Temat elektromobilności nadal krąży na orbicie walencyjnej naszych czytelników. Jeden z nich dotyczy dość gorącego tematy – elektrycznych hulajnóg, które nie są skuterami, ani nawet pojazdami w ujęciu przepisów o ruchu drogowym. Elektryczne hulajnogi są obecne już w większości polskich miast, a dokładniej chodników. Czy to ma sens, jakie są przepisy w tym temacie – pyta pani Edyta z Gdańska.
fot. redakcja autoflesz.com
Rzeczywiście elektryczne hulajnogi (ang. electric scooters) przebojem wkradły się na polskie ulice, a dokładniej chodniki. Moda na hulajnogi nie ustaje, kilka największych miast w Polsce, jak Wrocław, Kraków, Poznań czy Warszawa ma nawet wypożyczalnie i niezbędne aplikacje do obsługi tego sprzętu (Bird, Hive czy Citybee). Oplata początkowo ustalona została na poziomie 2-3 zł, ale za każdą minutę jazdy należy zapłacić ok. 50 gr. Dla przykładu w Bydgoszczy powstała sieć wypożyczalni skuterów elektrycznych blinkee.city (na minuty), gdzie cena za minutę wynosi 0,69 zł (studenci 0,59 zł). Wynika z tego, że cena jest porównywalna, ale zarówno zasięg, jak i komfort jazdy – nieporównywalny.
Drogo za każdy przejechany kilometr
W przypadku skorzystania z hulajnogi elektrycznej przejechanie kilometra wyniesie 3,5- 5 zł (wszystko zależy od stopnia naładowania, ukształtowania trasy, liczby hamowań i startów). To dużo! Ale niedawno pisaliśmy o Jantarze k. Stegny, gdzie dość mocno akcentowane są wypożyczalnie sprzętu wszelkiej maści, w tym skuterów – a dokładniej miniskuterów - elektrycznych firmy Shoxer. Koszt wypożyczenia na godzinę kosztuje 50 zł, na 0,5 godz. 30 zł. Po początkowej ekscytacji dochodzimy do wniosku, że to przyjemność na chwilę, do tego za droga! Ale jeśli można, to rżnie się wczasowiczów - tyle w temacie...

Jaka zatem jest różnica pomiędzy skuterem (skuterkiem) elektrycznym, a hulajnogą?
Gównie chodzi o przepisy - hulajnoga nie ma tablicy rejestracyjnej, nie trzeba też kasku czy prawa jazdy (jak na skuter czy motocykl), można zostawić „byle gdzie”, ale rozwija dość znaczne prędkości – nawet do 37-39 km/h. To dużo, zwłaszcza jeśli nagminnie łamane są – niestety niejasne - przepisy. Chodzi tu głównie o jazdę po chodniku, lawirowanie pomiędzy pieszymi, co więcej, bywają przypadki ich potrąceń.
Ktoś wreszcie powiedział basta!
Tylko, że nadal nie ma konkretnych ustaleń czy rozporządzenia. Dla przykładu w Niemczech taka hulajnoga może rozwijać prędkość do 20 km/h, a minimalny wiek użytkownika to 14 lat. Aczkolwiek, po chodniku, można jeździć z prędkością nie przekraczająca 12 km/h – przynajmniej u sąsiadów. To martwy przepis, bo rower rozwija przecież większą prędkość i nagminnie jego właściciel przekracza dozwolone przepisy.
fot. redakcja autoflesz.com
Nie chodzi tu już o przejeżdżanie (powinno się tylko przeprowadzić rower czy hulajnogę) rowerem/ hulajnogą na przejściu dla pieszych, gdzie nie ma wydzielonego pasa dla rowerów, tylko nękanie przechodniów lub inaczej - swoista szkoła przetrwania. Polskie przepisy, jak powiedzieliśmy są niejasne, gdyż jedni twierdza, że elektryczne hulajnogi to taki wytrych i zaliczają je do przedmiotów transportu osobistego – z możliwością jazdy po chodniku. Inni, bardziej ortodoksyjni twierdzą, iż to już motorynka czy motorower z przeznaczeniem do poruszania się po jezdni. Ale cwani sprzedawcy „rzeczy nieobjętych przepisami” nie wyposażyli hulajnogi w kierunkowskazy, oświetlenie czy pełne hamulce umożliwiające poruszanie się po jezdni. Dokładnie tak samo jest z miniskuterami elektrycznymi.
