Sieniawka: mroczne tajemnice obozu pracy przymusowej... hipotezy, fakty ocalone od zapomnienia

Kończymy pracę nad kolejnym, arcyciekawym projektem, dot. obozu pracy w Sieniawce k. Bogatyni (dawniej Junkers Flugzeug und Motorenwerke AG, fabryka przeniesiona z Dessau nad Łabą). Pierwotnie był to zakład produkcji... piecyków gazowych, później silników do samolotów Junkers JU-188, jeszcze później  nowatorskiego  turboodrzutowego silnika JUMO 004. Ale hipotezy poszukiwaczy, eksploratorów i odkrywców zakładają, iż były tu także produkowane podzespoły do cudownej broni Hitlera tj. myśliwca turboodrzutowego Messerschmitt Me 262. Temat ten wciąga już po kilku zeznaniach świadków i badaniach członków Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej, której szefem jest Jan Witek z pobliskiej Bogatyni. Swoje przemyślenia przekazała też widzom w programie „Dolnośląskie Tajemnice #24 Sieniawka” znana badaczka tajemnic Dolnego Śląska Joanna Lamparska. Mieliśmy okazję porozmawiać z szefem ŁGP i zweryfikować nasze wątpliwości i hipotezy,  byliśmy  wreszcie w tym tajemniczym miejscu,  niestety ciągle objętym zmową milczenia. Nadal jest więcej znaków zapytanie niż odpowiedzi... Uprzedzamy:  materiał trudny, zawierający traumatyczne opisy i hipotezy!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Pewnie niejeden czytelnik dopyta się... dlaczego? Jak się okazuje obóz pracy przymusowej, to tylko wstęp do horroru, jaki przeżyli tu więźniowie różnych narodowości: Rosjanie, Żydzi,  Węgierki pochodzenia żydowskiego, Włosi, a także Polacy, również ci,  co ośmielili się podnieść rękę na okupanta w Powstaniu Warszawskim (aczkolwiek według dociekań i prac badawczych Jana Witka mogło tu przebywać zaledwie kilku powstańców). Są też inne powody, ale po kolei...
Najważniejsze, aby pamięć po pracownikach zatrudnionych w zakładach Junkers AG i więźniach z obozu koncentracyjnego nie umknęła potomnym. Trzeba pozostawić coś po sobie, a nie tylko niespłacone raty bankowe...
Tak, to było piekło zgotowali ludzie... ludziom ("Medaliony" Zofii Nałkowskiej), a obóz koncentracyjny i krematorium zakamuflowano - w końcowej fazie - pod płaszczykiem fabryki Junkersa.  

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Zanim dojdziemy do sedna sprawy, dodajmy ciągle nierozwiązanej sprawy, to warto zauważyć, że każdy z poszukiwaczy, eksploratorów czy historyków dociera do mrocznej tajemnicy obozu Sieniawka-Zittau korzystając z różnych, często niespójnych, a przede wszystkim powielanych źródeł. Ogrom prac, badań, weryfikacji i docierania do żyjących jeszcze świadków  wykonała jednak Łużycka Grupa Poszukiwawcza, której szefem jest wspomniany Jan Witek. To wielki autorytet, który pewnie odpowiada na trudne pytanie, nie odsyła od Annasza do Kajfasza, jak pracownicy naukowi urzędu państwowego o uprawnieniach badawczych, edukacyjnych, archiwalnych, śledczych, lustracyjnych, poszukiwawczych i komemoratywnych.  Jednak w tym ponurym miejscu są nadal tajemnice i znaki zapytania. Pewne jest jedno, przed wojną były tu koszary a nazwa pozostała do czasów obecnych jako obóz Klain-Schönau, będący filią jednego z najtragiczniejszych i najsurowszych obozów – nie tylko w Polsce - Gross-Rosen.

Nie jesteśmy historykami, nie dysponujemy żadną pomocą finansową na badania i odkrywanie mrocznych tajemnic, ale próbujemy zogniskować swoje wnioski i przemyślenia w powiązaniu z badaniami, wykładami, publikacjami innych szacownych badaczy Dolnego Śląska. Oni wykonali kawał dobrej roboty, ale jeszcze nie weszli na szczyt tej ponurej piramidy zakamuflowanej w Sieniawce. Przypomnijmy jednak, iż  na najtrudniejszy górski szczyt do zdobycia K2 też – do niedawna - nikt nie wszedł bez prób i błędów, bez pomocy sponsorów, bez ofiar. Chylimy więc czoła przez poszukiwaczami z ŁGP, to właśnie oni dotarli do bram piekła!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Mówią eksperci
Dla przykładu Joanna Lamparska mówi ciekawie, bardzo ciekawie o Klain-Schönau. Bardzo lubimy jej wykłady, badaczka zadaje główne pytanie: (...) do czego naziści wykorzystywali podziemia obozowe, jak również dlaczego tak szybko rozbudowano koszary (od kwietnia do grudnia 1944 r.)?
Zauważmy, iż już w 1943 roku niektórzy podwładni Adolfa Hitlera (SS-Obergruppenführer Martin Bormann czy Reichsführer-SS Heinrich Himmler) nie wierzyli w zwycięstwo i chcieli układać się z Aliantami. Teorię tę potwierdza Curt Marti Riess - autor książki „Naziści schodzą do podziemia”, którą przeczytaliśmy jednym tchem...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / jedna z hal montażowych Junkers AG

