Do tego zamku, a właściwie ruin umocnionych mieliśmy się wybrać już w drodze powrotnej z Bieszczad (Bieszczadów, jak mówią rdzenni mieszkańcy). I tak mijały lata, a zima w Bieszczadach jest wprawdzie piękna, ale wymaga, co najmniej, kilku dni chodzenia po połoninach. Wreszcie się udało, gdy nocowaliśmy w Opatowie. Stąd do Ujazdu i głównej atrakcji woj. świętokrzyskiego jest niecałe 19 km. Jedziemy drogą nr 74 z Opatowa, a później skręcamy w drogę nr 758 na Iwaniska. To co zobaczycie wprowadzi Was w bajkowy świat...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Chwała tym, którzy zajęli się przywróceniem zamku do życia
Gmina Iwaniska podjęła się gigantycznej roli przejęcia tej umocnionej ruiny, zagospodarowania, pozyskania funduszy unijnych na rozbudowę i zabezpieczenie zamku, zorganizowania wielu ciekawych imprez, (np. nocne zwiedzanie, turnieje rycerskie, a ostatnio muzeum). Warto dodać, że nocą, podświetlony zamek (otrzymał profesjonalne doświetlenie halogenowe) wygląda zjawiskowo.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / pod ostrzem topora umieszczono datę "1631", co może sygnalizować zakończenie budowy wieży zegarowej. Dawniej, nad samym portalem bramy był napis: Krzyż obrona/ Krzyż podpora / Dziadkowie naszego Topora...
Piszemy o tym dlatego, że zrobiono już wiele, aby zamek Krzyżtopór odwiedzało coraz więcej miłośników historii, eksploratorów, fotografów czy filmowców. Wydaje się jednak, że doprowadzenie tego zamku do czasów świetności jest niemożliwe, a Skarb Państwa i UE też nie sypią potężną kasą, choćby taką, jaką dostali artyście i celebryci w ramach pomocy artystom poszkodowanym przez COVID-19. Zatem podziwiajmy to co jest, a właściwie to, co pozostało po szwedzkim potopie, konfederacji barskiej (1768) i Armii Czerwonej (1945-1947). Dodajmy, zamek nigdy nie był modernizowany (przebudowywany), o czym przypominają przewodnicy.
Gdy dojeżdżamy do zamku, mijamy Iwaniska, są tu gospodarstwa agroturystyczne, noclegi (jednak drogo), doskonała baza wypadowa na Krzyżtopór. Jeśli jednak znajdziecie noclegi w Opatowie (spory wybór, rożne ceny), to azymut na ruiny zamku też będzie słusznym rozwiązaniem. Latem, to idealna wycieczka rowerowa, zimą trzeba zawierzyć własnym czterem kółkom.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Już z daleka widać zamek, robi wrażenie, nawet na turystach, którzy zwiedzali Wersal przed pandemią. Znajdziemy tu kilka parkingów (a nic nie wkurza bardziej, jak szukanie miejsca postojowego), jeden tuż przy zamku jest ogrodzony i bezpłatny (przynajmniej w czasie, gdy byliśmy). To kolejne trafne rozwiązanie, przyjazne rozwiązanie w stronę turystów z całej Polski, a nawet Europy. Tu przypomina nam się Bornholm, gdy zwiedzaliśmy wyspę kilka lat temu, nawet na zamek Hammerhus - wejście było bezpłatnie.
