Zapaść na polu elektromobilności w Polsce staje się faktem. Polski samochód elektryczny miał być owocem tego planu, tymczasem cała sprawa rozmywa się, a samorządów lokalnych nie stać nawet na nowe stacje ładowania. Wszystko wskazuje na to, że będzie kolejna nowelizacja ustawy o elektromobilności, aby wytrychem otworzyć puszkę Pandory z gazem CNG.
fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com
Ambitne plany, konferencje prasowe, wypowiedzi premiera Morawieckiego, iż do 2025 roku będziemy mieli milion samochodów elektrycznych, to mrzonka. Problem w tym, że nikt nie chce tego powiedzieć wprost z kręgów ministerialnych. Przy okazji dostało się TESLI, której prezes (do tej pory) Elon Musk chciał produkować auta elektryczne za wirtualne dolary. Tymczasem prezes, zgodnie z wyrokiem sądu, musi zadowolić się stanowiskiem dyrektora generalnego. Wychodzi na to, iż TESLA nie wytrzymała pasma sukcesów, a jej prezes już zapowiedział nowy biznes... alkoholowy.
W Polsce rejestracje czystych elektryków to zaledwie 0,1 proc rynku – tak przynajmniej uważają posłowie, którzy są w temacie jak Paweł Pudłowski. W I połowie 2018 roku sprzedano w Polsce 279 aut elektrycznych. W Niemczech zarejestrowano w tym czasie ponad 17 tys. "czystych elektryków", aczkolwiek analitycy twierdzą, że milion aut zostanie z trudem osiągnięte do 2022 roku.
Tak czy siak lepsi od nas są Czesi (319 pojazdów), Irlandczycy (533 auta) czy Rumunii (299 aut). Nad Wisłą nadal nie ma odczuwalnych dopłat ekologicznych, choć z przytupem wyjęto z kieszeni Polaków podatek emisyjny na rozwój elektromobilności (8-10 gr/litrze). Proponowana akcyza na takie pojazdy 3,1 proc. w stosunku do ceny zakupu autka elektrycznego jest żałosnym posunięciem marketingowym, do tego bus pasy (nie wszędzie uregulowane prawnie). Pozostaje jeszcze opcja darmowego parkowania w strefie miejskiej, ale to także zależy od decyzji prezydenta miasta czy burmistrza. Nikt nawet nie pomyślał, aby takie auta parkowały - za darmo - na terenie parkingów szpitalnych.
Jeszcze gorzej jest w dziale samochodów specjalistycznych np. śmieciarki, gdzie nakazano zakup takich pojazdów (czytaj: elektrycznych) nie bacząc na polskie realia. Taki specjalistyczny samochód np. śmieciarka kosztuje nawet 2,7 mln zł, a podobny z jednostką Diesla do mln zł. Jeśli do tego dojdzie, a Unia znów postawi na swoim, to samorządy pójdą z torbami.
Być może dlatego ktoś poszedł po rozum do głowy i w Komisji ds. Energii i Skarbu Państwa odbyło się pierwsze czytanie projektu o zmianie ustawy „Prawo energetyczne”. W jakim kierunku to pójdzie, jak twierdzą nasze wiewiórki, gaz CNG wraca do łask. Szkoda, że tak późno, ale to może obrócić się w zjawisko kuli śnieżnej. W polskich warunkach i dla floty aut dostawczych i ciężarowych to najlepsze medium, zaraz po dieslu. Będziemy się zatem bardziej przyglądać nowemu-staremu paliwu w naszej rzeczywistości.
Trzeba też dodać, że Polska idzie obecnie w kierunku poprawy klimatu inwestycyjnego dla zielonej energii, czego przykładem jest nowelizacja ustawy o OZE z czerwca 2018 roku (dot. odnawialnych źródeł energii).
redakcja autoflesz.com![]()
