Po emisji filmu podkomisji min. Macierewicza w TVP - dr Maciej Lasek podważa wyemitowany materiał

Media kolejny raz wypełniły pandemię tematem zastępczym – reakcjami na film z wynikami podkomisji b.min. Macierewicza. Niemal we wszystkich stacjach tv ustawiono podgrzewanie wspomnień. Poważni i mniej poważni interlokutorzy powtarzali znane już historie.  Niestety, ten raport, to tylko hipotezy, a nie twarde dowody. Problem w tym, że to żadna sensacja, tylko powielanie już znanych teorii b. ministra. Tak przynajmniej twierdzi dr Lasek, główny ekspert komisji Millera.

fot. materiały archiwalne

- Pokazanie czegoś takiego, dopuszczenie do tak poważnych oskarżeń bez żadnych działań, bez podejmowania przez premiera rządu polskiego żadnych działań, pokazuje, że jesteśmy w zasadzie krajem upadłym - tak emisję filmu z wynikami prac podkomisji smoleńskiej ocenił dr Maciej Lasek, poseł KO i były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych

- Ten film, który zobaczyliśmy w sobotę, był znany już od dziewięciu miesięcy. 30 lipca zeszłego roku został pokazany na komisji obrony narodowej. To było jawne posiedzenie komisji obrony narodowej i wielu dziennikarzy o tym filmie pisało. Od dziewięciu miesięcy nie wzbudził żadnych emocji ani w prokuratorze generalnym, ani w ministrze spraw zagranicznych, ani w ministrze obrony narodowej, ani u premiera Morawieckiego - powiedział w "Kropce nad i" tvn24 dr Maciej Lasek

Czy można jeszcze coś dodać, gdy wszystko, niemal wszystko zostało już powiedziane. Owszem można, np. to dlaczego do tej pory nie ujawniono korespondencji braci Kaczyńskich. A to może być ważniejsze niż histeryczne naginanie faktów do teorii spiskowych o wybuchu na pokładzie TU-154M.

Nie wszyscy podpisali się pod raportem podkomisji
Zastanawiające jest też i to, dlaczego – chyba najważniejsze figury tej podkomisji odmówiły podpisania tego raportu, np. prof. Frank Taylor, znany i ceniony ekspert ds. katastrof lotniczych czy inż. Glenn Jorgensen, duński dziennikarz, inżynier, b. członek podkomisji Macierewicza

Jeszcze w ubiegłym roku Jørgensen napisał dla tygodnika w „Sieci”: "Wydawało się, iż objęcie funkcji szefa MON przez Macierewicza będzie "złotym czasem" dla wyjaśnienia tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. "Tymczasem brak jest wymiernych efektów takiego działania, za to mamy do czynienia nie tylko z poważnym opóźnieniem lub wstrzymaniem prac, lecz także nieodwracalnymi szkodami powstałymi w wyniku decyzji podejmowanych przez przewodniczącego".

Jego zdaniem raport był znany już w lipcu ubiegłego roku, ale końcowy raport pokazany w TVP nie był znany wszystkim członkom podkomisji, co więcej, nie wszyscy się z nim zgadzają.

Audyt, całkiem możliwy
Dla przykładu,  Małgorzata Wassermann domaga się nawet audytu podkomisji Macierewicza. Nawet córka słynnego ojca ma wielkie wątpliwości do hipotez b. min. Macierewicza.

- Cierpliwie czekam 11. rok na to, żeby na twardych przesłankach i dowodach dowiedzieć się, jak wyglądał przebieg tej katastrofy, bo dramatyczny skutek wszyscy znamy - powiedziała Małgorzata Wassermann tygodnikowi „Graffiti”

Podobnego zdania jest Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku spraw obywatelskich Januszu Kochanowskim. Barbara Nowacka z kolei (straciła  katastrofie matkę Izabelę Jarugę-Nowacką) idzie krok dalej i podważa  sens tej podkomisji, która tak naprawdę niczego nie wyjaśniła. Andrzej Malak podaje przykład katastrofy gen. Sikorskiego w Giblartarze, która była wyjaśniana ponad 70. lat. Ale czy została wyjaśniona do końca? Ani Bogusław Wołoszański, ani Tadeusz Kisielewski, badacz katastrofy gibraltarskiej nie przekonał do końca widza i czytelnika.