Niemal wszyscy chcą ujrzeć w kadrze smartfona lub profesjonalnego sprzętu foto (Nikona, Canona czy Sony) swój samochód i gromadkę dzieci, niektórzy przyjeżdżają tuż po umyciu auta, aby w takiej bajkowej scenerii wykonać dobre zdjęcia na okoliczność... sprzedaży pojazdu na Allegro. Zwykle to auta luksusowe, a ich właściciele wyszukują właśnie takich kadrów. To procentuje!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Bilet normalny kosztuje 13 zł, ulgowy 10 zł w okresie od 1 listopada – 31 marca. Gdy tam byliśmy tuż przed feriami, były pustki, wiatr szalał na przestrzał (komnaty, labirynty, baszty, podziemia), dlatego konieczne jest cieple ubranie i solidnie dobrana czapka. Wynajęcie przewodnika kosztuje 50 zł, ale dla pojedynczych miłośników przygód to nieopłacalny biznes, lepiej samemu się przygotować, wiedzieć co fotografować (i jak). Świetnie byłoby gdyby spadł śnieg, ale my go już tam nie zastaliśmy, nie było też słońca, poburzowych chmur dodających temu obiektowi tajemniczości, czy surowej posępności.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Podpowiedź dla fotografów amatorów, zaopatrzcie się w obiektyw szerokokątny (my korzystaliśmy z doskonałej Tokiny 16-28), bo środek zamku (dawniej odbywały się tu przedstawienia teatralne, jak w rzymskim amfiteatrze) jest idealnym obiektem do zdjęć artystycznych, robionych z rożnej perspektywy, pokazujących kreatywność fotografa. Czasem zobaczycie wśród ruin i nieba przelatujące ptaki, które mają tu idealne schronienie.
Odrobina historii
Nie będziemy tu przepisywać opracowań dot. zamku, bo główne materiały zabrali ze sobą Szwedzi, te które krążą w Internecie, są tylko kopią, jak obrazy wielu mistrzów w rezydencjach nowobogackich przekonanych o tym, że mają oryginał. Jednak co nieco trzeba wiedzieć, a oczyma wyobraźnie powinniście skalkulować, ile trzeba było włożyć pieniędzy, aby wybudować tu rodowy zamek-pałac o cechach architektury typu „palazzo in forte zza”.*
*/ To ciekawy rodzaj pałacu, posiadający cechy obronne, otoczony umocnieniami typu bastionowego. Nowy trend narodził się w okresie renesansu we Włoszech i rozpowszechniła się w Europie
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Cóż, czasem padają tu okrągłe sumy 30-, 50- a nawet 200 mln starych złotych. Jak to przeliczyć? Obrazowo można to przyrównać do dochodów wykształconego magnata, aczkolwiek pozostającego w cieniu brata Jerzego (kanclerz wielki koronny, brat przyrodni Krzysztofa). Ci, co lubią zaglądać do portfela twierdzą, iż Ossoliński wydał roczne dochody pomnożone przez 10, a nawet 15. Gdy rozmawialiśmy Moniką Starzyńską, przewodniczka, nie chciała operować liczbami, powiedziała jedynie, że to niewyobrażalna suma, nawet dla najbogatszego Polaka.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Skąd zatem tyle żywej gotówki u magnata? Mówi się, iż to spadek po ojcu Zbigniewie, ale musiał podzielić się z bratem Maksymilianem; mówiąc wprost „spłacił go”, a część majątku przeniósł na Iwaniska (dziś gmina zarządzająca zamkiem).
