Budowa S5 - konsorcjum Pizzarotti rozgrywa partię szachów

W ostatni weekend, jadąc do Gdańska, oglądaliśmy z zaciekawieniem postęp robót na słynnej już w Polsce trasie szybkiego ruchu S5. Dlaczego? Informowaliśmy niedawno o pacie na placu budowy, a białymi figurami gra tym razem włoskie konsorcjum Pizzarotti. Problem już nie tylko dotyczy pozorowanych  ruchów głównego wykonawcy, ale także – a może głownie – podwykonawców. To oni przebierają nogami i martwią się czy dostaną należne pieniądze za wykonaną pracę.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Niestety, nie wygląda to dobrze, zaległości głównego wykonawcy sięgają nawet 2-3 mln zł. Szefowie potentata dają wymijające odpowiedzi, zwodzą wierzących w słuszną sprawę podwykonawców. Problem narasta, może być wreszcie tak, że Pizzarotti zejdzie z placu budowy. Co z zapłatą za dotychczas wykonaną robotę?
Główna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chyba bagatelizuje sprawę, co więcej, nie chce ustąpić od umowy i przystać na żądania głównego wykonawcy. Dla przykładu Pizzarotti żąda dodatkowych 766 mln złotych, druga firma Salini Impregilo 449 mln zł. Okazało się bowiem, że znacznie poszły w górę ceny materiałów budowlanych, podrożało paliwo, jednym słowem – koszty własne. Ale to polska specjalność - wybiera się firmy niby najtańsze, a w ostatecznym rachunku - najdroższe!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Główny wykonawca, jak powiedzieliśmy, gra białymi i nie ustąpi od swoich żądań. Sytuacja jest podobna jak w przypadku chińskiej firmy COVEC, która także żądała dodatkowych pieniędzy, bo jak się okazało podłoże przyszłej autostrady wymagało innych metod budowy, niż pierwotnie zakładano. Poprzedni rząd kontrakt zerwał, z mizernym skutkiem, bo odszkodowania nie wywalczono na drodze postępowania sądowego (a dokładniej o faktyczne pieniądze za zerwanie kontraktu). Zawarto kompromis, który tak naprawdę był porażką ministrów b.premiera Tuska.

Włosi zasłaniają się także  tzw. świadectwem płatności, dokument stwierdzający – a  właściwie legalizującym – ciągłość finansową i budowlaną podwykonawców. Dziś taki dokument nie obowiązuje, bo nie zawarto tego w umowie.

Włosi tłumaczą się także tym, że okres zimowy trwa do 15 marca, a w kontrakcie zawarto klauzulę, iż prace  budowlane mogą być niepełne. To chyba żart, bo nawet himalaiści atakując K2 zimą, wiedzą o tym znacznie lepiej, ale cały czas przygotowują się do ataku szczytowego. Ponadto, tej zimy temperatury sprzyjają wszelkim inwestycjom drogowym! Wszyscy są zdeterminowani, a cała energia rozgrywa się na szachownicy – kto powie „mat”. GDDKiA tego nie zrobi, bo kontrakt na S5 należałoby rozpocząć od nowa, a czas nieubłaganie płynie. Z całą pewnością uzyskanie odszkodowania byłoby podobne, jak w przypadku słynnego konsorcjum COVEC.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W okolicach Świecia, gdzie  jest główna baza Pizzarotti, kręcą się jedynie geodeci, maszyny do wytwarzania asfaltu i silosy cementu z firmy „Lafarge” stoją, jak eksponaty w muzeum. Stoją też budowle mostów, przepustów i innych konstrukcji autostradowych, w  niektórych miejscach można jedynie spotkać kilku robotników w kamizelkach, w ogóle niezainteresowanych tematem dalszej budowy na odcinkach S5.
Wszyscy chyba czekają na kolejną partię szachów u premiera Morawieckiego. Podwykonawcy zaś drżą o swoje wypłaty za wykonaną pracę. Niektórzy jak firma GOTOWSKI wniosła nawet sprawę do sądu, ale to długa droga, a płynność finansowa takich przedsiębiorstw jest mocno zagrożona.

 

- przeczytaj: Patowa sytuacja na placach budowy dróg i autostrad – włoskie firmy żądają dodatkowych pieniędzy

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.