9 grudnia na łamach wp.pl ukazał się bardzo ciekawy artykuł „Obrazy ukryte w kościele na Dolnym Śląsku?" Portal poprosił o listy w tej sprawie. Nasza redakcja także postanowiła zabrać głos w tym zagadkowym temacie. Dodajmy jednak, że twardych dowodów w sprawie przechowywania zagrabionych depozytów bankowych, a przede wszystkim dzieł sztuki, obrazów, ikon czy woluminów - ciągle nie ma. Aczkolwiek niektóre ze zrabowanych obrazów pojawiają się na aukcjach lub mocno osadzone są w zaciszach kolekcjonerów. Jeszcze inne, choć w mniejszości, powracają do właścicieli. Podniesiony problem bada prof. Witold Mosiołek, za zgodą konserwatora zabytków poszukuje miejsca ukrycia przez Niemców zrabowanych w czasie wojny dzieł sztuki. Trop prowadzi historyka do pałacu w Sichowie i kościoła pw. NMP. Czy słusznie?
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / liczne hipotezy o ukrytych skarbach dotyczyły Lubiąża - oficjalnie nic nie znaleziono
Temat zrabowanych dzieł wydaje się, iż jest selektywny, ale tak naprawdę to Himalaje tajemnic III Rzeszy. Tu już nie tylko chodzi o najcenniejsze obrazy pędzla znamienitych malarzy, ale także dotyka „Złota Wrocławia”, tajemnic niebotycznych obiektów „Riese” czy wreszcie samego Książa, gdzie sądzono iż ukryto „Bursztynową komnatę”.
Przypomnijmy, że dzieła sztuki w tym obrazy znanych mistrzów zrabowane z Królewca, Lwowa a także Warszawy z całą pewnością były deponowane w tzw. skrytkach Grundmanna. Warto w tym miejscu dodać, iż cała ta mistyczna otoczka, elektryzująca znawców, eksploratorów i innych historyków zajmujących się skarbami ukrytymi na Dolnym Śląsku, rozpoczęła się właśnie od dr.Güenthera Grundmanna. To on, zdaniem dr Roberta J. Kudelskiego, był najbardziej zorientowanym historykiem sztuki znającym dokładne miejsca ukrycia skarbów. Dlaczego? Sam przecież sporządził słynną, swoją a jakże, listę Grundmanna. Dodajmy sporządził w dobrej wierze, aby zabezpieczyć obrazy i drogocenne zbiory przed nalotami aliantów, gdy Armia Czerwona była tuż-tuż u wrót Wrocławia. Jednak, jak się później okaże - nie tylko ze stolicy Dolnego Ślaska. To wtedy wrocławscy patrycjusze, członkowie rady miejskiej, rzemieślnicy a nawet Żydzi oddawali swoje skarby do – umówmy się – depozytu.
Niestety, jak to bywa w życiu, nie zawsze ludzie z najbliższego otoczenia Hitlera, Himmlera i Goeringa grali w jednej drużynie. Zresztą w obliczu rychłej klęski, każdy z nazistów chciał się zabezpieczyć na powojenne lata. W przypadku dr. Grundmanna, urodzonego w Jeleniej Górze, ocena jego działalności nie jest jednoznaczna, sądzono pierwotnie iż bezwzględnie sprzyjał nazistom, ale późniejsze badania wykazały, że zwyciężyła żyłka antykwariusza sztuki. Jeszcze pod koniec 1944 roku ostro zabrał się do zabezpieczania dzieł sztuki, wiedział jednak, że większość pochodzi z rabunkowej działalności jego pryncypałów (przywódców III Rzeszy). Nie wiedział jednak, iż Dolny Śląsk po wojnie zostanie w granicach Polski (przeczytaj: konferencje w Jałcie i Poczdamie). Jego lista jest spora, dziś zawiera ponad 107 miejsc ukrycia skarbów, problem w tym, że już dość dawno splądrowanych, jak to ładnie się mówi - zbadanych przez powojennych poszukiwaczy, często z tytułami znanych uczelni i dystynkcjami pułkowników. Działali na polecenie powojennych władz państwa polskiego, często wykorzystując oddziały wojska specjalizujące się w odkrywaniu tajemnic.