Trotyl TNT i heksogen RDX wykryty w niezależnych laboratoriach
W swoim raporcie min. Macierewicz w ogóle nie odniósł się do ekshumacji ofiar katastrofy, które były przeprowadzone wbrew woli większości rodzin. Za to podaje, że w amerykańskim Narodowym Instytucie Badań Lotniczych (NIAR), w oparciu o niepełne dane podkomisji, miano potwierdzić istnienie cząsteczek trotylu i heksogenu (silnego materiały wybuchowego używanego przez terrorystów). Jednak, jak dotąd, żadnego takiego materiału nie znaleziono na rozczłonkowanych ofiarach (częściowo bez odzieży !!!). Jak to wytłumaczyć? Eksperci podkomisji, wyraźnie podkreślili, iż ciała były nienormalnie porozrzucane, osmalone, zdeformowane, a niektóre nawet zawierały elementy wraku samoloty (śruby, łożyska, szczątki rozerwanego poszycia). Ten element nie został zbadany do końca, a może zbadany pobieżnie (lub utajniony). Czy zatem b. premier Ewa kopacz, uczestnicząca w sekcji zwłok ofiar nie ma sobie nic do zarzucenia?

Wiemy też, że tuż po katastrofie, jeszcze przed załadunkiem rozerwanego poszycia  TU-154M nr boczny 101,  żołnierze dewastowali wrak i wybijali szyby łomami (jest klarowny zapis wideo). Czy tak się zabezpiecza obiekt po wypadku?
Więcej tych zbieżnych informacji podajemy pod koniec materiału.

Kolejna sprawa nieporuszona w ostatecznym raporcie, to słynna teoria Macierewicza, iż trzy osoby przeżyły katastrofę i... zostały – z całym szacunkiem - "dobite" przez rosyjskie służby. Dowodów brak, ale teoria poszła w świat.

Błąd pilotów?
Mieli wszystkie potrzebne uprawnienia, nawet do nocnych warunków lotu. Minister Macierewicz w raporcie niemal całkowicie wybiela pilotów; niestety to tylko półprawda. Z drugiej strony, jak miał się zachować kapitan statku powietrznego, czując oddech gen. Błasika (aczkolwiek twardych dowodów brak) i naciski głowy państwa, Zwierzchnika Sił Zbrojnych?
Przewodniczący w ogóle nie odniósł się do samego przygotowania wylotu spóźnionego samolotu, napiętej atmosfery na pokładzie, braku lotnisk zapasowych (w tym tankowanie paliwa na wypadek lądowanie na innym lotnisku).

Powiedzmy sobie prawdę, lotnisko Siewiernyj było zamknięte, do tego bez wieży kontrolnej, sprawnego oświetlenia, systemów zapisu wtórnego czy systemu ILS. Do października 2009 roku przyjmowano tu wyjątkowo samoloty transportowe i okazjonalnie statki powietrzne z delegacjami rządowymi... np. 17 wrześnie 2007 roku wylądował tu samolot prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. To mogło zadecydować, iż Lech Kaczyński mógł wymusić decyzję lądowania na  Siewiernym.  Przypomnijmy, że lot był znacznie opóźniony, a goście w lesie katyńskim czekali na polską delegacje.

