"Dzień po wyborach pojadę i odblokuję pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy" – tymczasem realia są inne

 

Niestety, szumne zapowiedzi na wiecach przedwyborczych Donalda Tuska były tylko obietnicą, pustą obietnicą, jak wydmuszka. Gesty, to za mało, a Komisja Europejska nawet od nowego-starego premiera wymaga konkretnych działań. Niestety, tak to widzi Bruksela i Ursula von der Leyen.

  fot. KPRM

Premier Donald Tusk przekonywał podczas konferencji w miniony poniedziałek, że "nasza współpraca z Komisją Europejską postępuje bardzo harmonijnie" i nie widzi "żadnych ryzyk, jeśli chodzi o Krajowy Plan Odbudowy". niestety, mylił się. Donald Tusk na fali powyborczego sukcesu ma wiele spraw do załatwienie wewnątrz -  rozpalonej do niemal czerwoności - Polski. I jak niektórzy mówią nie ma charyzmy Donalda Trumpa, prawdopodobnie przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który zna się na biznesie, jak nikt inny z (byłych) i obecnych prezydentów. Trump tupnął nogą i powiedział wprost, że Unia Europejska oszukała NATO. Oczywiście chodziło o pieniądze, duże pieniądze. Kilka dni później wyciągnięte z kapelusza miliardy dolarów  znalazły się na koncie Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Przypomnijmy, że Polska uzyskała już część środków zaliczanych do KPO  wysokości 5 mld euro z programu RePowerEu. Pozyskane pieniądze mają poprawić transformację energetyczną,  jeszcze mocniej  uniezależniać się  gospodarki od rosyjskich paliw kopalnych oraz zainwestować pozyskane fundusze w  zielone technologie.

Nowy rząd z Donaldem Tuskiem na czele chce odzyskania wiarygodności na arenie europejskiej, jak również poprawienia stosunków z Ukrainą, mocno nadszarpniętych w ostatnim czasie. Ursula von der Leyen dała jasno do zrozumienia, że gesty, obietnice to za mało, a to musiało zaboleć Tuska! 

Jasno to wyraził europoseł Janusz Lewandowski dla money.pl, dodając iż tzw. kamienie milowe muszą być spełnione, a ustawy dopięte  do końca. Problem w tym, że to wymaga podpisu prezydenta, a panowie jedynie uśmiechają się do kamery.

Jest o co walczyć, bo w grę wchodzi o 158,5 mld zł, w tym 106,9 mld zł w postaci dotacji i 51,6 mld zł w formie preferencyjnych pożyczek. Aczkolwiek jest haczyk, pożyczki są oprocentowane, niestety nie jest to zero z przodu.

- Jeśli uda się ominąć ewentualne weto prezydenta i wypełnić wszystkie kamienie milowe, to marzec, kwiecień byłby realnym terminem dla dopięcia sprawy KPO. To i tak duże opóźnienie, wynikające z zaniedbań polskiego rządu - ocenia Janusz Lewandowski

"Projekt został przygotowany przy założeniu, że w przyszłym roku wzrost PKB w ujęciu realnym ma wynieść 3 proc., inflacja 6,6 proc. średniorocznie, przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2024 r. wzrośnie o 9,8 proc. Natomiast potrzeby pożyczkowe netto wyniosą 250 mld zł" - czytamy na stronie money.pl

Jak podkreślają eksperci od finansów w rządzie Tuska, otrzymanie tych pieniędzy  jest kwestią kluczową. Rzeczywiście, ale nikt nie daje takich pieniędzy za darmo. Były rząd Morawieckiego,  a dokładniej eurosceptycy z Solidarnej Polski zmarnowali  sporo czasu na spory z Brukselą, a odsetki nadal rosną. Warto podkreślić, że wszystkie wynikające z KPO inwestycje muszą zostać zrealizowane i rozliczone do 31 sierpnia 2026 r.

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.