaczy. Na samym skrzyżowaniu wybudowano figurkę Matki Boskiej. W miejscu, gdzie spiętrzona struga płynącej tu Szumionki wpada do Brdy stał młyn. Dziś jedynie pozostały ruiny. Legenda głosi, iż powstał w roku 1382 roku wraz z zabudowaniami osady młyńskiej. Ale, jak to zwykle bywa z takimi historycznymi obrazkami na przestrzeni dziejów, młyn był - co najmniej - kilka razy przebudowywany, zmieniał także młynarzy (w tym żony młynarzy) jak zły sen...
Podczas II wojny światowej w l. 1943-1944 utworzono tu strategiczny posterunek Wermachtu i placówkę SS, jak również sprawowano dozór nad utrzymaniem i rozwijaniem istniejących tu kopalń węgla brunatnego (razem było 9 kopalń odkrywkowych).
Ostatni młynarz
Co do młyna i legendy o ostatnim młynarzu... Jedna z nich mówi o zakopanych tu szczątkach młodej dziewczyny z... dzieciątkiem. Tak! Okrutny młynarz zabił kobietę, która urodziła mu nieślubne dziecko. Dlatego dobrzy ludzie, mieszkańcy, darczyńcy postawili w tym miejscu świętą figurkę Matki Boskiej. Miejscowi twierdzą, że ma moc sprawczą. Jaką? Pewnie wrócimy tu za rok, sprawdzimy!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Gospodarstwo Agroturystyczne "U Marty", Piła-Młyn
Gospodarstwo Agroturystyczne „U Marty” – kolejne urokliwe miejsce w Pile-Młyn, gdzie turyści mogą nie tylko przenocować, ale także spędzić więcej czasu. Noclegi, cały czas ciepła i zimna woda, aż 4 ha zagospodarowanego terenu, paintball, grill, domki campingowe dla kolejnych letników, przejażdżki bryczką, jazda konna, zorbing czy spływy kajakowe to tylko niektóre atrakcje czekające na turystów.
Seniorka rodu 87-letnia pani nadal doskonale funkcjonuje, bez nadciśnienia i cholesterolu. To zasługa dobrego powietrza, ekologicznej żywności i codziennych drobnych prac w ogródku. Pomaga wnukowi, który przejął to osobliwe gospodarstwo. Oczywiście polecamy wszystkim, którzy nie oczekują wygód hotelu Hilton, głupawych seriali i sitkomów w telewizji czy jacuzzi znanych z hotelu Gołębiewski. W nocy możecie nawet spotkać bobry, które tak się wycwaniły, że próbują wykiwać karpie i liny pływające w przydomowym oczku wodnym. Ciszę i święty spokój macie już w prezencie. Dosłownie "za płotem" macie już meandry Brdy, czystej i rwącej.
Ceny: 35-40 zł / za dobę od osoby.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ Zamrzenica i przystań dla wodniaków przy OW " Leśne Ustronie", niestety pogoda już się psuła pod koniec dłuuugiej majówki
Zamrzenica – jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce, gdzie kontakt z naturą jest zwykłą codziennością. Nie znajdziesz tu przemysłu, dzikich wysypisk, nie usłyszysz ryku motorów i motorówek. Każdy, kto tu trafi znajdzie dokładnie to, czego szuka podczas ucieczki z wielkich aglomeracji miejskich. Zamrzenica, to mała wioska, położona wśród lasów, nad strugą Zamrzonki, u jej ujścia do Zalewu Koronowskiego.
Jeśli wierzyć znawcom starodruków, początki istnienia osady wyznaczają znalezione notatki komturów krzyżackich na temat brodów na Brdzie i Kamionce w pobliżu osady Sammernicz. Rok 1408 jest zatem datą umowną, aczkolwiek przyjętą w obchodach 600- lecia Zamrzenicy. Jej społeczność obchodziła ten dzień w 2008 roku. Kolejnym śladem historii odciśniętym w tym urokliwym miejscu był młyn wodny (prawdopodobnie z 1433 r.). Niedawno jeszcze, wydobyte zostały ze strugi Zamrzonka dwa młyńskie kamienie z XIX wieku, eksponowane przy drodze wjazdowej do osady.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Tak jak niegdyś przy młynie, tak i teraz życie osady skupione jest wokół nadleśnictwa, które w 2000 roku obchodziło 100-lecie istnienia. Zamrzenica położona jest w miejscu, gdzie do spiętrzonych w latach 60-tych ubiegłego wieku wód Brdy wpływa rzeka Kamionka. Miejsce to nosi miano Nogawicy i jest uważane za początek Zalewu Koronowskiego. Dokładnie w tym miejscu, w widłach Brdy i Kamionki znalazł swoje miejsce ośrodek – obecnie „Leśne Ustronie”. W okresie Polski Ludowej, był tu prężnie działający ośrodek wczasów pracowniczych Bydgoskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego „Pomorze” (od 1961 roku).