Niemniej, to nie prezydent podejmuje decyzje o lądowaniu w tak trudnych warunkach tylko kapitan statku powietrznego. Ale czy miał aż tyle asertywności, aby przeciwstawić się woli prezydenta? Pamiętamy, jak było z lotem z Osetii Pd. do Gruzji, gdzie  w sierpniu 2008 roku doszło do odmowy wykonania rozkazu prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez pilota mjr. Grzegorza Pietryczuka. Lot TU 154-M był niebezpieczny z wielu powodów, ale pierwszy pilot odmówił lądowania w Gandżi w Azerbejdżanie (samolot prezydenta nie miał nawet systemów ostrzegania przed namierzaniem prze stacje radiolokacyjne, był bezbronny np. w przypadku wystrzelenia  rakiety ). Mimo to prezydent naciskał na lądowanie w warunkach skrajnie niebezpiecznych. Gdy mjr Pietryczuk odmówił nazwano go TCHÓRZEM, a później jego kariera wojskowa szybko się zakończyła, ale bez happy endu. Warto tylko dodać, iż wówczas na fotelu drugiego pilota siedział kpt. Protasiuk!

W raporcie uwypuklono także opinię psychologiczną. Pani psycholog sporządzająca taką opinię  dot. piotów nie potwierdziła, aby ulegali naciskom  najważniejszych osób na pokładzie. Czyżby? Zatem, jak było naprawdę? Piloci już się nie obronią, więc niektórzy uważają, iż można przypisać im winę (?).

Aleksander Kwaśniewski nie wyklucza wybuchu, ale...
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski także wypowiedział się na temat filmowego raportu podkomisji smoleńskiej.

 - Rozsądni ludzie nie uwierzą w te absurdy, ale nie wolno tego lekceważyć. W jakimś sensie PiS wpada w pułapkę zastawioną przez samych siebie. Jeżeli uznać choć przez chwilę, że raport ma pieczęć państwową i za tym filmem pojawi się raport podpisany przez członków komisji, to wtedy powoduje to konsekwencje prawne i polityczne - powiedział Aleksander Kwaśniewski

- Jeżeli tezą jest to, że mieliśmy do czynienia ze spiskiem i podłożonymi ładunkami wybuchowymi, to trzeba jasno powiedzieć, kto mógł to zrobić. Jeżeli rzeczywiście będzie tak, że PiS będzie przekonywać, że to był międzynarodowy, ukartowany na molo w Sopocie spisek Putina i Tuska, to będzie niosło kolosalne konsekwencje - mówił były prezydent w rozmowie z Bartoszem Węglarczykiem dla Onet.pl

Twardych dowodów na wybuch brak!
Można zatem zadać pytanie, jakie dowody ma podkomisja na podłożenie ładunków (kiedy, gdzie, jak je odpalono). Skoro wysuwa się takie działa, to trzeba mieć amunicję na ich potwierdzenie. Tak było podczas śmiertelnego wypadku księżnej Diany, gdzie posądzano nawet Jej Królewską Wysokość o pozamiatanie tej sprawy - mówiąc  wprost - o zlecenie zamachu na b. żonę ks. Karola.
Przewodniczący komisji nie zamieścił w raporcie nawet malej sentencji dot. świadków, rzekomo widzących silnik samoloty w płomieniach,  tuż nad podejściem do lotniska. Czyżby to był parszywy fake news? Z całym szacunkiem, ale tu zginęło 96 niewinnych Polaków, kwiat lewej i prawej strony politycznej, dlatego należało poprosić niezależne organizacje, laboratoria badawcze, sojuszników z NATO o niezależną ekspertyzę. Dziś, niemal każdy próbuje podważyć zarówno ustalenia zawarte w RAPORCIE KOŃCOWYM z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11 samolotu Tu-154M nr 101 zaistniałego dnia 10 kwietnia 2010 r. w rejonie lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY, jak również te przedstawione przez b.ministra Macierewicza.

Naszym skromnym zdaniem
Z pewnością każdy ma już swoje zdanie, ale warto połączyć dawniejsze fakty, jak puzzle w układance. Problem w tym, że hipotezy są dobre dla śledczych, w sądzie obowiązują tylko dowody, czasem też zeznania świadków. Aczkolwiek takie zeznania często są pospolitą konfabulacją takich osób. Tu przypomnijmy jedynie zeznania świadków czy funkcjonariuszy w sprawie Tomasza Komendy, niesłusznie skazanego za zabójstwo dziewczyny (na podstawie spreparowanych zeznań świadków).
Konkludując, trzeba zweryfikować hipotezy min. Macierewicza i niektórych  członków podkomisji (większość była i jest skłócona, ale apanaże pobierają sowite), zwłaszcza co do wywodów o dwóch wybuchach na pokładzie.

