Makrum SA - koniec kawałka historii Bydgoszczy

W okresie głębokiego PRL-u, rozchwiania gospodarki, strajków,  władza miała sporo problemów nie tylko z robotnikami, ale także z ikonami polskiej gospodarki. Niewątpliwie do takich sztandarowych zakładów  należała  Bydgoska Fabryka Budowy Maszyn  Makrum SA.  Zakład z wielkimi tradycjami, ale na skutej zawirowań, transformacji ustrojowych, jak również nowego planowania przestrzennego,  fabryka w tym miejscu traciła na znaczeniu. Dziś z rozrzewniłem możemy tylko popatrzeć, jak ikona bydgoskiego przemysły pada pod naporem ciężkiego sprzętu dokonującego zaplanowanej rozbiórki.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że w okresie PRL-u fabryka, na tle innych bydgoskich zakalców, ciągle pracowała na wysokich obrotach, miała ciągłość finansową, a zamówienia płynęły jak lawa gorąca, znana choćby w hitu Bajmu „Jezioro szczęścia”. Tak fabryka Makrum, której ojcem chrzestnym był Herman  Löehnert, była taką zielona wyspą. Recesja, powroty i upadki były wpisane - od samego początku - w ten zasłużony dla polskiego przemysłu zakład.

W okresie przemian ustrojowych takie zakłady jak, Zachem, Kobra, Eltra, Bydgoskie Fabryka Mebli, Polmozbyt  czy Romet odczuwały ciśnienie zmian i wielkiej prywatyzacji. Walka  z dalekowschodnią konkurencja, jak w przypadku Rometu czy Eltry stawała się nieopłacalna. Ale po kolei...

Zacznijmy od czasów przedwojennych. We  wrześniu 1939 roku w Bydgoską  Fabrykę  Budowy Maszyn przejął okupant i wprowadził rygorystyczny porządek wojskowy. „Ordnung” czyli porządek i ład całkowicie odmienił podejście pracowników, głównie ślusarzy, frezerów,  tokarzy i odlewników. Za nieprzestrzeganie dyscypliny wojskowej niemiecki zarządca fabryki mógł wysłać takiego robotnika prosto do obozu koncentracyjnego.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W okresie okupacji  hitlerowskiej fabryka została przeorientowana na produkcje sprzętu i urządzeń wojskowych. Produkowano wtedy elementy do łodzi podwodnych, kotwice, a nawet elementy do V1  i windy. Równolegle produkowano kruszarki do betonu i produkcji cementu. Z niepotwierdzonych źródeł wiemy, że  kruszarki wykorzystywane były także do budowy obiektów „Riese”.

Po zakończeniu II wojny światowej fabrykę znacjonalizowano, rozbudowano i unowocześniono. Wtedy pojawia się nazwa Makrum  - Maszyny Krusząco-Mielące. Zapotrzebowania na produkty bydgoskiej fabryki przerasta nawet jej możliwości produkcyjne, dlatego w szybkim tempie rozbudowano zakład, wpompowano niemałe pieniądze (subwencje rządowe). Powstaje wtedy Wydział Konstrukcji Ciężkich z Oddziałem Obróbki Mechanicznej i Kotłami, a nawet powstają własne laboratoria badawcze.  

Fabryka produkuje na wysokich obrotach, a jej specjaliści są rozchwytywani na zagranicznych budowach i przy uruchamianiu nowych linii produkcyjnych np. irackiej Faludży. Zresztą podobnie było z  polskimi specjalistami od budowy wielkich cukrowni w Iraku czy Libii.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W maju 1971 roku fabrykę odwiedza I sekretarz Edward Gierek, wszystko jest dopięte na ostatni guzik, tylko kasków ochronnych zabrakło dla ochrony I sekretarza KC. Robotnicy, chyba po raz pierwszy mogli zobaczyć, jak komunistyczna władza dba o prostych ludzi, ciągle budujących ... socjalizm.

