Kamieniec Ząbkowicki – Pałac Marianny Orańskiej, perła architektury Dolnego Śląska

Cóż, mróz dawał się we znaki,  o słonecznym niebie można było tylko pomarzyć, a śnieg i lód zniechęcał do takich wypadów. Mimo to dotarliśmy do Kamieńca Ząbkowickiego, małej miejscowości na Przedgórzu Sudeckim. W dalszych planach był zamek, choć nazywany jest pałacem letnim Marianny Orańskiej. Zanim opracujemy nasz materiał, a jest dość bogaty i podbudowany materiałem zdjęciowym, kilka wersów wprowadzenia. Dodajmy też, że byliśmy pilnymi uczniami naszego uroczego przewodnika,  pani Patrycji Urbaś.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / pałac od strony głównej

Pierwsza wzmianka o Kamieńcu pochodzi z Kroniki Kosmasa (czeski dziejopisarz, *1045 r.). Po usunięciu z Kamieńca augustianów w 1247 roku do grodu przybywają cystersi. Dziś zachowany jest tu pocysterski kościół i zabudowania klasztorne, choć wykorzystywane w nieco innym celu. Całość w dość dobrym stanie, główną część substancji zajmuje Archiwum Państwowe we Wrocławiu, oddział w Kamieńcu.

Losy klasztoru cysterskiego potraktujmy podręcznikowo, choć temat z pewnością jest ciekawy. W każdym bądź razie ponad 600- letnie istnienie klasztoru cysterskiego w Kamieńcu dobiega końca z chwilą wydania przez króla Fryderyka Wilhelma III edyktu sekularyzacyjnego (30 października 1810 r.). Majątek cystersów wystawiono wtedy na licytację, jak większość budynków koszarowych po b. jednostkach wojskowych, przez Agencję Mienia Wojskowego.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Majątek cystersów wykupiła wtedy Fryderyka Luiza Orańska, żona króla Niderlandów Wilhelma I. Substancja cystersów w dość szybkim czasie dostaje sterydowy zastrzyk z dobrego zarządzania i złoty strzał doinwestowania. Luiza przekazała w spadku dobra kamienieckie córce Mariannie Orańskiej, żonie Fryderyka Henryka Albrechta Hohenzollerna. Marianna nie chciała rozbudowywać klasztoru, dlatego postanowiła wybudować oddzielny pałac (choć często, jak powiedzieliśmy,  posiadłość nazywana jest zamkiem).

Projekt pałacu wymyślił i zaprojektował jeden z najwybitniejszych architektów tego okresu Karl Fredrich Schinkel. Marianna zapłaciła za ten projekt i budowę – bagatela – kilkoma tonami złota (mówi się o 3500 kg). Niestety jej życiowa historia nieco skręciła na boczne tory, o czym napiszemy więcej w następnym rozdziale.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Zaintrygowała nas historia tej nieprzeciętnej, wykształconej i pięknej damy. Jej małżeństwo z gburowatym (by nie powiedzieć prostackim) Albrechtem nie było nirvaną,  dlatego Marianna dość mocno związała się z jedynym Holendrem na dworze, koniuszym Johannsem von Rossum. Podobno z wzajemnością – jak opowiadała pani Patrycja - a owocem tego mezaliansu był syn Johannes Willem. Nie trzeba być jasnowidzem z Człuchowa, aby domyślić się jaki skandal na dworze wywołał ten epizod. Tu można odnieść się do stanowiska dworu Jej Królewskiej Mości, po śmierci księżnej Diany.

Jakby tego było mało Marianna nie oddała nieślubnego syna obcym ludziom i sama wychowywała Willema, aż do jego przedwczesnej śmierci. To jeszcze bardziej wzburzyło królewski ród.

O wszystkim napiszemy już wkrótce, nieco więcej. Jedno jest pewne, wciągając się w temat dochodzimy do wniosku, że wyemancypowana Marianna miała pionierską wizję, a jej architekt K. Schinkel zaprojektował dzieło życia (obok takich diamentów jak: Schauspielhaus w Berlinie, Friedrichswerdersche Kirche w Berlinie czy Zamek Babelsberg w Poczdamie). Nawet dziś, gdy pałac wstaje z kolan, a klinkierowa cegła przypomina lata świetności, jest coś mistycznego w tej budowli. Spalona dwa razy, rozszabrowana, ogołocona z marmurowej sztukaterii, mebli i obrazów nadal absorbuje uwagę gości, turystów, zwiedzających. Aż dziw bierze, że nie kręcono tu wielu filmów kostiumowych czy przygodowych...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / pałac od strony północnej 

Obiecujemy, że wrócimy tu za kilka lat, gdyż obiecaliśmy to pani Patrycji, może wówczas sala balowa będzie świeciła dawnym blaskiem, a nasza przewodniczka nie będzie tak przemarznięta!  Liczymy na to, tak samo jak na reelekcję kreatywnego burmistrza Kamieńca. To między innymi, dzięki jego pomysłom pałac nabiera blasku i wchodzi do Ligi Mistrzów.

