Powiecie, że to niemożliwe, aby wielkie koncerny zawalczyły nie tylko o silniki Diesla, ale także o iskrowe. Sojusz zawiązuje nie kto inny, tylko największy producent samochodów na świecie z: Subaru, Mazdą, Kawasaki i Yamahą na czele. To może zdziwić unijnych urzędników, zwłaszcza po tym, jak Akio Toyoda, prezydent największego japońskiego producenta odmówił podpisania paktu klimatycznego COP26.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Zaskakujący to fakt, zwłaszcza że Toyota już kilka lat temu powiedziała NIE silnikom Diesla. To prawda, ale w najnowszym modelu Hilux, zresztą do kupienia w polskich salonach, ten silnik DIESLA 2,8- litra 204 KM i jest niezniszczalny.
Toyota zaskoczyła także swoich fanów tym, iż polubiła na moment auta elektryczne, wkrótce bowiem zobaczymy model bz4x. Proszę się nie obawiać, hybrydy, zwłaszcza te plug-in nadal będą produkowane, podobnie jak najnowsze z zasilaniem wodorowym. A diesle, cóż, na tym nadal trzymają ster wielkie kartele olejowo-naftowe, a przede wszystkim szejkowie Zatoki Perskiej.
Akio Toyoda wie co mówi, a skoro twierdzi, że tzw. ślad węglowy - przypisywany na równi z elektrykami i dieslami - można znacząco zmniejszyć innymi sposobami, a nie tylko napędzaniem spirali elektrycznych samochodów - to ma to sens. Tu wymienił nawet... silniki Diesla i oczywiście te z ogniwami paliwowymi fuell cel (zasilane wodorem).
Jego zdaniem, zawiązany sojusz ma pomóc w walce z elektrykami, ciągle drogimi i obarczonymi ekspansywną eksploatacją pierwiastków ziem rzadkich. W tym segmencie mają pomóc partnerzy: Subaru, Mazda, Kawasaki i Yamaha.
Przykład, proszę bardzo, Mazda już dawno marzyła o silniku Diesla pracującym, jak silnik benzynowy i ma go w ofercie (Skyactiv X). Teraz przyszła kolej na biodiesla 1.5 Skyactiv-D.
Subaru z kolei proponuje zastosowanie syntetycznego paliwa z biomasy. Kawasaki i Yamaha już myślą nad zasilaniem wodorowym motocykli. Nie, to nie pomyłka, już w Polsce widzieliśmy dziwne motocykle, wprawdzie nie zasilane wodorem, ale zasilane zarówno ON, jak i LPG. Co prawda, nie były one sprzedawane przez importerów, tylko były firmową wizytówką kreatywnych mechaników lubujących się w przeróbkach nowych i prawie nowych motocykli.
Elektryki są sztucznie pompowane, jak mecze reprezentacji Polski w piłce nożnej. Tu już nie chodzi o spełnienie wyśrubowanych norm emisji spalin, które UE podkręciła do wartości absurdu, zapominając, iż nie tylko samochody trują naszą planetę Ziemia. Czy w tej rywalizacji o klienta, ekologię i zdrowy rozsądek zwycięży elektromobilność? Musimy jeszcze poczekać, ale przykłady Niemiec, gdzie elektryczne autobusy paliły się jak pochodnie, supernowoczesne Tesle Elona Muska wybuchały jak granaty dymne, a specjalistyczna produkcja części i podzespołów do aut elektrycznych na Dalekim Wschodzie sięgnęła dna, należy nieco inaczej ocenić ten okres sztucznie pompowanego balonika elektromobilności.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / bmw X3 z najlepszym silnikiem Diesla 3.0d 286 KM
Kto nie miał diesla, w miarę nowoczesnego, z systemem common rail, ten nie będzie widział nic o jego ekonomiczności, bardzo długich przebiegach, dynamice czy spalaniu na nieprzyzwoicie niskim poziomie. Te jednostki nie dymią! Samochody elektryczne już były jakieś 180 lat temu, niestety kariery nie zrobiły. Zachwyt nad elektrykami jest obecnie przedwczesny, niemal wszystkie koncerny chcą mieć takiego elektryka w swoim portfolio, jak kiedyś odlotowego diesla. Zapomnieliśmy o tym, aczkolwiek nie wszyscy. Przypomnijcie sobie o silniku Diesla wszech czasów 3.0d ze stajni BMW np. bmw X3 3.0sd (z podwójną turbosprężarka), który rozkładał na łopatki wszystkie konstrukcje benzynowe i konkurencyjne jednostki wysokoprężne.
Trudno też spodziewać się, aby za jednym pociągnięciem sznurka zniknęły samochody wagi ciężkiej zasilane niemal wyłącznie silnikami Diesla, ciężki sprzęt wojskowy, okręty czy statki handlowe, auta dostawcze. Co więcej, samolotami chcą latać niemal wszyscy ważni z Brukseli, zapominając jednocześnie, że większość z nich tankowana jest naftą lotniczą pochodząca z hydrokrakingu ropy naftowej.
Unia tego chce, ale na dziś jest zbyt słaba, aby wyrwać kurek z ropą naftową z rąk szejków OPEC.
redakcja autoflesz.com