Nasza Czytelniczka (dane do wiadomości redakcji) przysłała list zawierający nieznane (albo mało znane) dotąd fakty dotyczące obecności naszych wyzwolicieli w powojennej Polsce. Swój list rozpoczyna tak: „Będąc w Lesznie natknęłam się na tablicę upamiętniającą polskich żołnierzy, którzy w 1947 roku stanęli w obronie uprowadzonej przez Rosjan młodej kobiety, Zofii Rojuk” – pisze nasza Czytelniczka.
fot. nadesłane
Wojenne tematy, zwłaszcza w świetle pełnoskalowej wojny Rosji w Ukrainie nabiera zupełnie innej oceny tamtych wydarzeń. Starsi mieszkańcy Leszna z pewnością pamiętają tamte dni. Czy Instytut Pamięci Narodowej także?
Krótkie wprowadzenie w temat: „27 maja 1947 roku udający się z Poznania w podróż do Lipna Nowego, Feliks Lis wsiadł do przedziału, w którym siedzieli rosyjscy żołnierze i młoda kobieta” (według świadków miała 21 lat i była w ciąży) - zaczyna Czytelniczka.
„Ta kobieta zwróciła się do nowego pasażera o pomoc, twierdząc, że mąż za butelkę wódki, sprzedał ją wraz z dzieckiem Rosjanom, którzy dziecko zostawili na stacji a ją wiozą (we wiadomych celach) do jednostki” – kontynuuje narrację Czytelniczka.
„Lis zawiadomił o tym obsługę pociągu, ci z kolei Służbę Ochrony Kolei (od red. – popularny wtedy SOK) na kolejnych stacjach. Funkcjonariusze podjęli mediację, aby przekonać Rosjan do wypuszczenia kobiety, ale nic nie wskórali. Powiadomili też telefonicznie o wszystkim kolejarzy w Lesznie” – czytamy.
„Tam próbował interweniować dyżurny policjant Zygmunt Handke, ale gdy Rosjanie zagrozili mu bronią, ściągnął posiłki w postaci plutonu żołnierzy z leszczyńskiego garnizonu. Wywiązała się strzelanina (w/g zeznań świadków pijani Rosjanie zaczęli strzelać pierwsi), w wyniku której rosyjski żołnierz został zabity, było wielu rannych (z których dwóch zmarło w szpitalu)” – pisze Czytelniczka.
Polacy nie odnieśli strat, podobno nie było nawet rannych. Ale... zrobiono z tego sprawę polityczną, czterech polskich żołnierzy postawiono przed wojskowym sądem doraźnym (tendencyjnym), działającym pod dyktando Rosjan, nie uwzględniającym żadnych dowodów czy zeznań świadków, świadczących na korzyść Polaków. Zapadły cztery wyroki śmierci (dla dowódcy i trzech podwładnych), dwa po 10 lat więzienia, 12 lat więzienia dla Feliksa Lisa za spowodowanie całej akcji i mniejsze wyroki dla interweniujących funkcjonariuszy SOK.
Prezydent Bierut skorzystał z prawa łaski w stosunku do trzech skazanych, jednak dowódca i dwaj jego podwładni zostali rozstrzelani. Kobieta, Zofia Rojuk, bez sądu została wywieziona na Syberię, prawdopodobnie do łagru. Po odbyciu kary odmówiono jej prawa powrotu do Polski, wraz z założoną w ZSRR nową rodziną osiadła na Ukrainie. Z pozostawioną w Polsce córką (wychowywał ją ojciec ze swoją nową żoną, dziewczynka nie miała świadomości, że ma inną matkę) mogła się skontaktować dopiero po 21 latach. Matka i córka spotkały się na Ukrainie, ale Zofia nadal nie mogła opuszczać Związku Radzieckiego.
„Nawet w Wielkopolsce ta historia nie jest powszechnie znana, przypuszczam, że w Kujawsko-Pomorskiem... wcale. Rozstrzelani (za właściwą postawę): ppor. Jerzy Przerwa, kan. Władysław Łabuza, kpr. Wiesław Warwasiński i kan. Stanisław Stachura zasługują przynajmniej na pamięć” – czytamy.
fot. materiały prasowe/ ppor. Jerzy Przerwa
Jak dotąd nie ustalono miejsca pochówku bohaterów, nie rehabilitowano, jedynym śladem tamtych tragicznych wydarzeń jest tablica pamiątkowa, której zdjęcie przysłała Czytelniczka.
„Były prezydent Duda odznaczył pośmiertnie śp. Barbarę Skrzypek Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski ( od red. - jak wyjaśniono... "za wybitne zasługi w służbie państwu i społeczeństwu"), a Ci bohaterowie nie doczekali się nawet pośmiertnego awansu” – pisze Czytelniczka
Przypomnijmy: "Tak długo, jak jest ktoś, kto cię pamięta, nigdy naprawdę nie odchodzisz: ani ty, ani twoja historia" - powiedziała Catherine Doyle, "Wyspa strażnika burzy".
Dziękujemy za ten list. To tylko jeden epizod, tragiczny epizod warty przypomnienia, jak historia Stanisława Gustawa Jastera, oficera Armii krajowej czy traumatyczna blizna po byłym nazistowskim obozie pracy przymusowej w Borowicach/Przesiece.*
*/ "Arbeitskommando" nr 374 Hain w Borowicach i Przesiece. Obóz był miejscem, gdzie zmuszano do pracy robotników przymusowych i jeńców wojennych, głównie przy budowie Drogi Sudeckiej. Do dziś nie ma upamiętnienia tego obozu, a nazwiska b. niemieckiego komendanta jest nadal nieznane.
Z kolei dziennikarz Herbert Graś, ciekawostkihistoryczne.pl tak napisał kolejną ciekawą wersję tamtych wydarzeń i podał ostateczną sentencje tamtego wyroku stalinowskiego sądu.
Śledztwo zupełnie zmieniło kierunek. Nowa wersja wydarzeń brzmiała: radzieccy żołnierze nie oddali ani jednego strzału, ba, spali, kiedy zostali zaatakowani przez Polaków. Świątkowski, polski prokurator wojskowy, aparatczyk z rosyjskimi korzeniami, domagał się najwyższego wyroku. Do procesu doszło już 7 czerwca w koszarach 86 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej w Lesznie.
Za rzekomy zamach na czerwonoarmistów Jerzego Przerwę oraz trzech jego podkomendnych – Władysława Łabuzę, Wiesława Warwasińskiego i Stanisława Stachurę – skazano na śmierć przez rozstrzelanie (temu ostatniemu Bolesław Bierut zmienił później karę na 15 lat pozbawienia wolności). Zapadło też kilka wyroków więzienia – również dla funkcjonariuszy Służby Ochrony Kolei.
12 lat za kratami miał spędzić także Feliks Lis – za nakłanianie do dokonania zamachu na osoby należące do Sil Zbrojnych Sprzymierzonych. Nie pomogła nawet konfrontacja z Zofią Rojuk, która potwierdziła jego wersję wydarzeń. W więzieniu krawiec ostatecznie spędził 8 lat. Oczyszczenia z zarzutów doczekał się dopiero po śmierci. Kobieta, od której wszystko się zaczęło, nie została w trakcie żadnego z procesów przesłuchana.
- przeczytaj koniecznie:
redakcja autoflesz.com
Źródło: nadesłane / do wiadomości redakcji/