Makrum w latach 80. ubiegłego stulecia nadal jest na fali, jak w kultowym  filmie z Patrykiem Swayze „Point Brake” (1991). Zarobki są znacznie wyższe niż w innych podupadających zakalcach (Romet, Kobra czy BFM). Fabryka ma też własny  ośrodek wczasowy w Rowach (także w Zakopanem DW Zremb czy Tuszynie nad Zalewem Koronowskim), gdzie wczasowicze dojeżdżali własnym autobusem Karosa. Dziś to już historia, bo ośrodki wczasowe takich gigantów jak Makrum w Rowach czy Eltra w Sosnowce Górnej wykupili prywatni właściciele.

Niestety, transformacje ustrojowe, złe zarządzanie, azjatycka konkurencja  czy wręcz godzenie w polską rację  stanu (Zachem, Eltra, Kobra, Polmozbyt  czy BFM) – wszystko to powoduje upadłość a zwolnieni ludzie szukają swojej szansy w prywatnym biznesie. Jednym się udaje, inni do dziś odcinają kupony od dni sławy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Makrum znów ma łut szczęścia
Upadek komuny w 1989 roku to tragedia dla innych zakładów jak Romet czy Kobra. Makrum ma więcej szczęścia. W 1991 roku fabrykę przejmują Narodowe Fundusze Inwestycyjne, a 10 lat później odkupuje ją bydgoski biznesmen Rafał Jerzy.

W lipcu 2007 roku Makrum SA zadebiutowała na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. W styczniu 2014 roku połączono spółki Makrum SA oraz Immobile sp. z o.o. oraz nadano nazwę Grupa Kapitałowa IMMOBILE SA.

Dziś na dawnym terenie fabryki powstaje "Platanowy Park", ekskluzywne osiedle budynków mieszkaniowych. Całkiem dobry, a przede wszystkim dochodowy biznes. Przypomnijmy, że w tym miejscu planowano także budowę hipermarketu, ale mieszkańcy wyrazili negatywną  opinię w sprawie tej inwestycji. I całe szczęście!

Jak mówi jedna z bydgoskich nauczycielek: „Pracownicy pozostawili tu swoje serca, a zabrali wspomnienia i radosne, i smutne, jak to w życiu bywa” / źródło: slady przeszłości.wisite.com/.

Łyk historii
Fabrykę Maszyn zakłada w 1868 r. Hermann Löehnert, wtedy przy obecnej ul. Emila Warmińskiego. Nie była to jednak fabryka tylko zaplecze do dalszej działalności (zmechanizowanego młócenia zboża). Prawdopodobnie już wtedy wpadł na pomysł poszerzenia swojego portfolio. Najprawdopodobniej przełomem było zaprojektowanie maszyny do ścinania koniczyny. Zamówienia rosły, więc trzeba było przenieść firmę  na ul. Dworcową 13, a w 1912 r. na ul. Leśną (dzisiejsze Oś. Leśne) Popyt była tak duży, że Löehnert podjął decyzję o zmianie profilu fabryki (młyny kulowe, rozdrabniacze do nawozów sztucznych i rud metali).

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Ale, jeśli są sukcesy, wielu chce się podpiąć pod dochodowy interes. Sprężyna skoczków zaczęła się szybko rozciągać.  Już w 1899 roku fabryka nie była już własnością Löehnerta tylko spółką akcjonariuszy. Przy udziale Ostbank für Handel und Gewerbe z Poznania, firma stała się spółką akcyjną pod nazwą „Bromberger Maschinenfabrik H. Löhnert AG, Bromberg”. To oni wpompowali w zakład milion ówczesnych marek. Produkowane przez zakład maszyny kruszyły półprodukty do wyrobu cementu i wapna w takich krajach jak: Niemcy,  Anglia, Austria, Szwajcaria, Włochy, a także  Chiny,  Ameryka Pn. czy  Afryka.

 Löehnert, był jednym z  największych  przemysłowców w mieście. Produkował maszyny rolnicze, maszyny do obróbki drewna, a po zmianie profilu - od 1899 r. - piece obrotowe do cementowni, taśmociągi, młyny do kruszenia półproduktów (cementu, rud metali a nawet do mieszania nawozów sztucznych). Przemysłowiec zmarł w 1910 roku w Bydgoszczy należącej wtedy do Cesarstwa Niemiec.

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.