Praktycznie w każdym twardym dokumencie o obozie Klain-Schönau, w tym bardzo dobrym filmie Szymona Wasylowa – o którym powiemy nieco więcej pod koniec tego materiału, afirmowany jest wątek obozu koncentracyjnego, kobiet w ciąży przewożonych tu z innych okolicznych obozów, badań pseudomedycznych kierowanych przez  doktora Mengele.
O tym mówią też świadkowie, często proszący o anonimowość. Trudno podejrzewać iż konfabulują, jak to kiedyś powiedział o innym polityku min. Wiesław Kaczmarek (b. min. przekształceń własnościowych) w rządzie Waldemara Pawlaka. To prawda, ale wszyscy zadają pytanie – co zrobiono z więźniami różnych narodowości podczas likwidacji obozu w maju 1945 roku (choć już wiemy, iż stało się to nieco wcześniej). Można nawet pokusić się o zapytanie, dlaczego IPN nie drążył tego mrocznego dzieła?

Czytelnik może nawet zadać inne pytanie, dlaczego tak późno na Dolnym Śląsku ewakuowano, przewożono, zabezpieczano to co naziści chcieli ukryć czy zatrzeć przed  potomnymi. Przecież  Armia Czerwona  dość szybko wkroczyła na tereny Dolnego Śląska. O tym wątku powiemy nieco później, podpowiadamy jedynie, że dość istotną rolę odegrał tu ostatni dowódca lądowy III Rzeszy feldmarszałek Ferdinand  Schörner.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / jedna z hal montażowych Junkers AG

Odpowiedzi na te pytania do dziś pozostają bez odpowiedzi. Według ostatnich świadków, jeszcze żyjących, ponura historia dotyczy nie tylko fabryki zbrojeniowej, ale właśnie katakumb obecnego szpitala psychiatrycznego i podobozu Gross-Rosen, gdzie w sierpniu 1944 roku przywieziono kilka młodych kobiet z Powstania Warszawskiego (wcześniej więzionych w KL Auschwitz- Birkenau). Kilka miesięcy później, gdy III Rzesza padła na kolana, przywieziono tu mężczyzn kilku narodowości. Po co?

Zatem co z więźniami? Można to wytłumaczyć np. zintensyfikowaniem prac w kierunku zwiększenia produkcji samolotów, w tym Junkersa i Messerschmitta. Przypomnijmy tylko, że 6 listopada 1943 roku szef sił powietrznych Herman Göring wydał (pod sygnaturą akt BA-MA, RL3/65 Bl.1 i dodatkowych załączników) rozkaz założenia specjalnego sztabu „Hoehlenbau” (pol. wysoki niebieski). Rozkaz dotyczył przeniesienia produkcji zbrojeniowej (szczególnie zakładów produkujących silniki i całe maszyny) pod ziemię. Dlaczego? To akurat jest proste... już 1 marca 1943 roku Alianci skutecznie zbombardowali Berlin!
Dodajmy, że wszystkie ważne dla III Rzeszy zakłady oznaczono kryptonimami. Sieniawka otrzymała kryptonim "Jaśmin" (niem. Jasmin).

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / jedna z hal montażowych Junkers AG / hale produkcyjne wykonane z byle jakiego materiału, miało być tanio i szybko...

Na tę okoliczność komisje Ministerstwa do Spraw Zbrojeń i Produkcji Wojennej III Rzeszy, wiosną 1943 roku, penetrowały obszar obecnego woj. dolnośląskiego. Po rekonesansie wybrano właśnie Sieniawkę (z XIX wiecznymi koszarami). Jednak nie chodziło tylko o rozbudowę zakładów Junkers AG i późniejszego obozu koncentracyjnego.

