Świątynia Wang - tylko ciekawostki jednej z największych atrakcji Dolnego Śląska

Wspominaliśmy, że napiszemy nieco więcej o Świątyni Wang, tuż po słynnym już wyścigu Uphiil Race Śnieżka. Okazja przypomnienia o tym najstarszym drewniany kościółku  w Polsce jest wyjątkowa – to jeden z najciekawszych punktów do zaliczenia na mapie Dolnego Śląska, Karkonoskiego Parku Narodowego, mekka dla ewangelików i - co zauważyliśmy - motocyklistów, a także harleyowców.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Nie jest naszym zamiarem opisywanie, a raczej przepisywanie historii Świątyni Wang, bo ten fakt jest oklepywany na wszystkie możliwe sposoby, sfotografowany i skatalogowany. Nie doliczono się  jedynie liczby korników, ewentualnie toczących bale z sosny norweskiej. Dlaczego? Bo to specjalny gatunek drzewa iglastego, z wysoką zawartością żywicy, skrzętnie omijany przez te szkodniki.
Jedyne co się zmienia... to opłaty za wstęp do kościółka 10 zł dorośli, ulgowy 5 zł. Służby kościelne, nie pobierają  zaś opłat za wstęp na plac wokół świątyni, zwykle była to symboliczna złotówka. Nadal obowiązuje jednak - co bardzo popieramy - ochrona przed COVID-19. Nawet pan organista miał przyłbicę ochronną! Raz jeszcze przypomnijmy młodzieży, że koronawirus i SARS-CoV-2 nie są totalną "ściemą", jak myśli większość młodych ludzi. Ostatnio dogonił nawet najszybszego człowieka na świecie Usaina Bolta!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Warto bez dwóch zdań przypomnieć sobie to miejsce, które leży na początku niebieskiego szlaku na Śnieżkę. Aczkolwiek podjazd po  samo wzniesienie (Czarna Góra 885 m n.p.m.) fachowcy od geodezji wyliczyli na 20 proc. Zawodnicy, którzy uczestniczyli już w 30. jubileuszowym Uphill Race Śnieżka mieli duży problem z podjazdem na swoich seryjnych rowerach. Ale o tym już pisaliśmy, pozostańmy przy Świątyni Wang, bo miejsce  jest szczególne.

Okiem przewodnika sudeckiego
Legenda mówi, że małżeństwa zawarte w tym kościółku są trwale i nierozłączne, jak połączenia spawane. Całkiem możliwe, bo podobne legendy krążą na temat Kaplicy św. Anny na górze Grabowca. Jedno jest pewne, nie tak łatwo uzyskać dogodny termin na zawarcie związku małżeńskiego. Warto tylko dodać, że dość często to związki zawierane na zasadzie dość znacznych różnic kulturowych, np. Polka i Norweg czy Polka i Niemiec.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / już przy wejściu niespodzianka, miniatura Wang z opisem w języku Braille

Kolejny twardy dowód na atrakcyjność tego miejsca podsycają lokalni przewodnicy i organista tego kościółka - jowialny pan w białej koszuli i przyłbicy. Ponoć aż 250 tys., rocznie turystów i wiernych odwiedza to miejsce corocznie. Rzeczywiście, w dniu naszego wypadu pod Śnieżkę obserwowaliśmy sporo grup wycieczkowych i indywidualnych turystów, którzy przed wyprawą na  najwyższy szczyt Karkonoszy  mogą odpocząć i zwiedzić  co nieco.

Warto też zwrócić uwagę, że miejsce swojego pochówku wybrał tu, zarówno Henryk Tomaszewski (1919-2001), założyciel i dyrektor Wrocławskiego Teatru Pantonimy, członek parafii ewangelicko-augsburskiej Wang w Karpaczu, jak również Tadeusz Różewicz, poeta, dramaturg, prozaik. (1921-2014).

Niewtajemniczonym przekazujemy też praktyczna informację, iż  tuż przy Świątyni Wang wybudowano Dom Parafialny z pokojami gościnnymi, miejscem parkingowym i Wi-Fi. Cena doby wynosi 80 zł, a na Sylwestra (min. cztery osoby) 100 zł za nocleg. Wszystkie pokoje mają dostęp do aneksu kuchennego, łazienkę i wyjątkowo piękne widoki na Karkonosze.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Rzeźba  Łazarza – upamiętniał mieszkańców Karpacza, którzy zginęli  w tym miejscu podczas I wojny światowej, ale tablica z wyrytymi nazwiskami zaginęła (inny mówią o zatarciu napisów po 1945 roku). Dlatego w tym miejscu upamiętniającym tragedię Polaków i innych narodowości, parafia ewangelicko-augsburska Wang wdrożyła nieco inny plan  w życie. Sposobność nadarzyła się wkrótce, gdyż z okazji 150- lecia kościółka Wang w Karkonoszach pojawiła się propozycja zakonu joanitów i rodziny von Kessel. To rzeźba wykonana przez artystę z Jeleniej Góry Ryszarda Zająca,  przedstawiająca wskrzeszenie Łazarza.

