Bożków: jeden z najpiękniejszych pałaców Dolnego Śląska czeka na kolejnego właściciela

Ferie dla województwa kujawsko – pomorskiego rozpoczęte. Od razu pojechaliśmy na wielkie zwiedzanie pałaców i zamków woj. dolnośląskiego. W to miejsce wybraliśmy się od dawna, wreszcie się udało, ale połowicznie. Pałac w Bożkowie - jeden z najpiękniejszych na Dolnym Śląsku - nadal zamknięty, a zwiedzanie pałacowych wnętrz praktycznie niemożliwe.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Pomyśleliśmy sobie, może kolejnym razem będziemy mieli więcej szczęścia, w każdym bądź razie będziemy próbować dalej. Ci co tu byli mówią podobnie, obecnie to już kolejny właściciel tego pałacu, ale niewiele się tu dzieje. Nikomu nie zależy, ani na remoncie, ani na cegiełce na odnowę tego zabytku hrabiowskiego rodu von Magnis. Jak twierdzą znawcy pałac w Bożkowie należy do najładniejszych obiektów pałacowych na Dolnym Śląsku, zaś nielicznie twierdzą, że nawet w Polsce.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Przypomnijmy tylko, że do zamku Roztoka też nie dostaliśmy się za pierwszym razem, ale ponowiliśmy atak na tę wyjątkowo piękną rezydencję niedaleko Bolkowa, gdzie naziści mieli ukryć aż 27 ton złota. Złota jakoś nie odnaleziono, zaś legenda przyciąga do Roztoki kolejnych eksploratorów, a sam zamek wstaje z kolan.

Czy tak samo będzie w Bożkowie? Niewielu  w to  wierzy, bo pałac ponownie jest na sprzedaż. Co więcej, pani która odprowadzała, za zgodą właściciela, po komnatach pałacowych zmarła trzy tygodnie temu. Pałac wymaga natychmiastowej reanimacji, ale czy to będzie możliwe?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Zdjęcia, które prezentujemy są porażające, już nie chodzi o totalny grzyb, zerwane rynny, brak szyb w oknach, kłujący w oczy  bałagan, tylko to, że właściciel nic sobie nie robi z obowiązku ratowanie tego obiektu. Szkoda, że książę  Karol (obecnie  król Karol)  nie kupił tego bajkowego pałacu w 2010 roku.*

*/dziś dostępne, wiarygodne źródła nie potwierdzają tego dealu...

Owszem trzeba włożyć w ten obiekt bardzo duże pieniądze, ale po ratującym życie remoncie można oczekiwać dochodów, licznych turystów, etc. Tak właśnie jest w zamku Karpniki, który dzięki uporowi, ciężkiej pracy i finansowym wkładzie nowy właściciel wskrzesił dla gości. Nie ukrywajmy, głównie dla Niemców i tej bogatszej populacji społeczeństwa.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Krótko na temat oferty kupna
Rozbudowany obiekt powstał dzięki hr. von Magnis, był też kilka razy przebudowywany. Do II wojny światowej praktycznie nie ucierpiał. Degrengolada rozpoczęła się już w PRL-u, po opuszczeniu szkoły z tego obiektu. Obecna bryła zachowała swój kształt z lat 1787–1791, choć modernizacja pałacu – po pożarze - miała miejsce w 1871 roku. W okresie Polski Ludowej pałac także przechodził remont "podtrzymujący" życie. Później długo szukano nowego właściciela, a szabrownicy znaleźli sobie dochodowy interes. Jak mówią miejscowi, pałac miał bardzo bogatą kolekcję obrazów i bibliotekę. Dziś tylko słychać wiatr hulający w pałacowych komnatach (brak szyb  w oknach, zniszczone ościeżnice, przeciekający dach).

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Pałac przeszedł ostatni generalny remont w 1973 roku, była tu także szkoła, ale po jej przeniesieniu w inne miejsce, pałac zaczął systematycznie popadać w ruinę. W 2005 starosta kłodzki sprzedał pałac spółce Fenelon Group za 2,5 mln zł. Niestety, spodziewano się remontów, modernizacji, inwestycji. Nadaremnie!

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

W roku 2010 kupił go kolejny inwestor z Sobótki, który czasami odwiedza to miejsce, sprawdzając jedynie łańcuchy i kłódki przy bramie. Ogłoszenia o różnej treści są zrywane, zostały te, które pozostać musiały (dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego). Pałac jest wystawiony na sprzedaż za 6,7 mln złotych, ale chętnych brakuje. Jeszcze do niedawna widniało ogłoszenie:

"Wnętrza pałacu są zachowane w dobrym stanie. Piorunujące wrażenie robi okazała klatka schodowa wyłożona ciemną dębiną. Na klatce schodowej, doświetlanej przez świetliki dachowe, wiszą żyrandole z rzeźbionego drewna i jelenich rogów". 

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

To miejsce jest wprost wymarzone na pięciogwiazdkowy hotel, SPA, ośrodek konferencyjny, kurort wypoczynkowy a nawet muzeum.