W tle przewija się nazwisko feldmarszałka Schörnera. Naszym zdaniem to on mógł zarządzić ewakuację tego, co było niewygodne, paraliżujące dla III Rzeszy. Jak wiadomo wojna była już przegrana na wszystkich frotach, Niemcy (wysocy rangą dowódcy) już dbali tylko o swoje RWD  (ci co byli w wojsku wiedzą o co chodzi). Motywem przewodnim było tylko to,  jak uciec z łupami, jak oszukać sprawiedliwość, jak żyć po klęsce Hitlera... 

Dzieła sztuki w tle...
Wiemy, nie od dziś, że marszałek III Rzeszy był wytrawnym kolekcjonerem dzieł sztuki. W jego zbiorach były białe kruki: Rubensa, van Dycka, Tycjana, Tintoretta, Bellotta, Watteau czy wybitne dzieła Cranacha.* Choć to tylko hipoteza, możemy założyć, że dzieła te (jak również inne fanty wojenne) mogły być zdeponowane (lub były zdeponowane) właśnie w Sieniawce.
Nie jest tajemnicą, iż Sieniawka była na tzw. Liście dr Güntera Grundmanna, odpowiedzialnego za ukrycie dzieł sztuki pod koniec II wojny światowej. Dlaczego taki właśnie wniosek? Otóż w okresie od 21 -27 lutego 1945 roku, na tereny obozu koncentracyjnego wjechało 15 pociągów towarowych;  dodajmy była tam bocznica kolejowa (do Klain-Schönau). /źródło: lgp.org.pl/

*/ niektóre z tych obrazów znalazły się w posiadaniu Ministerstwa Finansów w Berlinie jakiś czas po wojnie...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / hale produkcyjne i magazyny, dziś służą osadnikom Sieniawki za garaże i podręczne "kanciapy"...

Jedną z tajemnic Sieniawki łatwo rozszyfrować, na inne trzeba poczekać
Naświetlmy teraz kolejny mroczny obraz obozu koncentracyjnego Klain-Schönau/Sieniawka. Jest kilka źródeł, są zeznania świadków, iż był to także obóz koncentracyjny.
Na 27 ha powierzchni było całkiem sporo miejsca dla pracowników codziennie pracujących przy silnikach turboodrzutowych JUMO 004. Najprawdopodobniej stan liczebny wynosił wtedy 5-8 tys. robotników (w tym oddział ciężarnych kobiet). Mógł być tu produkowany najnowszy silnik do cudownej broni  Messerschmitt Me262 , a nawet jego mocniejsze wersje (siłą ciągu). Ta ostatnia konstrukcja była na tyle dobra, iż tuż po wojnie model Me262 był produkowany w b. Czechosłowacji jako Avia-M04 i b. ZSRR jako Klimow RD-10.*

*/ Po wkroczeniu do Dessau (jak również Sieniawki), gdzie produkowano silniki Junkersa (i najprawdopodobniej Me262) Rosjanie zabezpieczyli kilka egzemplarzy niemieckich silników Junkers Jumo-004 i BMW-003 wraz z wynikami badań. Stalin od razu nakazał skopiować te silniki i szybko uruchomić ich produkcje seryjną. Silniki otrzymały oznaczenie Klimow RD-10 (Junkers Jumo 004) i RD-20 (BMW 003).
Już w styczniu 1945 roku, kilka biur konstrukcyjnym otrzymało nakazy dot. opracowanie płatowców pod te silniki (biura Jakowlewa, Ławoczkina, Suchoja, jak również Mikojana i Guriewicza).
Ale to nie wszystko, Rosjanie (jak również Amerykanie) zabrali ze sobą część niemieckiego personelu technicznego. W trakcie prac modernizacyjnych skupiono się na zwiększeniu ciągu silnika i wydłużenie jego resursu. Produkcję seryjną silników pod oznaczeniem RD-10 uruchomiono w fabryce w Ufie, zbudowano około 1 300 silników RD-10, które wykorzystywano głównie do napędu samolotów Jak-17, Jak-17 W. /źródło: polot.net/pl/silnik_turboodrzutowy_wladimir_klimow_rd_10/ 

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Wątek Josefa Mengele
Dojdziemy do rozwiązania wcześniejszej zagadki za chwilę, a w międzyczasie powiemy o obecność „anioła śmierci” czyli zdemoralizowanego do szpiku kości dr Mengele. Dziś trudno dociec do kolejnej ważnej sprawy dot. tajemnic Sieniawki. Dotyczy ona wspomnianego Josefa Mengele, który zdaniem Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej był tu - co najmniej - dwa razy. W podziemiach obecnego szpitala dla psychicznie i nerwowo chorych znaleziono niezniszczone medyczne wanny, najprawdopodobniej używane do sekcji zwłok.
Profesor Tadeusz Dobosz z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, jednoznacznie orzekł, iż mogły służyć do eksperymentów pseudomedycznych – np. do pozyskiwania preparatów anatomicznych. Teorię tę potwierdził prof. Andrzej Kulig, patomorfolog. Jego ojciec Zygmunt Kulig  był więźniem-lekarzem w Sieniawce. Czy zatem młode ciężarne więźniarki mogły być przedmiotem pseudobadań kata i hitlerowskiego zwyrodnialca o niewinnej twarzy anioła?*

