Od co najmniej kilku lat pojawiają się coraz bardziej ciekawe rozwiązania w motoryzacji. Niektórzy nawet twierdzą, że wynaleźli perpetuum mobile. No bo jak nazwać urządzenie, które potrafi dostarczyć wodór do komory spalania silnika tylko w jednym celu – oszczędności w zużyciu paliwa, podniesieniu mocy silnika i jego momentu obrotowego. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej - jak auto spalające przeciętnie 7-8 litrów/100 km może zużywać znacznie, znacznie mniej - to przeczytaj do końca o generatorze HHO.

fot. hyperinzerce.cz
Naszym zdaniem temat jest ciekawy, ale nie pozbawiony nutki sensacji. Nie zajmujemy stanowiska, bo w Polsce to totalna nowość, jak sprężony gaz ziemny dla Diesla.
Temat jeszcze nie został poruszony przez media
Choć ten temat nie znalazł się jeszcze na pierwszej stronie wielu magazynów motoryzacyjnych, ma sporą grupę zagorzałych przeciwników, ale ma też grono zapalonych animatorów jazdy "na wodzie”. Ta ostatnia grupa twierdzi nawet, że oszczędności wynikające z zastosowania generatorów HHO mogą sięgać nawet 40 proc. To także opinia pana Alfreda Pacewicza (konstruktora takich generatorów), aczkolwiek dziś nie potrafi zbliżyć się do tego wyniku, choć jak mówi, ma coraz bardziej zaawansowane układy HHO i elektronikę do nich.
Inni, jak np. kontrahenci sprzedający takie urządzenia na Allegro, podają znacznie skromniejsze oszczędności po zastosowaniu tego urządzenia (lub nie podają wcale) 25-30 proc.
fot. HHO-italia.com
Tylko rys historii – instalacje HHO już były znane przed wojną
Przypomnijmy, że generator HHO w obecnej postaci jest sprzedawany przez kilka znanych firm amerykańskich, w tym Browns Gas. Ale tak naprawdę jego historia sięga znacznie odleglejszych czasów.
Już w 1860 roku Jean Joseph Etienne zbudował pierwszy elektrolizer wodorowy. Jego kolega po fachu, Charles H.Frazer opatentował w 1918 roku hydrogen booster. Podstawowym składnikiem był oczywiście wodór, który doprowadzony do komory spalania powodował wzrost mocy silnika przy dość znacznym obniżeniu zapotrzebowania na paliwo.
Koncepcja mocno ewaluowała, już w 1935 roku Henry Garrett zaprojektował gaźnik elektrolityczny. Prawdopodobnie to jeszcze nie są wszyscy ojcowie wynalazku z jakim przyszło nam się zmierzyć. HHO czyli gaz Browna ma znacznie większe zastosowanie niż tylko uszczęśliwienie kierowcy jego silnika (szczególnie Diesla, ale bez problemu zdaje egzamin w jednostce iskrowej). Wspominany Yull Brown, chemik pochodzenia bułgarskiego, odkrył że zmieszanie tego gazu w odpowiednich proporcjach (oxyhydrogenu) nie jest wybuchowe i może być bezpiecznie stosowane. Jeszcze przed II wojną światową odmówił kilku amerykańskim koncernom sprzedania swego patentu, w celu produkcji wodoru do zasilania silników. Brown, swoje zainteresowania gazem skierował w inną stronę – palników do cięcia metali. Z jego prac skorzystała firma Lotgenst, która w 1970 roku wprowadził na rynek generatory HHO do zasilania palników.
Motoryzacja już wykorzystuje wynalazek Browna
Temat nie jest nowy, jak powiedzieliśmy, ale wykorzystanie pewnych elementów z elektrolizy HHO odbiło się szerokim echem w światowej motoryzacji. Wynalazek pomógł nawet angielskim czołgom operującym w rejonach Afryki Pn. (były znacznie odporniejsze na przegrzanie). Warto dodać, że udane eksperymenty z generatorami HHO nadal prowadzi amerykańska firma Browns Gas np. w pikapie Dodge RAM, wcześniej Lancia Delta Integrale (wtrysk przegrzanej wody do cylindra) wymiatała rywali na trasach WRC.
W praktyce wygląda to skromnie, ale nie beznadziejnie
Przełknęliśmy nieco historii, teraz bardziej otwarcie porozmawiamy o praktycznym zastosowaniu. Wodór nie jest niczym nowym w światowej motoryzacji, wymieńmy tylko BMW Hydrogen 7, Mazdę RX-8RE hydrogen (z silnikiem Wankla) czy najnowszy seryjny model Hondę FCX Clarity (seryjna sprzedaż w czerwcu 2008 roku).
Pewną odmianą zasilania wodorowego (tankowanego z dystrybutora) są ogniwa paliwowe fuel cell. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, więc bardziej skupmy się na generatorach HHO.
Z krótkiego przeglądu generatorów HHO można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków. Ze względu na stosunkowo małą ilość wyprodukowanego gazu nie zapewniają „czystej” jazdy na wodorze. Są jedynie elementem wspomagającym zasilanie E95 lub ON, pozwalającym na pewne oszczędności paliwa. Można przyjąć, że nawet 25-30 proc. z zaawansowaną elektroniką.
I tu dochodzimy do tematu rzeka, jak kiedyś z instalacjami gazowymi. Pamiętacie pierwsze instalacje gaźnikowe z podłym i strzelającym mieszalnikiem (reduktorem). Dziś to już urządzenia V generacji, a nawet do jednostek z wtryskiem gazu bezpośrednio do cylindra (TSI, FSI, TCe, JTS czy Toyota/Lexus D4).