Po 1945 pałac przeszedł na własność skarbu państwa, a od 1999 był własnością starostwa w Kłodzku. Przez wiele lat mieściły się w nim różne szkoły agrotechniczne: od grudnia 1951 Ośrodek Szkoleniowy Kierowników Gospodarstw Rolnych, od 1956 Technikum Rolnicze.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Dziś szkoły rolnicze, pobudowano naprzeciwko pałacu i ogrodu, a śmieci, puszki (i butelki) po piwie  są porzucane zaraz za siatką  pałacu.

Bożków dawniej i dziś 
Bożków to wieś na trasie Nowa Ruda - Kłodzko. Wieś niezwykła, bo ma nadal piękny, choć wymagający natychmiastowej reanimacji neobarokowy pałac, a także: Zespół Szkół Rolniczych (Technikum Rolnicze im. Władysława Reymonta) i Centrum Kształcenia Rolniczego. W innym budynku zlokalizowano Zespół Szkół nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi, jest też żłobek i przedszkole.

Infrastrukturę tej wsi, najstarszej na ziemi kłodzkiej uzupełnia kościół  pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, tuż obok kościoła i pałacu jest dobrze zaopatrzony sklep wiejski. 

Wieś (niemiecka nazwa Eckehardisdorf ), o której wzmiankowano w dokumentach kościelnych pochodzi z 1348 roku, należała do Eberharda von Maltwitza. Po śmierci właściciela majątek podzielono, jedna część należała do rodziny Guesner (najprawdopodobniej od 1423 roku). Nieco później drugą parcelę kupiła rodzina von Raucek (od 1520 roku).

Dokładnej daty budowy pałacu nie znamy, ale od 1520 r. był własnością wspomnianej rodziny von Raueck. Koniec wojny 30- letniej zmienił prawo własności, dokonano konfiskaty pałacu i przekazano w dzierżawę lekarzowi cesarza Austrii Casparowi Jäschke von Eisenhut. Później pałac otrzymali jezuici, którzy odsprzedali posiadłość hr. Johanowi Georgowi von Götzenowi. To on dokonał jego rozbudowy, myślał nawet o fontannach i basenie. Zmarł, nie pozostawiwszy potomka, a pałac wraz z ogrodem otrzymał w 1780 r. jego siostrzeniec Anton Aleksander von Magnis.*

*/ Niektóre źródła podają, że rozbudowana posiadłość szwedzkiego rodu Magnisów wybudowana została w 1877 roku na ruinach spalonego pałacu z 1780 roku.

Anton von Magnis mocno inwestował w zespół pałacowo-parkowy. Zatrudnił znanych projektantów ogrodów i parków, wybudował: pływalnię, oranżerię, bażanciarnię i staw. Staw i pływalnia były oczkiem w głowie magnata. Co ciekawe, na okoliczność przyjazdu królowej Luizy do Bożkowa kazał sprowadzić złote rybki i wpuścić je do stawu. Miał gest, to pewne, ale głowę też nie od parady...

Kolejna ciekawostka - ostatni członek hrabiowskiej rodziny, syn Ferdinanda von Magnis oraz Marii Anny hrabiny von Magnis, urodził się w Bożkowie (26 maja 1936 roku). Dzisiaj Maria Franz Anton Valerian Benedictus Ferdinand von Magnis nazywa się Franz Magnis-Suseno i jest jezuitą pracującym w Indonezji, a także znanym teologiem i filozofem. W dzieciństwie wraz z rodzicami i czworgiem rodzeństwa mieszkał w pałacu.
Historię jego życia opisał Dawid Sarysz w artykule „Gmina Nowa Ruda: Ostatni bożkowski Magnis. Pałac w Bożkowie” /źródło: bozkow.weebly.com/

Wśród gości, którzy odwiedzili Bożków – już po odbudowaniu spalonego pałacu - znalazł się późniejszy prezydent USA J.Q. Adams (w sierpniu 1800 r.),  wspomniana już królowa Luiza i Fryderyk Wilhelm III Hohenzollern.

Warto dodać, że majątek hrabiego Magnisa mocno pomnażały kopalnie węgla w Bożkowie i Słupcu. Hrabia już wtedy myślał o nowym napędzie elektrycznym i generatorach do zasilania pomp ciepła (pływalnia, oranżeria, pałac). Niestety, na pierwszy silnik elektryczny trzeba było poczekać jeszcze ponad dwie dekady.
Szczególną sławą cieszyły się uprawiane przez hr. Annę Marię orchidee, oczywiście z Bożkowa. W pałacowych ogrodach (prawdopodobnie już w 1800 roku) wybudowano tzw. zameczek. To  sztuczna, romantyczna ruina, gdzie umieszczono 16 płyt nagrobkowych z XVI i XVII wieku. My znaleźliśmy jakieś niezidentyfikowane, porozrzucane fragmenty pokryte mchem z datą 1870.  

Nie byłoby tematu, wartkiej narracji, gdyby blogerzy nie dopisywali wątku o ukrytym skarbie na terenie ogrodu, a dokładniej pod dnem pływalni. Część rzekomego skarbu mieli znaleźli miejscowi mieszkańcy, ale to może być tylko wabik na turystów przyjeżdżających tu i wyjeżdżających... odbijających się od furtek pozamykanych na zardzewiały łańcuch.

redakcja autoflesz.com

 

Publish modules to the "offcanvas" position.