*/Podczas gdy celem eksperymentów doktorów: Clauberga i Schumanna było opracowanie metody biologicznej zagłady narodów uznanych przez hitlerowców za niepożądane, dr medycyny i filozofii, SS-Hauptsturmführer Josef Mengele, w ścisłej współpracy z Instytutem cesarza Wilhelma do Spraw Antropologii, Nauki o Dziedziczeniu i Eugeniki w Berlinie-Dahlem, prowadził badania nad zagadnieniem bliźniactwa oraz fizjologią i patologią skarlenia.
Mengele przybył do Auschwitz 30 maja 1943 roku za namową swojego protektora prof. Otmara von Verschuera. W Oświęcimiu prowadził badania nad ciążą mnogą, nomą (łac. cancrum oris, tj. rak wodny), dziedzicznością oraz cechami rasowymi. Do końca swoich nędznych dni nie został osądzony, a wielu śledczych uważa, iż powinien wisieć na strunie fortepianowej. /źródło: auschwitz.org/historia/eksperymenty/josef-mengele/

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / budynek rozszabrowanej pralni...

Wracamy do  obozu zagłady – krematorium
Tak... KREMATORIUM, o czym wiedzieli więźniowie, ale nie wszyscy przeżyli, a ci co „nie przeszli przez komin” tzw. kotłowni proszą o anonimowość. Warto podkreślić, że koniec wojny i zacieranie śladów okrucieństwa przez nazistów związany był z tzw. marszami śmierci o czym opowiedział prof. Andrzej Kulig obecny na odsłonięciu pomnika w Sieniawce. Mówiąc krótko, "wykańczanie" konających podczas golgoty, często w słońcu, bez wody i jakiegokolwiek odruchu człowieczeństwa ze strony esesmanów - to barbarzyństwo i jednocześnie przestępstwo wojenne - wbrew konwencji genewskiej. Przykładem bestialstwa tej grupy, a szczególnie tej z Powstania Warszawskiego, która mordowała cywilów, zabijała kolbami karabinów dzieci, gwałciła pielęgniarki a później dobijała, rozcinała brzuchy ciężarnych kobiet był oddział SS-Oberführera Oskara Dirlewangera. To była bestia, która nie doczekała sprawiedliwego wyroku, dodajmy, podobnie jak Mengele.*

*/ Dirlewanger został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach w Altshausen w Badenii-Wirtembergii, po aresztowaniu 1 czerwca 1945 roku  we francuskiej strefie okupacyjnej. Jego sotnia 36 Dywizja Grenadierów SS Dirlewanger wywodziła się z niemieckich kryminalistów skazanych za morderstwa...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Jeśli padło już słowo KREMATORIUM, to musiał być taki kompleks. I faktycznie był, ukryty pod płaszczykiem tzw. kotłowni, którą rozbudowano pod koniec 1943 (lub na początku 1944 r.) roku. Dziś to ruina porośnięta samosiewkami, ale ma komory wskazujące, iż mogły tu być piece do palenia zwłok. Z pewnością nie uśmiercano tu więźniów z taką częstotliwością – choć nie można tego wykluczyć - jak w KL Auschwitz, ale nie mogli oni zostać brutalnie wyalienowani, jak to robił słynny iluzjonista David Copperfield z zaproszonymi gośćmi na przedstawienia magii. Zwracamy uwagę, że przełożeni samego dr inż. Jürgena Ulderupa, dyrektora zakładów Junkers AG w Sieniawce, w tym ostatni komendant Gross-Rosen Johannes Hassebroek wiedzieli doskonale o sytuacji i błyskawicznej decyzji o likwidacji obozu w Sieniawce.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Co ciekawe, wspomniane marsze śmierci kończyły się, tak jak zakładali naziści (wyniszczeniem, dobijaniem zmarłych, okrucieństwem przeciwko bliźniemu), ale zwykle była prowadzona dokumentacja po śmierci więźnia (więźniów). W przypadku Sieniawki ślad po eksterminacji więźniów i przymusowych robotników... urywa się tuż przed ewakuacją obozu. Czyżby zawiodła niemiecka skrupulatność?
Tu jedynie można opierać się na hipotezach ŁGP, która stawia dolary przeciw orzechom, jak również innym świadkom z lat 60. ubiegłego wieku, którzy wskazali na... podziemia obecnego szpitala. Ich zdaniem podziemia zostały zamurowane, przysypane warstwą ziemi i zalane. Przypomnijmy, że pod nadzorem specjalnej grupy esesmanów (wg. Jana Witka pluton "trupich czaszek") naprędce betonowano podziemia (katakumby pod szpitalem). Czy zatem esesmani mogli w tak bestialski sposób zatopić więźniów? To nadal niewyjaśniona hipoteza, ale całkiem możliwa.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

