Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim - ciekawostki perełki Dolnego Śląska

Czwartek, jeszcze w czasie ferii, minus 3 st. Celsjusza. Długo czekaliśmy na przejaśnienia, rozdmuchanie zalegającego w górach smogu, a przede wszystkim na słońce. Udało się połowicznie, ale ze względu na pogodową huśtawkę – jak podczas ataku szczytowego na Lhotse -  dłużej nie można było czekać. Zatem wpisaliśmy do nawigacji TomTom koordynaty na Kamieniec Ząbkowicki, perełkę Dolnego Śląska, bardziej znaną jako pałac Marianny Orańskiej. Niektórzy mówią, że to najładniejszy pałac w Polce,  jest w tym dużo prawdy, a przede wszystkim zaskakujących zwrotów akcji w historycznym ujęciu...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Jeszcze przed dotarciem na przedpałacowy parking, na szczęście niepłatny, kilka razy upewnialiśmy się, iż jedziemy w dobrym kierunku. Zarówno orientacja w terenie, jak i nawigacja nas nie zawiodła. I tak, już z oddali zobaczyliśmy piękny pałac z charakterystycznymi wieżami, nadal w trakcie remontu, kościół ewangelicki zwany „Czerwonym Kościółkiem” i pocysterskie zabudowania. Problem jednak był jeden, otóż bilety należy kupić w pałacowej kawiarence – zawsze o pełnej godzinie, a zwiedzanie jest dozwolone tylko z przewodnikiem. Krzątający się tu niemrawo turyści dość głośno wymieniali uwagi na temat zabytku.

- A co będzie, jeśli nikt oprócz nas nie stanie na zbiórce przed przewodnikiem – zastanawiała się  mała Ania

- Nie pomyślałem o tym, założyłbym się jednak o tysiąc dolarów, że w czasie ferii będą tu czekać na swoją kolej takie dzieci jak ty – powiedział nauczyciel z mapką w rękufot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Z duszą na ramieniu poszliśmy dalej, aby na własne oczy przekonać się, czy w czwartkowe przedpołudnie uda nam się wejść do pałacu z grupą rówieśników. Trudno zgadnąć, czy mieliśmy farta...

- Jest pan sam, dzisiaj wyjątkowo nie dopisała nam frekwencja – powiedziała pani w kawiarni

- Proszę zatem obejść zamek dookoła, zrobić sobie zdjęcia i wrócić o pełnej godzinie po bilety – dodała bez zacięcia

Dopiero w tym momencie skojarzyliśmy ten fakt z głośnymi rozmowami przyjezdnych, którzy - jak się okazało - poszli fotografować i zwiedzać pocysterskie klasztory. Zatem skorzystaliśmy z podpowiedzi wolontariuszy, aby dość skrupulatnie obejść cały pałac i kilka  parkowych ścieżek. Wspominaną godzinkę spożytkowaliśmy na podziwianie ostatniego dzieła życia Karla Schinkla. Zapewniamy, było warto!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Okres szabrowników i wieczystej dzierżawy
Przyspieszmy jednak tę opowieść, aby Tobie Drogi Czytelniku przekazać garść informacji, a przede wszystkim ciekawostek związanych z księżną Marianną Orańska.  Opisywanie faktów, czy etapów budowy, pewnie zajęłoby kolejne strony, ale niekoniecznie musiałoby Ciebie zainteresować. Podamy więc to, co naszym zdaniem należałoby zaakcentować, a w szczególności fakt tzw. wieczystej dzierżawy dla dra Włodzimierza Sobiecha, który – powiedzmy wprost – uratował perełkę Dolnego Śląska od totalnej ruiny. Po wojnie, gdy przyszedł czas na szabrowników, "odzyskiwaczy" szlachetnych materiałów (marmury, piaskowce, parkiety, meble czy obrazy) komunistyczne władze planowały nawet wysadzić tę umocnioną ruinę. Ale do tego jeszcze dojdziemy, oficjalnie jednak nie mówi się zbyt dużo o wpakowaniu przez dra Sobiecha,  co najmniej,  kilkudziesięciu milionów złotych w ratowanie zabytku. Fakt pruskiego, ale zabytku na skalę europejską! Włodzimierz Sobiech b. wykładowca poznańskiej uczelni zmarł jednak w 2010 roku, pozostawiając swoje "miejsce na ziemi" potomnym, którzy tak naprawdę jeszcze przez dwa lata nie wiedzieli co z pałacem zrobić.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / marmurowa studnia z wodą pitna, na tę chwilę niedopuszczona do spożycia przez Sanepid

