Wszyscy lub prawie wszyscy mówią o debacie kandydatek do schedy po Donaldzie Tusku, który zrejterował do Brukseli, oddając ostatni bastion konserwatywno-liberalnej poprawności Ewie Kopacz. Cóż, wynik poszedł w Polskę, ale naszym zdaniem nie było zwycięzcy.
fot. tvp1
Nie było, bo nie mogło być, dziś brakuje charyzmatycznego przywódcy, a PO straszy polityką wyznaniową Jarosława Kaczyńskiego. Niesłusznie, aczkolwiek autorytarne rządy prezesa mogą wreszcie przynieść upragniony sukces przejęcia władzy. Ale jeśli to tylko pęd do władzy, rozliczeń, ciemnogrodu, bez konkretnej wizji przyszłości, to należy tylko przypomnieć słowa Lecha Wałęsy - "(...) nie o taką Polskę walczyliśmy".
Gdy inni się już nie liczą i próbują kąsać po łydkach największą partię opozycyjną, dominacja PiS-u staje się faktem. Problem w tym, że oprócz żelaznego elektoratu, rozchwiania na scenie politycznej i mocno zarysowanych podziałów, prezes Kaczyński wykonał duży krok w kierunku objęcia steru rządów w IV RP. Czy będzie to Beata Szydło? Tego nie wiemy, bo jej zadaniem było tylko to, aby nie przegrać tej debaty. Zadanie zostało wykonane, tak jak prezydentura Lecha Kaczyńskiego. Z cienia może przecież wyjść sam Jarosław Kaczyński, a nawet Antoni Maciarewicz. Jego ostatni popis podczas spotkania z Polonią w USA był żenujący.
Sama debata nie przyniosła nic nowego. Wszyscy przecież wiedzą, że Polska to piękny kraj, a powtarzała to jak mantrę kandydatka na premiera. Aczkolwiek trzeba zauważyć celne riposty pani Szydło, oponentka próbowała się jedynie odgryzać, wtrącać, przeszkadzać. To nie jest język poprawności politycznej, choć i tak było lepiej niż podczas debaty, czasami chamskiej, w wykonaniu Wałęsa-Kwaśniewski.
Zupełnie nie na temat odpowiadały interlokutorki w sprawie obronności i polityki zagranicznej. Sprawy gospodarcze też spychano poboczem. Do dziś nie wiemy, co uzgodniono przy stole rokowań w Brukseli w sprawie imigrantów. Z kolei Beata Szydło nie wypunktowało swojej oponentki za nietrafioną umowę budowy śmigłowca wielozadaniowego Caracal, utraty wiarygodności Polski w dążeniach do produkcji Jaguara i Land Rovera, czy braku zainteresowania rządu samochodami ekologicznymi. Oberwało się za to premier Kopacz z gazoport, autostrady czy Pendolino. Nie podjęto też tematu tarczy antyrakietowej, uzbrojenia i offsetu F-16, czy słuszności wysłanie wojsk do Iraku, Libii i Afganistanu. Przypomnijmy, że w tych konfliktach ponieśliśmy bardzo wysokie koszty, przeżywaliśmy śmierć żołnierzy; nadal odczuwamy skutki tych nietrafionych decyzji, a weteranów z tzw. urazem pola walki traktujemy jak naiwnych najemników.
Przed wyborami powrócił jak bumerang problem, nabrzmiały problem górnictwa. Donald Tusk naobiecywał wiele górnikom, ale nie dotrwał do końca na mostku kapitańskim. Uderzenie tsunami przyjęła na pierś dzielnie premier Kopacz. Problem w tym, że już nawet nie można gasić pożarów, wmawiać górnikom iż nie będzie się zamykać nierentownych kopalń, czy zwalniać związkowców. Ci ostatni podnieśliby larum. Ale to znamy, nie zaproponowano jednak żadnego rozwiązania problemu, skora zatem mamy nadwyżkę węgla, a jego sprzedaż jest nieopłacalna, to można przecież wrócić do produkcji paliw syntetycznych z węgla kamiennego. Jak dotąd nie wykorzystujemy tego potencjały, bo specjaliści (podobno) z GIG twierdzą, iż produkcja jest nieopłacalna. Ciekawe, opłaca się Amerykanom, Chińczykom, RPA, a także Australii. Pendolino też było nieopłacalne, a jednak PKP Intercity wydało bajońskie sumy na zakup tego luksusowego pojazdu szynowego, mimo iż w kraju mamy co najmniej kilka nie gorszych konstrukcji za znacznie mniejsze pieniądze.
