Program tvn turbo „Uwaga pirat” ma stałą rzeszę oglądających. Często ukarani nawet pytają, czy będą w telewizji? To trochę zabawne, w sytuacji dokumentowania i podjęcia czynności służbowych przez zmotoryzowany patrol policji. Zawsze jednak policjanci z patrolu drogówki żądają pytanie: czy kierowca przyjmuje mandat?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Odpowiedź negatywna pada rzadko, niemal zdecydowana większość zgadza się zapłacić mandat kredytowany w ciągu 7 dni. Istnieją jednak przypadki, w których kierowca nie zgadza się z orzeczeniem policjantów. Są też i tacy, co w bezczelny sposób próbują odwrócić bieg sprawy. Niemal zawsze hardo parując: czy pan wie, kim jestem? Innym wybiegiem jest zagajenie patrolu, czy pokazywanie sprawcy (choć z zamazaną twarzą) jest zgodne z prawem prasowym, buńczuczna pyskówka - nie zgadzam się na filmowanie, etc.
Zostawmy jednak kwestie filozoficzne, odpowiedzmy na pytanie: czy warto przyjąć mandat?
Zacznijmy od formalnych czynności funkcjonariuszy po zatrzymaniu. Dla pełnego bezpieczeństwa samo zatrzymanie powinno odbyć się w miejscu bezpiecznym dla kierowcy i patrolu policji. Funkcjonariusz zobowiązany jest się przedstawić, podać powód zatrzymania, poprosić o dokumenty (prawo jazdy, ubezpieczenie, dowód osobisty lub inne w przypadku samochodów specjalnych). Z reguły zaprasza kierowcę podejrzanego o popełnienie wykroczenia do radiowozu w celu odtworzenia zapisu dot. prędkości, zbyt dużej prędkości lub wyprzedzania w miejscu niedozwolonym czy jazdy "na czerwonym".
Taryfikator mandatów jest dość sztywny, ale istnieje też pouczenie
Podczas czynności wstępnych zatrzymania nie wysiadamy z pojazdu. Nie musimy też oglądać (zapisu przekroczenia prędkości), jeśli zdecydowaliśmy się na zapłacenie mandatu w takiej wysokości, jak podaje taryfikator. Funkcjonariusz musi tez podać ilość punktów za to konkretne wykroczenie. Zdarza się jednak, że kierowca popełnia kilka wykroczeń, wówczas funkcjonariusz sumuje ilość punktów. Zwykle dopytuje się czy nie została przekroczona dopuszczalna ilość punktów na koncie kierowcy.
Wreszcie są też przypadki szczególne przewinienia: nowe przepisy, nowe znaki drogowe, niesprawne światła, etc. W przypadku, jeśli nie zachodzą rażące naruszenia zasad ruchu drogowego lub spraw(czyni)ca jest celebrytką funkcjonariusz może pouczyć kierowcę. Podpowiadamy, policjancie nie lubią cwaniaków, lubią natomiast zadawać retoryczne pytania: gdzie tak się spieszymy panie kierowco? Ubaw po pachy, w niektórych scenach na tvn turbo.
Odmowa przyjęcia mandatu
Są też przypadki odmowy przyjęcia mandatu, jeśli kierowca nie zgadza się z interpretacją patrolu policji. W przypadku udowodnionego przekroczenia prędkości nie ma to większego sensu, bo zapisu na wideorejestratorze nie podważy nawet rzeczoznawca. Jeśli jednak doszło do kolizji (nie ma obrażeń ciała), a nie czujemy się winni, mamy prawo odmówić przyjęcia mandatu. Patrol zmotoryzowany pisze protokół i kieruje sprawę do Sądu Rejonowego.
Warto pamiętać, że nawet niewinnie wyglądająca stłuczka może nieść ze sobą konsekwencje, jeśli nie wezwiemy patrolu, który sporządzi notatkę służbowa ze zdarzenia. Często sprawcy proszą kierowcę (poszkodowanego) aby nie wzywał policji tylko piszą oświadczenie. Pamiętajmy, że po jakimś czasie sprawca może ściemniać i odmówić firmie ubezpieczeniowej podpisu o swojej winie (bo np. był indoktrynowany czy działał pod wpływem silnego stresu).
Sprawa w Sądzie Rejonowym - tylko sędzia wydaje sprawiedliwy wyrok
Wróćmy jednak do dalszej kolejności wydarzeń. Z reguły po kilku dniach dostajemy zawiadomienie do stawienie się na przesłuchanie, do właściwej Komendy Ruchu Drogowego. Tam funkcjonariusz lub funkcjonariuszka sporządzą protokół, również z przesłuchania innych poszkodowanych czy świadków biorących udział w zdarzeniu. Na tym etapie następuje dokumentowanie zdarzenia i najczęściej odesłanie akt sprawy do Sądu Rejowego. W przypadku zdarzenia jednoznacznie wskazującego na winę kierowcy, komendant obligatoryjnie kieruje sprawę do sądu, jeśli są wątpliwości, może powołać biegłego. Jednak sprawa zwykle ma epilog przez Temidą.
Sąd Rejonowy (zazwyczaj) prowadzi rozpoznanie sprawy, często wydaje nawet wyroki bez udziału "pokrzywdzonego". Jeśli wyrok jest niekorzystny dla kierowcy odmawiającego przyjęcia wcześniej nałożonego mandatu, sąd podaje termin do złożenia odwołania. Teraz dopiero zaczyna się walka o udowodnienie swoich racji. Jest to o tyle istotne, iż firmy ubezpieczeniowe muszą mieć „czarno na białym” - z czyjego ubezpieczenia będzie naprawiony samochód sprawcy i poszkodowanego.
Sąd jest niezawisły i orzeka bezstronnie. Może się jednak zdarzyć, że ukarze sprawcę surowiej niż wynikałoby to z nałożonego mandatu i przyznanych punktów karnych. Tu nie ma mądrego, kierowcy kombinują, często myśląc, że może się uda. Z reguły się nie uda! Co więcej możemy być obciążenie kosztami postępowania. Jeśli zatem twoja wina jest jednoznaczna, odmowa przyjęcia mandatu jest tylko odroczeniem w czasie egzekucji.
Często kierowcy pytają, czy przyjęcie mandatu jest już wyrokiem i podpisaniem cyrografu. W zasadzie tak, ale zgodnie z art. 101 par. 1 (ustawa z dnia 24 sierpnia 2001 r. Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, Dz. U. z dnia 29 września 2001 r.) ma wyście awaryjne, aczkolwiek tylko teoretycznie. Obligatoryjnie należy jednak złożyć w zawitym termie 7 dni odwołanie od wymierzonej kary.
Należy dodać, że sprawy zawiłe i trudne obowiązkowo rozpatrywane są z udziałem biegłych i rzeczoznawców. Niemal zawsze powołuje ich sąd, takie prawo przysługuje także kierowcy mającego wątpliwości co do nałożonej kary. Zwykle takie sprawy nie kończą się na jednym posiedzeniu.
Co z tego wynika – jeśli jesteś przekonany o swojej niewinności, złej interpretacji zaistniałej kolizji przez funkcjonariusza, stwierdziłeś niedociągnięcia formalne - walcz o swoje prawa w sądzie. Nie musisz wtedy przyjmować mandatu. Kalkuluj jednak, iż jeśli przegrasz sąd ukarze kosztami postępowania sądowego, te zwykle są bardziej dokuczliwe niż mandat kredytowany.