Wchodzimy do pałacu
Jedynie napomknęliśmy o ludziach dobrej woli, entuzjastach, choć niekoniecznie historykach sztuki. Naszą opowieść rozpoczynamy, jak sprinterzy na wydłużonym dystansie 200 m. Nie zdążyliśmy nawet dopić gorącej herbaty, gdy  pani przewodniczka przekręciła czarodziejski klucz i wskazała pierwszy punkt zwiedzania. Od razu przekroczyliśmy próg stajni pałacowej, gdzie kiedyś stały w boksach konie arabskie (i prawdopodobnie hanowerskie). Miały wszystko co jest potrzebne do ich pielęgnacji, a nawet więcej. Dlaczego stajnia, być może dlatego, że zarządca zakochał się z wzajemnością w Mariannie, niderlandzkiej księżniczce. Czy był to mezalians? Z całą pewnością, ale był to jeszcze większy skandal na pruskim dworze! Do tego wątku jeszcze wrócimy w dalszej części opowiadania.

- Były nawet kryształowe lustra,  pozłacane wieszaki na ogłowie dla koni czy marmurowe poidła – powiedziała pani Patrycja, licencjonowany przewodnik pałacu w Kamieńcu

Rzeczywiście to co pozostało,  w tym sala balowa z palmowymi sklepieniami,  krużganki, studnia z białego marmuru (głęboka na 33 m), fontanny bijące latem na wysokość ponad 33 m czy pałacowe korytarze i punkty widokowe -  robią niesamowite wrażenie. Pewnie dlatego twórcy „Czterech pancernych i psa” kręcili  tu epizody do kultowego już filmu Janusza Przymanowskiego. Ale nawet w okresie głębokiego PRL-u nikt nie zainteresował się bliżej tą perełką.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / wejście główne z płytą podjazdową w dwóch kierunkach

Zdradzamy kilka ciekawostek dzieła Schinkla
Neogotycka rezydencja Marianny Orańskiej wzniesiona na wzgórzu zamkowym, prawdopodobnie na zgliszczach zamku warownego Brzetysława II (nikt do tej pory nie sprawdził tej hipotezy) jest nazywana także fantazją Friedricha Schinkla. Dlaczego,  bo zarówno sam pomysł księżnej Marianny o wyborze miejsca, jak i projekt genialnego architekta ścierał się z nowatorskimi pomysłami samej fundatorki. Marianna, wyemancypowana kobieta, znająca biegle kilka języków znała się nie tylko na etykiecie dworskiej, ale także na budownictwie, sztuce, malarstwie, najnowszych trendach w architekturze. Schinkel spełniał jej pomysły maestrią budowlanego kunsztu, ale nader często musiał zmieniać plany w czasie budowy. I choć rzadko (osobiście) nadzorował plac budowy (był już schorowany), to zezwalał Ferdynandowi Martiusowi, swojemu uczniowi,  na wprowadzanie nawet zasadniczych poprawek aż do kompleksowego ukończenia dzieła w maju 1872 roku (po prawie 33 latach).

Pierwotnie Schinkel, po pierwszym rekonesansie w Kamieniu Ząbkowickim, chciał zaprojektować pałac (mówi się też o zamku) w stylu renesansu włoskiego. Jednak zastany krajobraz, pobliskie opactwo, jak również wizja Marianny przeważyły szalę w stronę neogotyku.  Aczkolwiek genialny architekt i tak przemycił kilka swoich pomysłów, jak wieże, krużganki czy fontanny (choć zaprojektowane na rożnych poziomach, tryskają latem słupem wody na jednej wysokości).

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Pałac zbudowano z  kamienia, piaskowca i cegieł specjalnie wypalanych przez miejscowych rzemieślników. Do dziś, klinkierowe cegły nie straciły blasku, widać to zwłaszcza podczas słonecznych dni czy refleksów sztucznego światła. Pałac (z elementami średniowiecznej warowni, selektywnym wyborem materiałów budowlanych wzorowanych na zamku w Malborku, gdzie mistrz prowadził prace konserwatorskie) wybudowano  na planie prostokąta z czterema – dobrze zachowanymi - wieżami. Frontowa część pałacu podkreślona jest ryzalitem,  ozdobnymi wieżyczkami, jak również dwunawową halą podjazdów (biegnącą przez całą długość fasady). Dziś zachowały się oryginalne granity, kostka brukowa, po której z fasonem ganiały dorożki z czwórką koni.  

