Maraton w Bostonie to mekka dla maratończyków. Od wczoraj kojarzyć się będzie z tragedią, rzadko spotykana w sporcie masowym. Zamachowcy podłożyli ładunek wybuchowy w pobliżu mety. Do tej pory 150 osób zostało rannych. Wśród ofiar śmiertelnych jest kilkuletni chłopczyk, który przyszedł z mamą zobaczyć swojego ojca na mecie.
fot. Boston.com
- W wyniku dwóch silnych eksplozji w pobliżu mety maratonu w Bostonie 150 osób zostało rannych, a trzy nie żyją - podaje sieć CNN
Lekarze nie dają cienia szansy kolejnym 17 osobach, które są w stanie krytycznym. Ofiary mają urwane kończyny, słowem masakra. Ale właśnie o to chodziło zamachowcom i ich zleceniodawcom.
Początkowo nie mówiono o zamachach. Teraz już oficjalnie policja mówi o akcie terroru. Do zamachu nie przyznała się żadna organizacja terrorystyczna. Specjaliści twierdzą, że ładunek nie był wykonany przez profesjonalistów z Al-Kaidy.
W maratonie wzięło udział co najmniej 30 Polaków, żaden z nich nie został ranny. Siła eksplozji sięgnęła zawodników przybiegających na metę z najlepszymi czasami. Pomoc medyczna została udzielona natychmiast, ale obrażenia są wieloczłonowe, z dużą utratą krwi. Dzisiaj prezydent Obama ma wygłosić kolejne przemówienie i złożyć kondolencje rodzinom ofiar.
Policja nie wiąże tego zamachu z niedawna tragedią w szkole podstawowej Newtown w stanie Connecticut, gdzie 14 grudnia ubiegłego roku zginęło 26 osób, w tym dwadzieścioro dzieci.
Konsulat w Nowym Jorku przypomina swoje alarmowe numery telefonu: 646 237 2108 oraz 917 836 2581. Informuje też, że władze Bostonu specjalnie uruchomiły linię dla rodzin i ofiar poszkodowanych w tragedii - 617 635 4500. Śledztwo prowadzi FBI.
Nasza redakcja autoflesz.com składa wyrazy głębokiego ubolewania z powodu tragedii w Bostonie. Wykorzystywanie sportu do brudnej gry z terrorystycznym cieniem znamionuje brak jakichkolwiek hamulców zleceniodawców i wykonawców. To porażające doświadczenie, któremu nie jest w stanie przeciwdziałać nawet najpotężniejsze państwo na świecie.
Źródło: CNN, Boston.com