Czy to jedyna historia kościóła katolickiego pw. św. Józefa w Świerzawie?

Świerzawa do małe miasteczka niedaleko Jeleniej Góry, można powiedzieć,  że zapomniane  przez władze, a nawet dostojników kościelnych.  Tu ciągle jest coś ciekawego do zbadania, odkrycia, pokazania potomnym. Jedną z takich historii jest Złoto Wrocławia, którego ostatnim strażnikiem był kpt. Herbert Klose. Zmarł, niedaleko,  w spokojnej wsi Sędziszowa. Stąd zaledwie kilka kilometrów drogi 328 do Świerzawy i Jeleniej Góry.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Dziś  jednak o Złocie Wrocławia nie będziemy mówić, a o zapominanym, wręcz katastrofalnym stanie kościoła,  największego kościoła  w Świerzawie pw. św. Józefa.

Znów pojawia się kpt. Klose
Wielu się zastanawiało, jaki związek może mieć kościół w Świerzawie,  a osiadły po wojnie autochton kpt. Herbert Klose. Nikt lub prawie nikt nie łączy tego faktu. A warto przyjrzeć się bliżej, przeczytać choćby ostatnią książkę „Złoto Wrocławia” dr. Kudelskiego, aby zupełnie inaczej ocenić fakty. Warto zapytać dlaczego Kościół, jak również władze gminne i samego Wrocławia zezwoliły na taki tragiczny stan świątyni, obecnie katolickiej?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Celowo, a może to zwykła kamuflaż przed natrętnymi pielgrzymami, dziennikarzami i odkrywcami tajemnic. Czyżby nie było funduszy, w tym unijnych na ten zabytek? Ten temat zgłębimy, bo jest tak samo ciekawy, jak „Złoty pociąg”, który jednak istnieje, aczkolwiek nie pod Wałbrzychem.

Świerzawa, jak powiedzieliśmy to małe miasteczko zamieszkiwane przez niecałe 3 tys. mieszkańców. Jest tu skromna  stacja benzynowa, drugi kościół, a nawet ponownie otwarty posterunek policji (za rządów drużyny Donalda Tuska zamknięty, z rozwieszonym banerem „Poszukujemy kandydatów do policji”).

Latem kończącego się roku droga 328 prowadząca przez Świerzawę była zamknięta, obowiązywały objazdy, ale miejscowi wiedzieli jak przejechać na skróty. Nas też tam pokierowano, stąd wiemy, iż gmina ma całkiem ładny, otwarty basen pływacki.

Wróćmy jednak do kościoła pw. św. Józefa. Nie dane nam było zajrzeć do środka z powodu pandemii COVID-19. Ludzi można było policzyć  na palcach jednej ręki, którzy jedynie przemierzali drogę do najbliższej "Biedronki". Nie było nawet tych "aniołów" , co zwykle w bramach miejskich pociągali mocniejsze trunki! A w samym kościele tylko grzyb,  zacieki, zapuszczone obejście, drzwi  zamknięte  na wszystkie spusty.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Trochę nas to zdziwiło, że legnicka kuria nie wykazuje zainteresowań stanem technicznym tego obiektu zabytkowego. Owszem wiernych mało, ale taki zabytek zasługuje na lepsze czasy. Wiemy też, iż  kościół  przechodził burzliwe zawirowania w okresie swojej świetności. Przypomnijmy zatem co nieco.

Krótka historia kościoła pw. św. Józefa
Pierwotnie to kościół poewangelicki zbudowany -  a raczej kościół który  otrzymał pozwolenie -  w 1741 roku,  dzięki zgodzie króla Prus na wybudowanie tu świątyni; faktycznie budowa rozpoczęła się sześć lat później. W 1772 roku świątynię strawił pożar, niektórzy mówią otwarcie o podpaleniu. Koszt odbudowy dotowany datkami wielu sponsorów wyniósł 5313 talarów. To wtedy kościół wyposażono  w przepiękne organy wykonane przez Christopha Ferdinanda Neumanna z Petersdorfu. Ołtarz główny wykonał mistrz  Marianus  Lacher z Krzeszowa (1797 rok).