W tę ponurą, wręcz niemożliwą do wyobrażenia historię Sieniawki, wpisuje się epizod dzieci odbieranych młodym matkom, które rodziły w obozowej izbie porodowej. Badacze nie wykluczają, iż esesmani mogli palić w piecach często żywe jeszcze noworodki. Horror, piekło, katownia, to zbyt łagodne słowa opisujące nazistowskich oprawców.

Fakty i analiza
Połączmy logicznie fakty, które poniżej opisujemy. Gdy rozpoczęło się natarcie na Berlin, Armia Czerwona była tuż-tuż, na  Dolnym Śląsku (zamek Książ, kopalnie uranu w Kowarach, Ludwikowice, Kompleks Riese i wiele wiele innych obozów), zaś w połowie lutego 1945 r. w Sieniawce swoją nagłą kontrolę przeprowadził Sturmbannführer Johannes Hassebroek (ostatni komendant obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen). Czyżby to była nadgorliwość?

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / koszarowiec obozowy zaadoptowany na mieszkania...

Jak myślcie, w jakim celu? Nad wyraz tragiczne hipotezy...

Jest tylko kilka możliwych rozwiązań, ale ich weryfikacja może potwierdzić to, co powiedzieliśmy nieco wcześniej – szybka likwidacja obozu, w tym oddziału położniczego – o którym jeszcze nie powiedzieliśmy wszystkiego. Według ostatnich ustaleń były tu przywożone ciężarne kobiety z obozów w: Saksonii oraz filii Gross-Rosen np. Liebau (Lubawka), Sackisch (Zakrze - dziś dzielnica Kudowy), Ober Hohenelbe (Vrchlabi w Czechach k.Turnova), Kratzau (Chrastava, Czechy).
Dzieci się tu rodziły, ale też nie ma żadnych dokumentów obozowych w tej sprawie – a Niemcy przecież są skrupulatni. Zatem, co się działo z niemowlakami? Matki zaś mogły być kierowane do kobiecego obozu w Chrastavie lub wykorzystywane przy manualnych (precyzyjnych) pracach nad silnikami turboodrzutowymi.  Czy może być prawdziwa hipoteza o... spaleniu w krematoryjnych piecach,  a może wywożono je w głąb Niemiec? /źródło: Jan Witek, ŁGP/

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / to miała być nowoczesna kotłownie, de facto stała się krematorium...

Sensacyjne zeznanie złożyła jednak Nava Semel, córka jednej z ocalałych więźniarek żydowskiego pochodzenia, która po przyjeździe do Sieniawki z matką, od razu wskazała ruiny kotłowni! Według jej zeznań, to było właśnie KREMATORIUM. Eksploratorzy z ŁGP i historycy  też jednoznacznie to potwierdzili. 

Potwierdzono też, że w Sieniawce pracowała spora grupa kobiet z Węgier pochodzenia żydowskiego, a dzięki korespondencji z Narodowym Komitetem ds. Wypędzonych w Budapeszcie wiadomo już, iż mogło być ponad 500 młodych Żydówek;  bo Mengele sam wybierał swoje ofiary. Dlaczego? Eksperymenty robił na zdrowych więźniarkach. Ale trzeba postawić pytanie, czy zagłodzone kobiety ważące często 30 kg, to były właśnie zdrowe kobiety?

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / kotłownia, de facto krematorium

Pojawiły się też kolejne zeznania świadków, według szacownej pamięci kilku kobiet potwierdzono między innymi wizytę Mengele w Sieniawce w styczniu (lub marcu 1945 roku). Co więcej, z ich zeznań także wynika, że w obozie Sieniawka-Zittau – z całą pewnością - było krematorium. Co ciekawe, badacze z ŁGP twierdzą, że 24 marca 1945 roku niektóre bloki koszarowe i zakłady Junkersa zostały zamknięte, a teren obozu przejęła formacja SS z Gross-Rosen. Jan Witek dodaje, że każdy obóz miał takie komando do zadań specjalnych (wspomniane już "trupie czaszki").