Ponadto Krzysztof Ossoliński ożenił się trzykrotnie, dodajmy żony wniosły spore wiano: Zofia Cikowska, Zofia Krasińska i najbogatsza z nich Elżbieta Firlej. Ostatnia z żon urodziła mu jedynego syna Krzysztofa Baldwina. Fundator, zarazem wielki katolik, wojewoda sandomierski (miał jeszcze kilka innych tytułów), był nie tylko wszechstronnie wykształcony, ale także posiadał biznesowe zdolności. Jedną z nich była aprowizacja, zaopatrywał bowiem polskie wojsko w czasie wojen szwedzkich (w żywność i amunicję). Naszym zdaniem to taki Wokulski z „Lalki” Prusa, choć na znacznie większą skalę.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
W zasadzie powiedzieliśmy to co ważne, ale są rzeczy ważniejsze. Nie od dziś wiadomo, iż woda jest niezbędna do życia, a tym bardziej dla załogi takiego zamku i przybywających tu gości. Musiało to być dość wydajne źródło, tryskające krystaliczną wodą, niezależnie od pory roku (jak np. źródło Marii w Ostromecku). Różdżkarze podkomorzego sandomierskiego znaleźli takie źródełko w rozlewiskach rzeczki Koprzywianki. Nawet dziś bije z niego czysta woda i uchodzi od strony północnej do pobliskiej rzeczki, w której miejscowe bobry zrobiły sobie żeremie (dokładnie widać ścięte siekaczami dorodne drzewa). Dodajmy tylko, że ujście źródełka tak zaadoptowano, iż wybudowano dwa oczka przelewowe, to głębsze ma ok. 150-180 cm głębokości i latem można śmiało się tam pluskać (jeśli monitoring nie namierzy śmiałka).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Zatem najpierw rozwiązano sprawę wody pitnej, później Ossoliński zatrudnił wybitnych architektów, ale nie znamy dziś ich imienia, gdyż całą dokumentację – jak powiedzieliśmy nieco wcześniej - wywieźli Szwedzi podczas zbójeckiego pobytu na zamku. Wiemy natomiast, iż kierownikiem budowy był Włoch Wawrzyniec Senes (w niektórych źródłach podaje się najprawdopodobniej błędnie, jako Szwajcar). Ogromna, prestiżowa budowla została wzniesiona w kilku etapach, pierwszy etap budowy to lata 1621-1644. Z drona widać dokładnie, iż została lokowana na planie pięcioboku, choć niektórzy wkraczają na ścieżkę magii i astrologii i mówią o pentagramie. Najbardziej dociekliwi twierdzą, że plan architektoniczny pochodzi z Włoch, prosto z pałacu Farnese w Caprarola.
- Zamek miał być zarówno rezydencją jak i fortecą musiał więc zyskać bastionowe umocnienia. Należy też zaznaczyć, iż w czasach Ossolińskiego, pentagram nie miał złych konotacji, wręcz przeciwnie kojarzył się bardzo pozytywnie – tłumaczy Małgorzata Maciejewska, historyk sztuki
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
- Poza tym, plan Krzyżtoporu przypomina raczej "pentagram biały" czyli odzwierciedlenie siły boskiej, a wpisując "człowieka witruwiańskiego" w regularny pięciokąt może być odniesieniem do siły ludzkiego umysłu – przekonuje Małgorzata Maciejewska
- Ossoliński był gorliwym katolikiem, więc raczej wszystkie satanistyczne akcenty (uknute dopiero w XIX wieku) należy wykluczyć – kończy historyk sztuki
Idąc tym tropem warto wziąć pod uwagę samego Leonardo da Vinci, który upowszechnił ten „okrąg i kwadrat” w 1490 roku, aczkolwiek bez jakiegokolwiek zabarwienia satanistycznego.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ród Ossolińskich herbu Topór miał być wieczny, jak krzyż i topór, ale historia zrewidowała te plany. Czas, historia, a przede wszystkim symbolika i prestiż pałacu nieco zbladły, gdy powstał Wersal (początek budowy 1668 r.; ogólna powierzchnia ponad 800 ha). Niemniej przewodnicy podkreślają, iż w czasach kilkunastoletniej budowy zamku był największą rezydencją w Europie, mówią też o symbolach; cztery baszty (cztery pory roku), 12 sal balowych (12 pór roku), 52 komnaty (52 tygodni), 365 okien (365 dni w roku). Ale czy ktoś to policzył?
Z całą pewnością wiemy, co się stało z zegarem w bramie głównej, wywieźli go Szwedzi podczas potopu szwedzkiego, nie zdołali tylko wyrwać z murów symboliki, tj. litery ”W” (i krzyża) oraz tablicy z... toporem (i datą zakończenia kolejnego etapu budowy 1631). Całe szczęście, że nie podpalili zamku, co niemal zawsze czynili podczas grabieży.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ciekawostki
O zamku krążą legendy i ciekawostki. Jedną z nich jest "pojawianie się" syna właściciela podczas zwiedzania zamku nocą, podobnie jest z „białą damą”, która w okrutny sposób traktowało ludzi "nieakceptowanych" przez jej... pudla. Ale takie bajki przewodnicy wciskają niemal wszędzie, także na zamku w Golubiu-Dobrzyniu czy na zamku Grodziec na Dolnym Śląsku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Z dużym prawdopodobieństwem można zaś powiedzie o zamiłowaniu Ossolińskiego do koni, karet i powozów. Specjalnie dla rumaków kazał wyłożyć stajnię kryształowymi lustrami (miały odbijać światło), a żłoby kazał wykonać z marmuru. Czasem się śmiejemy z tego, choć nie wykluczamy, ale przewodnik z fantazją dodaje także, iż mogły to być marmury z pobliskiej Morawicy w Górach Świętokrzyskich. Owszem mogły, ale twardych dowodów brak.