Z kolei „Leśne Ustronie” to prężny ośrodek (będący własnością Agencji Turystycznej ”Wonderlands” z Katowic), z dobrą i bardzo dobrą bazą turystyczno-noclegową. Pięknie zagospodarowana plaża, kawiarnia i restauracja, a także sprzęt wodny oddają walory tego ośrodka. Ceny dość przystępne: wynajęcie domu typu CHATA 160 zł/dobę, typu BRDA 210 zł/dobę, obiad 30 zł.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przez prawie 50 lat istnienia zbiornika - dodajmy z bardzo czystą wodą - otaczająca go przyroda, przystosowała się znakomicie do dość radykalnych zmian fizjograficznych, związanych z jego powstaniem. Obecnie zalew wraz z bezpośrednio otaczającymi go terenami tworzy zbiorowisko bogatych, zróżnicowanych ekosystemów, stanowiąc jednocześnie dużą atrakcję turystyczną, skłaniającą do aktywnego wypoczynku, powiązanego ze sportami wodnymi i wędkarstwem. Miejsca działalności bobrów wytropiliśmy sami, konary drzew podcięte lepiej niż pilarką Stihla.
Nadleśnictwo Zamrzenica, to także prężnie działający ośrodek edukacyjny, znajdziemy tu mocno wyeksponowane ścieżki przyrodnicze, w tym z unikalnymi gatunkami drzew. Niedawno oddano do zwiedzania ogród dendrologiczny, gdzie posadzono „Dąb papieski”, poświęcony przez Jana Pawła II, jest też cis 600-lecia a także kapliczka ludowa z pnia wielkiej topoli. Obecną strukturę Nadleśnictwo Zamrzenica zawdzięcza reformie administracyjnej Lasów Państwowych przeprowadzonej na początku 1973 roku. Widać, że wyśmiewany okres głębokiego PRL-u wcale nie tak źle radził sobie z dobrem narodowym. Dodajmy, że zarówno w nowym budynku nadleśnictwa, jak i domku myśliwskim (poprzedniej kwaterze) zaplanowano kilka pomieszczeń do wynajęcia przez letników.
Dość oględnie w przewodnikach opisuje się obecność pensjonariuszy zakładu karnego (w wynajętych pomieszczeniach nadleśnictwa od 1970 roku) mającego formę półotwartą. Osadzeni chętnie pracują na rzecz nadleśnictwa, a także przy budowie dróg czy na rzecz tutejszej społeczności.
Atrakcje: kościoły o bogatej historii w Byszewie i Gostycynie, akwedukty w Fojutowie, rezerwat cisów w Wierzchlesie, spływy kajakowe, obozy survivalowe, mini ZOO przy OW „Leśne Ustronie" (kozy miniaturowe), trasa edukacyjna „Nad Zamrzonką”, połowy wędkarskie, a dla grzybiarzy raj w okresie od lipca -października.
- w opracowaniu wykorzystano materiały: "Dzieje Zamrzenicy nad Brdą pod red. Marka Sassa, Zamrzenica w rocznicę 600-lecia powstania pod red. Adama Wenda 2008 oraz "Leśne Ustronie" w opr. WonderLands
- przeczytaj także:
- Warto zwiedzić: Fojutowo k.Tucholi – na unijnym szlaku
- Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim - ciekawostki perełki Dolnego Śląska
- Warto zwiedzić - odkrywamy kolejne miejsca naszego regionu
- Warto zwiedzić: Zamek Karpniki - ciekawostki, które warto poznać
redakcja autoflesz.com![]()