Znów nasuwa się pytanie, czy chodziło o szybkie zacieranie śladów zbrodni i unicestwienie pozostających tu nadal więźniów? Wracamy teraz do zasygnalizowanych wcześniej dokumentów i filmów. W 2016 roku ukazał się dokument historyczny zrealizowany przez Szymona Wasylowa, przy współpracy z Łużycką Grupą Poszukiwawczą i zilustrowany wierszami Kamila Baczyńskiego. To bardzo realistyczna opowieść o historii nazistowskiego kompleksu pracy przymusowej i obozu koncentracyjnego "Zittwerke", o znakomitej dyslokacji, na styku trzech państw: południowo-zachodniej Polski, Czech i Niemczech.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / kotłownia, de facto krematorium

Przybliżmy zatem wstęp do tego filmu zilustrowany słowami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w jakże sugestywnym wierszu „Bezsenność”:
Wiatr gra chorały nocy na organach podwórz;
z pyska chłapie ulicom kroków szara piana,
a noc mży czarnym piaskiem w kwadraty trawników,
dom brodzi zatopiony w kirach po kolana.

Czarny pająk obrazu wpełzł na śliską ścianę,
napęczniały i syty krwi słodkawej mroku,
sieje pustkę bezmierną i meble w nią plącze.

Ostre cienie wazonów snują czerń z odwłoków.
Noc się nigdzie nie kończy, jest wszędzie bezkresna,
wiatr gra chorały nocy na podwórz organach;
noc mi zalewa gardło mdlącą, duszną falą,
czekam, stopiony w mroku
wyzwolenia...
rana...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / koszarowiec, dziś mieszkania prywatne i biblioteka...

Zamiast zakończenia
13.10.2017 roku w Sieniawce odbyło się uroczyste odsłonięci pomnika pamięci ofiar terroru hitlerowskiego z inicjatywy Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej i burmistrza miasta i gminy Bogatynia Andrzeja Grzmielewicza.
Pomnik w kształcie ostrosłupa, stoi naprzeciwko prawego skrzydła szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych. Dziękujemy im za to!

Dziś wielu mieszkańców Sieniawki, po adaptacji dawnych budynków koszarowych i piwnic, nie wie lub nie chce wiedzieć, jaka historia targnęła tym ponurym miejscem. Miejscem koszmarów, tragedii więźniów i nadal nieodkrytych tajemnic. Czyż sugestywniej można przekazać tę tragedię: Wiatr gra chorały nocy na organach podwórz; z pyska chłapie ulicom kroków szara piana, a noc mży czarnym piaskiem w kwadraty trawników, dom brodzi zatopiony w kirach po kolana.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / brama wyjazdowa z obozu...

Podziemia Sieniawki (katakumby) próbowano zbadać kilkakrotnie. W 1947 roku grupa inż. Stanisława Żmudy była bliska dotarcia do zatopionych i zabetonowanych podziemi, ale specjalnie spreparowane zawały i ciągle napływająca woda uniemożliwiła eksplorację. Ostatnia eksploracja miała miejsce w lipcu 2011 roku i była prowadzona przez dra Macieja Madziarza z Instytutu Górnictwa Politechniki Wrocławskiej. Poszukiwania georadarem też nie przyniosły wymiernych korzyści, gdyż kaolin jest materiałem pochłaniającym promieniowanie neutronowe.

Warto jeszcze zwrócić uwagę, że do niemieckiego obozu w Sieniawce wkroczyli Rosjanie, to co zastali nawet ich postawiło na baczność. Byli tu kilka miesięcy i zgotowali pozostałym tu Niemcom niejeden masz śmierci. Co się udało wywieźć, wywieźli, ale nawet oni nie ruszali  niezidentyfikowanych  materiałów toksycznych, nasączonych nieznanym, trującym środkiem chemicznym (na odzieży, maskach p.gaz, sprzęcie do eksperymentów pseudomedycznych). Czy zatem obozowi kaci mogli także mordować więźniów nieznanym gazem?

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / szpital psychiatryczny w Sieniawce zaadoptowany i zmodernizowany w latach 60. ubiegłego wieku...

Poszukiwania i dokumentowanie obozu koncentracyjnego w Sieniawce przez Łużycką Grupę Poszukiwawczą trwają, ale jak sami mówią dostają dziwne informacje, a nawet groźby, aby zaniechali drążenia tego tematu. Jan Witek powiedział nam,  że dostał propozycję nie do odrzucenia, zamiast pożegnania  interlokutor szepnął „(…) nigdy tu nie wejdziecie bez naszej zgody”.

