Gazoport w Świnoujściu - kolejny termin może być niedotrzymany

Pisaliśmy już wielokrotnie o ślimaczącej się budowie gazoportu w Świnoujściu. Jak dotąd wiele się mówi o zakończeniu tej strategicznej budowli, ale stan obecny nie napawa optymizmem. W kontekście kolejnego konfliktu dyplomatycznego z Rosją, utajnionej mobilizacji, chęci zakupu strategicznej broni ofensywnej od Amerykanów, sprawa terminala LNG nabiera (chyba) dalszego znaczenia.

fot. Polskie LNG / gazoport w Świnoujściu gotowy jest w 96 proc., wartość kontraktu 2,5 mld zł

Czy tak jest w rzeczywistości, czy tylko niefrasobliwe postępowanie wyjaśniające po niedociągnięciach stwierdzonych przez NIK. Przypomnijmy, ostatnia kontrola na budowie gazoportu ujawniła  kolejne zaniedbania i niedociągnięcia na tej strategicznej dla Polski budowli.

Kolejny termin zakończenia budowy - lipiec 2015 roku?
Nie chcemy ogłaszać kasandrycznych wizji, ale kolejny termin zakończenia budowy – lipiec 2015 roku może być niedotrzymany. Wiceminister Piechociński, jak również minister skarbu dość niechętnie wypowiadają się w tym temacie. Ranga strategicznej budowli, jak również (przemilczane) kary jakie zapłacimy katarskiemu dostawcy nie mogą kończyć się wypowiedzią w stylu „nie możemy być zakładnikami terminów”.

Wróćmy do kontroli NIK-u. W raporcie, który na wniosek min. Karpińskiego miał być utajniony - położono na łopatki co najmniej kilka ministerstw odpowiedzialnych za terminy, finansowanie i dobór podwykonawców. Najbardziej oberwało się kilku operatorom: spółce Gaz-System, Polskiemu LNG oraz Ministerstwu Skarbu, odpowiedzialnym za budowę gazoportu.
Choć decyzja o budowie gazoportu zapadła jeszcze w 2006 roku, koalicja PO-PSL rządząca w Polsce od 2007 roku rażąco bagatelizowała sprawę nie tylko samej budowy, ale także dywersyfikacji gazu i ropy naftowej. Dopiero w 2010 roku Sejm przyjął uchwałę o budowie gazoportu w wyniku której wyłoniono wykonawców. Dodajmy -  od razu nieprofesjonalnie.

Ponadto, termin oddania do użytku gazoportu, który podała premier Ewa Kopacz - w  lipcu br. może być niedotrzymany. Dlaczego? Jak donoszą nasze jaskółki jeden ze zbiorników nie przeszedł próby szczelności. To problem, duży problem, zwłaszcza w kontekście odroczenia kolejnego terminu.

Międzynarodowe konsorcjum - rozwód bez orzeczenia o winie
Konsorcjum w skład którego wchodził włoski wykonawca Saipem, a także polskie PBG SA, jak również Techint Compagnia Technica Internazionale S.p.A. (Włochy) - od samego początku kooperanci nie mogli się dogadać. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to zawsze chodzi o pieniądze.

W międzyczasie splajtowała spółka  PBG SA (nastąpiła też likwidacja spółki zależnej PBG Hydrobudowy Polskiej SA) a Saipem, mający kontakty z Gazpromem, zażądał nawet aneksu do kontrakty formalizującego większe żądania  finansowe.  Strona polska, pod rygorem niewykonania planowej inwestycji,  ulegała kilka razy. Resztę dopisał scenariusz legalizujący zaniedbania, a spółka Gaz-System z opóźnieniem reagowała na opóźnienia głównego wykonawcy - tak wynika z raportu NIK. W tym towarzystwie Ministerstwo Skarbu nie wykorzystało też środków prawnych przysługujących stronie polskiej, zwłaszcza na okoliczność nieterminowych rozwiązań w planie budowy.

Piotr Naimski, poseł PiS uważa nawet, że zatrudnienie konsorcjum Saipem, mającego powiązania z rosyjskim biznesem energetycznym było błędem. "To konflikt interesów" -  mówił.

fot. Polskie LNG / obecnie zakończyły się próby ciśnieniowe zbiorników, wykonawca milczy - czy z powodzeniem...

