Niektórzy porównują Carlosa Ghosna, byłego już szefa Nissana i najprawdopodobniej całego aliansu Nissan-Renault-Mitsubishi, do Władimira Putina. Ten pierwszy był dotąd cudotwórcą, charyzmatycznym prezydentem aż trzech marek, carem motoryzacji. Władimir Putin zaś porównywany jest do cara Rosji. Różnią się między sobą nie tylko bogactwem, ale także tym, iż ten pierwszy jest aresztowany i pozbawiony niemal wszystkich stanowisk, zaś ten drugi trzyma walizkę z kodami nuklearnymi i jest... uwielbiany przez Rosjan.
fot. Nissan
Dlaczego został aresztowany?
Już na lotnisku w Tokio, został zatrzymany przez służby specjalne, postawiono mu szereg zarzutów, głównie dotyczących malwersacji finansowych. Carlos Ghosn, praktycznie był poza prawem, nikt go nie kontrolował. Być może dlatego ubzdurał sobie, iż jest nietykalny. To sprawiło, że zataił przychody i wyprowadził nielegalnie z zarządzanych przez siebie firm „córek” miliony dolarów. Grozi mu za to, co najmniej, 10 lat więzienia.
Zarówno media, jak i szefowie innych koncernów nie mogli uwierzyć w to, co się wydarzyło dosłownie kilka dni temu. Po doniesieniach prasowych o aresztowaniu, akcje Nissana poleciały w dół.
Carlos Ghosn, do dnia aresztowania, uchodził za cudotwórcę, człowieka sukcesu, jednego z kilku najpotężniejszych (jeśli nie najpotężniejszego) prezydentów firm motoryzacyjnych na świecie. Prawda jest taka, że dzięki aliansowi Nissan-Renault-Mitsubishi miał realny wpływ na gospodarkę kilku potęg motoryzacyjnych (Chiny, Japonia, USA czy Francja). Ba, mówi się nawet, iż poprzez alianse Renault-Łada czy Samsung Motors, jego głos ważył tyle, co budżet Polski. Jednym słowem, to taki Adam Gapiński po aferze KNF, prezes Narodowego Banku Polskiego,
Choć urodził się w Brazylii (rodzice wyemigrowali z Libanu), wykształcenie za namową matki pobierał we Francji. Trudno się zatem dziwić, że płynnie mówi w kilku językach i podobnie jak Arabowie ma analityczny umysł. Migiem podejmował decyzje, dodajmy trafne decyzje, aż do tej pory.
O jego bogactwie krążą legendy, stać go było na wynajęcie pałacu w Wersalu, gdy w 2016 roku ożenił się po raz drugi. Miał swój własny odrzutowiec i kilka biur na całym świecie (Amsterdam, Bejrut, Paryż, Rio de Janerio). Zmarły niedawno Jan Kulczyk, ze swoją fortuną ocenianą wtedy na 15 mld dolarów to leszcz. Ale trzeba przyznać, że podobnie jak najbogatszy Polak potrafił inwestować i pomnażać swoje przychody.
Zaczynał karierę w koncernie Michelin, jako szeregowy pracownik, szybko awansował, został nawet szefem na całą Amerykę. Miał żyłkę do interesów, charyzmę, nie znosił jednak sprzeciwów. Na początku 1996 roku po raz kolejny awansował do centrali Renault (w 2005 roku był już dyr. generalnym) i to bez żadnego poparcia, jak b. przewodniczący KNF Jacek Chrzanowski, podpięty pod sprężynę prof. Adama Glapińskiego. Trzy lata poźniej - już jako dyrektor operacyjny Nissana - podjął kroki, aby zawiązać alians z Nissanem, który przeżywał wtedy trudne chwile. Japońskie tradycje (jap. keiretsu) są dobrze znane w świecie wielkiego biznesy, dlatego szefowie Nissana nie byli entuzjastycznie nastawieni na ten obrót sprawy. Ponadto jego dewizą były radykalne reformy i jasne wytyczanie celu.
Ghosn jednak parł do przodu jak Leopard (jeden z najlepszych czołgów na świecie) na polu walki. Wywrócił zarządzanie firmą do góry nogami, pozwalniał pracowników, zmienił zasady kontraktów na dostawy części i podzespołów. To przyniosło wymierne korzyści, w ciągu pięciu lat prezydentury na stanowisku CEO Nissana - zyski wynosiły wtedy ponad 7 mld dolarów (przy wcześniejszej stracie ok. 22 mld dol.).
Jak przekroczył cienką linię cara motoryzacji?
Przypomnijmy, był poza wszelkimi podejrzeniami. Ale jak to zwykle bywa, pieniądze, duże pieniądze dzielą partnerów, wspólników, podwładnych, a nawet kochanków. Zarabiał ponad 6,5 mln dolarów rocznie! Może dalej by zarabiał takie krocie, gdyby w ostatnich latach nie zatajał dochodów. Co więcej, zatajone przychody z kont firmowych przeznaczał na luksusowe posiadłości i życie ponad stan. Wpadł zwyczajnie, jeden z pracowników Nissana doniósł na swojego pryncypała. Zginął od ludzkiej marności - swojej zasady transparentności, podczas gdy sam nie był transparentny.
Tu znów przyjrzyjmy się polskiemu piekiełku. Wcześniej były taśmy na b. ministrów rządu Tuska, teraz upubliczniane są taśmy na graczy z kręgu KNF. Wprawdzie żadnej komisji sejmowej nie będzie, jednak niesmak pozostanie, bo utrącenie tylko Marka Chrzanowskiego, jest li tylko próbą nieudolnego samooczyszczenia (lub rachunku sumienia, jak kto woli).
Jak to wpłynie na dalszy rozwój aliansu Nissan-Renault-Mitsubishi? Kolejny bieg wypadków mocno uzależniony jest od wyroku sądu, pierwsza rozprawa już na początku grudnia w Tokio. Wspomnieliśmy na samym początku o samym Władimirze Putinie, jeśli sojusz Renault-Nissan się rozpadnie prezydent Rosji odda dług wdzięczności za uratowanie Łady przez koncern Renault. Ale trzeba pamiętać, że nie zapomni o anulowaniu kontraktu na dostawę francuskich Mistrali (które ostatecznie kupił Egipt, a zdaniem b. min. Macierewicza trafiły do Rosji).
Tu znów kłania się polska specjalność, gdy rolowano 152,8 mld złotych z OFE do ZUS. Wszystko zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Winnych nie ma, pieniędzy też nie ma! Jednym słowem Amber Gold, czyli wielka lipa.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg