Tata Nano, czyli najtańszy samochód świata miał trafić do Polski. Miał, ale już nie trafi, bo importer wycofał się z polskiego rynku. To najprawdopodobniej koniec produkcji tego wozidełka, niedawno pokazanego w...pozłacanym nadwoziu, z diamentami i szafirami.
fot. Carscoop
Nano się nie sprzedaje, choć na reklamę i marketing wpakowano miliony
Na domiar złego Nano sprzedaje się symbolicznie. Analitycy zakładali milion zabawek rocznie, tymczasem tylko w Indiach sprzedana zaledwie 229,157 tys. wozidełek w ciągu… czterech lat produkcji. To klęska, jaką Ratan Tata musiał przyjąć na swój rachityczny tors. Gdyby nie sukces Jaguara i Land Rovera, jeden z najbogatszych ludzi na świecie musiałby włożyć głowę pod gilotynę.
Dlaczego tak źle sprzedaje się Nano?
Okazuje się, że Hindusi nie kupią już szmelcu, bez klimatyzacji, w najprostszej wersji wozidełka. To chyba skandal, aby Nano, w podstawowej wersji, nie dostało chociaż nawiewu. Przecież nawet pf 126p, coś tam dmuchał. Zwykle przepalony olej z silnika, ale jakoś nikt nie narzekał.
Ratan Tata postawił twarde warunki konstruktorom
Chyba za trudne. Owszem założenia były sztywne, jak indyjska gospodarka. Ciąć ile wlezie, wykorzystać najtańsze materiału, zapomnieć o crash testach. Cóż, nie tędy droga, Ratan Tata (już na emeryturze) głowi się teraz jak nie dołożyć do spartolonego interesu. Europa tego już nie kupi, najbiedniejsi wolą Maruti 800 i motocykle. Przynajmniej wentylacja jest przez cały rok. My dodajemy jeszcze ciąg niesprzyjających zdarzeń, jak samozapłon w partii produkowanej pod koniec 2011 i na początku 2012 roku.
Przypomnijmy, że była też partia z jednostkami diesla, zakupiona u Fiata. Sergio Marchionne jest bardzo dobrym księgowym - nie odpuści. Zamówione silniki trzeba spłacić. Jeszcze do niedawna marzyliśmy o produkcji Nano w FSO na Żeraniu, problem rozwiązał się sam.
Źródło: Bloomberg, Carscoop
