Trwają wyprzedaże praktycznie u wszystkich producentów aut w Polsce. Importerzy mamią Polaków wielkimi obniżkami, ale tajemnicą poliszynela jest niedopuszczeni do sprzedaży aut nie spełniających norm Euro 6d (obecnie obowiązuje Euro 6d-Temp). Co zatem robią producenci i importerzy?
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Nie jest tajemnica, że tąpnięcie na rynku nowych aut jest faktem. Pandemia COVID-19, prawdopodobny całkowity lockdown (jeśli dobowa fala zakażonych przekroczy 30 tys.) odbiera Polakom motywację do zakupu wymarzonego auta z tzw. wyprzedaży. Na przysalonowych parkingach stoi także sporo niesprzedanych aut, a właściciele salonów dwóją się i troją, aby sprzedać zalegającą transzę prze wejściem kolejnych surowych obostrzeń Unii Europejskiej.
Jak sobie radzą producenci aut, którzy mają na gardle pętlę unijnych obostrzeń dot. emisji spalin? Po pierwsze widać wysyp tzw. miękkich hybryd, które wypadają dość dobrze (emisja CO2 i NOx) na tle zarówno napędów z silnikami iskrowymi, jak i Diesla. Po drugie jeszcze mocniej promowane są auta elektryczne i występująca prze tej okazji faza na budowanie stacji szybkiego ładowania elektryków. Po trzeci wreszcie, ograniczona liczba dopłat do elektryków, zmusza kierowców do szukania innych opcji.
Można dodać jeszcze kilka kruczków, o czym z pewnoscia wiedzą elity rządowe - czytaj: zamówienia rządowe na wypasione limuzyny. Tylko po co? Czy 3-4 letnie Audi 6/8 lub BMW X5 są już wyeksploatowane. Odpowiedź zna każdy, kto chciałby kupić takie auto, niekoniecznie poleasingowe czy rządowe. Pandemia zmusza do zaciskania pasa, ale nie urzędników państwowych na wysokich lukratywnych stanowiskach.
Importerzy liczą też na sprzedaż takich aut z przekroczonymi normami emisji spalin na inne rynki, ale ich liczba jest też ograniczona. Ogólnie rzecz biorąc rynki światowe - aczkolwiek głównie europejskie są już nasycone.
Spójrzmy jednak na zapasy poprodukcyjne, zalegające parkingi największych producentów tzw. zapasy stockowe - spełniające regulaminowe 95 g/km CO2, a dokładnie niespełniające tej progowej normy. Jakkolwiek jednostki iskrowe poradzą sobie z tym problemem, to już solidne turbodiesle niekoniecznie. Dlaczego, bo obecna norma Euro 6d -Temp mówi o 168 mg/km NOx, zaś nowa Euro 6d - już dopuszcza tylko 114 mg/km NOx. No tak powiecie, ale co na to producenci aut luksusowych (wielocylindrowych), w tym Rolls-Royce, Bugatti czy Bentley? Cóż zapłacą ary, które oczywiście pokryje nowy nabywca.
Prześledźcie proszę tabele z danymi dot. emisji spalin – jakie modele spełniają te wyśrubowane nomy. Czy chcielibyście np. jeździć najnowsza Octavian 1.0 TSI, rachityczną i pozbawioną werwy? No właśnie, a wszystko zmierza w tym kierunku, aby uprzykrzyć życie kierowcom, odstawić na boczny tor diesle, a nawet modele hybrydowe. Ratunkiem mają być samochody elektryczne, a później wodorowe. Dobrze, ale nie za 180 tys. zł i bez możliwości ładowania w podróży "za jeden uśmiech", np. w przepiękne o tej porze roku Bieszczady.
Wróćmy do tych modeli wyprodukowanych i niezarejestrowanych. Co z nimi? Tragedia. Producenci już liczą straty, jak Volkswagen podczas afery wszech czasów „dieselgate”. Przypomnijmy przy okazji długie przestoje podczas pierwszego lockdownu, zamknięte salony i mocne spowolnienie popytu na samochody każdej niemal marki.
Dziś – nie ukrywajmy - oczekujemy na pełny lockdown i niewielu myśli o nowym samochodzie. Importerzy ruszyli głową jak „narodowcy” i mocno tną ceny, bo w roku przyszłym te samochody stracą możliwość rejestracji.
We wrzeniu 2020 roku Parlament Europejski zmodyfikował przepisy o tzw. końcowej partii produkcyjnej, która pozwala producentom na sprzedaż pewnej liczby aut - niespełniających rygorystyczne normy w okresie COVID-19. Przepis jednak stanowi o zbyt małej (procentowo 10 proc.) transzy aut.* Dilerzy będą zmuszenie rejestrować auta „na siebie”. Formalnie będzie OK, ale finansowo to już finansowa apokalipsa.
*/ Jak wyjaśnia IBRM Samar, ten „określony czas” wynosił dla samochodów osobowych jeden rok i obejmował pulę 10 proc. liczby samochodów ulokowanych przez producenta na rynku w ciągu 12 miesięcy poprzedzających datę zmiany normy emisji
W tej konkretnej sprawie Ministerstwo Infrastruktury oraz Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, skierowali stosowne pisma do Komisji Europejskiej. Niestety, podobnie jak w sprawie obowiązkowych opon zimowych, bez efektów! Czy warto się zatem speszyć z zakupem auta z wyprzedaży? Cóż, głośne hasła typu "liczba aut ograniczona" lub "do wyczerpania zapasów" potraktujcie z przymrużeniem oka.
redakcja autoflesz.com![]()