Mamy nowego premiera, ale nie wszyscy wpadają w hurraoptymizm

Kiedyś Bruce Lee powiedział, że walczy stylem bez stylu. Nie miał sobie równych, ale nigdy nie lekceważył przeciwnika. Wczoraj w Sejmie, też walczono bez stylu, wprawdzie obroniono rząd premier Szydło w głosowaniu o wotum nieufności, ale wieczorem podano "złoty strzał" prosto w serce, zdruzgotane serce pani premier. Polityka to brudna gra, ale leżącego się nie kopie...

fot. SuperExpress / Tsunami hipokryzji, teraz klaszczą i całują, a o 20.00 już było pozamiatane... 

Gwoli ścisłości, posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz koła Wolni i Solidarni zagłosowali w czwartek przeciwko wnioskowi Platformy Obywatelskiej o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło. Za wnioskiem opowiedzieli się posłowie: PO, Nowoczesnej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Unii Europejskich Demokratów. Połowa klubu Kukiz'15 wstrzymała się od głosu, druga połowa nie wzięła udziału w głosowaniu. To jednak było do przewidzenia, jak również to, że nowym kandydatem nie zostanie samozwańczy Grzegorz Schetyna (jadący po równi pochyłej lider PO).

Sztucznie pompowany spektakl "reforma rządu" poza nami
Ten spektakl już poza nami, ale tak wrednego grillowania pani premier przez własny obóz, przyjmującej wszystkie uderzenia Unii Europejskiej i opozycji na przysłowiową klatę – nie oglądano od dawna. Nawet jak Aleksander Kwaśniewski skłamał w sprawie swojego wykształcenia i rozpoznano u niego w Charkowie „chorobę filipińską” wszystko rozeszło się po kościach (lub po goleniach, jak kto woli).

Zmęczona, sfrustrowana, wręcz brutalnie upokorzona  przez prezesa Kaczyńskiego  Beata Szydło - podczas mowy pożegnalnej w Sejmie - nawet nie przedstawiła twardych dowodów na swoją obronę. Dlaczego? Była załamana, bez jakiegokolwiek wyrazu empatii, osamotniona przez tych, co wcześniej obsypywali ją kwiatami,  gdy przyjechała z Brukseli na tarczy 27:1, a niedorajdę życiowego nazywali geniuszem  Dziś w obozie  partii rządzącej obowiązuje nowa koncepcja, podobno nastawiona na sprawy gospodarcze i poprawienie wizerunku Polski w Brukseli i na świecie. Problem w tym, że Bruksela już odpaliła ładunki i to większego kalibru (kara za brak relokacji imigrantów, wisząca kara za bezprawną wycinkę drzewostanu w Puszczy Białowieskiej, czy izolacja Polski w Europie).

Za co chcecie mnie odwołać?
Podczas wspominanego wystąpienia w Sejmie Beata Szydło zwróciła się  zapytaniem „Za co chcecie mnie odwołać ?” Cóż, pani premier z pewnością wie, że nikt już nie pamięta dobrych posunięć a wytyka tylko te złe. A trochę tego było: oszustwo personalne w sprawie nominacji  na ministra obrony i utworzenie parasola ochronnego nad min. Macierewiczem, niepublikowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego, przeciąganie do granic absurdu rekonstrukcji rządu (choć to w dużej mierze sprawka prezesa), znaczne pogorszenie relacji z prezydentem, służalczość wobec p. Kaczyńskiego (choć dziś prezes chce ją całować nawet po... nogach, co za hipokryzja), nierozwiązana sprawa wypadku samochodowego w Oświęcimiu, brak wyników w sprawach interpersonalnych (łagodzenie i rozstrzyganie konfliktów pomiędzy ministrami), bezgraniczna wiara w mądrość prezesa, otaczanie parasola ochronnego nad min. Szyszko, nieuzasadnione loty wojskową Casą, kompletna zapaść w służbie zdrowia czy brak jakichkolwiek wyników w sprawie sprowadzenia wraku TU-154M do Polski.

Z całą pewnością wiele zarzutów dotyczy niektórych ministrów odpowiedzialnych za służbę dla Polski, ale nawet uczeń wie, że przyzwolenie na wycinkę drzew (zarówno w Puszczy Białowieskiej, jak i na prywatnych posesjach) można było wstrzymać jednym palcem wskazującym.  

Auto Gaz Holandia

Są też inne skrajne opinie. Niestety bardzo źle o pani premier wyrazili się politycy, a nawet duchowni. Na głosowaniu w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej, zaledwie kilka głosów było za panią premier. Wygląda na to, że także prezydent pokazał kciuk, jak Kommodus w "Gladiatorze" w reż. Ridleya Scotta.

„Zdolna na swój sposób jest, to znaczy jest zdolna uzasadnić każde, najgłupsze nawet posunięcie swoich ministrów, którzy ostentacyjnie pokazują jej, że ta pani w tym rządzie nie ma nic do powiedzenia" – napisał ks. Lemański

 "Ta marionetka, która porażkę nazywa zwycięstwem, niedorajdę - geniuszem, tchórza spod Smoleńska - reformatorem polskiej armii, a niedouczonym prawnikom pozwala demontować polski system sądownictwa" – pisze o Beacie Szydło ks. Lemański. /źródło: DoRzeczy.pl/

A już z kompletnym brakiem poczucia rzeczywistości, wręcz chamstwa,  powiedział o Beacie Szydło b. min. Sikorski - „wredny babsztyl”. Panie ministrze, takiemu „oksfordzkiemu arystokracie” nie przystoi kłamstwo (lub zatajenie prawdy),  iż jest potomkiem gen. Sikorskiego. Wystarczyło kolegom z klubu Bullingdona powiedzieć tylko tyle, że łączy panów jedynie to samo nazwisko.