W stajni, co stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, panują doskonałe warunki akustyczne, jak w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Stajenny Ossolińskiego wpadł na pomysł, aby ulżyć saniom ciągniętym przez zaprzęgi konne i na rozkaz Krzysztofa - wyłożono zimą - ceglane podłogi... kostkami cukru, ponoć płozy ślizgały się jak po lodzie. Przyznacie, iż to drogi zabieg, ale nie dla wojewody. Cóż, jeśli szejkowie budują dziś sztuczne wyspy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i mają złote klamki (sedesy i umywalki w pałacach), to dlaczego Ossoliński nie mógł sypać... cukrem.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Z cukrem wiąże się także inna historia, otóż zamek Krzyżtopór miał mieć podziemny korytarz do Ossolina, a podróż w dwóch kierunkach też odbywała się saniami ślizgającymi się po...cukrze. Jeśli tak było, to korytarz ten musiał mieć ok. 18-20 km, ile w tym prawdy?
- Mają to wyjaśnić kolejne, podziemne badania archeologiczne – powiedziała Monika Starzyńska, przewodniczka zamku Krzyżtopór
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Z ust do ust przekazywana jest kolejna ciekawostka, jakoby sufit sali balowej (inni mówią o wieży oktagonalnej) miał być wykonany ze... szkła hartowanego. W tamtym czasie, to było „coś”, a jeśli dodamy jeszcze akwarium ze złotymi rybkami, to już zakrawa na magię. Czy potraficie sobie to wyobrazić? Jednak to całkiem prawdopodobne, bo Ossoliński zwiedził i uczył się w całej Europe, był uważnym studentem i obserwatorem. Wykorzystał to w swoim zamku, np. wymyślił windę towarową, którą podawano wyśmienite posiłki prosto z pałacowej kuchni. Dziś, niestety, straszą tylko otwory po tej nieziemskiej, na owe czasy, konstrukcji.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / widok z okna zamku od strony północno - zachodniej, kiedyś były tu przepiękne ogrody o pow. 1,6 ha; dziś żeremia budują zamkowe bobry...
Nikt jednak nie dociekał, jak rozwiązano sprawę ogrzewania zamku Krzyżtopór. Wielu przewodników mówi o centralnym ogrzewaniu, ale trudno w tym temacie porównać obecne rozwiązania z tymi zastosowanymi przez Ossolińskiego. Jednak głównym sposobem ogrzewania zamku, nie wiemy czy efektywnym, były piece kaflowe, kanały wentylacyjne (i grzewcze). Trudno zakładać, iż goście na sali balowej, nie mieli ogrzewania, ale temat ten jest tak ciekawy, jak w ruinach zamku Sobień w Bieszczadach czy na zamku w Malborku. Warto dodać, że na każdym półpiętrze i przy salach balowych funkcjonowały toalety. Ten temat jest pomijany w opracowaniach, ale wiemy, jak ważny to element (fizjologiczny) dla człowieka. Przecież tam, nawet król chodzi sam!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / bastion "Oto dla Ciebie"
W kulisach zamkowych mówi się też o wielkich skarbach ukrytych przez dawnych właścicieli. Problem w tym, że szukano ich tuż po wojnie, szukano później, jak „złotego pociągu” czy złota Wrocławia, ale nic drogocennego (oficjalnie) nie znaleziono.
Co jeszcze wiemy o zamku?
