Dość długo przymierzaliśmy się do zdobycie tego najwyższego wzniesienia (po Krzyżnej Górze) w Rudawach Janowickich. Latem tłumaczyliśmy sobie, że to bułka z masłem, zimą... czekaliśmy na śnieg. Tymczasem, przy temperaturze +4 st. Celsjusza, śnieg stopniał, jak pensje nauczycielskie w Polskim Ładzie. Postanowiliśmy jednak zakończyć wyprawę do Doliny Pałaców i Ogrodów Dolnego Śląska z przytupem. Ale po kolei...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dlaczego takie postanowienie. Otóż kończą się ferie dla woj. kujawsko-pomorskiego (i kilku innych), a na śnieg i siarczyste mrozy nie ma co liczyć. Postanowiliśmy zatem wziąć szarżą ułańska Sokolnik, pałac Bobrów, a po drodze Karpniki i zamek w Łomnicy. Przypomnijmy jedynie, że zamki opisywaliśmy wielokrotnie, a najładniejszy z nich – choć nie jest udostępniony do zwiedzania – mieliśmy możliwość uwiecznić w kadrze naszego Nikona (od środka). To perełka, ale dziś nie będzie o zamkach, a o bardzo ciekawym krajobrazowo i historycznie wzniesieniu w Rudawach Janowickich, pomiędzy Trzcińskiem a Janowicami i jego najwyższym punkcie - Sokoliku. Owszem to nie Tatry, tym bardziej Himalaje, ale nawet Wanda Rutkiewicz wspinała się na początku kariery na skałkach Sokolika.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Nie pytajcie o drogę, bo numeru raczej nie znajdziecie, kiedyś (w PRL-u) była to droga IV klasy odśnieżania. Gdy jest tu śnieg robi się bajkowo, a o walorach tego regionu, malowniczych Górach Sokolich, Górach Kaczawskich, Rudawach Janowickich czy malowniczych górskich drogach, po których jeździli kiedyś karetą książęta, a nawet koronowane głowy, mówią niemal wszyscy turyści przyjeżdżający do Jeleniej Góry. Idąc z postępem... karety zamienili na SUV- z napędem 4x4.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Sokolik (642 m n.p.m.) - ten charakterystyczny obiekt zobaczycie już z daleka, to wyróżniający się punkt Gór Sokolich i Rudaw Janowickich. Wystarczy zjechać na prywatny parking (po jednej i drugiej stronie Przełęczy Karpnickiej) i obrać azymut na Schronisko „Szwajcarka” (ok. 15 min. swobodnym krokiem). W okresie wakacyjnego boomu właściciel terenu pobiera opłatę parkingową, teraz mieliśmy szczęście („for free”). Właściciele samochodów 4x4 mogą podjechać pod „Szwajcarkę”, ale droga jest wyboista, teraz pokryta zmrożonym śniegiem i uwikłana kilkoma zakrętami, o dużym stopniu nachylenia; uważajcie na przepusty wodne, korzenie drzew, osuwiska. Wspominamy o tym dlatego, że jeśli zaryzykujecie jazdę typowym autem przednionapędowym, to stwarzacie zagrożenie dla innych zjeżdżających z góry.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / "Szwajcarka" - zjazd do wytyczonego parkingu prywatnego na Przełęczy Karpnickiej. Bez opon zimowych i napędu 4x4 nawet nie próbujcie...
Na wąskiej drodze zwykle mieści się tylko pojedyncze auto; gdy wasze nie jest w stanie podjechać robi się problem. Przed schroniskiem jest parking, zwykle płatny, dziś - po raz kolejny - mieliśmy szczęście. Co zaoszczędziliśmy, to wydaliśmy z nawiązką schodząc z Sokolnika, ale nie żałujemy, bo warto dać kilka dutków na rozwój tego schroniska.
Ruszamy w drogę - czerwonym szlakiem
Jeszcze tylko zapytanie do pani ze schroniska o najlepszy szlak (w tych trudnych warunkach) i do roboty. Wspinaczkę zaczynamy szlakiem czerwonym, choć nie mamy raków, idziemy jakiś 15 minut... niemal bezproblemowo. Dopiero przy kilku zejściach, gdzie krzyżują się szlaki (również na Górę Krzyżną i Zbójnickie Skały), zaczyna być ślisko, bardzo ślisko. Po drodze mijamy schodzących z Sokolnika zaopatrzonych w kijki i markowe buty. To znacznie ułatwia wspinaczkę, jak również zejście.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / okrążyliśmy górę nadkładając nieco drogi, ale podejście było bez ostrych kamieni, za to dość strome w niektórych końcowych partiach...