Jeśli spytacie o hale produkcyjne, to są dziś totalną ruiną. Zamiast dachów wykonanych z jakiegoś lekkiego lepiszcza, mamy słońce nad głową i metalowe zbrojenia. W środku śmietnisko, powybijane szyby, totalna demolka. Miejscowi bacznie przyglądają się obcym z aparatem fotograficznym lub kamerą. Jakiekolwiek pytanie kończy się, jak na przesłuchaniu przed sejmową komisją ds. VAT b. premiera Donalda Tuska: „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie wiem”.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr M. Marzyńskiego w Sieniawce. Wielospecjalistyczny Szpital SP-ZOZ w Zgorzelcu zaadoptowany i wyremontowany na potrzeby lecznictwa w latach 60. ubiegłego wieku...

Wierzymy jednak, że tajemnice zatopionych podziemi, kiedyś zostaną ostatecznie rozwiązane. Nie ma jednak twardych dowodów, że na terenie b. niemieckiego obozu jest ukryta, pod zwałem gruzu i samosiewek, zbiorowa mogiła pomordowanych (lub rozstrzelanych) więźniów. Ale taka wersja, od dawna, krąży o tym ponurym miejscu. Pikanterii dodaje fakt, iż esesmanów, którzy najprawdopodobniej zatopili w podziemiach pozostałych tu więźniów rozstrzelało inne niemieckie komando. Dziś trudno oszacować, ilu więźniów i pracowników Junkersa mogło przebywać w tym nazistowskim obozie tuż przed likwidacją, ale należy założyć, iż były to tysiące  (może 10-16 tys.). Część z pewnością przewieziono w głąb Niemiec, część zakatowano we wspomnianych marszach śmierci, z całą pewności sporą część spalono w krematorium (lub zagazowano). Ale co się stało z resztą? Czy to oni mogą spoczywać w szpitalnych katakumbach, a może we wspomnianej zbiorowej mogile? Z pewnością kiedyś się dowiemy, gdyż poszukiwania Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej trwają.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Dla dociekliwych
Na koniec chcielibyśmy wyjaśnić  kilka zawiłości dot. silników turboodrzutowych, często powielanych w rożnych opracowaniach. Otóż pierwszy opatentowany model silnika turboodrzutowego pokazał sir Frank Whitt w 1930 roku. Jego doładowany silnik pracował na pokładzie Gloster E.28/39, pierwszego, doświadczalnego brytyjskiego turboodrzutowca.
Niemieccy konstruktorzy nie próżnowali i rozwijali swoje konstrukcje. Nieco później był Henkel He 178. Dopiero w lipcu 1942 roku udaną próbę pokazał Junkers z silnikiem JUMO 004. Co ciekawe, zrezygnowano wtedy z niedopracowanych silników doładowanych turbiną gazową produkcji BMW. Z kolei Messerschmitt Me262 był zjawiskowy, a Hitler nakazał jego produkcję, jako... myśliwca bombowego. To był kolejny błąd wodza III Rzeszy, marzyciela o Germanii, ale bez wizji w przyszłość opartej na nowinkach technicznych i jedynie słusznej... aryjskiej dominacji w Europie.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Nie ma też twardych dowodów, czy rzeczywiście najnowocześniejsze silniki (o zwiększonej sile ciągu i mniej awaryjne) były produkowane w Sieniawce, ale dotąd zgromadzony materiał przez ŁGP tej kwestii nie podważa. Niewątpliwie ich produkcją interesował się sam marszałek Hermann Göring, więc skoro wizytował zakłady Junkersa, to w ściśle określonym celu. Przypomnijmy tylko, iż silnik ten w modelu Junkers Jumo 210G był oblatywany już 18 kwietnia 1941 roku, czyli długo wcześniej niż naloty na Berlin i rozbudowa Junkers Flugzeg und Motorenwerke AG w Sieniawce.

Wielce prawdopodobnym zaś faktem może być niepotwierdzona informacja o montażu nowszego wydania JUMO 004 czyli 004B1 (i kolejne jego rozwinięcia) właśnie w Sieniawce. Przemawia za tym polowe lotnisko, bocznica kolejowa, droga główna (dziś nowa droga 332), wizyta Göringa (a nawet von Brauna, twórcy rakiet V2), zielone światło od samego Adolfa Hitlera i dość dobre maskowanie terenu. Aczkolwiek start i lądowanie najnowszych maszyn Junkersa było możliwe na tym polowym lotnisku, zaś Me262 - niemożliwy z powodu zbyt  krótkiego pasa.*

*/Mało znanym zaś faktem jest przeznaczenie lotniska w Pyrzowicach, w czasie wojny była to baza szkoleniowa Me163, gdzie również młodzi lotnicy uczyli się latać na symulatorach Me 262.