W 1816 roku dokonano renowacji fresków, malowideł i zmodernizowano organy. W 1842 roku dobudowano przedsionek, a trzeba wiedzieć że było to dzieło mistrzów Klosego i Beera. Tak, tak, ten pierwszy - z dużym prawdopodobieństwem - mógł być przodkiem kpt. Klosego, strażnika Złota Wrocławia. Czyżby nikt na to nie wpadł?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W 1844 roku wciągnięto na wieże trzy dzwony wykonane przez ludwisarza Sieferta z Jeleniej Góry. Czy do dziś zachował się oryginał? Cóż, nie buło okazji aby ksiądz proboszcz nie podjął tego tematu.

W 1872 roku pozłocono krzyż znajdujący się na wieży, złocenia dokonał znany złotnik Bittner z Cieplic Śląskich Zdrój (wtedy była to oddzielne miasteczko, niezależne od Jeleniej Góry).  Trzy lata później specjalna komisja kościelna powołana prze biskupa orzekła, że stan kościoła jest zły, co skutkowało jego wyburzeniem. To ciekawostka, bo podobne, ale znacznie starsze świątynie, stoją do dziś. Czyżby wtedy także budowano jak w kultowym filmie "Nie lubię poniedziałku".

Budowa nowego kościoła trwała ponad 3 lata, była autorstwa arch. Paula Hartmanna z Poznania. Trzeba przyznać, że architekt się postarał, nie jest to wprawdzie działo godne Karla Schinkla, ale trudno mu cokolwiek zarzucić.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Niestety, nowy kościół  potrzebował sporych nakładów  finansowych, w co ponownie zaangażowali się darczyńcy, a firma organmistrzowska Gebruder Schlag wykonała nowe organy, po znacznie obniżonej cenie. Wszak ciągle myślano, że to będzie kościół ewangelicki, na zawsze pozostający  w rubieżach Niemiec. W lipcu 1878 roku biskup  uroczyście poświęcił nowy kościół.  

Pierwsza i II wojna światowa nie dokonała tu tylu zniszczeń, co polskie władze po 1945 roku. Do 1946  roku kościół stał pusty, gdyż Niemcy zostali wysiedleni z terenów Dolnego Śląska. Przytoczony zaś kpt. Klose pozostał w pobliskim  Sędziszowie, ożenił się nawet z miejscowa parafianką, żył całkiem spokojnie nie nękany przez UB.

Polskie władze  komunistyczne rozpoczęły systematyczną destrukcję wiary katolickiej. W 1972 roku wywieziono ambonę, ołtarz główny i zabytkowe organy, a kościół przeznaczono na... skup butelek. Tak, tak w głębokim PRL-u funkcjonowały takie cenne  miejsca skupu, tak samo jak dziś „skup złomu”. Później był tu magazyn mebli pod szyldem „Samopomocy Chłopskiej”.

Transformacja ustrojowa dała małego kopa do mocnych zmian w Polsce, ale dopiero w 1990 roku kościół przechodzi na własność gminy. Pięć lat później zostaje przekazany parafii rzymskokatolickiej w Świerzawie. W marcu 1999 roku ks. bp Tadeusz Rybak odprawił w świątyni  pw. św. Józefa pierwszą mszę świętą i poświecił tablicę pamiątkową.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Zakończenie, nie mniej ciekawe jak sam kpt. Klose
Minie jeszcze sporo czasu zanim kościół stanie na nogi ku chwale Pana. I na koniec, nieznane osoby (lub osoba) chciały ofiarować na cel odbudowy dość znaczącą ofiarę, ale... No właśnie, po śmierci Edwarda / Herberta Klose w 1996 roku,  na konto odbudowy kościoła katolickiego nie wpłynęła wpłata, mogąca w istotny sposób wspomóc dzieło Pana.

Do tematu powrócimy, bo jest nadal bardzo ciekawy dla historyka, odkrywcy tajemnic III Rzeszy i słynnego już Złota Wrocławia.

 

- przeczytaj także:

 

redakcja autoflesz.com

w opisie wykorzystano historię kościoła opisana przez parafię w Świerzawie

Publish modules to the "offcanvas" position.