Po drodze mamy namalowane trasy wspinaczkowe, ale dalej trzymamy się czerwonego szlaku, ponoć jeden z łatwiejszych. Jednak napotkani piechurzy z Góry Krzyżnej rekomendują obejście Sokolnika (Sokolik Mały i Sokolik Duży) znacznie łagodniejszym trawersem (pominiętym przy oznakowaniu terenu). No dobrze, pomyśleliśmy, ale w praktyce była to wspinaczka po bandzie, raczej po zmrożonym śniegu i ukrytych pod nim kamieniach.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / parking przy Schronisku "Szwajcarki" i czytelne drogowskazy wykonane przez PTTK
Gdy już zobaczyliśmy podnóże Sokolika – niestety – trzeba było się wspinać mocno pod górę. Jak powiedzieliśmy, dość głęboka warstwa zmrożonego śniegu nie ułatwiała sprawy, co więcej, dwa razy zapoznaliśmy się ze śnieżną pierzynką. Przyznacie, to dość niekomfortowa sytuacja, zwłaszcza, iż w ręku trzymacie kamerę...
Wspinaczka kończy się po 30 min. od minięcia „Szwajcarki”, widać już potęgę Sokolnika, moc dzikiej przyrody, a nawet odciski lisich łap. Wspomnieliśmy na początku, że było ślisko, ale nikt nie uwierzy, że skalne schody prowadzące do wejścia na szczyt są oblodzone, jak nierozmrożona zamrażarka teściowej. Tragedia, nie polecamy seniorom i dzieciom, o wypadek nie jest trudno. Dodajmy jedynie, iż para w średnim wieku zrezygnowała z dalszej wspinaczki już po wejściu na metalowe schody, na pierwszy taras. Lęk wysokości, bardzo silny wiatr i narastające oblodzenie może stymulować epinefrynę (hormon strachu, walki, a w efekcie końcowym... ucieczki). Czy warto ryzykować i chodzić po górach? Taternicy, himalaiści nie lubią takich pytań na temat zdobywania górskich szczytów, często ucinają dalszą dyskusję i odpowiadają krótko: "Bo są".
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Potwierdzamy, przy takim oblodzeniu, do tego lęku wysokości, to skrajnie niebezpieczne. Teraz wiemy, jak skrajne warunki mają himalaiści, a idą w góry zimą i zdobywają kolejne ośmiotysięczniki. My doświadczyliśmy jedynie namiastkę tego już na samej górze, aczkolwiek tlenu nie brakowało, nie było zdradzieckich szczelin. Wiało tak, że czapki spadały z głów, a utrzymanie równowagi na oblodzonej platformie graniczyło momentami z cudem. Na szczęście na samym wierzchołku są dwie ławeczki i barierki ochronne, co pozwoliło na przeczekanie podmuchów wiatrów karkonoskich (podobno to Fen, wiatr halny uprzykrzający życie miłośnikom wspinaczki i mieszkańcom Karkonoszy).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sokolik Mały i Duży, dawniej była na wierzchołku kładka...
No dobrze, ryzyko z wejściem było całkiem spore, ale z góry trzeba zejść, również po oblodzonych schodach metalowych, a później kamiennych postumentach. Powiemy krótko, udało się! Samo zejście wokół Sokolnika w stronę „Szwajcarki” odbyło się już bez przygód, lęku wysokości, czy turbulencji powierza. Dodajmy jeszcze, że widoki na Rudawy Janowickie, Góry Sokole, wieś Trzcińsko, Karpniki i Janowice.... są bezcenne. Zresztą zdjęcia same mówią za siebie, przynajmniej taką mamy nadzieję.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Byliśmy ciekawi, kto zabezpieczył wejście na Sokolik i umocnił metalowe schody. Okazuje się, że już w 1885 roku lokalna organizacja turystyczna Riesengebirgsverein (RGV) zadbała o pierwsze „udogodnienia” dla coraz większej grupy turystów odwiedzających to miejsce. Warto dodać, że właśnie Sokolik był jedną z pierwszych ścianek wspinaczkowych Wandy Rutkiewicz i (podobno) Jerzego Kukuczki. Rutkiewicz nawet nocowało w schronisku, w pokoju na poddaszu.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / widok na Krzyżną Górę
Z ciekawością przyjęliśmy też informację, że pierwsze schody były drewniane, znacznie później zastąpiono je metalowymi z barierkami, na szczycie zaś umocowano platformę widokową. Jako ciekawostkę podajemy, iż Sokolik (Duży i Mały) był połączony kładką, którą rozebrano tuż po II wojnie światowej. I tak jest do dziś.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Góry Sokole i Krzyżna Góra
Schronisko „Szwajcarka” – to punkt charakterystyczny na szlaku Sokolika, Krzyżnej Góry czy Gór Sokolich. Początki budowy tego schroniska mają ścisły związek z pobliskim zamkiem w Karpnikach.