Polskie LNG jeden ze strategicznych partnerów tego przedsięwzięcia  miało też zastrzeżenia  co do jakości prac spawalniczych  w gigantycznych zbiornikach na skroplony gaz (52 m wysokości, 80 m średnica, 100 tys. m3 wody).  Saipem należący do innego giganta ENI zatrudnia do tych prac podwykonawcę - włoską spółkę Tanco. Ta z kolei zatrudniła spawaczy z... Turcji i Rumunii. Polaków, najlepszych fachowców w tej branży już nie ma, bo pracują na platformach w Norwegii.

Polscy politycy i najbogatsi ludzie w Polsce, trzymający ster władzy, nie poradzili sobie z "podsterownością"
Przypomnijmy też kolejny fakt, że działający na Litwie podobny gazoport znacznie uniezależnił naszego sąsiada od Rosji. Co więcej,  Gazprom już w 2014 roku obniżył Litwie ceny gazu o 20 proc. My płacimy nadal jedną z największych stawek w Europie, ale to pokłosie błędów zaniechania poprzednich ministrów i poddańczej postawie decydentów,  słabo dbających o polskie  interesy. Tu przypomnijmy choćby zawarty w ubiegłym roku kontrakt Gazpromu na dostawy gazu do Chin. Chińczycy postawili sprawę jasno, a broniący swojego policzka Władimir Putin został przyciśnięty do ściany.

Polscy ministrowie z Waldemarem Pawlakiem  na czele nie potrafili wykazać chociaż cienia asertywności, podpisując długoterminową umowę z Gazpromem,  po bardzo niekorzystnych cenach. Minister skarbu Aleksander Grad nie dopiął do końca sprzedaży Stoczni Gdynia. Z kolei nadinterpretacja i wychodzenie przed szereg b. ministra Sikorskiego w sprawie  domniemanego "rozbioru" Ukrainy, spotęgowały dyplomatyczny impas z Rosją.

Kary i LNG po niekorzystnej cenie
Kończąc wątek gazowy trzeba pamiętać, że opóźnienia na budowie nie zwalniają nas z zapłacenia kar umownych dostawcy LNG firmie Qatargas. Na ten rok zaplanowano dostawy na 1,5 mld3 skroplonego gazu. To my nie wywiązaliśmy się z zawartego kontraktu i musimy zapłacić kary umowne. PGNiG (właściciel kontraktu) i Qatargas (Qatar Liquefied Gas Company Ltd.) zawarli kolejną ugodę na mocy której strona polska musi zapłacić różnicę, pomiędzy zakontraktowaną ceną a kosztami jej zbytu,  przez Katarczyków innym kontrahentom.

- PGNiG pokryje katarskiej spółce ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas – czytamy w komunikacie operatora PGNiG

- Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wówczas odbiór niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy – napisała spółka w komunikacie prasowym

Auto Gaz Holandia

- Podpisana w 2009 roku umowa zakłada dostawy 1 mln ton LNG rocznie (ok. 1,5 mld m3 skroplonego gazu) przez 20 lat, licząc od  od 2014 roku. Koszt dostaw zależeć będzie od cen ropy naftowej na rynkach światowych – przekonuje Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku paliw

Sukces czy zwykłe wyparcie?
Jednak renegocjowany kontrakt nie jest sukcesem, ani PGNiG, ani tym bardziej strony polskiej. Już dziś wiemy, że analitycy przekonują, że tona katarskiego LNG  będzie nas kosztować co najmniej 650 dol. Na tę chwilę cena LNG dostarczanego przez Gazprom kosztuje 200 dol. mniej!

Co z tego wynika? Choć gazoport jest ukończony w 96 proc. W żaden sposób nie uniezależnia nas od rosyjskiego gazu. Po drugie min. Karpiński niejasno tłumaczy całą sprawę, wynika z tego, że największym sukcesem PGNiG będzie sam fakt zakończenia budowy gazoportu. Zgoda, LNG jest najlepszym sposobem logistycznego zabezpieczenia transportu, jak również doskonałym medium w dziale "ogrzewania" zimą. 
Po trzecie wreszcie,  Katarczycy już w przeszłości posadzili nas na minę, gdy w  lipcu 2009 roku Qatar Investment Authority (inwestor dla Stoczni Gdynia) wycofał się z danych zobowiązań. Wówczas też min. Grad zapewniał o sfinalizowaniu umowy. Ale szejkowie za nic mają umowy, natomiast pieniądze potrafią liczyć.

Ponadto wszyscy milczą jak grób w sprawie próby szczelności zbiorników? Czyżby jednak pojawiły się kolejne kłopoty?

- przeczytaj:

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Polskie LNG, Gospodarka,"Gość niedzielny"

Publish modules to the "offcanvas" position.