Tartak na Trasie Uniwersyteckiej w Bydgoszczy do egzekucji: "To się nie wydarzy" - powiedział jego właściciel

Bydgoszcz. Dokładnie 27 kwietnia br. gdy wojewoda podał do wiadomości informację, że  jedyną firmą, która zgłosiła się do wykonania egzekucji jest gdyńska firma „Kraz”, właściciel  tartaku Krzysztof Pietrzak powiedział wtedy: „To się nie wydarzy”. Miał rację, tylko chyba nikt nie przypuszczał,  że to już wojna z użyciem niedozwolonej amunicji.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / tartak leży idealne na przyszłej nitce Trasy Uniwersyteckiej - miała być oddana do końca czerwca 2018 roku...

     Rzeczywiście, zaplanowana na 28 maja egzekucja nie odbędzie się, gdyż w niedzielną noc (Gdynia godz. 2.30) wybuchł pożar, który strawił maszyny przygotowywane do pracy. Pożar gasiło kilka zastępów straży pożarnej, straty właściciela firmy „Kraz” z Gdyni są na tyle poważne (ponad mln złotych), iż nie dojdzie do egzekucji. Działka na ul. Ujejskiego 44 miała być przekazana firmie budowlanej "Kobylarnia" już w styczniu br. Niestety, kruczki prawne właściciela parceli, brak zgody na rozwiązanie patowej sytuacji, opieszałość prezydenta, jak i wojewody - to tylko niektóre grzechy zaniechania stron  w tym nabrzmiałym konflikcie.

"Kobylarnia" może dochodzić odszkodowania za nieprzygotowanie terenu do dalszych prac
Wiadomo było nie od dziś, że termin oddania do użytku drugiej nitki Trasy Uniwersyteckiej nie będzie dotrzymany, choć decydenci twierdzili co innego. W tej sytuacji firma budowlana ma prawo domagać się odszkodowania za niedotrzymanie terminu oddania do budowy spornego terenu, który zdaniem budowlańców uniemożliwia zakończenie robót i odkorkowanie wreszcie ul. Wojska Polskiego. Przypomnijmy tylko, że jednym z podwykonawców jest firma „Kobylarnia”, która pamięta stanowisko ratusza w sprawie tzw. fuszerki na pierwszej nitce Trasy Uniwersyteckiej. Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów musiało wtedy w ramach gwarancji naprawić warstwę ścieralną, a takich "żądań" się nie zapomina.

Winnych na tym etapie robót drogowych, strategicznych dla miasta nie ma. Nikt, w przeddzień kampanii wyborczej,  nie chce być sierotą. Gehenna kierowców trwa, co więcej,  potrwa  do września.

Władza myśli już o kolejnych wyborach
Obecnie nie chodzi już o tartak i kruczki prawne jego właściciela, tylko o filozofię sprawowania urzędu. Jak można było wydać zgodę na wybudowanie „zielonych arkad” bez systemowych rozwiązań przy ul. Wojska Polskiego. Dlaczego nikt nie pomyślał o wielopoziomowych skrzyżowaniach, droższych to pewne, ale uwzględniających postulaty nie tylko kierowców, ale także ludzi z tzw. branży (w tym architektów). Dziś brniemy dalej z tym beznadziejnym pomysłem przy budowie nowej trasy tramwajowej wykorzystującej newralgiczne rondo Bernardyńskie. Niestety, w planach będzie  przebudowywane, ale jednopoziomowe.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Trzy lata temu Pietrzak przekonywał, że 5 tys. metrów kwadratowych ziemi i tartak przy Ujejskiego są warte 10 mln zł, dziś zaznacza, że cena jest do negocjacji. Problem w tym, że miasto negocjować z nim nie zamierza, bo planuje wywłaszczenie Pietrzaków z nieruchomości na mocy tzw. specustawy drogowej /Express Bydgoski, wrzesień 2015/