Obecnie gmina będąca właścicielem zabytku, udostępnia pałacowe podwoje i wspominaną halę podjazdów na plenery ślubne. Bajeczny widok, doskonałe światło, jeszcze ciekawsza historia w tle.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / herbowy kartusz

Nad halą podjazdów zaprojektowano taras widokowy, w oryginale ogrodzony był balustradą z białego marmuru. Dziś ten element można oglądać tylko na starych rycinach, ale jak twierdzi nasza przewodniczka,  zostanie odtworzony z innych materiałów.  Schinkel uwielbiał widok na Góry Bardzkie, gdy siedział na tarasie i sączył cysterskie  piwo. Niestety, jak wspomnieliśmy,  był już chory, ale w przypływie wiosennego orzeźwienia lubił malować obrazy. W początkach swojej bogatej kariery, gdy nie było wielu zamówień architektonicznych, zarabiał na życie jako malarz. Trudno dziś powiedzieć, czy to on wymyślił też  kartuszowy herb, dominujący element na osi fasady, ale całość wygląda zjawiskowo.

Niestety, budowany przez miejscowych kamieniarzy, cieśli i murarzy pałac (jesienią 1838 roku wmurowano kamień węgielny) był ostatnim dziełem schorowanego mistrza. I jak powiedzieliśmy, ogrom prac nadzorował z Berlina. Zmarł w swoim służbowym mieszkaniu w 1841 roku. Zapamiętamy go jako geniusza architektonicznego neogotyku, który z rozkazu króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III dostąpił zaszczytu przebudowy centrum Berlina,  po zwycięstwie Prus (po sojuszu z Rosją) nad Napoleonem. Drugim takim przypadkiem, ale już w historii III Rzeszy było powierzenie architektowi Albertowi Speerowi przebudowy Berlina (z rozkazu samego Adolfa Hitlera).

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / herbowy kartusz

Niderlandzka księżniczka Marianna Orańska
Księżna  Marianna von Preussen, córka króla Holandii Wilhelma I i Wilhelminy Fryderyki von Oranien-Nassau dość wcześnie została  żoną (zaledwie 20 lat) Albrechta von Hohenzollerna, hrabiego o wojskowej kindersztubie, apodyktycznego i grubiańskiego jak stajenny koniuszy. Fundatorka i właścicielka wielu parceli dostała w spadku po matce dobra ząbkowickie, powiększając majątek o kolejne wsie, a nawet dwa miasteczka na Śląsku (i tysiące hektarów ziemi). Panujący tu klimat, pocysterskie dobra, a przede wszystkim urzekający krajobraz i historia o warownym zamku Brzetysława II  pomogły  w wyborze miejsca na rodową siedzibę Hohenzollernów. Dziś można tylko stawiać hipotezy, czy aby na pewno to wszystkie powody?

Niestety, trudno jej było znaleźć wspólny język z mężem, ponadto liczne romanse i zdrady hrabiego były nie do zaakceptowania. Rzuciła się zatem w wir pracy. Finansowała nie tylko budowę pałacu, ale także logistyczne przyczółki zaopatrujące plac budowy w materiały. Bez ceregieli i należnego splendoru finansowała budowę dróg i mostów, prowadziła działalność dobroczynną, finansowała szpitale, ochronki dla dzieci, a nawet ośrodki dla matki z dzieckiem.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com


Problemy małżeńskie nie wygasały, dlatego księżna chciała być z dala od dworu w Berlinie. Nie wszystko wyszło po jej myśli. I tu dochodzimy do wspominanego wcześniej skandalu, bo tylko w tak oględny sposób można mówić o mezaliansie. O romansie Marianny z nadzorcą stajennym Johannesem van Rossumem* dowiedział się nie tylko mąż, ale dwór pruski.

*/ najpierw był lokajem  hr. Albrechta, później bibliotekarzem księżnej i  koniuszym, a w końcu osobistym sekretarzem, powiernikiem i... kochankiem.

Hohenzollern wniósł  sprawę rozwodową, ale postanowił zhańbić Mariannę, gdy dowiedział się, że jest w stanie błogosławionym z niderlandzkim stajennym. Księżna znosiła wszystkie szykany z godnością, co więcej, urodziła nieślubne dziecko i sama je wychowywała, aż do jego przedwczesnej śmierci.  Były mąż Albrecht von Hohenzollerna wniósł dodatkowo sądowy zakaz przebywania Marianny na terenie Prus - dłużej niż doba zegarowa. Księżna i ten policzek przyjęła z godnością, ale  do pałacu mogła wchodzi jedynie... bocznym wejściem. Gdy wchodziliśmy przez okno, śladami Marianny, wyglądało to zabawnie, wręcz groteskowo...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com /  taras widokowy z widokiem na Góry Bardzkie, brakuje tylko marmurowej balustrady

