Siarczyste mrozy, rozładowane akumulatory, gęsty olej silnikowy sprawiają gigantyczne kłopoty z uruchomieniem silnika. Od kilku dniu z duszą na ramieniu podchodzimy do naszego auta wierząc, iż odpali, zwłaszcza gdy pozostało tylko kilkadziesiąt minut na dojazd do pracy. Jak w tych anormalnych warunkach pokonać bardzo niską temperaturę, już za chwilę.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Akumulator oczkiem w głowie
Od niego zależy poranny rozruch w niskiej temperaturze. Pamiętajmy, iż nawet nowa bateria w temperaturze -27 st. Celsjusza (najniższa temp. w kujawsko-pomorskiem) traci drastycznie pojemność i jest co najwyżej sprawna w 56-60%. Oznacza to poważne kłopoty z rozruchem.
Co można zrobić? Okazuje się, że sporo. Wszystko zależy od naszych chęci, zapobiegliwości i posiadanej wiedzy. Zatem podstawowym wymogiem jest ocieplacz na akumulator (filcowy, z pianki lub styropianu), choć przy permanentnym mrozie i on niewiele pomoże.
Jeśli nasza bateria nie jest w najlepszej kondycji, to warto ja wymontować z auta i przynajmniej przenieść do ogrzewanego pomieszczenia. Tu należy poddać akumulator ładowaniu, najlepiej małym prądem, znacznie mniejszym niż 0,1 IQ (np. akumulator 45 Ah (amperogodzin) - prąd ładujący znacznie mniejszy aniżeli 4,5 A).
Ważne: w celu przedłużenia żywotności baterii zaleca się ją ładować małym prądem np. 0,8-1 A, zamiast 4,5 A w cyklu 10-godzinnym. Tu ciekawostka, którą niechętnie zdradzają specjaliści. Najlepsze wyniki osiąga się stosując prostowniki z funkcją "odsiarczanie"; można je jeszcze dostać od handlarzy ze Wschodu. Niestety te najtańsze, z półek w hipermarketach nie posiadają tej cudotwórczej i "odmładzającej" roli.
I na koniec generalna zasada, nie pozwólmy, aby napięcie na ogniwie akumulatora spadło poniżej 1,75 wolta. Wówczas jakiekolwiek zabiegi okażą się bezcelowe. Pamiętajmy, iż bateria może mieć napięcie (ściślej s.e.m. - siła elektromotoryczna), ale "rachityczny" prąd rozruchowy!
Jeśli decydujemy się na zakup nowej baterii, zwykle bezobsługowej (z tzw. zielonym oczkiem, jeśli jest w pełni sprawna), poprośmy sprzedawcę, aby sprawdził ją pod obciążeniem tj. próbnikiem widełkowym. Dopiero wtedy mamy pewność, że źródło cennej energii nas nie zawiedzie w bardzo niskich temperaturach.
Pożyczamy prąd
Sporo powiedzieliśmy o akumulatorze, ale co ma zrobić dla przykładu kobieta, gdy rozrusznik nie wykazuje chęci do pracy. Wtedy można poprosić zaprzyjaźnionego sąsiada o "pożyczenie" prądu. Niestety potrzebne są przewody rozruchowe i pomoc bardziej doświadczonego kierowcy. Przewód czerwony łączymy z plusem dawcy i biorcy, a przewód minusowy (zwykle czarny) z minusem obu baterii lub masą główną (ta wersja ostatnia jest najbardziej zalecana). Silnik dawcy musi pracować na podwyższonych obrotach np. 1500 obr./min, aby napięcie ładowania podnieść powyżej 14 woltów. Dopiero po kilku minutach podejmujemy próbę "odpalenia" auta posiadającego rozładowany akumulator. Podany sposób jest najbardziej odpowiedni dla samochodów z automatyczną skrzynią biegów i katalizatorami. Próba na tzw. pych, dla tych pierwszych w ogóle nie wchodzi w rachubę, dla tych drugich, najczęściej kończy się przyspieszoną agonią katalizatora.
Ważne: w niektórych samochodach np. GM/Ford wersja amerykańska, kolejność podłączania kabli rozruchowych jest odwrotna, dlatego należy zawsze sprawdzić tę operacje w instrukcji swojego samochodu.
Oleje o niskiej lepkości
Nie wdając się w fachowe określenia, sygnalizujemy, iż gęstość oleju ma bardzo duże znaczenie dla silnika w momencie rozruchu. Oleje silnikowe, mówiąc kolokwialnie, rzadkie np. SAE 5W-30, SAE 0W-30, a nawet 5W-50 (niektóre Energy Conserving) w znaczący sposób ułatwiają rozruch zimnego silnika. Niestety nie nadają się do każdej jednostki napędowej, w razie wątpliwości należy zapytać serwisanta lub zajrzeć do książki obsługi.
Depresatory
Uruchomienie silnika to jedynie połowa sukcesu. Bardzo często w tak niskich temperaturach, szczególnie diesle, są bardzo chimeryczne. Dlaczego, bo np. pan Kowalski czy Byrcyn z samiuśkich Tater zatankował na przygodnej stacji ON nie spełniający wymagań niskotemperaturowych i przeciwdziałających TZZF (temperaturze zablokowania zimnego filtra).
Dlaczego, oto rada specjalisty:
- Polska Norma PN-EN 116 przewiduje stosowanie ON zimowego o TZZF do -20 st.C. To zbyt mało w polskich realiach, gdy temperatura spada do -28 st.C, a nawet poniżej. Dlatego w naszym Centrum zalecamy stosowanie dodatków (tzw. depresatorów) na okoliczność zamarzania ON i wytracania się tzw. korków parafinowych - powiedział Zbigniew Karaś, prezes Centrum Motoryzacyjnego Moto-Champ w Bydgoszczy
- Depresatory zawsze stosujemy przed spodziewanymi mrozami, a sytuacjach takich jak obecnie (dop.red. - w temperaturach poniżej 22 st.Celsjusza), przy każdym tankowaniu. Unikamy w ten sposób kosztownego udrażniania układu paliwowego i wtryskowego - dodał nasz rozmówca
W kolejnym odcinku radzimy jakie paliwo (ON, Pb 95, autogaz) należy stosować do naszych silników, gdy temperatura spada poniżej 27 st. Celsjusza.
Tekst: Krzysztof Golec, AutoFlesz | 2006-01-29 12:01