Prezydent Bruski myśli już o kolejnej kadencji, a popierany przez PO i Nowoczesną urządził sobie briefing przy bydgoskiej marinie. Problem w tym, że był zlot czarownic ze wszystkich dyżurnych mediów, a zabrakło zwykłych bydgoszczan, którzy nie mogli zadać kąśliwych pytań. Przecież nadrzędnym obowiązkiem polityka tej miary co obecny prezydent jest program służenia społeczeństwu. Z drugiej strony, gdyby wybory zmieniały cokolwiek, to politycy dawno by je zdelegalizowali /Janusz Leon Wiśniewski/.

Rozumiemy stanowiska Pietrzaka, nie popieramy rozwiązań
Krzysztof Pietrzak twierdzi, że wycena jego tartaku i innych parceli została wykonana niezgodnie z obowiązującym prawem. Głównie chodzi o zaniżenie wyceny podanej przez biegłą sądową. Rzeczywiście, to jest odwieczny problem nie tylko Pietrzaka, ale także właścicieli  gruntów na budowanej trasie S5, czy repatriantów zabużańskich (którzy dostali zaledwie 15 proc. za pozostawione mienie). Oni też próbowali walczyć, ale z tak potężną machiną jak GDDKiA Gdańsk czy Skarb Państwa musieli się poddać. Pietrzak walczy, ale czy bierze pod uwagę pieniądze, jakie skubną jego prawnicy?

Przypomnijmy też, że egzekucją działki przy ul. Ujejskiego wojewoda  zajmuje się od października ur. Bezskutecznie! Pomiędzy prezydentem a wojewodą trwała sucha wymiana korespondencji, choć do obu urzędów można dojść w ciągu 7 min.

Pietrzak przekonuje, że kruczki prawne, firmy które tam działają, wreszcie błędna  interpretacja radcy prawnego ratusza przygotowującego uzasadnienie o egzekucji - to tylko niektóre okoliczności sprzyjające tej nabrzmiałej sytuacji. Egzekucja w tle,  zaplanowana na 28 maja (wcześniej była mowa o 30 maja) będzie miała swój ciąg dalszy, bo z pewnością teraz  wkroczy prokurator.  Co więcej, właściciel tartaku w swoich wypowiedziach sugerował, że rozważa możliwość pozwania prezydenta Bruskiego i wojewody Bogdanowicza. To mrzonka, bo niedawny epilog radnego Dzakanowskiego vs. Bruski, znamy...

Kto ma rację biegła czy Pietrzak - pożar tylko dolał oliwy do ognia
Całość działki przy ul. Ujejskiego 44 biegła wyceniła na 2 mln 035 tys. 239 zł. Z tego 3/8 należy się właścicielowi tartaku. Według wyceny to 750 tys. zł, 70 proc. tej sumy przyjął, a niedawno dostał pozostałe 30 proc. Spór o kasę jest ewidentny, ale taka jest opinia biegłej sądowej, która dokonała wyceny spornego terenu i kilku innych podzielonych parceli. Dodajmy, formalnie należy teraz do Skarbu Państwa.

Temat jest gorący, a śledczy muszą znaleźć winnych niedzielnego pożaru w miejscu dyslokacji (w Gdyni). Można tylko postawić pytanie czy firma „Kraz” była ubezpieczona, dlaczego ochrona zgromadzonych - na okoliczność egzekucji – maszyn nie dopełniła swoich obowiązków, czy to musiało się wydarzyć?