Co dalej z panią premier?
Chce zostać w rządzie, w randze wicepremier. Oczywiście to jej wybór, ale przypomnijmy postawę gen. Różańskiego, gdy nie widział jakiejkolwiek współpracy z min. Macierewiczem – podał się do dymisji. Niestety, została przyjęta!

Media, nawet te nieprzychylne partii rządzącej, wczoraj dostały wysokiej gorączki, przerywano programy np. z prof. Rzeplińskim b. prezesem Trybunału Konstytucyjnego,  jakby Polska miała - co najmniej - zostać mistrzem świata w piłce nożnej. Dziś jednak wszyscy zastanawiają się, jakich ministrów pozostawi na zajmowanym stanowisku premier elekt Morawiecki. W sytuacji, gdy oficjalnie Beata Szydło podała się do dymisji, szansy na reelekcję nie ma min. Macierewicz, min. Waszczykowski a także prof. Szyszko. Konstanty Radziwiłł także nie może być pewny swojego stołka. To jednak jest polityka i tzw. brudna gra, prezes doskonale wie, że Morawiecki nie ma zaplecza, ale może być pomazańcem,  gdy Jarosławowi  stan zdrowia nie pozwoli na pociąganie za sznurki.  Wszak nie po to wybrano Morawickiego na to stanowisko, aby miał swoje zdanie w sprawach najważniejszych dla kraju,  w tym personalnych. Ciekawa rozgrywka nas czeka, ale czy bardziej elektryzująca niż mecz Barcelony z Bayernem Monachium?

Tak naprawdę "główkę" partii rządzącej nie obchodzi to co stanie się z panią premier. Sejm z pewnością przegłosuje ustawy znoszące niezawisłość sądów, a Sąd Najwyższy będzie na smyczy rządu. I choć to sprzeczne z Konstytucją RP prezydent to podpisze. I to jest cały "deal" z nadętej jak balon rekonstrukcji rządu.

Z ostatniej chwili:
11 grudnia, godz. 8.00 -  kolejny kamyczek do ogródka wrzucił sam jeszcze panujący min. Macierewicz, po tym jak przy okazji dymisji rządu Beaty Szydło  oraz desygnowania Mateusza Morawieckiego na premiera gruchnęła wiadomość, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała certyfikat bezpieczeństwa doradcy prezydenta gen. Jarosławowi Kraszewskiemu. Prezydent  Andrzej Duda  dostał tę informację tuż przed uroczystością.

Temat źle, bardzo źle ocenianego ministra jest obecnie  problemem zarówno dla prezesa Kaczyńskiego, jak i dla nowego premiera Morawickiego. Wygląda na to, że obaj zastanawiają się kiedy najbezpieczniej zdymisjonować min. Macierewicza. Przypomnijmy jedynie, że b. premier Szydło do końca broniła wolty swojego ministra obrony.

To było więcej niż policzek. To było wezwanie na wojnę – powiedział  Faktowi.pl  polityk z Pałacu Prezydenckiego

Macierewicz spodziewał się i wciąż spodziewa, że w nowym rządzie nie będzie już szefem MON. Świadczą o tym słowa, jakie wypowiedział w sobotę w Spale na spotkaniu z klubami „Gazety Polskiej”. /źródło: Fakt.pl/ Trudno cytować te słowa bo są tak abstrakcyjne, jak lot na Marsa za trzy lata, czy obrona granic RP przez WOT. Nie mniej pan minister wymierzył policzek prezydentowi tak dokładnie, by nie powiedzieć z precyzją boksera wagi ciężkiej.
Nie można tak podmiotowo traktować Prezydenta RP. Oznacza to, że niedopuszczenie gen. Kraszewskiego do pracy z dokumentami niejawnymi, nie oznacza zamknięcia sprawy na wieki. Za tą szytą grubymi nićmi decyzją stoi sam gen.  Bączek, szef SKW,  bardzo zaufany żołnierz obecnego ministra. Okazuje się jednak, że sprawa ta będzie miała jeszcze epilog, bowiem prezydent, jak i BBN mogą się jeszcze odwołać do premiera Morawieckiego.  I to zrobią w świetle kamer!

- Generał oczyszczony z zarzutów jest mocnym argumentem do dymisji min. Macierewicza i wszystkich jego popleczników – mówił czołowy polityk PiS znający kulisy wojny na górze

O tym powinien wiedzieć min. Macierewicz, jak również o tym, że taka gra zwykle kończy się seppuku. Nowy premier także ma,  co nieco,  do zbyt silnej pozycji ministra, który jeszcze jest w rządzie. Nieprzekonanym w tej brudnej grze może być jednak sam prezes Kaczyński, który doskonale wie, że za min. Macierewiczem stoi część elektoratu, zwłaszcza ta wierząca w zamach smoleński. Były przewodniczący Ryszard Petru, "Nowoczesna" palnął nawet do kamery, że Macierewicz chce założyć własną partię. Rzeczywiście, robi się bardzo ciekawie! Warto nawet przytoczyć powiedzenie, kto mieczem wojuje, od miecza... ginie! (Ewangelia wg św. Mateusza, 26,52).

11 grudnia, godz. 17.00 - balon pękł, a prezydent ze skwaszoną miną wręczył nominację dla nowego-starego min. Macierewicza. Co więcej, rekonstrukcja rządu była nadęta jak balon, ale nikt z drużyny b. premier Szydło nie stracił stanowiska - przynajmniej na razie. Następne podejście dopiero w styczniu. Zaskoczenie, nie prezes jest nieomylny, a szef MON nadal zbyt silny aby powalić go na kolana jak panią premier...

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.