Cystersi w Kamieńcu Ząbkowickim – z kolejną historią w tle
Można powiedzieć, że historia, barwna historia tego miejsca zazębia się tak, jak akcja w książce Moniki Luft "Śmiech iguany". Choć oba wątki dzieją się w zupełnie innym okresie, mają dynamiczną akcję. Problem w tym, że w książce Moniki czytelnik dociera do finału, tu w pocysterskim zespole klasztornym jesteśmy dopiero na początku drogi.

W wielu opracowaniach napotykamy zapis, iż cystersi przybyli do Kamieńca Ząbkowickiego w XIII wieku z... Lubiąża. Z kolei Lubiąż to intrygująca historia II wojny światowej, nieodkrytych skarbów i często opisywanej przez nas tzw. Listy Grundmanna.

Oczywiście opactwo w Kamieńcu nie jest tak spektakularne jak w Lubiążu, jednak ma także swoją historię, niekoniecznie związaną z Habsburgami. Cystersi, przecież nie tylko się modlili, musieli z czegoś żyć. Opat dość szybko wpadł na pomysł, aby wcielić w życie posiadane zdolności. I w ten prosty, a zarazem genialny pomysł mnisi zajęli się ważeniem piwa i produkcją ziołoleczniczych nalewek. Znali się także na garbarstwie, tkactwie, a nawet kamieniarstwie. Byli samowystarczalni, gdyż w pobliskich zagrodach hodowali trzodę chlewną, a rolnictwo także nie było im obce.

Aż do końca XIV wieku cystersi pomnażali swój majątek, coraz odważniej rozwijali działalność kulturalną, prowadzili badania biblijne i liturgiczne. Ale jak to zwykle bywa, po latach urodzaju przychodzą klęski i kataklizmy. W okresie wojen husyckich (1419-1436) opactwo podupada (pożar, epidemia dżumy i tyfusu). 

Fale tsunami ustają, a nowy opat przybyły z Lubiąża podejmuje się dzieła odbudowy. Folwark ponownie tętni życiem, powstaje nowy browar, a w szczególności biblioteka (dziś udostępniona do zwiedzania). Praktycznie do czasu ogłoszenia edyktu sekularyzacyjnego przez króla Fryderyka Wilhelma III (1810 r.) mnisi żyją i pracują zgodnie z boskimi przykazaniami. Ale... po drodze był jeszcze mały epizod związany z wojnami śląskimi (trzy wojny w okresie 1740-1763, wojna 30-letnia),  podczas których działalność cysterską opodatkowano. Już wtedy rozpoczął się powolny okres podcinania złotej gałęzi.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Z historią w tle
Wielokrotnie, pisząc o zamkach (Karpniki, Książ, Czocha, Pałac Staniszów, Wojanów i inne) nawiązywaliśmy do okresu II wojny światowej. To właśnie tu w opactwie cysterskim naziści urządzili największą składnicę dzieł sztuki znaną choćby z listy dra Grundmanna. Jak do tej pory nic konkretnego nie znaleziono, chociaż przewodnicy zapewniają, iż podziemne przejścia istnieją.

Jedno jest pewne, zarówno z pałacu księżnej Marianny, jak i pocysterskiego zespołu klasztornego Rosjanie wywieźli 17 wagonów dóbr kultury, w tym meble, precjoza, obrazy. Do dziś nie ma nawet dokładnej inwentaryzacji, co zrabowała Armia Czerwona – niezwyciężona! Fama o skarbach przechowywanych w opactwie i pałacu przyciąga eksploratorów, którzy od czasu do czasu wyskakują z sensacyjnym opowieściami, jak np. o „Złotym pociągu” (Richter/Koper).

Dodajmy, że pocysterski kościół pw. Najświętszej Maryi Panny cystersi zbudowali w latach 1247-1350, jako świątynię trzynawową na planie krzyża łacińskiego. Dziś trzeba mieć szczęście, aby wejść do środka.

Ceny: wstęp do pałacu tylko o pełnej godzinie z przewodnikiem, cena biletu 25 zł (złotówka przeznaczona jest na koszty własne, 24 zł na odbudowę pałacu). Warto, choć w pierwszej chwili to zapora nie do przebycia. Bilety kupuje się w kawiarence, gdzie można wypić gorącą kawę czy herbatę  podczas siarczystych mrozów. Ważne: z uwagi na nieogrzewany pałac, należy ubrać się bardzo ciepło, przemarsz po komnatach trwa ponad godzinę, na miejscu są toalety i bieżąca woda (czy smaczna, nie sprawdzaliśmy, ale umiarkowanie smaczna).

Dzieci, grupy zorganizowane mają zniżki, trzeba to wcześniej zgłosić  pracownikom  pałacu. Pamiętajcie o naładowaniu komórek, baterii aparatów foto i kamer, w środku nie znajdziecie czynnych gniazdek elektrycznych, całość ciągle w budowie!

 

- przeczytaj także:

redakcja autoflesz.com

 

Publish modules to the "offcanvas" position.