Tak było na Zamku Czocha, w cieplickim Pałacu Schaffgotschów, Karpnikach czy Zamku Książ. Co znaleziono? Oficjalnie nic, ale mir o skarbach i „złotym pociągu” już wtedy rozpalał umysły poszukiwaczy i historyków sztuki. Dr Mirosław Figiel badający po wojnie nie tylko temat „złotego pociągu”, studził gorące głowy, nastawione na każde słowo z wyrazem „skarb”.
Sichów i pałac rodziny von Kramsta w Morawie k. Strzegomia
I tak jest do dziś, ani prof. Mosiołek, ani dr Palezieux - wymienieni w tym artykule - nie wiedzą więcej niż przytoczony tu dr Grundmann. To on ocalił obrazy Canaletta i Matejki, które faktycznie – na polecenie H. Franka – zostały wywiezione do Siechnic; zresztą sam gubernator mieszkał w pałacu jeszcze w styczniu 1945 roku (ewakuując się z Krakowa). Kto je znalazł? Nie jest to tajemnicą – ludzie prof. Stanisława Lorentza, wiosną 1945 roku. Ale, żyjąca jeszcze córka właściciela pałacu w Muhrau (obecnie Morawa) Mellita Sallai twierdzi, iż jako mała dziewczynka widziała - co najmniej - kilka obrazów, w tym "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci transportowaną przez samego Grundmanna z Sichowa* do rezydencji rodziny von Kramsta w Morawie k. Strzegomia (Sichów miał być jedynie miejscem przerzutowym). Skoro Mellita widziała kilka obrazów, niewykluczone, że był tam jeden z najcenniejszych "Portret młodzieńca" Rafaela Santi. Dziś pałacyk Hansa Christopha i Herty von Wietersheim-Kramsta w Morawie jest miejscem Fundacji św. Jadwigi, część pomieszczeń zaadaptowano na przedszkole, hotel i restaurację.
*/ W styczniu 1945 roku, w Sichowie utworzono tymczasowe biuro rządu Generalnego Gubernatorstwa. Ze względu na niedobór pomieszczeń dla urzędników i samego gubernatora podjęto decyzję o przeniesieniu zbiorów sztuki do pałacu von Kramsta. W 1942 roku Hans Frank powołał także na swojego doradcę ds. sztuki szwajcarskiego architekta dr. Wilhelma Ernsta von Palézieux. To on mógł wywieźć, co najmniej, kilka najcenniejszych obrazów do rodzinnej posiadłości H. Franka w Neuhaus. "Portret młodzieńca" Rafaela Santi znalazł się w zbiorach Izabeli z Flemingów Czartoryskiej, po wojnie zaginął...
G... prawda, jak mawiał śp. prof. Tischner okazuje się brutalna, część tej kolekcji została jednak wywieziona w głąb III Rzeszy, a później znalazła się w rękach prywatnych akcjonariuszy. Kilka bardzo wartościowych obrazów udało się jednak odzyskać dzięki staraniom polskiego rządu i Muzeum Narodowego we Wrocławiu np. „Spokojne morze przy skalistym brzegu” Pietera Muliera czy „Madonna pod jodłami” Lucasa Cranacha Starszego (1510 r.). Inny jak „Ostatnia Wieczerza” (1537 r. z wrocławskiego ratusza) – oficjalnie zaginął - także jest w rękach prywatnych.
fot. Google / pałac Hansa Christopha i Herty von Wietersheim-Kramsta w Morawie
Jeśli chodzi o słynne listy, mogło być ich kilka – to jedna z hipotez. Ta, sporządzona przez Grundmanna, jest najbardziej znana i opisana przez Jacka M.Kowalskiego Roberta J.Kudelskiego i Roberta Sulika. Była też tzw. lista Gębczaka odnaleziona i rozszyfrowana – ponoć przez niego samego. Problem w tym, iż całą tę tajemnicę Józefa Gębczaka zdemaskował wspominany już dr. Kudelski i pozostali współautorzy książki „Lista Grundmana”. Według nich Gębczak znalazł listę, zresztą wcale nie utajnioną, na niej były nazwy miejscowości do których należało dostarczyć... worki z piaskiem. Trzeba mieć wyobraźnię, pieniądze i zapał jak panowie Piotr Koper i Andreas Richter, aby drążyć temat dalej (w tym przypadku „złotego pociągu” na 65. kilometrze pod Wałbrzychem).