Nie ma tego w przewodnikach, opisach, ale powojenni eksploatatorze (a także) szmalcownicy mówili o zakopanych kilka metrów pod dziedzińcem, jakiś dziwnych instalacjach, przypominających sabat czarownic? Wtedy nie było georadarów i tego typu urządzeń, ale istnieją przypuszczenie (hipoteza), że pod ziemią są jeszcze ciekawsze artefakty do zbadania i skatalogowania. Zatem czekamy na tę sensację, jak na wiarygodną wersję o kompleksie "Riese" na Dolnym Śląsku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / z dziedzińca głównego wchodzimy na "dziedziniec amfiteatru", bajkowa akustyka...
Wiemy też z całą pewnością, że w 1644 roku (praktycznie po skończeniu ostatniego etapu budowy) zamek odwiedził król Władysław IV Waza wraz ze swoim dworem, powozami i metresami (był na ślubie pierworodnego syna Ossolińskiego). Już wówczas zamek Krzyżtopór wywarł na nim ogromne wrażenie. Warto tylko dodać, iż Krzysztof Ossoliński cieszył się ukończonym pałacem tylko przez rok, w 1645 roku zmarł na nierozpoznaną chorobę płuc.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / "amfiteatr"' tu odbywały się przedstawienia teatralne przy doskonałej akustyce... Nikon D850, obiektyw Tokina SD 16-28, f2,8 FX
W 1655 roku zamek został zajęty podstępem przez Szwedów. Niewyobrażalne bogactwo, należny prestiż i źródlana woda (ważyli tu piwo) – wszystko to spowodowało, że przebywali tu całe dwa lata. Działali systematycznie i z należytą dokładnością, wymietli okazałą bibliotekę, archiwum, zdobienia marmurowe, cenne obrazy (mówi się o Paulu Rubensie, Rembrandcie a nawet Albrechcie Dürerze) czy wspominany zegar z baszty wjazdowej. O 300 koniach, które miał Ossoliński tylko nadmieniamy! Erik Dahlberg, kwatermistrz wojsk szwedzkich, utalentowany rysownik, wykonał nawet pierwszy szkic zamku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / strona pn.-zach., oczka wodne krystalicznie czystej wody, wyjście na ogrody, widok na bastiony '"Szary mnich" i "Korona"
Po nagłej śmierci fundatora zamku jego majątek przeszedł w posiadanie syna Krzysztofa Baldwina. Nie na długo, zdradziecka strzała ugodziła śmiertelnie pierworodnego syna w bitwie pod Zborowem (powstanie Chmielnickiego 1649 rok). Później zamek przechodził z rąk do rak: Kalinowscy, Morsztynowie, Potoccy, Sanguszkowie, Denhoffowie, gen. wojsk litewskich Jan Michał Pac, Łempiccy i inni. Wspomnieliśmy wcześniej, że podczas konfederacji barskiej (1769), dokonano podpalenia, zamek doznał ogromnych zniszczeń i już nie podniósł się z kolan. Ostatnimi przedwojennymi właścicielami zamku byli przedstawiciele rodziny Orsettich, którzy kupili posiadłość w 1858 r. i przebywali tu aż do 1944 roku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Tuż przed zimową ofensywa Armii Czerwonej na Berlin, dowództwo urządziło tu magazyny żywnościowe (a nawet strzelnice). Można tylko domniemać, jak zostawili tę ruinę w wyścigu do Berlina, by tylko wyprzedzić gen. Pattona.
W 2018 roku, prezydent Duda podpisał uchwałę nadającą zamkowi tytuł „Pomnika historii”. Czy ziści się odbudowanie zamku i jego wyposażenie? To pytanie kierujemy do wicepremiera Glińskiego i Prezydenta RP. Pałac Saski ma być odbudowany, a Krzyżtopór?
