Fenomen aut chińskich w Polsce staje się faktem, ale...

Chińskie auta na polskim rynku robią słynne wejście smoka, to już cała seria  modeli, marek, która znalazła nowych właścicieli w naszym kraju. Nie dziwmy się dlaczego, ale przede wszystkim są dość tanie (w porównaniu z Toyotą, BMW czy Volkswagenem), bardzo dobrze wyposażone, mają coraz lepsze baterie nowej generacji, sieć salonów, budujące oceny od NCAP i bardzo dobrą gwarancję. Nie zapomnijmy także o nowościach modelowych pojawiających się częściej niż dla przykładu nowe modele Hondy czy Seata.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Ale to nie wszystko, dostajemy wiele informacji prasowych od wielu importerów, którzy już (chyba) zapomnieli o promocji swoich produktów, albo uznali, że nie trzeba ich reklamować. To dość złudne założenie, opierające się na teorii gier Johna Nasha. 

Promocje, wietrzenie magazynów, bonusy to dość częsty obraz na polskim firmamencie. Czy dotyczy także aut chińskich? Odpowiedź poznamy pod koniec roku, gdy większość producentów przystąpi do wyprzedaży. Na tę chwilę w salonach aut chińskich: Chery, BYD, MG, Exlantix raczej czeka się w kolejce na nowy model, jak dawniej  na nową Dacię Duster.

Jednak nasycenie rynku, także w Polsce jest tak duże, że o popularności danego modelu decydują imponderabilia. Dla przykładu, nikt z nas nie zna powodu dla którego słynna kapibara (gryzoń wodny żyjący głównie w Ameryce Południowej i Środkowej) jest tak uwielbiana na świecie, a ostatnio w Polsce. Przykład Kajetana Kajetanowicza  na Rajdzie Paragwaju, o którym niedawno pisaliśmy, jest tego przykładem.

Moglibyśmy dorzucić jeszcze kilka innych przykładów jak np. jazdy testowe na Torze Modlin (w tym tor przeszkód), niemal codzienne informacje prasowe o kolejnych osiągnięciach aut chińskich, o nowych akumulatorach hybrydowych czy nowinkach technicznych Omody&Jaecoo (w tym gwarancji i dostępie części zamiennych).
Aczkolwiek są też małe niedociągnięcia jak dla przykładu brak możliwości wyposażenia SUV-a w system zimowego ogrzewania Webasto, w atestowany hak holowniczy (np. dla transportu rowerów na bagażniku montowanym na hak; ale jest w planach) czy brak centralnego magazynu części zamiennych (ma być oddany do końca roku). Nie jest też tajemnicą, że części zapasowe (głównie eksploatacyjne) np. komplet tarcz hamulcowych i klocków do chińskiego SUV-a jest znacznie droższy niż do znanych modeli europejskich. O tym najprawdopodobniej wiedzą nowi właściciele aut chińskich, ale mogą nie wiedzieć o ich utracie wartości.

„Ponad 53 proc. wartości traci w pierwszych pięciu latach eksploatacji najpopularniejszy w Polsce samochód "Made in China", czyli robiące nad Wisłą błyskotliwą karierę MG HS. To najgorszy wynik wśród konkurencyjnych modeli innych marek” – czytamy interia.motoryzacja

Choć skokowy spadek wartości jest zauważalny, to nie możemy zapominać, iż auta chińskie są projektowane przez nowo pozyskanych stylistów od Volkswagena,  BMW, a nawet Rolls-Royce'a (Gilles Taylor, byłego szefa designu Rolls-Royce'a). Na takie posunięcie już dość dawno zdecydował się jeden z największych koncernów na świecie Hyundai i jego córka KIA. Wyniki znamy, dziś zachwycamy się kreską nadwozia każdego modelu, ich nietuzinkowym design czy  dbałość  o emisję CO2.

Kto wie, nie można wykluczyć, że chińskie modele wkrótce pokonają Toyotę, Volkswagena czy Teslę. Ich producenci mają w ręku niemal wszystkie  potrzebne atuty: pieniądze, pierwiastki ziem rzadkich czy technologie skopiowane od zachodnich producentów.

- przeczytaj także:

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.