Sprawy socjale błądziły gdzieś obol jądra tematu głównego jakim jest np. służba zdrowia. Niestety, rozłożona na łopatki i pomimo szumnych zapowiedzi premier Kopacz, iż nowy min. prof. Zembala zrobi porządek, jest jak zwykle. Nie o to chodziło, aby do specjalisty czekać dwa lata, a na operację implantu biodra trzy lata (z okładem).
Premier przekonywała, iż jesteśmy szóstą gospodarką w Europie i ważnym partnerem w Unii Europejskiej. Problem w tym, że nikt lub prawie nikt nie chce z nami rozmawiać. Totalna kompromitacje b. ministra spraw zagranicznych Radosław Sikorskiego, nieudolna polityka w sprawie Białorusi, aż nadto widoczne pchani się na Majdan (w sprawie Ukrainy), brak pomysłów na odwilż z Rosją, brak zgodności z pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej - to tylko niektóre problemy. Nadal nierozwiązane! Żadna z kandydatek nie pochyliła się nad tymi problemami.
Natomiast stawianie hipotezy, że jeśli nie służalcza orientacja w kierunku Unii Europejska to bylibyśmy skazani na Rosję – tak zaznaczyła premier Kopacz. To obraz słabości naszego państwa, podporządkowanie się kanclerz Angeli Merkel i kolejne zaognienie stosunków Polska-Rosja. Z postawy Viktora Orbana, a także Słowaków i Czechów naigrywano się, tymczasem potrafili powiedzieć – NIE. Pani premier tego nie zrobiła do dziś twierdzi, iż dostaniemy dofinansowanie (dop. red. 750 zł + dodatki). Nikt jednak nie myśli co będzie dalej. Mówi się o asymilacji? Beata Szydło nie wypunktowała jednak tego wątku. Europę zaleje fala wyznawców islamu, jak kilka lat temu pisała o tym Oriana Fallaci. Wie o tym Władimir Putin, który już zaciera ręce. Doskonale wie, że rozmiękczenie stanowiska prezydenta Obamy i sankcji Brukseli to tylko kwestia czasu.
Pod koniec debaty panie skupiły się na obowiązkowym szkolnictwie i słynnym problemie sześciolatków. To nie jest tak, że obligatoryjnie ktoś narzuca rodzicom rozpoczęcie edukacji w wieku lat sześciu. Dokładnie mówiła o tym Beata Szydło, chodziło jej o decyzję rodziców, a nie MEN i min. Kluzik–Rostkowskiej. Przykład premier Kopacz, iż w Wielkiej Brytanii dzieci chodzą do szkoły w wieku lat 5 nie był trafiony, jako lekarz powinna wiedzieć, iż rozwój osobowościowy dziecka w tym okresie jest szczególnie ważny, a przede wszystkim zróżnicowany. Jeden potrafi czytać w wieku lat pięciu, a inny nadal wali w pieluchy. Tego nie można załatwić obligatoryjna decyzją rządu, nie wysłuchując nawet racji rodziców. I tu rację ma sam JKW Janusz Korwin-Mikke.
Przytyk należy się także organizatorom debaty: TVN, Polsat i TVP. Powtarzanie pytań, ich rozbudowana tematyka, popisywanie się erudycją lektora to porażka. Taką samą porażką było ostatnie zdanie pani premier, która nazwała Beatę Szydło per „ta pani”. To lekceważenie, a nawet zniewaga. Niestety doradcy pani premier, w tym złotousty Michał Kamiński nie zasłużył na kolejny dodatek uznaniowy. To właśnie „ten pan” pogrążył sprawującą jeszcze urząd premiera Ewą Kopacz. Przypomnijmy, że Kamiński, Michał Kamiński jechał do samego gen. Pinocheta. To była jedna z najgłośniejszych wpadek (1999 rok), kiedy udał się razem z Markiem Jurkiem, Tomaszem Wołkiem do Wielkiej Brytanii, żeby spotkać się z osadzonym w areszcie domowym generałem Augusto Pinochetem.
Finał poznamy już 25 października. Chcielibyśmy się mylić, ale nawet córka pani premier powiedziała wprost, że jeśli jej mama przegra wybory wyjedzie z mężem do Kanady. Cóż, tęsknić nie będziemy, ale powiemy na koniec: POLSKA TO PIĘKNY KRAJ.
redakcja autoflesz.com