Na koniec obalamy mity dotyczące pałacu Manfreda von Richthofena w Sichowie. Po wojnie Armia Czerwona dokładnie splądrowała pałac, podziemia i rozległy park. Oficjalnie nic nie znaleziono, jedyny ślad jaki pozostał (pałac podpalono), to zgliszcza i ruiny pałacu po stacjonowaniu sowieckich żołnierzy.* Ale podobnie było w innych pałacach (Moszna, Karpniki, Rydzyna, Cieplice, Lubiąż, Kamieniec Ząbkowicki, Książ czy Krasków). Zresztą, to czego nie zrabowała niezwyciężona Armia Czerwona, nie ostało się przed szabrownikami. Nie znaczy to jednak, że w ostatnich dniach przed wkroczeniem Rosjan do Legnicy dzieła nie zostały wywiezione lub - co bardziej prawdopodobne - ukryte w zupełnie innym miejscu. Co ciekawe, tu znów pojawia się Lubiąż...
*/ według Roberta Sulika na odnalezionej liście sporządzonej przez dr. Wilhelma Ernsta Palezieux, specjalnego pełnomocnika do spraw zabezpieczenia skarbów sztuki i dóbr kultury w GG, znajdowały się m.in. takie obrazy jak: ,,Dama z gronostajem'' Leonarda da Vinci, ,,Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem'' Rembrandta i jego ,,Autoportret'' oraz ,,Ukrzyżowanie'' Rubensa. Mocne tytuły, jeszcze bardziej znani malarze, ale to kolejna hipoteza bez twardych dowodów...
Należy też dodać, że na teren Dolnego Śląska przywożono dzieła sztuki, kolekcje cennych mebli, woluminy i inne cenne rzeczy także z Berlina. Dlaczego, bo naloty alianckie na stolicę III Rzeszy zagrażały najcenniejszym dziełom sztuki. Już w lipcu 1943 roku utworzono na Dolnym Śląsku kolejną „składnicę” (Pałac Bożków niem. Eckersdorf). We wrześniu 1943 roku powstała kolejna „składnica” w Siedlęcinie k.Jeleniej Góry. Bardzo głośno było też o Lubiążu, ale oficjalnie - też nic nie znaleziono.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com /pałac w Morawie zimą, styczeń 2019 r.
Od stycznia 1943 roku naloty ailantów nasilały się. W tej sytuacji, naziści podjęli decyzję, aby zakłady zbrojeniowe i komórki badawcze przenieść... pod ziemię. Sprawy techniczne i logistyczne pozostawiono wtedy Ministerstwu Uzbrojenia i Amunicji (niem. Reichsminister für Bewaffnung und Munition) kierowanemu wtedy przez Alberta Speera. To on wreszcie wykonał plany słynnych już obiektów "Riese". Choć istnieją hipotezy o kolejnych składnicach właśnie w niektórych szybach obiektów "Olbrzyma", to nikomu dotąd nie udało się potwierdzić tych rewelacji.
Czy należy spodziewać się przełomu, jeszcze nie, dopóki żyją tzw. strażnicy III Rzeszy i ich powiernicy. Ale trzeba przyznać, że rzekome skarby przyciągają w te tereny coraz więcej turystów, a Wałbrzych promienieje już nie tylko na mapie Polski. Warto tylko dodać na zakończenie, iż kolejne sensacje i teorie spiskowe dotyczą - wymienionych wcześniej - obiektów „Riese”. „Olbrzym” – bo tak się określa ten kompleks - wciąga jak trąba powietrzna, a rozwiązanie tej zagadki (olbrzymie sztolnie, podziemne przejścia i labirynty, hale produkcyjne) pozostanie tajemnicą na długie lata.
- przeczytaj także:
- Opactwo Lubiąż - jeden z najpiękniejszych obiektów barokowych w Europie
- Skarby Dolnego Śląska - "Złoty pociąg" i inne ciekawostki tajemniczych Gór Sowich
Krzysztof Golec, autoflesz.com![]()
Źródło: "Lista Grundmanna", Jacek Kowalski, Robert Kudelski, Robert Sulik