Jak tu wierzyć mediom, które jeszcze do niedawna chciały odsyłać diesle do muzeum. Teraz zwrot w drugą stronę. Przytaczane są coraz nowsze i ciekawsze badania na ten temat. Z testów przeprowadzonych przez organizację Green NCAP wynika, że diesle – przynajmniej na 20 lat są nie do ruszenia. Ci co przepowiadali ich agonię teraz milczą!
fot. autoflesz.com
Green NCAP opublikowało raport ze swojego najnowszego testu w którym badano pięć nowych samochodów: Mercedes C 220d 4MATIC, Renault Scenic dCi 150, Audi A4 Avant G-Tron Opel Corsa 1.0 oraz Nissan Leaf. Wyniki wcale nie są zaskakujące, tylko potwierdzają opinie ludzi z branży, a nie dziennikarskie spekulacje.
Silnik wysokoprężny, który od "afery diselgate" był na cenzurowanym może być równie ekologiczny, co napęd elektryczny. Według testów Green NCAP, klasa C 220 d 4MATIC otrzymała tyle samo punktów za emisję spalin, co samochód elektryczny.
Spytacie jak to możliwe? Turbodiesel C220d emituje do atmosfery toksyczne spaliny, ale mieści się to w ortodoksyjnej normie Euro 6d- Temp. Pisaliśmy o tym, że już kilku producentów spełnia tę normę, która obowiązywać będzie od 2020 roku. Obostrzeniom podlegają też modele elektryczne, które rzekomo nie trują. Trują tylko, że w procesie produkcji zostawiając po sobie tzw. ślad węglowy.
Okazuje się więc, że nie tylko diesle, ale również silniki benzynowe mogą być uznawane za równie ekologiczne, co "elektryki". Czy to nie są naciągane wyniki? Nie. Najnowsze modele mają bardzo skomplikowane katalizatory, filtry a turbodiesle również katalizatory SCR i filtry DPF.
Zatem dlaczego „elektryki" są tak faworyzowane? Cóż, nadal są bardzo efektywne w zamianie energii elektrycznej na kinematykę ruchu. Wszystkie przetestowane auta na prąd tj. Nissan Leaf, bmw i3, Hyundai Ioniq otrzymały wynik 8,5/10. Najlepszy wynik dla samochodów z konwencjonalnym napędem wyniósł 6,7/10 (VW Golf 1.6 TDI, VW up! GTi 6,6/10). W teście nie pojawiły się wyniki aut wodorowych zasilanych ogniwami paliwowymi. Ale z pewnością to nastąpi.
W przypadku samochodów elektrycznych, nadal bardzo drogich, mało się mówi o naprawach silnika synchronicznego. To praktycznie jednorazówka, nie do naprawienia. Aczkolwiek Polak potrafi, tylko czy serwisy samochodowe są przygotowane na taką ewentualność? Tradycyjny silnik rozbierzesz, wymienisz co trzeba, a nawet poprawisz co sknocił producent. W elektryku, to nieopłacalne.
Ciekawe zatem mamy czasy. Nie sprzedawajcie diesli, nie wierzcie handlarzom, że są niesprzedawalne. To bzdura, taka sama jak celibat księży!
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Green NCAP, Bloomberg, interia.pl