Szykany  i poniżenia spowodowały depresję, księżna musiała przerwać prace budowlane, które po śmierci Schinkla prowadził Ferdynand Martius. Do Kamieńca Ząbkowickiego wróciła dopiero w 1853 roku, tylko po to, aby przekazać synowi Albrechtowi juniorowi (nazywanego też  Albrecht Młodszy) nieukończony pałac. Sama już nie chciała przebywać na terenie parceli, gdyż czuła że wytykano ją palcami. Postanowiła więc znaleźć wyjście awaryjne, jak w kultowym  filmie pod tym samym tytułem w reżyserii Romana Załuskiego, z udziałem Bożeny Dykiel. Kupiła zatem spory majątek w Bilej Vodzie, 12 km od Kamieńca Ząbkowickiego, w ten sposób osiągnęła dwa cele:

  • po pierwsze - przebywała na terenie Prus nie dłużej niż  dobę,
  • po drugie mogła doglądać kończącej się budowy.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / pałacowa kaplica wymaga sporo pracy, zniszczona, spalona i czeka na kapitalny remont

W rzeczy samej, na ostateczny szlif pałacu miała coraz mniejszy wpływ, gdyż syn całkowicie poddał się propozycjom Martiusa, zwłaszcza w dziale elementów wykończeniowych, sztukatorskich czy umeblowaniu. Niewiele mówi się o tym ważnym etapie wykończeniowym, ale doskonale wiemy, że wyposażenie domu, willi, a tym bardziej pałacu musi kosztować.

- Meble, obrazy, systemy ogrzewania i cieki wodne stanowiły lwią część wydatków podczas budowy pałacu. Choć mówi się oficjalnie o trzech tonach złota, to ostateczny rachunek mógł być jeszcze wyższy – powiedziała pani Patrycja, nasza przewodniczka

Naszym zdaniem ma rację, bo oprócz samego pałacu, jego ogrzewania i oświetlenia spore koszty generował park w stylu angielskim. Jeszcze w latach PRL-u były ty chaszcze i samosiejki, dziś gmina zmieniła ten element w sposób zasadniczy. Posadzono nowe drzewa, wycięto krzewy i chaszcze, a każde drzewo jest skatalogowane.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / sala balowa nadal w ruinie, ale sklepienia palmowe pokazują maestrię architektonicznego kunsztu

Wspomnieliśmy o wykończeniu wnętrz. Otóż na starych fotografiach i rycinach doskonale widać  z jaką starannością wykonano  detale. Dla przykładu marmurowe posadzki w salach reprezentacyjnych,  w jadalni, pokojach gościnnych - położono mozaiki ze szlachetnego drzewa, zaś w pomieszczeniach  gospodarczych widać orientalne kafle. Wystrój uzupełniała drogocenna porcelana, obrazy holenderskich mistrzów czy stylizowane meble. Niestety, dziś można jedynie podziwiać wykopane fragmenty porcelany, popękane marmury (których nie zdołano „po chamsku” wyrwać) czy wyrwane kable instalacji elektrycznej. To czego nie wyczyścili  szabrownicy wywiozła... Armia Czerwona - niezwyciężona. Podobno potrzebny był specjalny zestaw wagonów towarowych, aby opróżnić doszczętnie meble i precjoza, które po zakończeniu II wojny światowej były jeszcze nienaruszone.

Skarby Wrocławia i Dolnego Śląska
Wspomnieliśmy o Armii Czerwonej, która nie tylko spustoszyła pałac, wywiozła co było można, to jeszcze podpaliła zabytek. I to dwukrotnie. Do ludzi, którzy ratowali mienie strzelano, jak do dzikich kaczek!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / zdj. nr 1 księżna Marianna Orańska, zdj. nr 7 kaplica nadal w ruinie, nr 8 znalezione fragmenty porcelany

Wspomnieliśmy jednak o fakcie pozostawienia pałacu w stanie niemal nienaruszonym, przed zakończeniem wojny. To tu Niemcy gromadzili zrabowane skarby wykorzystując puste sale na magazyny; pocysterskie włości także zamieniono na magazyny.

Zamiast zakończenia
Niestety, pałac zbyt długo dogorywał czekając na lepsze czasy. Nikt nie sporządził nawet prowizorycznego wykazu zrabowanych dzieł sztuki, obecnie można tylko oglądać wystawione ryciny i fotografie, a o skatalogowaniu wiemy niewiele. Wynika z tego, że doprowadzenie pałacu do stanu świetności – jak to miało miejsce z Zamkiem Warszawskim - będzie nie tylko kosztowne, ale i związane z długimi remontami. Szkoda, że gmina nie dostała unijnej dotacji na ratowanie zabytków Dolnego Śląska.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Warto dodać, że ogrom prac zabezpieczających wykonanych przez dra Sobiecha i górali których tu sprowadził,  w istotny sposób przyczynił się do uratowania zabytku przed totalną ruiną. Wspomniani górale, gdy przybyli na miejsce, w pierwszej chwili myśleli, iż to jest kościół ewangelicki(?).