- Właściciel zamku w Karpnikach, Wilhelm von Hohenzollern (1783-1851), brat króla Prus, Fryderyka Wilhelma III, nakazał zbudować na zboczu Krzyżnej Góry domek myśliwski na wzór budowli z Wyżyny Berneńskiej w Szwajcarii – czytamy w opisie przewodnika
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Schronisko PTTK Szwajcarka
„Szwajcarka” pochodzi 1823 roku i została zbudowana w stylu tyrolskim, oczywiście z bali drewnianych. Ma własne ujęcie wody, dziś parking i sporo miejsca na imprezy plenerowe. Na piętrze znajdowała się sala biesiadna z kominkiem i dwa pokoje. Dziś można wynająć tu pokoje, odpocząć, zobaczyć wschody i zachody słońca.
Po II wojnie światowej „Szwajcarka” należała do Lasów Państwowych. Głośno było w 1990 roku o zabójstwie gajowego w niewyjaśnionych okolicznościach. Później okazało się, że brutalnego mordu dopuściła się b. właścicielka schroniska i ukryła zwłoki w bardzo nieciekawym miejscu.
Dopiero w 1950 roku obiekt przejęło PTTK - zmodernizowano kilka ważnych elementów i uruchomiono schronisko turystyczne. W środku jest ciepło (można palić tylko drewnem, jak w Bieszczadach), dzięki obecnym dzierżawcom powstała też baza noclegowa i gastronomiczna.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Husyckie Skały są po drodze na Sokolik i Krzyżną Górę
Husyckie Skały - wypiętrzenie skalne o wysokości około 20 m u północno-wschodniego podnóża Krzyżnej Góry. Opada ku Przełączce, oddzielającej je od Sokolika. Zbudowane są z waryscyjskich granitów karkonoskich z żyłami aplitów. Husyckie skały tworzą dwie baszty, łatwo dostępne ze ścieżki biegnącej powyżej nich. Husyckie Skały są mocno zakotwiczone w legendzie z sierpnia 1434 roku. Uciekający z zamku Sokolec (u stóp Krzyżnej Góry) husyci zmylili drogę i popędzili na koniach wprost ku przepaści. Dawniej na najwyższym kamieniu zamocowano odlew orła szykującego się do lotu. Kamień ten nazywany jest też Kamieniem Blüchera. Historycznie nazwa ta związana jest z feldmarszałkiem Gebhardem Leberechtem von Blücherem, który pokonał Napoleona pod Lipskiem. Dziś można dostrzec tylko otwory mocujące żeliwny odlew orla.
Zamiast podsumowania
Góry, nawet takie niewysokie, jak Rudawy Janowickie czy Góry Sokole wciągają, jak narkotyk. To od ciebie zależy, czy dasz się wciągnąć, czy pokonasz uzależnienie jak †Tomasz Mackiewicz (zginął na Nanga Parbat w styczniu 2018 r.). Znani, wielcy himalaiści mają wielki szacunek do gór wysokich, ale pamiętają także o tych skałkach, co były dla nich bazą do wielkiej wspinaczki. Tak, skałkach, bo w porównaniu do K2 Sokolik jest cieniem wielkiej góry, jak w znanym hicie Budki Suflera. To po pierwsze.
Po drugie ludzie szukają adrenaliny, skaczą na bungee, inni zjeżdżają na narach z K2, jeszcze inni świadomie nie szczepią się przed Omikronem. Po trzecie wreszcie są i tacy co, nie potrafią powiedzieć, wytłumaczyć, dlaczego to robią...
Być może właśnie dla nich, zachłannych na życie, góry są spełnieniem i odskocznią od tętna wielkiego miasta, coraz szybszego i intensywniejszego. Pięknie to podsumował Władysław Krygowski: „Dla jednych góry są tylko rumowiskiem głazów, dla innych najwspanialszą architekturą, wniesioną ponad przemijaniem i trwaniem, dla jeszcze innych wiecznym niedosytem i niespełnieniem. Czym będą dla was – od was tylko zależy. Kochajcie je – będą coraz piękniejsze”.
- przeczytaj także:
- Warto zwiedzić: Zamek Karpniki - ciekawostki, które warto poznać
- Na trasie pałaców i ogrodów - Pałac Wojanów
- Pocztówka z Dolnego Śląska i Jeleniej Góry - uroki zimy w Karkonoszach
redakcja autoflesz.com