Wspominany wcześniej miniskuter, to bardziej zaawansowana wersja hulajnogi, ma wprawdzie sygnał dźwiękowy, tylne kierunkowskazy i hamulce (a dodatkowo dwa siedziska), ale nie ma tablicy rejestracyjnej czy prędkościomierza. Ma za to niedokładny wyświetlacz stanu naładowania akumulatora, który jest zwykła atrapą.
Minister Adamczyk w akcji
Minister infrastruktury już zapowiedział konkretną ustawę, która umożliwi jazdę hulajnogami i miniskutermi elektrycznymi – najprawdopodobniej po ścieżkach rowerowych. Minister Adamczyk uchylił rąbka tajemnicy i powiedział w ostatnim wywiadzie, że prace zmierzają w kierunku obniżenia prędkości takiej hulajnogi do 25 km/h, ale bez obowiązku rejestracji.
Niechciany problem
Na koniec znów dochodziku do konkluzji dot. elektrycznych baterii. Nikt dzisiaj nie myśli nad tym tematem, a jej żywotność w przypadku takiej wypożyczalni jest tragicznie mała. Miniskuterki, które wymieniliśmy wcześniej z wypożyczalni w Jantarze powinny mieć zasięg do 60-80 km na pełnym ładowaniu, ale już w drugim roku eksploatacji bateria nie ma parametrów początkowych. Młodzieniec wypożyczający te pojazdy nie potrafił powiedzieć, jaki jest faktyczny zasięg pojazdu . Co więcej, o utylizacji baterii nie ma żadnego pojęcia, bo niby skąd. Szef kazał wypożyczać i kasować złotówki! Sprzęt jest tak zdewastowany, że pomimo obciążenia do 150 kg, jazda solo po arteriach Jantaru powoduje dobijanie amortyzatorów, szczególnie tylnych, a brak wyważenia kół (o słusznej szerokości) powoduje wyczuwalny dyskomfort.
Radość z jazdy "na chwilę"
Hulajnogi czy skuterki elektryczne są mobilne, bardzo proste w użyciu i jako forma zabawy (przygody) oferują przyjemność jazdy i całkiem atrakcyjną zdolność przemieszczania się z pkt. A do pkt. B. Jak powiedzieliśmy, to przyjemność „na chwilę”, do tego droga, zbyt droga. Na te chwilę hulają w coraz większej liczbie miast, a skoro prawo nadal ich nie uznaje, to można je wykorzystać na wszystkie możliwe sposoby.
Jednak policjanci drogówki już znaleźli sposób na hulajnogi elektryczne
- Jeśli ktoś korzysta z drogi dla rowerów niezgodnie z jej przeznaczeniem, czyli nie korzysta z roweru, a hulajnoga elektryczna rowerem nie jest, grozi temu komuś mandat – wyjaśnia nadkomisarz Radosław Kobryś, Biuro Ruchu drogowego Komendy Głównej Policji w Warszawie
- Taka kara może wynieść nawet 100 zł – dodaje Kobryś
fot. redakcja autoflesz.com
Tylko czy to będzie egzekwowane? Pan nadkomisarz odpowiada wymijająco – zasługuje na zwrócenie uwagi. Niestety rowerów i hulajnóg przybywa nam, jak imigrantów do Europy, przepisy zaś i ustawodawcy przespali ten moment. Dokładnie tak , jak polityka „otwartych drzwi” do Europy kanclerz Angeli Merkel.
Podsumowanie
Hulajnoga nie jest pojazdem ujętym w prawie o ruchu drogowym – zatem dość przejaskrawionym przykładem jest fakt, iż funkcjonariusz nie może ukarać takiego kierowcy np. po kilku... piwach. Aż trudno uwierzyć, ale takie są fakty. Tu przychodzi jedynie na myśl kolejny rażący błąd sędziego wydajanego wyrok uniewinniający w sprawie potracenia 77- letniej kobiety przez celebrytę Piotra Najsztuba. Na pasach rzecz jasna, do tego pojazd kierowany przez celebrytę nie miał ważnych badań technicznych, a kierowca nie miał prawa jazdy (odebrano mu wcześniej). Wygląda na to że sąd, który wydał taki niesprawiedliwy wyrok to tylko sąd powszechny, sąd ostateczny takiej fuszerki nie popełni. Ale jak wiadomo są ludzie dla których wyrzuty sumienia czy poczucie winy są tak abstrakcyjne jak lot na Marsa.
redakcja autoflesz.com![]()