Dziś, kilka lat po śmierci dzierżawcy nadal mamy ogrom prac do zrobienia, A to wymaga datków, przyciągnięcia sponsorów, zainteresowania wrażliwych ludzi mogących wspomóc osiągnięcie dobra wspólnego. Dlatego nie dziwmy się, że gmina żąda 25 zł za bilet wejściowy.

- Złotówka idzie na potrzeby wolontariuszy tu zatrudnionych, 24 zł na konto odbudowy – usłyszeliśmy od obsługi pałacu

Założenie parkowo-ogrodowe
Również park, a właściwie rozległe założenie parkowo-ogrodowe, zaprojektował kolejny genialny architekt zieleni Peter Joseph Lenné (w 1858 r.). To on był  głównym dyrektorem ogrodów królewskich w Berlinie. Można o tym opowiadać do białego rana, ale  naszym zdaniem ważne są ciekawostki z placu budowy. Park trzeba zobaczyć latem, zwłaszcza unikalne formacje skalne, oczka wodne i wodospady.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / ze zbiorów pałacowych: 1. księżniczka Marianna - Marianne Prinzessin von Preußen, 2. Friedrich Heinrich Hohenzollern - Wilhelm Ernst Alexander Friedrich Heinrich Hohenzollern Prinz von Preußen, 3. księżniczka Luiza Henrietta Pruska - Luise Henriette Prinzessin von Preußen

Powiedzieliśmy też, że w czasach świetności działało tu aż 27 fontann, które strzelały strumieniem wody - na bagatela - 33 m. Aby zasilić  kompresor i podać wystarczająco duże ciśnienie wody Lenné pobudował zbiornik techniczny wraz z siłownią. Głównym elementem zasilającym kompresory, jak również pałacową instalację elektryczną była maszyna parowa. Gdy fontanny tryskały na maksymalną wysokość poziom wody w zbiorniku technicznym niemal spadał do zera, później tylko... rechotały żaby. Dziś można jedynie podziwiać zabudowania, gdzie mieszkają pracownicy techniczni, ale maszyny parowej już nie ma. Szkoda, bo to byłaby kolejna atrakcja, jak na Zamku Moszna. Część instalacji wodnej udrożniono i uruchomiono kilka z fontann - to atrakcja letniego zwiedzania pałacu Marianny Orańskiej. Czekamy też na udostępnienie podziemnych przejść, podobno nadal skrywających tajemnice pałacu.

Warto zauważyć, że oficjalny koniec budowy tej rezydencji nastąpił w 1872 r., choć prace wykończeniowe trwały nadal, aż do początków XX w. Księżna wpompowała w tę budowę ok. milion talarów, ale znawcy tematu przeliczyli, iż to 3-3,5 tony złota. Księżna zmarła w maju 1883 roku i zgodnie z jej ostatnią wolą została pochowana u boku van Rossuma, tego jedynego którego kochała, uwielbiała  i urodziła mu syna. Niestety, mały Johannes Willem zmarł w wieku 12 lat na szkarlatynę, ale wcześniej uzyskał od księcia von Nassau tytuł szlachecki. Na grobowcu  nie ma jednak nazwiska von Rossum, widnieje jedynie grawerka dokumentująca  arystokratyczny status jej b. męża,  Albrechta von Hohenzollerna. Czy to przypadek, kolejna ironia losu, a może prośba o wybaczenie?

Księżną Marianna Orańska była kobietą wyprzedzającą swoją epokę. Filantrop i altruistka, pozostawiła po sobie trwały ślad, choć historia nie darowała jej nieudanego pożycia małżeńskiego. Dziś, można więc powiedzieć: Sic transit gloria mundi!  (łac. tak mija chwała świata)

- Warto powrócić do tego fascynującego okresu historii. A skoro był już kasowy film o Michalinie Wisłockiej, niedługo wchodzi na ekrany kolejny przebój o Marii Curie-Skłodowskiej, to dlaczego nie podjąć wyzwana,  aby zmierzyć się z niderlandzką księżniczką – usłyszeliśmy w stłumionych rozmach w pałacowej kawiarni

A co Wy o tym sądzicie?

 

- przeczytaj koniecznie:

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.