Ujazd - według Długosza, był najpierw własnością rodziny Oleśnickich herbu Dębno, ale w XVI wieku wieś należała już do rodu Zborowskich. Po nich przeszła w ręce rodu Ossolińskich - jako ich własność wymieniona jest już w dokumencie z 1584 roku.
rys. Instytucja Kultury "Zamek Krzyżtopór" - gmina Iwaniska - tak wygląda zamek po rekonstrukcji cyfrowej
Ossolińscy wywodzą się z możnego rodu Toporczyków z Morawicy koło Krakowa. O ich godnościach w państwie krążą legendy. Ale i dzisiaj mamy dzieci PRL-owskich bonzów w mediach, telewizji, polityce, a nawet sądach.
W XIV w. jedna z gałęzi rodu rozpoczyna karierę osadzie Ossolin k. Sandomierza (dzisiaj gmina Klimontów, niedaleko Ujazdu). Zwracamy na to uwagę, bo zarówno takich miejscowości jak Ujazd czy Klimontów, jest w Polsce kilka. Nie należy zatem mylić Klimontowa k.Opatowa z Klimontowem k. Proszowic.
Zamiast zakończenia
W latach 90. ubiegłego wieku zamek (ruiny) udostępniono turystom, eksploratorom, zwiedzającym. Kręcono tu też filmy, np. „Gabriel”, „Droga w świetle Księżyca” (1972), „Potop” cz.2 (1974 ), ”Ojciec Mateusz” (2010), organizowano „Noce kabaretowe”, turnieje rycerskie czy nocne zwiedzanie ruin. Gmina ma też inne ambitne plany, jak przygotowanie ścieżek dydaktycznych dla dzieci, ukończeniu muzeum czy pełne zagospodarowanie dziedzińca.
Każdy, kto tu przyjedzie widzi, jak wiele już zrobiono, co zabezpieczono, by bezpiecznie zwiedzać ruiny, które praktycznie są w 90 proc. w stanie oryginalnym (z piaskowca kwarcytowego i kunowskiego). Zamek - o czym wspomnieliśmy wcześniej - nigdy nie był przebudowywany, nie trzeba też być znawcą sztuki czy likwidatorem kamienic, aby wyobrazić sobie, jak musiały wyglądać wnętrza (wyposażenie, stolarka, meble, zegary, cenne obrazy) czy stajnie dla 300 koni!
Zarządzanie nad zamkiem sprawuje Urząd Gminy w Iwaniskach, który w latach 2010-2014 przeprowadził, dzięki wsparciu ze środków Unii Europejskiej, konserwację zamkowych ruin bez naruszania oryginalnej bryły. Wytyczono nowe trasy, dostosowano zamek do wymogów turystycznych (opisy, trasy zwiedzania, toalety, kawiarenka).
Czego brakuje? Choćby opisów najważniejszych sal, komnat, wież z wykorzystaniem środków audiowizualnych. Tę rolę nadal wykonują przewodnicy, ale dla małej rodziny to nadal nieopłacalny biznes (50 zł praca przewodnika). Niepełnosprawni nie mają szans wjechać na wyższy poziom.
Każdy też może sobie wybrać trasy zwiedzania zamku:
- Zielona: Trasa zwiedzania bastionów;
- Granatowa i Niebieska: Trasa zwiedzania oficyny i pałacu;
- Błękitna: Trasa zwiedzania źródła i ogrodów;
- Żółta: Trasa zwiedzania piwnic
- Czerwona: Trasa zwiedzania piwnic dla odważnych.
infografika Urząd Gminy Iwaniska
Naszym zdaniem, zamek Krzyżtopór należy do najładniejszych obiektów pałacowo-zamkowych w Polsce, jego autentyczność i "nienaruszony trend przebudowy", dodaje tylko właściwego smaczku. Warto tu przyjechać o każdej porze roku i dokładnie przeszukać tajemnicze labirynty i korytarze. Mamy nadzieję, że za jakiś czas zarządca znajdzie fundusze na dopieszczenie... ogrodów. To byłoby spełnienie marzeń każdego odkrywcy szukającego w takich obiektach spokoju od drażniącego tętna miasta, przy jednoczesnym dążeniu do odkrycia ukrytych tu skarbów. Nie musi to być „Złoty pociąg” czy „Bursztynowa komnata”, ale jakiś „skromny” obraz Rafaela czy Rembrandta.
redakcja autoflesz.com