Ostatni dowódca wojsk lądowych feldmarszałek Ferdinand Schörner na Dolnym Śląsku
Armia Czerwona, zgodnie z rozkazem Stalina, miała być pierwsza w Berlinie; niezależnie od poniesionych strat i kosztów tej gigantycznej operacji. Taranowała wszystko co stało jej po drodze, a także grabiła, gwałciła kobiety, okupowała, przewoziła transportami to, co było ważne dla tow. Stalina.

Zostawmy jednak Północny Teatr Działań Wojennych, skupmy się na Dolnym Śląsku, Łużycami, jak również Morawskiej Ostrawie. W tym ostatnim bastionie nazistów nadal broniła się niemiecka Grupa Armii „Środek”, dowodzona przez wymienionego już feldmarszałka Ferdinanda Schörnera. Jak się później okaże... z powodzeniem.

Nie chcemy zanudzać czytelnika przebiegiem walk, ale powiemy w dużym skrócie o głównym planie Schörnera – skutecznej kontrofensywie, znacznie opóźniającej działania I Frontu Ukraińskiego marszałka Iwana Koniewa. Niemcom chodziło głównie o to, aby nie tylko opóźnić victorię Koniewa, ale także przygotować ostatnie węzły kolejowe (Lubań, Jaworzyna Śląska, Wałbrzych, Strzegom, Jelenia Góra, Ostrawa) do... zaplanowanej ucieczki transportami kolejowymi z łupami wojennymi. W tym epizodzie nie wolno pominąć także kadry technicznej, która jakimś dziwnym trafem znalazła się w rękach Amerykanów.

Przypomnijmy, że już 13 lutego Armia Czerwona przeprowadziła szturm na Strzegom, a dzień później na ostatnią twierdzą Dolnego Śląska Festung Breslau (Wrocław). Jest to o tyle ważne, iż jakiekolwiek transporty kolejowe z oblężonego Wrocławia nie wyjechały po tym terminie. To jest ważne w przypadku ostatniej histerii mediów dot. „złotego pociągu” i fake newsa powielanego przez żurnalistów dot. 300 ton złota!

Wróćmy jednak na Dolny Śląsk w rejon: Wałbrzycha, Strzegomia i obozów zagłady. Z początkiem marca 1945 r. dywizje niemieckie dostały jeden z ostatnich rozkazów odbicia Lubania i Strzegomia. Jak się później okazało manewr feldmarszałka okazał się skuteczny. Główny atak miały przeprowadzić żołnierze niemieckiej 208. Dywizji Piechoty gen. Hansa Pieckenbrocka i utrzymać pozycje do 7-8 maja 1945 roku.
Jeszcze w marcu 1945 r. linia frontu na tym Teatrze Działań Wojennych ustabilizowała się w rejonie: Rogoźnicy (Gross-Rosen), Wzgórza Jaroszowskie, Morawa, Łażany. Co ciekawe, 5 maja 1945 r. oddziały niemieckie, w tym tzw. SS „Kampfstaffel Dirks, nadal wiązały ogniem działania Sowietów. Dopiero nocy z 5/6 maja padł rozkaz o odwrocie wszystkich wojsk niemieckich na terenie Dolnego Śląska.

Wynika stąd jasno, że naziści mieli jednak sporo czasu, aby ewakuować niemiecki obóz w Sieniawce (a także unicestwić życie kilku tysięcy więźniów), zatrzeć ślady w głównym obozie w Gross-Rosen, a nawet wywieźć pozostawione silniki JUMO 004. Udało się to tylko częściowo, gdyż niewiele wiemy o zbiorowej mogile, zaś dużo hipotez wskazuje na barbarzyńskie działania opisane już podziemi szpitala.  /źródło: Walka o Śląsk 1944-1945, Wrocław 2009, B. Dolata, Wyzwolenie Dolnego Śląska w 1945 roku, Wrocław 1985, R. Majewski, Dolny Śląsk 1945. Wyzwolenie, Warszawa-Wrocław 1982, Dawid Golik, 2010/

Od redakcji: dziękujemy Panu Janowi Witkowi, za weryfikację naszych wniosków i dążenie do przywrócenia prawdy o tym obozie koncentracyjnym. Wierzymy, że nadal żyjący świadkowie wniosą kolejną cegiełkę do tego ponurego miejsca, okupionego śmiercią więźniów wielu narodowości . Gwoli ścisłości - nie tylko Żydów -  w których  (zaadoptowane  i przerobione na domy mieszkalne koszary i baraki obozowe) dziś żyją spokojnie ludzie... 

redakcja autoflesz.com

 

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.