Kapliczka hrabiny Joanny Fryderyki von Reden – kolejna ciekawostka tuż przy Świątyni Wang. Jej kapliczka, wiernej służebnicy Boga, służebnicy ubogich, pani w Bukowcu. Tak, służebnicy ubogi, jak Matka Teresa, choć ta ostatnia nie była tak bogata i dobrze urodzona jak hrabina.
Była też opiekunką osadników wędrujących tu za prześladowania religijne np. z Czech czy Tyrolczyków z doliny Ziller. Hrabina założyła już w 1815 roku (wraz z mężem hrabią von Reden, pruski minister górnictwa) Towarzystwo Biblijne. To jej przypisuje się uratowanie kościołka Wang i postawienie go w tym szczególnym miejscu w 1818 roku (a miał być w Berlinie).

fot. hrabina Joanna Fryderyka von Reden, obraz nieznanego malarza

Przypomnijmy, że wraz z mężem zajmowali niemal 250 hektarowy teren z pałacem i parkiem w Bukowcu. Do ich znamienitych gości zaliczono ówczesną śmietankę na dworach królewskiej, bywali tu królowie pruscy, europejska arystokracja a nawet John Quincy Adams, pomniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych. Gdy jej mąż zakończył służbę na pruskim dworze, specjalnie dla niej kupił Bukowiec z olbrzymim parkiem (zresztą sam był jego projektantem). Wówczas przenieśli się właśnie tu z Berlina. Ale jak widać, mówiąc kolokwialnie, Berlin odwiedzał ich rezydencję równie chętnie.

Ciekawostkąjest fakt, że sam król Fryderyk Wilhelm IV, zaszczycony znajomością z hr. Joanną von Reden (i ponoć nieodwzajemnioną miłością)  wzniósł ten pomnik w 1856 roku. Sama hrabina, pani w olbrzymiej rezydencji na Bukowcu, przeżyła swojego męża o 39 lat. Pomimo różnicy wieku byli nierozłączni! Zmarła i została pochowano na terenie Opactwa w Bukowcu w wieku 80 lat; tuż u boku jedynego i ukochanego męża. Nigdy nie wyszła powtórnie za mąż. Połączyła ich miłość, a takie małżeństwo to nie przypadek, tylko Opatrzność Boska, choć każdy może mieć inne zdanie w tym temacie.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Tylko trochę historii
Kościółek, zresztą jeden z niewielu ocalałych w Europie, zbudowano na przełomie XII i XIII wieku, łącząc poszczególne elementy  tajemną metodą wpustów, piór i innych magicznych połączeń stolarskich (bez użycia gwoździ).

Ewangelicki kościół był jednak zbyt mały dla wiernych w Norwegii, więc postanowiono go sprzedać. Wieść szybko rozeszła się po Europie, a zainteresowany kupnem był  sam król Prus, Fryderyk Wilhelm IV. Cena nie była wygórowana, jedynie 427 marek. Król chciał, aby ten ewangelicki kościołek stanął w Muzeum Królewskim w Berlinie. I wtedy do gry wchodzi wspomniana już hrabina von Reden, uwielbiana przez władcę. Król nie mógł odmówić prośbie pani na  Bukowcu i zmienił decyzję lokalizacyjną. Warto tylko dodać, że miejsce pod budowę świątyni, na zboczu Czarnej Góry (885 m n.p.m.),  ofiarował inny magnat dóbr cieplickich hrabia Schaffgotsch.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Świątynia przetrwała w niezmienionym kształcie do dziś,  aczkolwiek dobudowano wieżę z elementów granitowych i zegarem, który dokładnie  odmierza mijające godziny z charakterystycznym dźwiękiem. Kolumny i portale świątyni przyozdobione  są przez liczne ornamenty (nie będące pierwotnie w zgodzie z oryginałem). Skoro to konstrukcja ze Skandynawii, to muszą  być węże, lwy, smoki i półpiersia Wikingów (zdobiące kiedyś ich łodzie wojenne). W połączeniu z błękitem nieba i pierzastymi chmurami... całość robi piorunujące wrażenie na zwiedzających.