Przypomnijmy, że komisja Millera i jego głównego eksperta dra Laska podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu. Tej hipotezy podkomisja Macierewicza nie obaliła!

Trotyl i heksogen powraca - pod koniec 2013 roku Wojskowa Prokuratura Okręgowa przesłała mediom oświadczenie na temat związków chemicznych, głownie wybuchowych, rzekomo znalezionych na poszyciu tupolewa.

"Z faktu wskazania przez urządzenia specjalistyczne napisów-symboli materiałów wybuchowych nie należy w tej chwili wyciągać pochopnych wniosków. Jak już bowiem wcześniej informowaliśmy, Ci sami biegli i specjaliści w dniu 12 listopada 2012 roku (czyli krótko po swoim powrocie ze Smoleńska), przeprowadzili eksperyment rzeczoznawczy mający na celu sprawdzenie wskazań urządzeń wykorzystywanych w czynnościach przeprowadzonych w Smoleńsku. Do tego celu posłużył bliźniaczy do samolotu Tu-154 M nr 101, samolot o nr 102, znajdujący się w Mińsku Mazowieckim" - czytamy w oświadczeniu. /źródło: Heksogen i oktogen na wraku tupolewa? tvn24/

Obecnie po prezentacji filmowego materiału podkomisji wynika, że włoskie Laboratorium Kryminalistyczne Korpusu Karabinierów, po przesłaniu próbek z sekcji zwłok oraz zebranych z foteli tupolewa,  także doszukało się takich związków jak: trotyl (TNT), związki nitrowe, oktogen* (HMX) i wspomniany już heksogen (RDX). Przypadek, czy twarde potwierdzenie badań brytyjskich,  prowadzonych w Forensic Explosives Laboratory (FEL) w Kent / źródło:  Katastrofa smoleńska. Trotyl na wraku Tupolewa? Michał Dworczyk odpowiada; se.pl/

*/ często prokuratura, w tym Wojskowey Instytut Chemii i Radiometrii w Warszawie powiela nazwę oktogon zamiast  oktogen

Dodajmy, że prokuratura nie zaprzecza, iż w analizowanych próbkach "(...)wykryto obecność węglowodorów alifatycznych, naftenowych i aromatycznych zawierających w cząsteczce od 8 do 14 węgli..."  Co to oznacza, otóż  związki te są pozostałością paliwa lotniczego np. po katastrofie. Co więcej, pozostałości te są także składnikiem bomby paliwowo-powietrznej (inaczej broni termobarycznej). /źródło: wpolityce.pl/  Czy zatem min. Macierewicz może mieć rację?

Z ostatniej chwili: części wraku prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia, utraciły wartości dowodowe - informuje "Gazeta Wyborcza". Prokuratura do badań za granicą przesłała fotele zapasowe oraz próbki ziemi i odzieży, które przez dwa lata leżały w magazynie wraz z materiałami wybuchowymi i narkotykami!

Chodzi o magazyn dowodów rzeczowych Zakładu Chemii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, który mieści się w najniższej kondygnacji siedziby CLKP przy Alejach Ujazdowskich 7 w Warszawie.
Zdaniem dr. inż. Wojciecha Pawłowskiego, adiunkta w Zakładzie Materiałów Wysokoenergetycznych Politechniki Warszawskiej, znalezione w Rzymie na fotelach samolotu ślady materiałów wybuchowych,  nie pochodzą z mundurów i sprzętu żołnierzy, których transportowano tupolewem na zagraniczne misje, lecz właśnie z substancji, które znajdowały się w tym magazynie.

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.