Z ostatniej chwili:

wtorek 22 maja br.
- Na miejscu były wykonywane czynności, które wskazały, że do pożaru doszło w wyniku podpalenia - to są wstępne ustalenia, ale wszystko na to wskazuje, że miało miejsce umyślne podpalenie - mówi Grażyna Wawryluk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku /źródło: www.radiopik.pl/

czwartek 7 czerwca br.
Impas trwa; minister inwestycji umorzył postępowanie egzekucyjne wojewody ws. tartaku. Krzysztof Pietrzak, właściciel działki zadowolony, na razie zadowolony.
Powodem były błędy formalne dot. egzekucji. Jako wierzyciel na orzeczeniu widniał Prezydent Miasta a nie Urząd Wojewódzki reprezentowany przez wojewodę. Oznacza to, że pompowanie egzekucyjne bez takich lapsusów rozpoczyna się od nowa. Zarówno prezydent Bruski, jak i wojewoda Bogdanowicz wzajemnie przerzucają na siebie oskarżenia, jak dzieci. To zwykła urzędnicza niemoc, obstrukcja i brak podstawowej chęci dotyczącej rozwiązanie tego nabrzmiałego problemu.

Pikanterii tej sprawie nadaje fakt, iż min. Jerzy Kwieciński podpisał uchylenie  21 maja, zaś egzekucję tartaku wyznaczono najpierw na 30 maja a później na 28 maja. Czyżby decydenci nie wiedzieli o tak ważnej dla miasta decyzji? Tym samym spalenie maszyn i sprzętu firmy „Kraz” było bezcelowe! Ale to zupełnie inny wątek, który z pewnością będzie miał swój epilog w prokuraturze - wiadomo już, że było to umyślne podpalenie.

Wcześniejsze wnioski o egzekucji tartaku z 2017 roku  i działki przy Ujejskiego 44 są ważne, ale formalności prawne trzeba podjąć od nowa. Sądząc po dotychczasowej opieszałości Urzędu Wojewódzkiego i ratusza, to  może potrwać dłużej, znacznie dłużej niż można było się spodziewać. Wstępnie ustalono kolejny termin do 30 września, a firma która buduje drugi etap Trasy Uniwersyteckiej nie chce czekać i z pewnością pozwie do sądu inwestora za nieprzygotowanie trasy do wykonania zadania zawartego w umowie.

Uciążliwość  zakorkowanej ul. Wojska Polskiego z powody urzędniczej obstrukcji doprowadza kierowców do szewskiej pasji. Nie to jest jednak najgorsze, sytuacje kryzysowe pokazują, jak radzą sobie z takimi problemami ludzie obsadzeni na najwyższych stanowiskach w tak dużym mieście. Najłatwiej jest podpisać nakaz egzekucji dla kierowcy, który nie zapłacił mandatu np. za parkowanie na trawniku. Wtedy uruchamia się armaty (czytaj Urząd Skarbowy) przeciw... komarom.

22 sierpnia br.
Wojewoda i prezydent już nie rozmawiają ze sobą tylko wymieniają korespondencję. Mikołaj Bogdanowicz odpowiedział na list prezydenta Rafała Bruskiego dotyczący tartaku blokującego budowę drugiej nitki  Trasy Uniwersyteckiej.

 - Miał pan przynajmniej trzy możliwości załatwienia tej sprawy w inny sposób, co doprowadziłoby do rozwiązania problemu - poucza. Ale nie udziela odpowiedzi na zadane mu wcześniej pytania.

Wyjaśnienia dla czytelnika nie są spójne i w pełni zrozumiałe, bo jeszcze w maju br. wojewoda i prezydent miasta twierdzili, że sporna działka jest już własnością Skarbu Państwa. Jednak dla pełnego obrazy tej patowej sytuacji przekazujemy najciekawsze wątki.

Wojewoda podaje trzy możliwości załatwienia problemu.

 – Po pierwsze przed wydaniem ZRID-u mogło dojść do pełnego porozumienia. Przykładem mogą być działania prezydenta Torunia, czyli negocjacje z potencjalnymi przedsiębiorcami, którzy znajdują się na trasie przebiegu inwestycji. W Bydgoszczy tego zabrakło. Nastąpiło coś odwrotnego – wzajemne napędzanie emocji pomiędzy Prezydentem Bydgoszczy a właścicielem tartaku, co doprowadziło do obecnej sytuacji – pisze Mikołaj Bogdanowicz

Wspomina także o zawarciu ugody z Krzysztofem Pietrzakiem.

