Pandemia w Niemczech i przedłużenie lockdownu znacząco zmieniły zasady gry przy sprowadzaniu aut z drugiej ręki. Niemcy też potrafią oszczędzać, choć zarabiają znacznie więcej niż Polacy. Według analityków rynku używane aut podrożały nawet o 15-19 proc. w stosunku do tych oferowanych jeszcze prze końcem ubiegłego roku, nowe (na przykładzie Fiata Tipo nawet 22 proc.).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Długo obserwowaliśmy polskie serwisy sprzedażowe, od listopad ubiegłego roku. Nowości zza miedzy było b. mało, najwięcej aut pojawiało się z polskiego rynku. Każdy chciał przewietrzyć swoje garaże, ale popyt na takie – nie ukrywajmy – powypadkowe auta był słaby. Na jednym z coraz popularniejszym portali sprzedażowych egzemplarz w b. dobrym stanie zmieniał właściciela z szybkością Ferrari Kuby Wojewódzkiego.
Styczeń i połowa lutego do już poważne ograniczenia w Niemczech i przedłużany lockdown. Nawet, jeśli wyszukało tam jakiś okazyjny model, to sprowadzenie do Polski było bardzo trudne. Tu znów operatywność polskich importerów i handlarzy uaktywniła zdolność omijania przepisów, np. handel samochodami bez działalności handlowej (przez pośrednika) czy import ze Szwajcarii nie objętej lockdownem.
Tuż obok salony oferowały auta z tzw. wietrzenia placów przysalonywych, z końcówki rocznika, zdolnych do zarejestrowania pomimo niespełniania - od nowego roku - przepisów unijnych odnośnie normy spalin Euro6.
Co więcej, większość producentów musiała wstrzymać produkcję (Honda, Toyota czy Volkswagen w Polsce), jednocześnie brakowało półprzewodników do najnowszej elektroniki. To i pewnie jeszcze kilka innych powodów dokonało przeorientowania u kupujących auta z drugiej reki; nawet Szwajcaria i Francja stała się obiektem zainteresowania handlarzy.
Jednym słowem popyt na auta z drugiej ręki rośnie z miesiąca na miesiąc, a podaż - niestety - spada. Dla przykłady bmw X3 3.0d z 2007 roku można było wahaczyć za 27 tys. zł. Dziś trzeba wyłoży co najmniej 32 tys. zł. Jak woda znikają najlepsze wersje E83 z najmocniejszym silnikiem 3.0d Bi-turbo 286 KM, które potrafią spalić tyle co promowany przez Volkswagena silnik 1.4 TSI. Również podrożały popularne ”trójki” np. 330d 245 KM; za model w świetnym stanie (2009 rok) "polski Niemiec" żądał 27 tys. zł + akcyza. Sprzedał już na drugi dzień po ogłoszeniu i dostał podziękowanie za transakcję.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / bmw X3 3.0d 286KM, cudowny 6-cylindrowy silnik, pancerny silnik wszech czasów, zużycie ON tylko 6,9 l/100
Jak zrozumieć ten fenomen na niemieckim rynku:
- w czasie pandemii Niemcy wstrzymują wymianę auta na nowszy rocznik;
- znacznie mniej aut używanych trafia na rynek wtórny;
- ze względu na problemy z kupnem nowych aut Niemcy pragmatycznie podchodzą do wymiany modelu. Podobnie w Polsce, za kilka miesięcy będzie problem z podażą nowych aut z tego roku produkcji, dlatego importerzy świadomie podnieśli ceny, przekraczające granice zdrowego rozsądku;
- maleje też dostępność aut demonstracyjnych, a to robi sporą różnicę dla potencjalnego kupca... Niemca, Polaka czy Ukraińca;
- auta luksusowe, sportowe i parszywie drogie np. Lotus, Rolls-Royce, Bentley czy BMW ciągle mają nabywców zdolnych wyłożyć miliony dolarów za inny niż wszyscy model.
Jak twierdzą analitycy popyt na używane auta w Niemczech stale rośnie, a do tego zawirowania wpisują się polscy handlarze pragnący ustrzelić tzw. okazje. Dziś Niemiec już nie płacze, jak sprzedaje swojego Passata. Tu uwaga – tam też kręcą liczniki (nie tylko tureccy handlarze).
Zwracamy też uwagę na bezpieczeństwo kierowcy i jego rodziny. Dziś niemal każdy chce jeździć swoim własnym autem niż jechać autobusem czy tramwajem. Po prostu jest bezpieczniej! Dodajmy, a widzieliśmy to na drogach i parkingach w Polsce tuż przed świętami wielkanocnymi, rośnie też popyt na kampery.

Używane auta w Polsce
Marzec był rekordowym miesiącem pod względem importu znad Odry (Źródło: Instytut Samar). Handel kwitnie, a prognozy na dalszy wzrost cen są ciągle realne!
Sprowadzamy głównie auta 12-13 letnie lub luksusowe 3-4 letnie. Nadal górują auta z silnikami iskrowymi, ale dobrze utrzymane turbodiesle nadal mają swoich zwolenników. Bo czy chcielibyście jeździć 3-cylindrowymi silnikami o rachitycznej mocy spalającymi 6-7 litrów (a nawet więcej), czy np. 3,0- litrowym turbodieslem E90/91 o mocy 245 KM spalającym średnio 6,5 l ON/100 km.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ bmw 320d
Pytanie retoryczne, ale podejmujemy ten temat, bo za parę lat unijni urzędnicy każą nam jeździć wozidełkami, być może tylko na prąd (choć z elektrowni węglowych). Problem w tym, że wyszukanie takiego egzemplarza w nienagannym stanie, choć z 10. letnim rodowodem jest trudniejsze ni zdobycie w tej chwili amantadyny (ponoć dobrego leku na koronawirusa, zdolnego postawić na nogi pacjenta w dwie doby, tak wyleczono b. prezydenta Trumpa i prof. Gesdorf).
Życzymy zatem podjęcia najwłaściwszej decyzji, co do zmiany wymarzonego auta, bo trzymanie oszczędności w banku jest zwyczajnie nieopłacalne.
redakcja autoflesz.com