W środku skromnie, wręcz ascetycznie z – niestety - kilkakrotnie modernizowanymi organami. Ławki już nie są oryginalne i pochodzą od miejscowych rękodzielników.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Organy
Pierwsze organy w kościele Wang zostały ufundowane przez wielokrotnie już wspominanego króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV. Legenda mówi, iż  król ufundował je dla samej hrabiny von Reden. Przypomnijmy, że jej jedyny  mąż, w dziękczynnym geście podarował hrabinie przepiękny zespół pałacowo-parkowy w Bukowcu. Nie jest to nic nadzwyczajnego, albowiem i dziś obserwujemy takie hojności – np. słynny Cristino Ronaldo miesięcznie wypłaca żonie  Gieorginie Rodriquez 80 tys. funtów kieszonkowego!

Wykonanie organów król powierzył organomistrzowi  Adolfowi Schincke z Kowar. Już  w roku 1881 firma Schlag & Söhne ze Świdnicy, modernizuje instrument, który otrzymał 6 rejestrów.

Trudno nam powiedzieć, jak grały, z całą pewnością nie tak jak te największe z bazyliki w Krzeszowie. Ale nie chodziło w tym przypadku o słynne rejestry i gigantyczną wielkość krzeszowskich organów, tylko o dopasowanie nowego instrumentu do kameralnego wnętrza Świątyni Wang. Być może dlatego rada parafialna postanawia  zlecić wykonanie nowych organów.  W maju 1926 roku organy zostają ukończone i zamontowane przez firmę Wilhelma Sauera z Frankfurtu nad Odrą. Instrument posiadał dwa manuały, pedał i 15 głosów.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W roku 1986 organy przeszły gruntowny remont przeprowadzony przez  Andrzeja Chrobaka z Wrocławia. Jednak nadal nie były to organy koncertowe, co dość znacznie ograniczało dyspozycję instrumentu.  Na tę okoliczność kolejne modernizacje powierzono organmistrzowi  Adamowi Wolańskiemu i synowi Andrzejowi z Lubania (lipiec-wrzesień 2004 rok). Dziś odbywają się koncerty organowe w świątyni, a każda msza św. jest z udziałem tego instrumentu. /źródło: ks. prob. Edwin Pech, wang.com.pl/

Ciekawostki:

  • choć świątynia ma już swoje lata nadal zachowuje niezwykłą trwałość, przypisuje się to materiałom z jakich została wykonana – żywicznej sosny norweskiej;
  • dzięki magicznym połączeniom stolarskim i ciesielskim została wykonana bez użycia śrub, gwoździ czy innych podobnych łączników;
  • w latach  1963-1965 zostały przeprowadzone prace renowacyjne (impregnacja drewna, montaż instalacji odgromowej, konserwacja rzeźb, wymiana dachu i pokrycie go blachą ocynkowana, montaż instalacji grzewczej);

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / dom parafialny Wang

  • przed ołtarzem stoją charakterystyczne kolumny (przypominają zwycięstwo Dawidem nad Goliatem) – były rekonstruowana przez znanego rzeźbiarza Jakuba z Janowic. Spod jego dłuta wyszedł także krzyż wykonany z dębowego pnia oraz postać Chrystusa wykonana z lipowego kawałka drewna (prace te wykonano w latach 1844-1846);
  • kościółek posiada także zabytkową chrzcielnicę wykonaną z drewna akcji najprawdopodobniej w 1740 roku. Nie jest to jednak element wykonany specjalnie dla Świątyni Wang, tylko przywieziony z rozebranego kościoła ewangelickiego w Dziećmorowicach;
  • kandelabry wykonane przez Ryszarda  Zająca (1980 r.) i świece wykonane z wosku pszczelego zapalane są wyłącznie podczas mszy ślubnej;
  • często podawane są informacje, jakoby tutaj zastała pochowana hrabina von Reden, to mijająca się z prawdą historia. Owszem hrabina ma tu swoją kapliczkę, a nawet tryskające  źródełko, ale pochowana została przy mężu w Bukowcu. Kilka lat temu odnaleziono w pobliskim stawie pałacu w Bukowcu jej ławkę podarowana przez króla Wilhelma IV (ma zostać zrekonstruowana i postawiona w pałacowym parku.

- przeczytaj także:

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.