 – To nie o to chodzi, czy ja chcę, czy nie chcę. Jeżeli odebrał pan te pieniądze (dop. red. - chodzi o właściciela działki), to nie mamy już jak zawrzeć ugody - pisze wojewoda

Mikołaj Bogdanowicz podkreśla także, że od początku prowadzi sprawę tartaku bez zbędnej zwłoki i zgodnie z przepisami.

Pan tymczasem pisał na mnie zawiadomienia do prokuratury oraz wskazywał, że kontrole mają przeprowadzić Premier, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Urząd Zamówień Publicznych. Te kontrole się odbyły, zastrzeżeń do mojej pracy i moich urzędników nie ma, co potwierdza prawidłowość moich działań – tłumaczy wojewoda

W liście czytamy także, że kolejny przetarg na wykonanie egzekucji tartaku ogłoszony został 27 sierpnia i Urząd Wojewódzki czeka teraz na oferty zainteresowanych firm.  Jak dotąd pojawiła się tylko jedna firma KRAZ z Gdyni, która na kilka dni przed egzekucją uległa spaleniu (dokładnie: podpaleniu). Dotąd nie ustalono sprawców, a to bardzo ciekawy wątek. Później były dwie kolejne firmy należące do... Krzysztofa Pietrzaka!

Skoro w maju br. miało dojść do egzekucji tartaku, a z winy formalnej wojewody nie doszło do tej operacji (decyzja min. Kwiecińskiego  korzystna dla Pietrzaka), to co robił przez niemal trzy miesiące wojewoda i prezydent. Nieprawdą zaś jest, że do końca września problem zostanie rozwiązany. Takich terminów, obietnic było więcej, a urzędnicza obstrukcja trwa. Co więcej, firma "Kobylarnia SA", budująca ten odcinek TU może naliczyć sobie odsetki za nieprzekazanie obiekty do dalszej rozbudowy.
Idą wybory i żaden z włodarzy miasta nie zrobi więcej niż powinien. Znacznie lepiej opowiadać przed kamerami co się zrobiło dla miasta. W tym kontekście wypada powiedzieć czego się nie zrobiło dla Bydgoszczy.

czwartek, 12 sierpnia br.
Trzy milinu złotych extra chce Krzysztof Pietrzak za rozwiązanie węzła gordyjskiego na budowie II nitki Tracy Uniwersyteckiej. Propozycja ugody padła na wtorkowym spotkaniu Pietrzaka z prezydentem, który powiedział iż nie jest stroną tego konfliktu, ale się spotkał z właścicielem. Rozwiązanie problemu Pietrzak wycenił na 3 mln złotych. Przypomnijmy, że właściciel tartaku wziął już 770 tys. zł. W zamian tartak ma zostać przeniesiony w ciągu miesiąca, dodatkowo  wszystkie pozwy sądowe zostaną wycofane.

Jak twierdzą włodarze miasta, w tym wojewoda, działki tartaku są już  własnością Skarbu Państwa, potwierdza to także Express Bydgoski w ostatnim materiale prasowym na ten temat. Krzysztof Pietrzak twierdzi zupełnie co innego, co więcej, nie wierzy w ugodę (którą sam zaproponował). Firma która miała dokonać kolejnej egzekucji tartaku do końca miesiąca (z Białych Błót) żądała astronomicznego wynagrodzenia,  niemal milina złotych (wojewoda miał tylko 300 tys. zł). Krzysztof Pietrzak, do niedawna kandydat na prezydenta, dokładnie wie jakie są realia tego sporu. Informowaliśmy też, że firma "Kobylarnia", wykonawca Trasy Uniwersyteckiej może skierować tę obstrukcję urzędniczą do sądu. W obecnej sytuacji - nieoddania terenu pod budowę w ustalonym umową czasie - raczej pewne jest, iż skorzysta z przysługujących jej praw. Warto tylko dodać, że "Kobylarnia" ma rachunki do wyrównania z prezydentem Bruskim i ZDMiKP, za nieprzyjęcie nawierzchni asfaltowej na pierwszej nitce Trasy Uniwersyteckiej.