Jednym z ważniejszych podzespołów elektronicznych jest emulator (np. Volo, Magnum Oxygen czy AVF -100) oraz sterownik PWM (Pulse Widh Modulation). W zestawie powinny być jeszcze inne elementy elektroniczne (elektromechaniczne) jak amperomierz, zawory elektromechaniczne, przełączniki, przekaźniki, diody LED czy bezpieczniki.
Wróćmy do emulatora, jego zadaniem jest oszukanie komputera ECU w samochodzie przeznaczonym do zamontowania generatora HHO. Bez niego sonda lambda odczytywałaby zniekształcony skład mieszanki stechiometrycznej. Przypomnijmy, takie emulatory posiadały już instalacje gazowe III generacji. A sterownik PWM, cóż elektroliza wody w tajemniczym generatorze HHO wymaga dostarczenia bardzo dużego prądu, nawet 10 - 20 amperów. Sterownik „pomaga” maksymalnie zmniejszyć pobór prądu z samochodowego akumulatora +12 woltów.
Ceny i wydajność
Jeden z konstruktorów generatora HHO Alfred Pacewicz podaje, że w silnikach małolitrażowych potrzeba tylko litra wody destylowanej na wyprodukowanie litra gazu z HHO. W przypadku samochodu o pojemności 2,0-litrów należy podwoić pojemność generatora. Więcej szczegółów można wyczytać w amerykańskim magazynie "Water4Gaz" lub wejść na stronę innego konstruktora Jerzego Adamskiego.
Jakie są ceny? Na Allegro można kupić podstawowy zestaw za 400 zł, amerykańskie generatory HHO mogą kosztować nawet 400 dolarów. Elektronika też jest droga np. emulator AVF- 100 kosztuje 1000 zł, Volo 350 zł.
fot. HHO-italia.com
Czy urządzenie jest bezobsługowe?
Niestety nie, co 800-1000 km dolewamy do zbiornika wody destylowanej (w przypadku samochodów małolitrażowych zbiornik ma pojemność 1000 ccm, dostawcze i ciężarowe nawet 6 litrów).
Przegląd na nastęuje co 25 tys. km. Obejmuje on czyszczenie generatora, dolanie elektrolitu (woda destylowana ze szczyptą wodorotlenku potasu). KOH ułatwia proces elektrolizy i zapobiega zamarzaniu wody (do ok. -22 st. Celsjusza). Instalacja nie wymaga homologacji, ale producenci nowych samochodów, przynajmniej niektórych marek – mają awersje do tego typu modyfikacji.
Przypominamy, że podobnie jest z gazem LPG i CNG. Zawsze zapytaj w salonie, czy producent zezwala na takie konwersje. Z naszych doświadczeń wynika, że producenci zostaną wkrótce postawieni pod ścianą, będą się przed tym bronić, jak przed LPG. Temat jest nowy, przynajmniej w Polsce, więc jeszcze nie dociera do środowiska importerów i dealerów. Z kolei serwisy montujące generatory HHO już zacierają ręce.
Uzupełnieniem tej informacji, już wkrótce, będą nerwowe zachowania diagnostów w stacjach diagnostycznych. Na tę chwilę panowie nawet nie mają pojęcia, o co ich pytamy. Ale, jak to zwykle bywa min. Rostowski już coś wymyśli, aby jego poddani za bardzo nie skąpili "tacą" do budżetu. Temat, jak powiedzieliśmy jest nowy i należy się spodziewać „odpowiednich” reakcji decydentów na wprowadzanie ewentualnych przeróbek w samochodzie.
Wprawdzie importerzy generatorów HHO zapewniają, że samochody już przerobione nie wymagają dodatkowej kontroli techniczne, my jesteśmy uczuleni w tym temacie.
Czy generator HHO można zamontować samemu?
Cóż można, tylko czy jest taka potrzeba. Wprawdzie sprzedawcy dodają płyty CD i wszelkie instrukcje, nie każdy musi się znać na zaprogramowaniu emulatora. Ponadto, montaż w wyspecjalizowanym serwisie, przynajmniej w części przerzuca odpowiedzialność w zakresie gwarancji na serwisanta.
Czy generatory HHO są cudownym wynalazkiem?
A czy gaz jest takim medium? No właśnie. Ta sytuacja Polaków, zarabiających tylko nieco więcej od Rumunów i Albańczyków (przynajmniej ta, która nie ukradła miliona dolarów), zmusza do oszczędności i szukania innych rozwiązań.
Jeden z najlepszych tunerów w Polsce, Jacek Chojnacki, powiedział kiedyś, że gaz jest dobry… tylko w kuchence gazowej. Niestety mylił się. Natomiast zapytany w podobny sposób, w odniesieniu do HHO wyraził umiarkowaną opinię.
Przede wszystkim urządzenie pobiera zbyt duży prąd z akumulator, może pracować tylko po uruchomieniu silnika, wymaga przeglądów okresowych i… niema jeszcze wiarygodnych badań co do skutków ubocznych.
Magnetyzery i ceramizery nie sprawdziły się. Optymiści powiedzą, że nie w takim zakresie jak obiecywali producenci. Zatem HHO to kit czy hit? Na dokładną odpowiedź musimy jeszcze poczekać.
Autor: Krzysztof Golec, Artur Kania, autoflesz.com
Od autorów: Pan Alfred Pacewicz podobno doprowadził wodór w swoim aucie testowym – z instalacją LPG – w niekonwencjonalny sposób. Zwykle doprowadza się do kanału ssącego, tymczasem konstruktor wprowadził gaz poprzez wtryskiwacze gazu. Opinię naszego redakcyjnego eksperta gazowego o tej ciekawostce, jak również samych generatorach HHO przedstawimy wkrótce.