Terminów na oddanie tego odcinka pod dalszą rozbudowę było kilka, żaden nie został dotrzymany. Już z pobieżnych oględzin tej patowej sytuacji wynika, że koniec września też staje się nierealny. Należy dodać, że w planach najbliższych mamy październikowe wybory i widmo utraty dofinansowania unijnego. Nadal niewyjaśniona jest też sprawa podpalenie gdyńskiej firmy KRAZ, która już w maju miała dokonać egzekucji tartaku. Błędy urzędnicze, konflikt pomiędzy prezydentem i wojewodą, fatalna ocena sytuacji przez prawników ratusza i wojewody, buta samego Pietrzaka - to tylko preludium do tego co nas czeka do 21 października - a może jeszcze dłużej. Ulice bydgoskie są dalej nieprzejezdne, choć na papierze  wszystko jest zgodne z obowiązującym prawem.

Piątek 19 października br. - minął wrzesień, kolejny... trzeci termin egzekucji tartaku, a za dwa dni wybory. Tartak stoi, jak stał i nie ma siły na jego egzekucję. Prezydent Bruski i wojewoda oskarżają siebie wzajemnie. Konkretów brak, poza jednym... Paulina Wenderlich, kandydatka do sejmiku województwa powiedziała na wczorajszej konferencji prasowej pt. "Tylko konkrety", aby prezydent spełnił swoją obietnicę wyborczą. Otóż Rafał Bruski zadeklarował na konwencji wyborczej, że mimo bierności wojewody dokończy budowę II etapu Trasy Uniwersyteckiej,  choćby sam musiał nosić deski z tartaku. Teraz został wywołany do tablicy przez kandydatkę, aby spełnił swoją obietnicę.  Paulina Wenderlich uważa, iż tylko przez swoją pychę prezydent oskarża za opóźnienia na placu budowy wszystkich dookoła... tylko nie siebie. /źródło: Express Bydgoski, 19 października br./

wtorek, 04 grudnia 2018r. - jest decyzja wojewody, 10 grudnia w godzinach porannych odbędzie się egzekucja tartaku. Pat, zdaniem prezydenta Bruskiego trwał od dawna. Jaka firma podjęła się egzekucji i za ile - rzecznik wojewody nie ujawnia. Przypomnijmy, że jedną z firm, które wygrały wcześniejszy przetarg na egzekucję  spalono. Do dziś nie znaleziono zleceniodawcy.

Przypomnijmy, że Tartak Bydgoszcz blokuje dokończenie II etapu budowy Trasy Uniwersyteckiej od początku 2017 roku. Jego właściciel uważa, że odszkodowanie za teren i firmę jest zdecydowanie zaniżone, a podczas procedury wywłaszczeniowej popełniono szereg błędów. Nie mniej Krzysztof Pietrzak przyjął pieniądze, dziś twierdzi, że to za mało. Wcześniejsze rozmowy ugodowe nie przyniosły żadnych rozwiązań.

Smaczku całej sprawie dodaje żądanie radnych o ustąpieniu wojewody Bogdanowicza, za opieszałość i bezradność w przedmiotowej sprawie. Nadal nie wiadomo, czy wykonawca II nitki Trasy Uniwersyteckiej tj. firma "Kobylarnia SA" będzie się domagała w sądzie odszkodowania od Miasta, za niewywiązanie się z umowy przygotowania trasy do dalszej rozbudowy.

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.